Facebook
kontakt
logo
Strona główna > MŚ 2010
AFRYKA Z KRAKOWA Jerzego Cierpiatki (24): Iniesta - tama postawiona barbarzyństwu2010-07-12 12:12:00 Jerzy Cierpiatka

Nigdy nie wymażę z pamięci tej świadomej ucieczki z przeklętego miejsca. Na rzymskim Stadio Olimpico niemiecka radość mieszała się z argentyńską rozpaczą. Po koszmarnym przebiegu finału mistrzostw świata pozostało zaszyć się głęboko w jakimś kącie biura prasowego i powoli dochodzić do równowagi. Tamto zderzenie z chamstwem Argentyny ludzie Franza Beckenbauera zwycięsko przetrwali. Przegrani złorzeczyli sędziemu, że wyrzucił z boiska dwóch brutali, a pod sam koniec meczu podyktował dla Niemców rzut karny. To było, bagatela, dwadzieścia lat wstecz. Wczoraj szczęście też polegało wyłącznie na tym, że wygrała drużyna lepsza.  

Pamiętam różne oblicza Holandii, ale tak upiornego wizerunku - nigdy. To, co wczoraj pokazała musi być postrzegane w kategoriach barbarzyństwa. Niegrzecznych chłopców nie brakowało w przeszłości. Choćby Wim van Hanegem, lecz gdzież mu do następcy, Marka van Bommela. W 1974 Holendrzy przegrali finał z RFN głównie z powodu grzechu pychy, która rozpanoszyła się w pomarańczowej szatni akurat w najgorszym momencie. Bo jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Van Hanegem, któremu hitlerowcy zabili ojca i starszego brata, traktował rywali z wyraźnym obrzydzeniem. Koniecznie chciał być w stosunku do nich prowokatorem. Wczoraj van Bommel, akurat zięć Berta van Marwijka, poszedł zdecydowanie dalej. Niby eleganckie oddanie piłki Hiszpanom, lecz odkopniętej głęboko na ich stronę boiska, było w istocie grepsem żenującym. Ale van Bommel już od pierwszego gwizdka okazał się przede wszystkim łotrem-faularzem. Czy tkwiła w tym jakaś metoda? Naturalnie, choć o szczegóły koniecznie trzeba spytać jego teścia. Głównego stratega planu obliczonego nie na futbol, tylko na unicestwienie wroga. 

Van Marwijk rozlicza teraz Howarda Webba za popełnione błędy, a sam zapomina co sam ma za uszami. Coś bredzi o wyjątkowej stawce finałowego meczu, jakby właśnie w nim nie należało pokazać wielkiego futbolu. Van Marwijk okazał się wczoraj osobnikiem żałosnym, chcącym narzucić światu dyktat oparty na kopach poniżej pasa. Trzeba gorąco podziękować Andresowi Iniescie, że uchronił futbol od chamów. Ba, triumfujących chamów, od czego zresztą wcale nie było daleko. 

Iniesta poszedł na ratunek nie tylko futbolowi. Osobne wyrazy podziękowań powinien złożyć Andresowi Mr Webb. Przede wszystkim z tego powodu, że dzięki golowi Iniesty angielski arbiter nie wypaczył wyniku meczu. Ale to przecież nie jest zasługą Webba... Miał on bez wątpienia cholernie trudne zadanie, rekordowo zatrważająca ilość kartek o tym świadczy. Dlaczego Webb nie sprostał oczekiwaniom? Sądzę, że w pierwszej połowie najwyraźniej przegapił moment, w którym miał obowiązek ostrego przywołania Holendrów do porządku. Chodzi oczywiście o pozostawienie na boisku Nigela de Jonga, gdy ten chciał wyrwać Xabiemu Alonso serce z płucami. Webb nie wyrzucił de Jonga do szatni, co było werdyktem kompromitującym. W pomeczowym komentarzu przede wszystkim tę absolutnie błędną decyzję wytknął Webbowi szwajcarski komentator sędziowski niemieckiej telewizji, Urs Meier. Mimo że prawie każdy arbiter (nawet były) zazwyczaj trzyma sztamę ze środowiskiem. 

Webb nie tylko w tej sytuacji zachował się źle. Carlos Puyol dotrwał do końcowego gwizdka tylko dlatego, że sędzia ze stratą dla Arjena Robbena zastosował przywilej korzyści. Van Bommelowi należała się najsurowsza kara za całokształt, a za fatalne potraktowanie Iniesty w szczególności. Iniesta sam miał mnóstwo fartu, kiedy uszło mu płazem ręczne zaatakowanie van Bommela bez piłki pod koniec zwykłego czasu gry. Robben zresztą też, za bezsensowne odkopnięcie piłki po ofsajdzie. Wreszcie, w 115. minucie wszyscy poza Webbem widzieli, że Holendrom należał się rzut rożny. Zamiast niego doczekali się chwilę później utraty gola, co bezpośrednio obciąża Rafaela van der Vaarta. Bo to konkretnie jego błąd, już nie Webba, postawił Iniestę w komfortowym położeniu. Takiego finału zresztą ani trochę nie żałowałem. Tak samo jak wcześniejszego wyrzucenia Johna Heitingi z murawy, bo w tym przypadku Webb bez wątpienia miał rację. 

Hiszpanii bezdyskusyjnie należał się ten upragniony tytuł. Grała lepiej, dysponowała wartościowszymi rezerwami od Holendrów. O roli van der Vaarta w przymusowej roli stopera już wspomniałem. Na wyczyny Edsona Braafheida śmiało można spuścić zasłonę milczenia, Eljero Elia tym razem niczym nie oczarował. Zaś powody „przeziębienia” Klaasa-Jana Huntelaara na ławce rezerwowych wobec anemicznej w całym turnieju postawy Robina van Persiego pozostaną tajemnicą van Marwijka. U Hiszpanów było inaczej. Jesus Navas, tak słaby w meczu ze Szwajcarią, teraz okazał się bardzo wartościowym zmiennikiem. Z kolei ze stanem zdrowia Cesca Fabregasa jest mimo wszystko zdecydowanie lepiej niż u Fernando Torresa. Fabregas był bardzo widoczny. Mógł być wprawdzie skuteczniejszy, ale odnotował asystę po golu Iniesty. Zaś Iker Casillas okazał się oprócz Iniesty największym bohaterem Hiszpanii, która zrobiła wyraźnie więcej od Holendrów, aby w kategoriach piłkarskich rozstrzygnąć losy najważniejszego meczu. Sympatyczny Vicente del Bosque zresztą tego bardzo pragnął. 

Zakończę krótkim akapitem o nagrodach. „Złota Piłka” została przyznana decyzją międzynarodowego jury Diego Forlanowi, należy to przyjąć z dużym zadowoleniem. Sam też coś trzymam w zanadrzu. Nagrodę za najefektowniejszą akcję mundialu. Z powodu słabego poziomu finałowego meczu, no i z braku laku, premia specjalna należy się Jerzemu Engelowi. Obsłużony ładnym podaniem przez Jacka Gmocha, spanikowany Engel najnormalniej uciekł od parzącego tematu „polska reprezentacja”. Ale zrobił to błyskawicznie i popisowo. Doprawdy, w światowym stylu...


Jerzy Cierpiatka



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty