Kontynuujemy opowieść o "Tempie" w czasie gdy gazetą kierował red. Ryszard Niemiec. Dziś czterolecie 1987-1990.
Linia zgodna z wytycznymi
Na nowy rok 1987 redakcja zaserwowała m.in. oprócz konkursowej pracy Leszka Rafalskiego, ekskluzywnego wywiadu z Garrim Kasparowem i Szopki Bruno Miecugowa kolejną „Czarną listę”. Otwierała ją sekcja zapaśnicza Siły Mysłowice.
W styczniu redakcja potwierdziła kontynuację linii programowej, zgodnej wszak z „wytycznymi” wciąż kierowniczej roli partii: „Dokonaną przez Biuro Polityczne PZPR ocenę sytuacji w polskim sporcie traktujemy jako ostrogę, przyspieszającą tempo tego marszu. Żarty się skończyły. To już naprawdę ostatni dzwonek dla wszystkich, którzy do tej pory szli na przetrzymanie. (…) Z oceny wynikają także zadania dla nas, dla prasy. Przyjmujemy je z satysfakcją, bo są potwierdzeniem tego, co staraliśmy się robić dotychczas. Publicystyka wspierająca etyczno-moralne wartości sportu oraz krytykująca przejawy degeneracji i patologii, akcje organizatorskie, jak choćby ‘Iwonicka zima w sportowym Tempie’, patronat nad budową sali gimnastycznej w Łącku, doroczne Mecze Wyzwolenia, Medal Kalos Kagathos – to wyznaczniki linii naszego pisma. Będziemy ją kontynuowali.”
Jednocześnie rosła rola oddziałów w Katowicach, Warszawie, Łodzi i Rzeszowie, a kolejny dziennikarz „Tempa” – Ireneusz Pawlik jako najmłodszy laureat w historii odebrał prestiżową nagrodę „Złotego Pióra”. Tymczasem do redakcji polonijnego tygodnika „Sport Review” w Chicago wyjechał Andrzej Godny, a krakowski zespół „Tempa” zasilił Wojciech Batko. Gazeta drożała – ze względu na wzrost kosztów jej wydawania podniesiono cenę z 12 do 15 zł, a „Magazyn Tempa” z typami wyników lig piłkarskich został przeniesiony z wydania sobotniego do czwartkowego, choć już we wrześniu 8-stronicowe wydanie kosztowało 20 zł. Za to z publicystyką na najwyższym poziomie i coraz szerszym serwisem informacyjnym (ligi piłkarskie, koszykarskie, siatkarskie, piłki ręcznej, bokserskie, tenisa stołowego) oraz relacjami z najważniejszych imprez sportowych krajowych i zagranicznych.
Wysłannicy „Tempa” obsługiwali m.in.: Turniej Czterech Skoczni (Tadeusz Toliński), MŚ w tenisie stołowym w Delhi (Leszek Rafalski), ME w zapasach w stylu wolnym w Bułgarii i ME siatkarzy w Belgii (Ryszard Kołtun), MŚ w kolarstwie w Austrii i 40. Wyścig Pokoju (Jerzy Wicherek), finał PE w piłce nożnej w Wiedniu i bokserski turniej TSC Berlin (Marek Latasiewicz), Uniwersjadę Zimową w Czechosłowacji (Andrzej Skowroński), tenisowy turniej na Wimbledonie (Zbigniew Dutkowski), MŚ w podnoszeniu ciężarów w Ostrawie (Wojciech Olszówka), ME koszykarek w Hiszpanii (Ryszard Niemiec), MŚ w gimnastyce artystycznej w Warnie (Kazimierz Puszkarzewicz).
Milioner wytropiony
Andrzej Skowroński próbował rozwikłać kulisy zaskakującej końcówki barażowego meczu żużlowego Unii Tarnów ze Śląskiem Świętochłowice, Zbigniew Dutkowski apelował o instalację kołowrotków na stadionach, Ryszard Niemiec zgłaszał się na ochotnika do powszechnej kontroli klubów sportowych, a Ireneusz Pawlik wytropił szczęśliwca, który wygrał w „Superlotku” 26 mln zł…
W Sali Senackiej UJ zebrała się kapituła Medalu „Kalos Kagathos”, by uhonorować kolejne osoby, które „zasłużyły sobie na wielki szacunek zarówno postawą na arenach sportowych, jak i osiągnięciami za metą.” Nagrodzeni to: prof. Roman Ciesielski (były koszykarz i piłkarz ręczny Cracovii, reprezentant Polski), Izabela Cywińska (była koszykarka Olimpii Poznań, dyr. Teatru Nowego), Jerzy Jurowicz (bramkarz Wisły, reprezentant Polski, przepracował 50 lat w drukarni jako chemigraf), prof. Jan Kostrzewski (mistrz Polski w wioślarstwie, epidemiolog, prezes Polskiej Akademii Nauk), Jerzy Olszowski (tenisista stołowy i ziemny, dyr. wielu kluczowych inwestycji energetycznych) i Witold Paryski (alpinista, autor „Encyklopedii Tatrzańskiej”).
O trenerskich „cudotwórcach”
Michał Tomczak („Wizje i rewizje”) napisał o trenerskich „cudotwórcach” i wyborach szkoleniowców na „chybił-trafił”: „Zasadniczy problem doboru trenera piłkarskiego wiąże się u nas z trudnościami w zastosowaniu zobiektywizowanych kryteriów oceny jego pracy. Wyniki drużyny podlegają u nas tak rozmaitym wpływom i uwarunkowaniom, że często trudno brakuje podstawowych elementów profesjonalnego działania, dominuje nieprzerwana improwizacja. W tej sytuacji trenerzy występują w roli cudotwórców. (…) Zatrudniają więc co prędzej cudotwórcę, o którym wiadomo to samo, co o jego poprzedniku: że trzy nieudane mecze świadczą o tym, że cudu nie będzie, albo że cud już minął. Nie ma już więc na co liczyć i trzeba zacząć szukać zmiennika.”
W ramach drugiej edycji „Iwonickiej zimy w sportowym Tempie” zorganizowano Wojewódzką Spartakiadę Nadziei Olimpijskich. Wojciech Lipoński po powrocie z Anglii w wydaniach lutowych i marcowych dzielił się swymi „brytyjskimi reminiscencjami”, oczywiście o międzynarodowym ruchu olimpijskim. Na łamy powrócił dopiero we wrześniu po konferencji MKOl w Seulu, ale już pod zmienionym tytułem felietonów „Prosto z mostu”.
Koński ogon, biżuteria w uszach
„Tempo” informowało o podejrzanych wynikach meczów także w lidze siatkarskiej. Przed startem żużlowej ekstraklasy ukazało się wydanie specjalne „Tempo Speedway”. Zdegustowani Jerzy Cierpiatka i Marek Latasiewicz relacjonowali eliminacyjny mecz do ME Polski z Cyprem w Gdańsku (0-0, „Bez głowy w mur”), a Krzysztof Mrówka z Aten przegrane 0-1 spotkanie z Grecją.
Mnożyły się kolejne teksty o pijackich ekscesach piłkarzy: Dariusza Marciniaka (Krzysztof Maciąg); Marka Koniarka i Jacka Bąka (Ryszard Niemiec oraz Janusz Atlas); Mirosława Pękali (Ireneusz Pawlik). Red. Atlasowi odpowiedział pozwem sądowym Ryszard Tarasiewicz, więc dziennikarz wrócił do opisywanej sprawy: „A było to tak: Po meczu z Cyprem (brr) napisałem, że piłkarz T. (…) utracił zaufanie trenera Łazarka, bo na zgrupowanie kadry narodowej przyjechał – cytuję – uczesany w koński ogon i z biżuterią w uszach, dalej zaś podałem, że Łazarek zrezygnował z usług strojnisia na boisku, póki co, kazał mu się rozcharakteryzować, a da mu szansę, kiedy ten …udowodni ponad wszelką wątpliwość, że bardziej interesuje go męska gra niż dziewczyńskie fatałaszki… Piłkarz czując się urażony postanowił dochodzić swoich praw przed sądem, powtarzając, że „to co napisałem to kosmiczna, obraźliwa bzdura! Nie noszę żadnych kolczyków… badało mnie trzech lekarzy… do jednego mogę się tylko przyznać: noszę nieco dłuższe włosy…”
Gorąca linia
Leszek Rafalski rozmawiał z obchodzącym jubileusz 40-lecia pracy dziennikarskiej Tadeuszem Tolińskim. Zaś Marek Bartosik w rozmowie ze specjalistą chorób zakaźnych wskazywał na poważne zagrożenie sportowców przez AIDS.
„Ligowy finisz przy otwartej kurtynie” – pod takim hasłem „Tempo” uruchomiło telefoniczną gorącą linię, oczekując na sygnały o możliwej korupcji na boisku. – „Stało się niemal regułą, że finisz ligowych rozgrywek piłkarskich obfituje w zaskakujące rozstrzygnięcia, które wzbudzają wiele emocji. Na temat nieprzewidzianych, „zaplanowanych” wcześniej wyników, krąży sporo różnych, często zbieżnych opinii wśród kibiców, działaczy, sędziów, trenerów czy zawodników. Postanowiliśmy zatem wydobyć je na światło dzienne. W tym celu uruchamiamy specjalną redakcyjną gorącą linię: 12 22-29-56.” M.in. na podstawie otrzymanych tą drogą informacji prasowych PZPN ukarał Lecha i Polonię odebraniem punktów oraz nakazał powtórzyć mecz Górnika Wałbrzych z Motorem… A i tak w ostatniej kolejce wydarzyła się „niedziela cudów” (Ruch wygrał na wyjeździe z Zagłębiem Lubin). Mistrzem został Górnik Zabrze, „Srebrny Piłkarz” dla Marka Leśniaka, a najlepszym arbitrem okazał się Piotr Werner… PZPN symbolicznie karał, a Ryszard Niemiec zastanawiał się z Antonim Piechniczkiem nad tym „dokąd toczy się piłka i co ją toczy?”
Idzie nowe?! Cenzura przepuściła tekst Jana Otałęgi o sportowych pasjach Jana Pawła II.

1987. W 10. rocznicę śmierci red. Jana Rottera. Od lewej: Ryszard Niemiec, Barbara Rotter-Stankiewicz (córka), Ireneusz Pawlik, Kazimierz Puszkarzewicz i Kazimierz Zimnal. Z tyłu zasłonięty dyr. Waldemar Piętka. Fot. Archiwum Tempa
Otrzeźwianie piłki
W lipcu w reporterskim zwiadzie dziennikarze gazety podglądali jak piłkarze pracują w klubach, a w cyklu artykułów pn. „Otrzeźwianie piłki” głos zabrali m.in. prof. Jan Janowski, Michał Misiorny, Tadeusz Parpan, Andrzej Strejlau… Tymczasem piłka nożna wciąż była najpopularniejszym sportem w Polsce: na konkurs, ogłoszony w specjalnym wydaniu przed sezonem, napłynęło 9912 odpowiedzi. Główną nagrodą - kolorowy telewizor radzieckiej produkcji „Elektron”.
„Szarotka szczerozłota”: Ireneusz Pawlik pisał o ks. Pawle Łukaszce, który świetnie zapowiadającą się karierę hokejowego bramkarza porzucił na rzecz kapłańskiego powołania. Gdy w Krakowie, Myślenicach i Sułkowicach rywalizowali Polonusi, z Chicago o jubileuszu 60-lecia tamtejszej Wisły informował Andrzej Godny. Trenerską Ligę „Tempa” wygrał Leszek Jezierski, przed Antonim Piechniczkiem i Alojzym Łyską.
Jerzy Mucha odwiedził w szpitalu Adolfa Krzyka – ostatniego bramkarza II Rzeczypospolitej, uczestnika meczu z Węgrami 27 sierpnia 1939 roku. W tym samym numerze Janusz Atlas informował, że najprawdopodobniej czeka go 20. proces sądowy, tym razem z pozwu Ryszarda Sobieckiego, rzecznika sędziów PZPN.
Wstępna faza obłędu
„Rozkład zaczyna się od puszczenia pierwszego meczu” – mówił w rozmowie ze Zbigniewem Wojciechowskim były trener Ruchu i Widzewa Jacek Machciński. W czwartej edycji „Kolarskiego Tempa” wystartowało 154 zawodników; triumfował Andrzej Kałużka z Pabianic. „Zimą na K2” – Marian G. Nowak ujawniał plany wyprawy stulecia polskich himalaistów.
Ryszard Niemiec zdradzał szkic do swego pamiętnika: „Po dziś dzień przy Manifestu Lipcowego (dawniej i dzisiaj ul. Piłsudskiego – red.) – uważają mnie za agenta Wisły, przy Reymonta zaś za wtyczkę przeszkoloną swego czasu przez profesora Rejducha (…) Gorzej, bo pan Władysław Florek, główny futbolowy specjalista zarządu KS Hutnik Kraków (…) demaskuje mnie jako głęboko zaszyfrowanego eksponenta wywiadu Resovii. (…) Z wolna popadam we wstępną fazę obłędu. Obiecuję, że pojadę do Kobierzyna, jeśli tam nie mają drużyny piłkarskiej, dla której moja obecność może się źle skończyć.”
Wiesław Książek nie zapomniał o „Tempie”, do wrześniowych wydań wysłał z Chicago korespondencje, m.in. o Mike’u Tysonie, najmłodszym bokserskim mistrzu świata.
„Trzy zdania zza słupka” – przykłady dziennikarskiego refleksu i mistrzostwa krótkiej formy Tomasza Domalewskiego: „Lekkoatleci uczestniczący w rzymskich mistrzostwach świata zostali przyjęci na specjalnej audiencji przez Jana Pawła II w jego letniej rezydencji. Polscy zawodnicy zasłużyli na błogosławieństwo również i dlatego, że podczas zawodów wykazali niechęć do wywyższania się, niemal w każdej konkurencji cechowała ich skromność, grzech pychy także był im obcy. Oremus.”
Albo: „Dziwny trochę jest ten upadek polskiej piłki – polski futbol skłania się ostatnio prawie wyłącznie do gwizdów, ale naszych piłkarzy do zagranicznych zespołów przyjmuje się. A z upadającej polskiej gospodarki nikt nie chce odzyskać menedżerów. Nie tęsknią za nimi, ani za jedną granicą, ani za drugą.”
Pogawędka z mistrzem kreski
Interesującymi rozmówcami Leszka Rafalskiego byli Eryk Lipiński (satyryk, dziennikarz, wieloletni red. naczelny „Szpilek”) oraz Marek Paszucha (międzynarodowy sędzia koszykarski, wiceprezydent Krakowa).
Michał Tomczak („Wizje i rewizje”) miażdżył kuriozalny sposób „przeniesienia za przyzwoleniem GKKFiT i PZPN w ramach szczególnego wyjątku z Wałbrzycha do Zabrza Roberta Warzychy”.
26 września 1987 roku pożegnano na łamach zmarłego w wieku 49 lat red. Ryszarda Kowalskiego, dziennikarza „Przeglądu Sportowego”, a wcześniej „Tempa” i „Sportu”.
Ryszard Niemiec znowu o pijaństwie, jednej z głównych przyczyn – jak twierdził – degrengolady w rodzimej piłce („Preteksty”): „Dyskutuje się ostatnio o przyczynach upadku naszego piłkarstwa. Jedni zamiast dociekań stawiają szubienicę Łazarkowi, inni zapraszają na selekcjonerski stołek Bońka lub Tomaszewskiego (…) Są tacy, co uważają, że piłkarzom powinniśmy płacić w zielonych, a dopiero wtedy pokażą co potrafią. Nikt, niestety, nie eksponuje znaczenia alkoholu w niszczeniu największych talentów, jakie przecież w tym kraju zdarzają się raz na jakiś czas. A przecież nietrudno sobie wyobrazić, do czego mógłby dojść w swoim czasie Iwan, gdyby prowadzony był twardą ręką, która na stałe odsunęłaby od niego kieliszek. Jakże wielkim graczem mógł zostać Pękala, mając przy sobie opiekunów o wyższych parametrach moralnych i pedagogicznych? A Darek Marciniak, który dzieckiem będąc umiał wyczyniać z piłką to, czego nigdy nie dostąpił np. Grzegorz Lato? Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za opóźniony rozwój tego gracza – pytam nie po raz pierwszy, ale odpowiada mi głuche wciąż milczenie! A może postawmy sprawę inaczej: co byłoby jeśli panowie wyżej wymienieni, plus Koniarek, plus Wijas, plus Furtok, plus Jacek Bąk, plus plejada graczy zrzeszonych w sekcji rozrywkowej Legii rozwijaliby swoje umiejętności bez wchodzenia w kolizję z higieną życia wyczynowego? Chyba wtedy Łazarek nie musiałby dokonywać przeglądu kadr wzorowanym na metodzie carycy Katarzyny, którą nawet najbardziej wybujały jeger nie był w stanie zadowolić.”
Dorobek na niwie korumpowania
Ireneusz Pawlik odnalazł w krakowskim areszcie śledczym na Montelupich piłkarza Marka Podsiadłę, który zamieszany był w paszportową aferę łapówkarską. Natomiast na apel Ryszarda Ciemińskiego o pomoc dla ciężko chorego Mieczysława „Messu” Gracza, którego odwiedził w szpitalu, z pomocą pospieszyła Fundacja Gloria Victis. W zbiórkę pieniędzy włączył się m.in. Włodzimierz Lubański.
Do felietonowej drużyny „Tempa” dołączył Janusz Zielonacki. „Kolorowy zawrót głowy” dotykał problemów dotyczących sportów zimowych.
W wydaniu świątecznym: Jan Otałęga odwiedził „w domu na skraju puszczy” Irenę Szewińską, Ryszard Kołtun odsłaniał idealny świat Ryszarda Boska, a Wiesław Książek pisał z Chicago o amerykańskiej karierze tenisistki Iwony Kuczyńskiej. Ponadto znalazły się inne korespondencje z: Calgary, Helsinek, Pragi, Austrii. A o związkach kabaretu ze sportem opowiadali Tadeusz Drozda, Janusz Rewiński, Stanisław Tym i Andrzej Waligórski… Ogłoszono też wyniki XXIII MP Kibiców – triumfował Witold Kita z Wałbrzycha.
Natomiast w numerze na nowy rok: rozstrzygnięcie kolejnej edycji konkursu im. Jana Rottera (laureaci: 1. Bogdan Wasztyl, 2. Jerzy Chromik, 3. Piotr Gryźlak i Jacek Waloch) oraz „Czarnej listy” (na pierwszym miejscu Ryszard Niemiec umieścił Zbigniewa Łatę – trenera koszykarek Czarnych Słupsk za „jego dorobek na niwie korumpowania rywali, próbę zrzucenia winy na kolegę po fachu, konsekwentne mydlenie oczu opinii publicznej i brak skruchy po osądzeniu go przez sąd powszechny”). Ponadto Ireneusz Pawlik przypomniał słynnych aktorów wcielających się w role sportowców. Oczywiście była też sportowa szopka Bruno Miecugowa.
Pożegnania nestorów
9 marca 1988 minęło 40 lat od wydania pierwszego numeru „Piłkarza”, protoplasty „Tempa”. Jubileuszowe obchody rozłożono na cały rok, wieńcząc je uroczystą galą w listopadzie. „Świętowaliśmy urodziny na boiskach i stadionach, organizując lekkoatletyczny Memoriał Walasiewiczówny, piłkarski Turniej Polonii i zawody dla dzieci na 40 boiskach na Błoniach. A najgłośniej było w Rzeszowie i Tarnowie za sprawą żużlowców, którzy ścigali się pod naszymi auspicjami. (…) Na koniec sprosiliśmy do Klubu Dziennikarzy przyjaciół pisma, by podziękować im za życzliwość, a zwłaszcza za poparcie w tych trudnych chwilach, gdy nad gazetą pojawiło się widmo likwidacji.”
To był wyjątkowy rok nie tylko ze względu na jubileusz gazety. Dziennikarze „Tempa” obsługiwali zimowe igrzyska olimpijskie w Calgary i letnie w Seulu. To także piłkarskie mistrzostwa Europy w RFN. Zwłaszcza błyskotliwe relacje Ryszarda Kołtuna z olimpijskich aren w Korei Płd. były przykładem rzetelnej i fachowej pracy dziennikarskiej. Jej tajniki oraz kulisy olimpijskiej rywalizacji odsłaniały „Notatki seulskie”, publikowane jeszcze w kilkunastu numerach po zakończeniu igrzysk.
W marcu pożegnaliśmy zmarłego red. Tadeusza Tolińskiego, a we wrześniu odszedł do wieczności red. Antoni Targosz.
Natomiast Marek Bartosik dołączył do grona laureatów „Złotego Pióra”, wyróżniony trzecim miejscem i Nagrodą Młodych im. Wiesława Kaczmarka. W pracach Marka jury podkreśliło „oryginalność tematyki i odwagę w podejmowaniu tematów trudnych”.
Średni nakład pisma przekroczył 85 tys. egzemplarzy, a wydania poniedziałkowego 140 tysięcy…
Redakcja rozpoczęła rok od szukania odpowiedzi na nurtujący nieustannie problem „dokąd toczy się piłka?” Tym razem na debatę zaprosił do Dębicy ówczesny wiceminister Rolnictwa, Leśnictwa i Gospodarki Żywnościowej - Edward Brzostowski. Zaproszenie przyjął m.in. Kazimierz Górski.
W 160. „świętej wojnie” górą była Cracovia, która pokonała Wisłę 2-0 (dwa gole Mateusza Jelonka). Dochód z meczu przeznaczono w pewnej części na pomoc Mieczysławowi Graczowi.
Numizmat w skarpetce
Ryszard Niemiec („Preteksty”) żartobliwie odpowiedział swoim korespondentom-adwersarzom: „Umacniając wolę „głasnosti”, jaka ogarnia coraz szersze kręgi czytelników naszej gazety, ujawnić muszę, że pewna część korespondentów, detalicznie czterech, obdarzyło mnie nowymi skądinąd pseudonimami. W kolejności zgłoszeń wygląda to tak: Centuś, Cham, Świnia (te trzy nazwy własne pisane są dużą literą) oraz niemiec (pisane literą najmniejszą z małych). Przoduje w fabrykacji przezwisk mój wypróbowany czytelnik z Kalwarii Zebrzydowskiej, podający się za Ryszarda Polaka (nazwisko przez duże „pe”).”
Za to Janusz Atlas („Gry i zabawy”) zabrał głos w temacie dyżurnym, czyli o przykładach piłkarskich patologii z ostatnich dni: „Trener juniorów przemyca w skarpetce numizmat, a na dokładkę utyka w bagażach podopiecznych worek grzybów suszonych. Wpada na granicy, ale warunkowo, i jakby nigdy nic, wyjeżdża z drużyną na tournee. (…) PZPN pod nieobecność oskarżonego zwalnia go dyscyplinarnie z pracy, żeby pokazać jak dba o morale młodzieży. Ale faktycznie ten trener nadal jest z młodzieżą, którą deprawuje pozostając na punkcie dowodzenia. Czyli – wszystko bzdura! Piłkarz Furtok wyleciał z kadry po meczu z Grecją, bo się upił. Po upływie połowy kary został ułaskawiony i od razu wrócił do kadry. Za nic, za nazwisko!”
Pretensje zgłaszali sędziowie, niezłomni strażnicy sprawiedliwości piłkarskiej, którzy – jak wyliczył red. Maciej Polkowski z PS – są milionerami za nic, albo pod warunkiem, że posiadają właściwie usadowionego tatusia. Natomiast – kontynuował felietonista "Tempa" – „za pośrednictwem telewizji kraj obiegła wiadomość, że podjęli czyn o niepaleniu papierosów na zgrupowaniach kadry narodowej. Skandal i kompromitacja! Gdyby w czynie zbudowali przedszkole albo dom dziecka, jakieś racje społeczne by za nimi przemawiały, chociaż nie jestem pewien, czy takich gestów od nich oczekujemy. Ale że nie będą kurzyć, albo zgoła chlać z gwinta!? Dom wariatów.”
Triumf szkoły krakowskiej
Wkrótce Michał Tomczak („Wizje i rewizje”) stanął jednak w obronie piłki nożnej: „W wypowiedziach na temat futbolu, do których upoważnieni czują się właściwie wszyscy, pojawiło się bardzo mało sensownych postulatów i propozycji. Co więcej, futbol zawsze, a dziś także, należał do tych dziedzin, w których panowała niemal pełna dowolność walenia na odlew. Odpowiednie instytucje, trudniące się kształtowaniem obrazu naszych środków masowego komunikowania, niemal zawsze pozostawiały, w tym także futbol, we władaniu żywiołów polemicznych i publicystycznych. Dziś jak dziś, ale kiedyś stawiało to piłkę w wyjątkowo niezręcznej sytuacji. W latach, gdy nawet podanie informacji o większym gradobiciu wymagało specjalnego zezwolenia, o selekcjonerze drużyny reprezentacyjnej można było niemal wprost napisać, iż uważa się go za głupka.”
Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Calgary relacjonowali: specjalny wysłannik „Tempa” Janusz Zielonacki oraz gościnnie Andrzej Stanowski z „Gazety Krakowskiej” i Jerzy Wykrota z „Trybuny Robotniczej”. Słabe wyniki reprezentantów Polski (najlepsze 5. miejsca Grzegorza Filipowskiego i Erwiny Ryś-Ferens) przysłoniła afera dopingowa hokeisty Jarosława Morawieckiego.
Nareszcie! W XII Mistrzostwach Polski w Opolu „Triumf szkoły krakowskiej”. Drużyna złożona z dziennikarzy „Tempa” zwyciężyła przed Warszawą i Gdańskiem, grając w składzie: Jerzy Cierpiatka (król strzelców i najlepszy zawodnik), Ryszard Kołtun, Marek Latasiewicz, Adam Liwacz, Marek Płócienniczak oraz Wojciech Dora i Jerzy Sasorski z „Echa Krakowa”.
Nieco wcześniej w Zakopanem zespół krakowskich dziennikarzy triumfował w XXI Mistrzostwach Polski w koszykówce.

1988. W Zakopanem zespół krakowskich dziennikarzy triumfował w XXI Mistrzostwach Polski w koszykówce. Rzuca na kosz Ryszard Niemiec, w głębi z numerem 15 Leszek Rafalski. Fot. Archiwum Tempa
Najładniejsza dziewczyna w Wunderteamie
Redakcja poświęciła jubileuszowi świąteczne wydanie na Wielkanoc, a w nim Bogdan Tuszyński zwracając się „do kolegów – jubilatów” napisał: „…jesteście nie tylko pismem ogólnopolskim, ale dobrym pismem (…) ogólnopolskim. A wiecie dlaczego? Bo jesteście pismem otwartym!!! Co przez to rozumiem? Po prostu piszą do was różni ludzie, nie tylko personel, w związku z tym są różne odniesienia, różne spojrzenia na wiele problemów sportowej Polski i sportowego świata. A gazeta to przecież wymiana opinii.” Autor, wybitny badacz polskiej prasy sportowej, pochwalił się przy okazji, że posiada dokumenty dotyczące m.in.: „spraw wynagrodzenia dziennikarzy z 1958 r. (…), dwa memoriały redakcji Tempa do Dyrekcji Krakowskiego Wydawnictwa Prasowego o zalegalizowanie gazety na terenie Polski Południowej z 1961 r., ankiety z lat 1972 i 1973 - Co myślisz o Tempie?, materiały na temat sytuacji nakładowej gazety z 1967 r. i lat następnych, niezwykle ciekawe uwagi NIK z 1975 r. itp., itd.”…
Ponadto w świątecznym okresie można było przeczytać: wywiady z pracującym w Tunezji Antonim Piechniczkiem oraz Barbarą Sobottową – „najładniejszą dziewczyną w Wunderteamie; Jana Rottera wspominała jego córka Barbara, a Mariana Tolińskiego jego brat Tadeusz, który tekst napisał krótko przed swą śmiercią. Nie zabrakło też felietonów Ryszarda Niemca, Janusza Atlasa i Marka Kasza, który dołączył do „Tempa” ze swoją „Czwartą ligą” przed Euro ’88. Zaś naczelny „Życia Literackiego” Władysław Machejek opowiedział o tym jak pokochał „Piłkarza”, dodatek do „Echa Krakowa”, któremu wówczas szefował.
„Kluby Odrodzonej”
O tym, że afery i skandale nie zdarzają się tylko w futbolu informował Marian G. Nowak, opisując degrengoladę piłkarzy ręcznych Stali Mielec. Reportażem Jana Otałęgi o Pogoni Lwów zainaugurowany został cykl tekstów „Kluby Odrodzonej”. Przed 70. rocznicą odzyskania niepodległości ukazały się artykuły m.in. Zbigniewa Wojciechowskiego o Pabianickim Towarzystwie Cyklistów, Mariana Czakańskiego o 1.FC Katowice, Mariana G. Nowaka o Unii Tarnów i Bałtyku Gdynia, Ryszarda Niemca o Czuwaju Przemyśl i Kazimierza Puszkarzewicza o wileńskich klubach WKS i Śmigły.
W czerwcu natomiast z inicjatywy „Tempa” i „Rzeczpospolitej” wystartował piłkarski turniej drużyn o nazwie Polonia. Zgłosiło się 37 zespołów. 12 listopada w finale w Lidzbarku Warmińskim miejscowa B-klasowa drużyna zmierzyła się z II-ligową Polonią Bytom. Zwyciężyli bytomianie 2-0.
Wojciech Lipoński („Prosto z mostu”) wskazywał na przyczyny dramatycznej sytuacji sportu powszechnego, który „nigdy nie był obiektem poważniejszych przedsięwzięć tych, którzy są za to profesjonalnie odpowiedzialni”. I pytał: „Ilu profesjonalistów sportu stało na czele polskiej kultury fizycznej w ostatnich latach? Czy był takim profesjonalistą Marian Renke, Bolesław Kapitan? Wolne żarty! (…) Nikt u nas nie usiłował ani nadal nie usiłuje rozwiązać kwestii sportu rodzinnego, która w wielu krajach jest oczkiem w głowie tamtejszych resortów kultury fizycznej. Leży u nas sport studencki, który w większości cywilizowanych państw jest potęgą. Czy trzeba po raz nie wiem który przytaczać fakt, że 90 proc. uczelni nie ma własnych obiektów sportowych, płacąc za ich wypożyczanie miliardy, z których dawno mógłby powstać niejeden ośrodek studenckiej kultury fizycznej w całym tego słowa znaczeniu? O stanie szkolnego wf nie wspomnę. Nie uczyniono prawie nic (…), by rozwinąć tanie formy masowego narciarstwa, żeglarstwa, tenisa. Ledwie dyszy produkcja sprzętu sportowego, o jaki na całym logicznie myślącym świecie opiera się prosperity ogromnych dziedzin ekonomii.”
Bez rozgrzeszenia dla Dziekanowskiego
Kiedy na boiskach RFN piłkarskie mistrzostwa Europy w połowie czerwca wchodziły w decydującą fazę (komentowali je Marek Kasz oraz Hubert Kostka, Leszek Jezierski, Andrzej Strejlau i Andrzej Iwan), w kraju zakończyły się I-ligowe rozgrywki. Mistrzostwo wywalczył Górnik Zabrze, najlepszym arbitrem w ocenie „Tempa” został Piotr Werner, a w klasyfikacji „Srebrnego Piłkarza” najwięcej punktów zdobył Dariusz Dziekanowski, ale decyzją kolegium redakcyjnego postanowiono jednak okolicznościowej statuetki zawodnikowi Widzewa nie przyznawać. Spotkało się to z dezaprobatą stołecznych dziennikarzy, domagających się zmiany stanowiska.
Ryszard Niemiec („Preteksty”) – stanowczo jednak stwierdzał, że „nie rozgrzeszy Dziekanowskiego!” i polemizował z obrońcami piłkarza Widzewa. Wcześniej z Januszem Atlasem, a teraz ciężkie działa wytaczał do dziennikarza tygodnika „Sportowiec” Zdzisława Ambroziaka, który „Chce po prostu nauczyć kolegę z Krakowa dobrych manier, podciągnąć do pułapu stołecznego. Szkoda, że nie pomyślał, nim usiadł do maszyny, czy rzeczywiście ma tytuł do udzielania korepetycji z etyki ogólnej i zawodowej. Po mojemu, nie ma. (…) Zarzuca mi, że posługuję się w tekście o Dziekanowskim stylistyką Ilustrowanego Kuriera Codziennego. Magistrze Ambroziak, a co pan wiesz o stylistyce obowiązującej w pismach tego koncernu?! Słyszałeś pan zapewne o sprawozdaniach z procesu Gorgonowej, słyszałeś o Asie i Tajnym detektywie i jeszcze pewnie o tym, że Słonimski miał obrzydzenie do tego nurtu wydawniczego. Ale to przecież nie cała stylistyka IKC-a! Był jeszcze Światowid, był dodatek literacki, naukowy, byli tacy autorzy jak Tadeusz Boy-Żeleński, Konrad Wrzos, Witold Giełżyński (mówią panu te nazwiska coś?), był Jalu Kurek, o którym musiał pan chyba czytać w gimnazjum. A może tu chodzi o to, że sportowa odnoga IKC-a czyli tygodnik Raz, dwa, trzy przepełniony był antystołecznymi tekstami, i że niby my w Tempie dlatego przywołujemy do porządku warszawskiego asiora na żołdzie CWKS-u? Nic z tych rzeczy! Na tych samych łamach w swoim czasie nie było pardonu ani dla Musiała, ani dla Iwana, ani dla Szymanowskiego, nie mówiąc już o Dybczaku… A już na pewno, kiedy Musiał rozwalił samochód na podwielickiej szosie, nie daliśmy jego zdjęcia na okładkę, jak „Sportowiec” Dziekanowskiego.”
A decyzję kierownictwa redakcji o nieprzyznaniu mu „Srebrnego Piłkarza” uzasadniał następująco: „Nie można dalej tolerować lekceważącego stosunku do obowiązków reprezentanta kraju, który z sobie wiadomych tylko powodów opuszcza zgrupowanie kadry narodowej. (…) Nie dosięgła go żadna kara po ucieczce z miejsca wypadku. (…) Wart jest 3 mln dolarów i zasługuje być może na przymierzenie Złotych Butów, ale do godności Srebrnego Piłkarza nie dorósł.”
Kwaśniewski na Wielopolu
Marek Bartosik dokonał „remanentu po Leśniaku”, piłkarzu, który po meczu „olimpijczyków” w Danii odłączył się od reprezentacji i wylądował w klubie Bundesligi. „Pozostały więc w kraju dwa miliony marek i symptomy poważnego kaca. Sześćset tysięcy tych marek ma być uregulowane w postaci produktów firmy Bayer. Nie jest jednak pewne czy jej najlepiej znany wyrób, aspiryna, pomaga na moralną odmianę kaca. (…) Okazuje się, że gdy zobaczymy książeczkę czekową tracimy rozsądek i poczucie godności.”
Do bulwersującej sprawy ucieczki na Zachód i co najmniej dziwnego „transferu” powracali w swoich felietonach m.in. Ryszard Niemiec, Wojciech Lipoński i Janusz Atlas, który w najbardziej czytelny sposób wyłuszczył problem: „Leśniak prysnął z Danii do RFN, bo nie chciał iść do wojska. Ależ Leśniak do żadnego wojska nie zostałby skierowany! Po unitarnym przeszkoleniu, które zresztą nie spełnia wymogów przeszkolenia, jakiemu w Szwajcarii podlegają nawet kobiety (!), Leśniak wylądowałby w takim samym klubie jak Pogoń, z takimi samymi prawami i obowiązkami, i ustawiałby się w takiej samej kolejce do kasy. Jedyna różnica to ubiór kasjera – ten przyszły akurat ubrany byłby na zielono. Nie mówmy więc o patriotycznych obowiązkach Marka Leśniaka, skoro nikt nie miał zamiaru tego obowiązku od niego egzekwować! Leśniak miał być piłkarzem, a nie żołnierzem. Jedyna różnica to taka, że na dwa lata trafiłby do klubu wojskowego za darmo i bez kłótni oraz oporów ze strony dotychczasowego pracodawcy tego futbolisty.”
Przy okazji „Tempo” opublikowało listę polskich sportowców „na uchodźstwie”. Od 1986 roku prysnęło ich z kraju grubo ponad stu.
W połowie lipca w redakcji gościł Aleksander Kwaśniewski – przewodniczący Komitetu ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej. A wkrótce doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy naczelnym „Sportu” Zygmuntem Dziubkiem a Ryszardem Niemcem i Jerzym Wicherkiem.
Najlepszy arbiter sezonu – Piotr Werner ujawnił w redakcyjnej debacie, że „brał udział w czymś, z czego wynikało, iż był najgłupszy na boisku”.
Przed igrzyskami w Seulu, ukazało się w kolorze specjalne wydanie olimpijskie. Od 17 września igrzyska olimpijskie relacjonował Ryszard Kołtun. Niezwykle interesujące korespondencje uzupełniały komentarze będącego także w Seulu Wojciecha Lipońskiego. Natomiast w kraju swymi uwagami dzielili się Gustaw Holoubek i Leszek Rafalski.
A po igrzyskach Tomasz Domalewski w swoim stylu podsumował występ reprezentantów Polski w Seulu („Trzy zdania zza słupka”): „Nie sądzę, aby jedyne nasze dwa złote medale były dziełem przypadku. Zdobyliśmy je przecież w dyscyplinach tzw. na przewracankę. W tym od lat jesteśmy bardzo dobrzy, przewracamy dość skutecznie; niestety w budowaniu wciąż mamy podstawowe kłopoty.”
Niebawem też Ireneusz Pawlik zaprezentował czarną listę 40 polskich sportowców, przyłapanych na stosowaniu niedozwolonego dopingu.
Nie zwalniać tempa!
Na 7 listopada 1988 roku zaplanowano finał jubileuszu „Tempa”. Wśród wielu okolicznościowych życzeń bodaj najbardziej oryginalne nadesłał red. naczelny „Przekroju” Mieczysław Czuma: „Szanowni Koledzy, tempo narzuciliście takie, że nawet kalendarzom trudno dać wiarę – Tempo ma już 40 lat! 10 Olimpiad! Aż niewiarygodne, aby drużyna tak dynamiczna, silna, zawsze świeża, grająca z taką kondycją dziennikarstwo totalne na całym krajowym boisku (i jeszcze dalej), była już w seniorach. Nie zwalniać tego tempa! Grać dalej elegancko, ale z pasją, skutecznie i ostro, ale bez fauli, na przeciwnika mieć zawsze tajną broń. Kibiców nie zabraknie przez następne dziesiątki Olimpiad – w co wierzą niezachwianie Wasi wierni kibice z Reformackiej 3. Za zgodność: kapitan „przekrojowego” klubu kibiców Tempa – Mieczysław Czuma”.
A domknięciem obchodów 40-lecia stało się wydanie „Ilustrowanego Magazynu Tempa RAZ, DWA, TRZY…” We wstępniaku napisano, że redakcja „pragnie wskrzesić tradycję przedwojennego periodyku z koncernu IKC.” Prenumeratorzy otrzymali wydawnictwo gratis.
Ogłoszono kolejnych siedmiu laureatów Medalu Kalos Kagathos. Kapituła, obradująca pod przewodnictwem rektora UJ prof. Aleksandra Koja, wyróżniła: dr. Adama Brodeckiego (łyżwiarz figurowy - lekarz pediatra, anestezjolog); Czesława Centkiewicza (lekkoatleta - pisarz, polarnik); Władysława Hasiora (lekkoatleta – artysta plastyk, rzeźbiarz); prof. Tadeusza Koszarskiego (koszykarz – lekarz onkolog); dr. Adama Papée (szermierz, 4-krotny olimpijczyk – prawnik); prof. Zdobysława Stawczyka (lekkoatleta – rektor AWF); prof. Kazimierza Wejcherta (siatkarz, lekkoatleta – naukowiec, członek PAN).
Tymczasem Jerzy Cierpiatka i Marek Latasiewicz ocenili krajowych piłkarzy, przyznając certyfikaty 72 zawodnikom, ale tylko dwóch z nich – Jan Urban i Krzysztof Warzycha - to gracze atrakcyjni dla każdego europejskiego klubu.
Powody ucieczki
Z braku sponsorów nie zorganizowano Mistrzostw Polski Kibiców. Odbyły się jedynie w skróconej formie o tematyce piłkarskiej Otwarte Mistrzostwa Krakowa. Zwyciężył Adam Sokołowski z Kluczborka.
Marian Czakański i Jerzy Mucha spróbowali rozwikłać powody ucieczki na Zachód kolejnego piłkarza – Andrzeja Rudego, który odłączył się od kadrowiczów w Mediolanie. Podążyli nie tylko tropem sportowym zawodnika, ale także szukali przyczyn w jego życiu rodzinnym i prywatnym.
Jak zwykle były atrakcje na święta w postaci serii reportaży: o ministrze, który był pierwszym trenerem rekordzisty świata w rzucie dyskiem; o łuczniku, który walczył z nowotworem; o działaczu PZPN sprzedanym za 1,5 tys. dol. na Zachód w charakterze piłkarza; o meczu Jutrzenki z Makkabi Kraków w 1922 roku. Na „Czarnej liście” Ryszarda Niemca najwyżej został oceniony zarząd Piasta Nowa Ruda. Działacze klubowi poniechali przykładnego ukarania piłkarzy, którzy po alkoholowej libacji wybrali się na przejażdżkę z równie pijanym kolegą z drużyny. Potrącony człowiek nie przeżył…
A w wydaniu noworocznym m.in.: Marian G. Nowak pisał o sportowych pasjach krakowskich aktorów; Andrzej Skowroński o definitywnym końcu „Daru Przemyśla”, zaś Artur Krochmal ułożył Szopkę Noworoczną, którą rysunkami okrasił Stanisław Stolec.
Przedruk w „L’Equipe”
Przemiany zachodzące w kraju musiały mieć wpływ zarówno na rozwój wydawniczy pisma, jak i ukazujące się publikacje. Szczególnie te, które odkrywały tematy uznawane wcześniej za tabu i blokowane przez cenzurę. Niewątpliwie w przełamywaniu mitów na rynku prasy sportowej „Tempo” było absolutnym liderem. Jednocześnie należy podkreślić, że także redakcja krakowskiego pisma chyba została zaskoczona wynikami przełomowych wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989, długo zachowując do nich dystans i ostrożność w komentarzach. Jednak krytyka wobec patologicznych zjawisk w rodzimym sporcie nie malała, a z czasem w trosce o losy kultury fizycznej w publikacjach coraz mocniej akcentowano obawy o jej miejsce w nowej sytuacji politycznej.
Mimo utrzymującej się na wysokim poziomie sprzedaży „Tempa”, redakcja wciąż zmagała się z niedoborem papieru i rosnącymi kosztami druku. Inflacja błyskawicznie szybowała w górę, co odbiło się na cenach gazety: od 20 zł w styczniu do 150 zł w listopadzie…
W gronie nagrodzonych przez Klub Dziennikarzy Sportowych „Złotym Piórem” „za twórcze towarzyszenie najważniejszym zjawiskom zachodzącym w sporcie i refleksyjne ich ujęcie w różnorodnych formach dziennikarskich” znalazł się Zbigniew Wojciechowski. Trzecią nagrodę przyznano felietoniście Januszowi Atlasowi, a honorowe wyróżnienie im. Wiesława Kaczmarka kierownikowi oddziału rzeszowskiego Wiesławowi Syzdkowi. „Tempo” zostało też zauważone przez prestiżową francuską gazetę sportową „L’Equipe”, która opublikowała tekst Ireneusza Pawlika o Jerzym Pawłowskim, zamieszczony w ilustrowanym dodatku „Raz, dwa, trzy…”

Laureatem „Złotego Pióra” w 1988 roku został Zbigniew Wojciechowski. Z prawej Jerzy Cierpiatka.
Fot. Jacek Kozioł
Językiem… migowym
XVI Mecz Wyzwolenia o Herbową Tarczę wygrała Wisła, pokonując Cracovię 2-1 (gole: K.Szewczyk, Moskal – Orzeł).
Majka Lisińska-Kozioł napisała z początkiem roku 1989 o niszowych dyscyplinach: analizowała trudną sytuację zawodniczek uprawiających pływanie synchroniczne oraz dotarła do chińskiego trenera, który przekazywał doświadczenia polskim gimnastyczkom za pomocą… języka migowego.
Wojciech Olszówka relacjonował z Berlina Zachodniego ME w łyżwiarskim wieloboju, a Jerzy Mucha wyprawił się z siatkarkami BKS Bielsko-Biała do Swierdłowska na półfinał Pucharu Europy.
Zanim doszło do rozstania felietonistów z „Tempem”, Michał Tomczak („Wizje i rewizje”) tłumaczył dlaczego nie zajął się polityką, tylko został dziennikarzem sportowym, a Wojciech Lipoński („Prosto z mostu”) skrytykował wiceszefa polskiego sportu Stefana Paszczyka po jego wypowiedzi dla tygodnika „Perspektywy”: „Wypowiedź dra Paszczyka jest dla mnie setnym, a może tysięcznym potwierdzeniem, iż za zamierzeniami kolejnych ekip rządzących polskim sportem nie stoi żadna głębsza filozofia społeczna, a tylko operowanie czynnikami powierzchownymi nie sięgającymi rzeczywistych potrzeb tego kraju – typu politycznego, kulturowego, mentalnościowego.” Autor apelował też o wykorzystywanie sprzętu wideo w szkoleniu sportowym.
Nieuchronnie zbliżała się odwilż… „Tempo” zapowiedziało rozpoczynający się na łamach „Życia Literackiego” przedruk powieści radzieckiego dysydenta Aleksandra Sołżenicyna „Pierwszy krąg”. Ale jednocześnie w tym samym numerze ukazał się… nekrolog Józefa Cyrankiewicza.
Plebiscyt na 10 Asów Małopolski, organizowany już przez redakcje „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej”, wygrała Teresa Folga.
W lutowych numerach Leszek Rafalski relacjonował z Lahti MŚ w narciarstwie klasycznym.
Atlas bez paszportu
Ukazał się poruszający reportaż Waldemara Bałdy o Bogusławie Nowaku i Eugeniuszu Błaszaku, których karierę przerwały tragiczne wypadki na żużlowym torze. Również film Janusza Zaorskiego „Piłkarski poker” odbił się szerokim echem w sportowym środowisku. Na łamach gazety od lutego do kwietnia recenzowali go liczni autorzy, m.in.: Ryszard Niemiec, Janusz Atlas, Jerzy Wicherek, Marek Latasiewicz, Krzysztof Mrówka.
Janusz Atlas („Gry i zabawy”) wrócił do utarczki z Ryszardem Tarasiewiczem, bowiem sąd, przed którym rozpoczął się proces o zniesławienie piłkarza przez dziennikarza, zakazał felietoniście wydania paszportu. Atlas znów ostro napisał o reprezentancie kraju: „Piłkarzyna Tarasiewicz, poza coraz gorszym kopaniem piłki (co dla ludzi z wyobraźnią jest przyjemnością, relaksem, hobby), nie zhańbił się żadną, osobliwie użyteczną dla społeczeństwa pracą. Jego zakład pracy za kilka miesięcy ogłosi upadłość, ale myli się każdy, kto myśli, że mierny ten wyrobnik piłkarskiej murawy postara się ratować miejsce zarobkowania (legalność wysokości zarobków, utajnionych zresztą, mocno jest dyskusyjna). (…) I oto taki facet, którego dzieli ode mnie intelektualna przepaść, utrudnia mi wyjechać za granicę, czyli możliwość solidnego wykonania obowiązków służbowych. Obłęd! Takich czasów doczekaliśmy, że kiepski piłkarzyna więcej znaczy niż dziennikarz z dwudziestoletnim stażem, a przy tym nie-przemytnik, ani razu nie zdyskwalifikowany, ani nie podlegający wygwizdaniu, co dla Tarasiewicza jest normą.”
W roli felietonisty zadebiutował Andrzej Skowroński. W miejsce „Prosto z mostu” Wojciecha Lipońskiego ukazywać się zaczęło co tydzień „Równanie toru”. Natomiast wkrótce Jerzy Cierpiatka zaczął felietonowo opisywać „Świat futbolu”.
Marek Bartosik ujawnił, jak Bożena Zarenkiewicz przekonała męża, by podczas IO w Seulu nie wychodził do walki z Lennoxem Lewisem: „Janusz! Jeśli mnie kochasz to nie walcz z Lewisem.” Istotnie, polski pięściarz w półfinale olimpijskiego turnieju oddał walkę walkowerem…
Krzysztof Mrówka z Krakowa i Kazimierz T. Mochliński z Sheffield opisywali jedną z największych tragedii na piłkarskim stadionie Hillsborough, na którym śmierć poniosły 94 osoby, a ponad 200 zostało rannych.
Brygady rozleniwionych kopaczy
Kolejna gratka dla czytelników w wydaniach ilustrowanego dodatku „Raz, Dwa, Trzy…” W maju: reportaż Leszka Rafalskiego o Jerzym Ciesielskim, koszykarzu Cracovii, reprezentancie, którego proces beatyfikacyjny się rozpoczynał; interesujący wywiad z pisarzem Józefem Henem przeprowadził Ryszard Ciemiński, a Marian Czakański rozmawiał o najwyższych górach z himalaistą Krzysztofem Wielickim; ponadto Andrzej Skowroński o tym, jak dobiegała kresu historia Pogoni Lwów w 1939 roku.
Natomiast w czerwcu m.in. Ryszard Ciemiński - wypełniając białe plamy sportu - opisał drogę Jerzego Lelonkiewicza z wileńskiej AK, przez obóz pracy na Syberii, do koszykarskiej kadry Polski. A o podobnym kursie z Rygi do Warszawy szachowego mistrza Polski Aleksandra Wojtkiewicza napisał Ireneusz Pawlik. Natomiast reportaż Wojciecha Olszówki odsłaniał kulisy niezwykłego życia i tragicznej śmierci Włodzimierza Czarniaka, olimpijczyka z Cortina d’Ampezzo. Atrakcyjną zawartość kolejnych numerów uzupełnili autorzy z felietonowej I ligi: Ryszard Niemiec, Leszek Rafalski, Zbigniew Wojciechowski oraz Marek Jóźwik.
Ryszard Niemiec w „Pretekstach” wskazał na alkohol jako główną przyczynę degrengolady piłkarskiej reprezentacji: „Podrzucono mu (Łazarkowi – red.) jako siłę roboczą kilka brygad rozleniwionych kopaczy, partaczy do potęgi, którzy z reguły, zanim położą jedną cegłę, pytają ile wezmą szmalu, a póki nie usłyszą odpowiedzi chwytają za flaszkę piwa. Tenże budowniczy wie, z kim ma do czynienia, a jakże, ale trzyma język za zębami. Czasem tylko, kiedy mu zanadto zajdą za skórę piśnie to i owo, ale tak samo jak jego kolega z bratniej dyscypliny, poprosi o poufność i wewnętrzny użytek. Tak rodzi się właśnie krzywy obraz stanu naszych reprezentacyjnych piłkarzy. Ci herosi, którym wyznaczamy zadanie pokonania Szwedów i Anglików to kozaki dobre na krajowym rynku. Skąd mają brać godność i waleczność, kiedy na co dzień zajmują się handlem punktami w lidze, a od święta kombinują jak zarobić na przemycie kawioru czy radiomagnetofonów? Ile razy wybaczano Dziekanowskiemu, ile razy przywracano go do łask? I co? W najważniejszym meczu czterolecia nie można było na gościa liczyć, ponieważ zamiast na Anglików szedł w Polskę! Albo taki Leśniak… (…) rok temu położył lagę na dres z napisem Polska, wymykając się cichaczem z hotelu, samowolnie zrywając więzy z kolegami kadrowiczami, że nie wspomnę o pryncypiach…”
Człowiek, który zatarł ślady
Finisz piłkarskiego sezonu: Ruch Chorzów mistrzem Polski, Krzysztof Warzycha królem strzelców i „Srebrnym Piłkarzem”, Piotr Werner najlepszym arbitrem, a Jerzy Wyrobek najwyżej ocenionym w trenerskiej lidze „Tempa”.
A w sezonie ogórkowym uwagę czytelników przyciągał kolejny serial Ireneusza Pawlika o pogmatwanym życiu olimpijczyka i medalisty z 1928 roku Leona Birkholza, czyli o „człowieku, który zatarł ślady”.
Redakcja ujawniła natomiast skrywaną wcześniej tragedię kibiców na moskiewskich Łużnikach podczas meczu Pucharu UEFA w 1982 roku pomiędzy Spartakiem i holenderskim Haarlem. Wybrzmiewały też echa zarzutów kierowanych pod adresem korzystających z niedozwolonego dopingu pływaczek NRD.
Start nowego sezonu ligowego: z jedną grupą II i czterema III ligi. Pozostawiono stosowaną tylko na polskich boiskach punktację, premiującą wygrane różnicą co najmniej trzech goli. Na łamach zaczęły pojawiać się relacje ze spotkań dwóch grup trzecioligowych.
Z San Sebastian nadeszła wiadomość o prestiżowym wyróżnieniu fotoreportera Jacka Kozioła (wówczas stałego współpracownika redakcji) srebrnym medalem Międzynarodowego Konkursu Fotografii Sportowej.
W sierpniu zainaugurowany został cykl artykułów i opracowań o Krakowskim Okręgowym Związku Piłki Nożnej, którego obchody 70-lecia zwieńczył mecz Kraków – Lwów (1-1, w karnych 6-5).
VI „Kolarskie Tempo”, w którym wzięło udział 137 zawodników, wygrał Stefan Mieloch z Biłgoraja. Kilka dni później główny animator imprezy w Wieliczce – Jerzy Wicherek relacjonował mistrzostwa świata w Chambery, w których triumfował Joachim Halupczok. Tymczasem na ME siatkarek w Karlsruhe wysłannikiem „Tempa” był Ryszard Kołtun, a Wojciech Olszówka na MŚ w 5-boju nowoczesnym w Budapeszcie.
Odejście „Kaki”
Jerzy Cierpiatka („Świat futbolu”) dzielił się smutkiem po tragicznej śmierci w USA Kazimierza Deyny: „Wielki piłkarz, wielkie mecze. (…) Nie wiem, czy przekonam wszystkich, ale na topie swej prywatnej listy rankingowej stawiam nie dramatyczny, zwłaszcza dla Deyny finał z Węgrami, nie natchniony mecz z Italią, lecz jednak Wembley. I nie idzie tu o symbolikę, o szczególne wspomnienia z jakimi kojarzy się tamten październikowy wieczór. Powiada się oto po latach, że zwycięsko wtedy zremisowaliśmy, bo potrafiliśmy odpowiedzieć Ramseyowi siłą na siłę, że wola walki tkwiła w drużynie Górskiego niesamowita, że Tomaszewski przeszedł samego siebie. To wszystko prawda, choć na mój gust zubożona. Nawałnica trwała przecież okrągłe dziewięćdziesiąt minut, niezbędne były zatem momenty stonowania napięcia, zwolnienia tempa, dania przewagi chłodnej kalkulacji nad emocjami. Słowem, zaproponowania czegoś innego niż walka wręcz. I właśnie wtedy zbawienne okazały się słynne kółeczka, zakładania siatek, itp. Stosowane przez „Kakę”. Czy bez nich dotrwalibyśmy szczęśliwie do końca?”
Nie milkły echa czerwcowych wyborów parlamentarnych. Marek Bartosik zastanawiał się, co po nich czeka polski sport i żywił nadzieję, że „nie bieda”. A w jednym z następnych numerów ujawnił 759 „lewych” etatów w górniczych klubach. Natomiast Jerzy Wicherek w trosce o przyszłość kultury fizycznej apelował do samorządów, by zajęły się reformą sportu. A w październikowych numerach do jego wezwania „Ruszymy z posad” głos na łamach o tym, jakie powinny być struktury sportu w nowej sytuacji zabrali również Ryszard Niemiec i Janusz Atlas.
Jak zwykle celnie konstatował Tomasz Domalewski („Trzy zdania zza słupka”): „Niedawno niektórzy sportowcy z NRD przyznali się do używania środków dopingujących. Ciekaw jestem jakie pigułki łyknęli teraz obywatele NRD, bijąc wszelkie rekordy w skokach. Najpierw wzwyż – przez siatkę ambasad, a potem w dal – z dworca warszawskiego, budapeszteńskiego lub praskiego wprost do Monachium, Hanoweru, Hamburga.”
Clemence skapitulował przed Cierpiatką
Bywało i tak. Ryszard Niemiec („Preteksty”) o tym, jak Jerzy Cierpiatka pokonał Ray’a Clemence’a: „Aż tu nagle dowiaduję się z prasy, że jedynym polskim piłkarzem, mającym na rozkładzie Raya Clemence’a, sławnego angielskiego bramkarza internacjonała, jest redaktor Jerzy Cierpiatka, pracownik Tempa, niedawno awansowany do III grupy zaszeregowania, opiewającej na 118 tysięcy złotych. (Jerzy Cierpiatka prostował w innym miejscu, gdyż pierwszym był piłkarz Śląska Wrocław Tadeusz Pawłowski – red.). Wszczęte na okoliczność śledztwo wykazało, że strzelec nie tylko oddalił się z redakcji w trakcie roboczej dniówki bez delegacji służbowej, ale i wciągnął w piłkarskie konfrontacje z angielskimi żurnalistami swego bezpośredniego przełożonego red. Marka Latasiewicza. Ten drugi, nie bacząc na niedawno zaleczoną nogę, w końcu narzędzie pracy kierownika działu PN, oraz delegowanie go na Stadion Śląski, także udał się na obiekt AKS i tam zdołał tak podać Cierpiatce piłkę, że ten załatwił Clemence’a, jak nie przymierzając Kordysz Maśnika. Była podstawa do ukarania, zwłaszcza że wyniki II grupy III ligi piłkarskiej idą w Tempie furt z błędami, ale po takim golu poczułem się jakbym go sam wrąbał. Uprzejmie zatem donoszę koledzy snajperzy, że przedstawiłem Wasze kandydatury do wyjazdu z ramienia redakcji na przyszłoroczne mistrzostwa świata we Włoszech. Na wszelki wypadek poproście Clemence’a, aby dał Cierpiatce potwierdzenie na piśmie, bo prezes RSW potrzebuje dużo podkładek zanim wysupła dolara. I trzymać się z daleka od prezesa Dziurowicza. On potrzebuje strzelców, ja wiem, ale w Tempie do kupienia jest jedynie pistolet, czyli niżej podpisany.”
Brzytwa służy do golenia…
21 październiku 1989 roku pożegnano zmarłego w wieku 69 lat Jerzego Jurowicza… W tym samym wydaniu Zbigniew Wojciechowski, zaczepiony wcześniej przez Janusza Atlasa w tekście „Ekstensywny eksces krytyki” odpowiedział m.in.: „Wybaczam Atlasowi, bo nie wie co pisze, choć kto inny potraktowałby te insynuacje jako potwarz, zaś czytelnikom wyjaśniam, skąd wziąłem się w „Tempie”. W marcu 1982 roku, w okresie stanu wojennego, po 28 latach pracy, zostałem zwolniony z Rozgłośni Polskiego Radia. W swoim zawodzie nie mogłem nigdzie znaleźć pracy. Dzięki życzliwości osób związanych ze sportem zostałem zatrudniony jako pracownik fizyczny, na kortach, a później przeszedłem na przymusową „wcześniejszą emeryturę”. W tej krytycznej dla mnie sytuacji odnalazł mnie Ryszard Niemiec i podał mi z Krakowa przyjazną dłoń. Nie tylko zresztą mnie. Przygarnęło także „Tempo” red. Mariana Czakańskiego z Katowic, który również znalazł się na bruku z wilczym biletem.
To naczelny „Tempa”, nie bacząc na naszą „trefną” przeszłość, jeździł do Warszawy do Biura Prasy KC, by uzyskać zgodę na zatrudnienie w sportowym tytule nie zweryfikowanych, politycznie podejrzanych dziennikarzy. Tacy to byliśmy heroldowie tamtych czasów! Tak nam się wtedy wiodło w stanie wojennym, w czasach gdy Janusz Atlas wygodnie siedział na konferencjach prasowych ministra Urbana i był na tyle zaufanym, dyspozycyjnym dziennikarzem, że powierzono mu robienie dla Interpressu sprawozdań z konferencji rzecznika rządu. (…) Każdy z nas ma swoją twarz, jaką ma. I niech kto inny mu gęby nie przyprawia. W końcu liczy się tylko to, czy ze spokojnym sumieniem możemy patrzeć w lustro. W każdym razie ja mam taką twarz, jaką miałem i dlatego nie pozwolę, by mi ją Atlas, bijąc na oślep rozkwasił, by mi ją Atlas wymachując przed oczami brzytwą, zranił. Brzytwa służy do golenia. Czasem tylko, chwyta się jej tonący. Więc kończąc te wyjaśnienia i wymianę zdań, pierwszy wyciągam do kumpla Atlasa pełną miłosierdzia, życzliwą i pomocną dłoń. Amen.”
Posypując głowę popiołem
Z okazji wydania nr 10 000 „Przeglądu Sportowego” wystosowano szczere, aczkolwiek nieco przekorne gratulacje i życzenia („Nie odchudzać „PS”!): „A zamiast okolicznościowego prezentu ślemy protest do władz wszelakich. Otóż chóralnie sprzeciwiamy się pojawiającym się próbom odchudzania „Przeglądu”. Protestujemy przez wzgląd i zasługi „PS”, a także z powodów bardziej osobistych. No bo jakże odchudzony (np. w środę) 4-stronicowy „Przegląd” może być partnerem na polemicznym ringu z 6-stronicowym „Tempem”? Nie ta waga, chociaż obie papierowe. A gdzież my dziś znajdziemy drugiego tak dżentelmeńskiego rywala?”
Redakcja z niepokojem potwierdziła jednocześnie, że kryzys zapukał do klubów: „Gwałtownie rosnące ceny spowodowały pustkę – także w kasach klubów sportowych. Nic więc dziwnego, że stawiani pod ścianą działacze decydują się na radykalny, aczkolwiek fatalny w skutkach dla sportu krok. Niestety, upadają drużyny.”
W tym samym numerze z 26 października „Tempo” przekazało tragiczną wiadomość o śmierci Jerzego Kukuczki podczas zdobywania Lhotse. W kolejnych wydaniach wybitnego himalaistę wspominać będą jego przyjaciele i uczestnicy wyprawy. A Ireneusz Pawlik rozpoczął publikację listy polskich sportowców zamordowanych w Katyniu.
W listopadzie wyjechał do Chicago Marek Latasiewicz. Planowany na rok pobyt w redakcji „Sport Review” przeciągnął się do 1995 roku.
Ryszard Niemiec („Preteksty”) posypał głowę popiołem, przypominając swoje publikacje z 1984 roku, które usprawiedliwiały bojkot Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles: „Napisałem był w osiemdziesiątym czwartym, w którym radziłem otrzeć łzy lejące się polskim sportowcom z powodu zatrzymania ich w drodze do Miasta Aniołów. Przesłaniem było przekonanie, iż może i lepiej, jeśli zabraknie nam Igrzysk, a w zamian pojawi się więcej chleba. Niezbyt to odkrywcze, ale co miałem zrobić celem pocieszenia rozczarowanych do cna kadrowiczów, tyrających cztery lata do ogłupienia, a tu wbrew nim i idei przyjmuje się decyzję na nie. Próbowałem jeszcze coś niecoś zdziałać poprzez Klub Dziennikarzy Sportowych, układając wraz z redaktorem Jóźwikiem protest przeciwko wysyłaniu na Olimpiadę Zygmunta Broniarka, zawodnika klasy międzynarodowej, ale i zawodowca z wiadomej stajni, który na Igrzyska wstępu mieć nie powinien. Na nic się ta protestacja zdała. Broniarek na Igrzyska, a jakże, pojechał i odniósł miażdżące zwycięstwo nad zdrowym rozsądkiem informacyjnym, tak jak na innym polu rozprawił się z Reaganem, a następnie zdobył dozgonną miłość Busha... Ta nasza nieobecność w Los Angeles uwierała mnie przez wiele następnych lat.”
Kolarz Roman Polański
Ireneusz Pawlik, nie ustając w podejmowaniu tematów niewygodnych, spróbował rozwikłać owiane tajemnicą życie Ewy Kłobukowskiej oraz prawdziwe powody przedwcześnie zakończonej kariery sportowej.
W grudniu w miejsce „Gier i zabaw” Janusza Atlasa wszedł na łamy felieton Leszka Rafalskiego. A Jerzy Cierpiatka („Świat futbolu”) ostro strofował Atlasa, który tydzień wcześniej gloryfikował trenerskie zasługi Jacka Gmocha.
Znak czasu: krótko przed Bożym Narodzeniem w gazecie ukazała się cała strona reklam.
W wydaniu świątecznym, tylko 8-stronicowym w cenie 300 zł (!) m.in.: Bogdan Wasztyl wrócił do fenomenu Joachima Halupczoka, a Ryszard Niemiec opisał zawiłą drogę do Polski trenera kadry szablistów Leszka Stawickiego. Tradycyjnie, naczelny ogłosił też swoją „Czarną listę”, na której czołowe miejsce zajęli delegaci na Walny Zjazd PZPN, którzy bezceremonialnie złamali statut stowarzyszenia…
Natomiast w numerze noworocznym: Piotr Gryźlak o legendarnym radiowcu Bohdanie Tomaszewskim („Poeta mikrofonu”); Jan Otałęga o kleryckiej lidze piłkarskiej; Ireneusz Pawlik o Romanie Polańskim – reżyserze i aktorze, który był kolarzem krakowskiej Korony; Ryszard Kołtun o sportowych pasjach prezydentów USA. Tym razem zamiast szopki Jerzy Cierpiatka wyśnił dzień po dniu piłkarskiego Mundialu ’90. I wcale nie był to proroczy sen…
Heysel leży w Krakowie…
W nowej rzeczywistości, bez cenzury, „Tempo” szybko odnalazło swoje miejsce, nie przestając zaskakiwać oryginalnością i jeszcze większą niż dotychczas bezkompromisowością. Reporterzy gazety odsłaniali zakazane do tej pory historie i losy gwiazd, a także skrywane w PRL patologie w sporcie. Na łamach przetaczała się dyskusja o finansowaniu działalności klubów w gospodarce wolnorynkowej, bo niektórym zaglądnęło w oczy widmo upadku. W oczekiwaniu na nowego właściciela także dla redakcji nastał okres przejściowy. W związku z likwidacją Robotniczej Spółdzielni Pracy „Prasa-Książka-Ruch” w maju została powołana Oficyna Wydawnicza „Tempo” – Spółdzielnia Pracy, z prezesem Ryszardem Niemcem oraz szefem rady nadzorczej Ireneuszem Pawlikiem. Galopująca inflacja odbijała się na cenie gazety – z 200 zł na początku roku do 600 zł w październiku.
W styczniu 1990, nie zawieszając współpracy z redakcją, Zbigniew Wojciechowski wrócił do Rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi, we wrześniu odszedł z „Tempa” Krzysztof Mrówka, który przeniósł się do „Gazety Wyborczej”, a Aleksandra Kluk wyjechała do USA. Natomiast 23 listopada zmarł nagle wieloletni zastępca redaktora naczelnego Aleksander Cichowicz.
Ryszard Kołtun w wydaniu otwierającym 1990 rok przypomniał ingerencję cenzorską w „Globtroterze”, ujawniając dlaczego 7 miesięcy wcześniej nie wolno było pisać źle o Nicolae Ceausescu. W tym samym numerze Wojciech Olszówka przybliżył sylwetkę pięcioboistki Doroty Idzi-Nowak, mistrzyni świata i Europy.
Od 27 stycznia gazeta ukazywała się w mniejszym formacie, powrót do dotychczasowej formuły nastąpił po dwóch miesiącach eksperymentów.
Mecz o Puchar Prezydenta Krakowa – wcześniej Mecz Wyzwolenia o Herbową Tarczę Krakowa – w którym Cracovia po golu Jacka Czarnika pokonała Wisłę 1-0, stał się okazją do chuligańskiej bijatyki pseudokibiców. Obok relacji z meczu znalazł się wymowny komentarz: „Małe Heysel leży w Krakowie”.
Uczucie generała Gruby
Ryszard Niemiec („Preteksty”) ironizował, ubolewając nad personalnymi zmianami w świecie sportu, m.in. nad dymisją szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych gen. Jerzego Gruby: „Zaraz jak dokonał ingresu (gen. Gruba – red.) do gabinetu na Mogilskiej, objawił się publicznie jako niespecjalny miłośnik „Tempa”, a uczucie to pogłębiał w miarę upływu czasu. Osobiście dotknęła mnie ta rezygnacja do żywego. Na odwzajemnianej niechęci generała do mej skromnej figury miałem przecież szansę robienia kariery w nowych czasach. Wszak jeszcze w maju ten szef WUSW i członek egzekutywy KK PZPR wystawił mi fantastyczną rekomendację, grzmiąc na naradzie aktywu, że niejaki Niemiec, skądinąd nam znany, chce rozsadzić socjalizm od środka. Z opinią faceta rozsadzającego system, w dodatku od wewnątrz, mógłbym liczyć na sukces na przykład w wyborach do samorządu osiedlowego, a kto wie, czy nie miałbym stać się rajcą śródmiejskim z ramienia Unii Socjaldemokratycznej. Niestety, mój łaskodawca zdenerwował się niepotrzebnie na prasę i odszedł wraz z moją życiową okazją na prawdziwą karierę w nowej rzeczywistości. Trzeba mieć pecha.”
Andrzej Skowroński natomiast złamał kolejne tabu, pisząc o przejawach antysemityzmu na polskich stadionach („Aryjski paragraf widmo”).
13 marca zmienił się cykl wydawania gazety. „Tempo” z zieloną winietą ukazało się we wtorek, zastępując wydanie sobotnie. Redakcja tłumaczyła zmianę fatalnym kolportażem (zwrot 1/3 sobotniego nakładu), rosnącym na Śląsku i Podkarpaciu głodem na informacje sportowe z tamtych terenów oraz tym, że nie wszystkie materiały dało się pomieścić w gazecie poniedziałkowej.
Po czterech miesiącach nieobecności w „Tempie” powrócił na łamy Janusz Atlas. Tak tłumaczył swoją decyzję: „Otóż piłkarz polski (może z bardzo nielicznymi wyjątkami) nie musi się starać, nie ma takiej motywacji i nawet mój szacowny rywal z drużyny przeciwnej, ksiądz Mariusz Zapolski (nr 10) nie jest jej w stanie medytacją wskrzesić. Piłkarz nasz rozbestwiony jest pseudo-rywalizacją, pseudo-zawodowstwem, pseudo-transferem, a wreszcie pseudo-zarobkiem. Wracam więc na łamy, żeby futbolistom trochę włożyć do głów, nie tylko im zresztą…” Wrócił też do pisania felietonów Wojciech Lipoński.
Rekolekcje
Nie traciły nic na wartości „Trzy zdania zza słupka” Tomasza Domalewskiego. Kpił m.in. z wciąż przytrafiających się nielegalnych wyjazdów sportowców na Zachód: „Jak się okazuje, sportowcy uciekali nie tylko z Polski komunistycznej, nie wracają także z turniejów do kraju rządzonego przez ekipę Wałęsy. Po prostu bez względu na wszelkie uwarunkowania polityczne, uciekają z biednego kraju. Ostatnio powrotu odmówili – będąc w USA – szablista Jarosław Koniusz i trener Edward Korfanty; Wojciech Korfanty z pewnością w grobie się przewraca.”
W wydaniu na Wielkanoc Ryszard Niemiec, oprócz okolicznościowych życzeń, dzielił się spostrzeżeniami z udziału w… rekolekcjach w warszawskim kościele św. Floriana, które zorganizowano dla ludzi związanych ze środowiskiem sportowym pod hasłem „Wiara, moralność, sumienie”. W numerze została opublikowana także kolejna lista sportowców zamordowanych w Katyniu.
W korespondencji z USA Marek Latasiewicz przybliżył postać Marka Piotrowskiego, mieszkającego w Chicago mistrza świata w kickboxingu. Następna relacja z udziału piłkarskiej kadry w turnieju Marlboro Cup, opisująca kulisy amerykańskiego tournée reprezentacji, nie spodobała się selekcjonerowi Andrzejowi Strejlauowi, który zapowiedział sądowy pozew dziennikarza. Skończyło się na deklaracji.
Kolportażowa innowacja: wydanie specjalne przed startem żużlowej ligi „Tempo Speedway ‘90” sprzedawane było także podczas meczów na stadionach.
Sport upada, zmian nie widać
Na łamach pojawiały kolejne „niewygodne” tematy. Ireneusz Pawlik próbował dociec kim naprawdę był Edward Gustaw Adolf Luckhaus – mistrz Polski w trójskoku, olimpijczyk, który po wybuchu wojny podpisał volkslistę. Natomiast kontynuując „Pitaval bokserski” Pawlik opisał chuligańskie wybryki Andrzeja Gołoty we Włocławku, zanim w tajemniczych okolicznościach uciekł on do USA. Tymczasem Wojciech Batko nie krył oburzenia zjawiskiem, pytając „Czy dziennikarz może sprzedawać sportowców?”. Natomiast w „artykule dyskusyjnym” Wojciech Lipoński twierdził, że po systemowych przemianach „Sport upada, zmian nie widać”: „No i ta „nowa” polityka informacyjna… Sprawy sportu, a zwłaszcza kultury zdrowotnej, interesują wielu, ale dotyczą wszystkich. Tymczasem ludzie totalnie zdezinformowani, czekają nie wiedząc na co, a pani rzecznik Niezabitowska jak dotąd nawet jednym zdaniem się nie zająknęła się na te tematy. Sportu po prostu w Polsce nie ma!”
Wyniki meczów piłkarskiej ligi typowali znani dziennikarze: Tomasz Zimoch z Polskiego Radia oraz Maciej Biega z tygodnika „Sportowiec”… Mistrzostwo – po raz ostatni w formule premiowania dodatkowym punktem zwycięstwa różnicą co najmniej trzech bramek – wywalczył Lech Poznań, „Srebrnego Piłkarza” dla najlepszego piłkarza według sprawozdawców „Tempa” zdobył Jacek Ziober, a w klasyfikacji arbitrów zwyciężył Roman Kostrzewski. Natomiast triumfatorem Grand Prix Kibiców został Michał Kubanowski z Częstochowy.
Mundial za 500 dolarów
Mimo zmieniającej się sytuacji ekonomicznej „Tempo” wysyłało swoich dziennikarzy na zagraniczne imprezy. M.in. Jerzy Cierpiatka z Wiednia relacjonował finał piłkarskiego PE (Milan – Benfica 1-0), a Jerzy Wicherek pędził za kolarzami w ostatnim, 43. Wyścigu Pokoju. Dla polskich dziennikarzy zderzenie z Zachodem okazywało się bolesne, co barwnie opisali wysłannicy „Tempa” na Mundial ’90 we Włoszech. Mimo że pracowali w ekstremalnych warunkach, korespondencje Jerzego Cierpiatki i Krzysztofa Mrówki były najwyższej próby.
Podsumowując najważniejszą imprezę sportową roku, dzielili się także niezwykłymi przeżyciami, m.in. z przyjęcia na audiencji u Jana Pawła II, a rozterki polskiego dziennikarza przybywającego na Zachód z niedawno jeszcze komunistycznego świata przedstawili w autorskim dwugłosie: Jerzy Cierpiatka („Akt I: Poziom przeżycia”): „Dziennikarz z Polski, jeśli jego firma znalazła sponsora, miał kilkaset dolarów. Za to podróżował po Włoszech, za to jadł i spał. Rzecz teoretycznie niemożliwa, a jednak wielu się to udało i widzieli całą imprezę. Jeśli miałeś dajmy na to 500 dolarów i podróż obstawioną przez sponsora np. do granicy austriacko-włosko, to jadąc do Rzymu i z powrotem portfel twój stawał się chudszy o 100 dolarów. Zostawało 400 dolarów, na 30 dni pobytu w jednym z najdroższych krajów europejskich. (…) Opuszczając Włochy ostatnie pieniądze poszły na bilet kolejowy do granicy włosko-austriackiej. Gdy sprzedawca zimnych napojów przechodził przez przedziały ujrzał tylko nasze puste portfele, uśmiechnął się. Gdyby dowiedział się, że jesteśmy dziennikarzami, nie dałby wiary. Bo przecież to nie do wyobrażenia, by dziennikarze nie mieli pieniędzy, by podróżowali autostopem, by spali na campingu, by czekali na telefon z Polski, by oszczędzali na jedzeniu…”
Krzysztof Mrówka („Akt II: 150 lat za Beninem”): „Dziennikarz z Polski na imprezie sportowej za granicą wyposażony jest w sposób następujący: materiały pozbierane, czyli informatory przygotowane przez organizatorów i rozdane żurnalistom papier, długopis, gazety, w głowie zaś rozmowy z tzw. otoczeniem. Z trzęsącym się sercem czeka na telefon z Polski, nie stać go bowiem na telefonowanie do kraju (…) Rzuca się na wszystko co darmowe, od biuletynów po poczęstunek. Niektórzy nie potrafią się opanować i jedzą za trzech, biorąc prezentów za trzy lub więcej osób. Konsekwencją tego jest wianuszek polskich dziennikarzy ustawiających się koło budki telefonicznej, do której można dzwonić. W doprawdy podbramkowych okolicznościach dziennikarz teleksuje lub faksuje do redakcji, naruszając skromne zasoby zagranicznej gotówki. Jeśli przez przypadek wyposażył się w kartę kredytową, która pozwala teleksować, faksować lub dzwonić do kraju na kredyt – nie musi się martwić on, lecz księgowa wydawnictwa lub firmy, gdzie za kilkanaście dni przyjdą rachunki. A będą to sumy szokujące, jako że Włosi potraktowali istnienie biur prasowych jako dobry sposób na podreperowanie budżetu swej poczty i np. za kartę tekstu przesłaną faksem płaciło się więcej niż 10 dolarów, podobnie było z teleksem. (…) To były rozterki polskiego dziennikarza. Jego największym problemem, to czy dodzwonią się z kraju o umówionej godzinie, czy też nie. Jeśli się nie dodzwonią – zaczyna być dramat…
Żurnalista dajmy na to z Socjalistycznej Republiki Beninu, wyposażony jest podczas Mondiale tak: gotówka lub karta kredytowa na opłacenie przyzwoitego hotelu w centrum Rzymu (nie mniej jak 50 dolarów za łóżko dziennie, ceny sięgały kilkuset dolarów, nawet tysiąca zielonych), bilet samolotowy w obie strony, osobisty komputer, który pozwala dziennikarzowi na składanie tekstu i natychmiastowe nadanie drogą telefoniczną do komputera-matki w swojej redakcji czy drukarni. Benińczyk nie rozstaje się z komputerem, pracując z nim podczas pobytu na basenie czy oficjalnym przyjęciu…”
Z konserwą w delegację
A w następnym numerze („Preteksty”) Ryszard Niemiec doprecyzował: „Przypomniałem sobie (wydarzenie gastronomiczne – red.) na krótko podczas lektury korespondencji redaktora Mrówki z Werony, w której nasz wysłannik na dwóch kartkach przesłanych faksem za 20 dolarów, opisał jak to przed bramą stadionu został zmuszony do pożarcia na raz konserwy tyrolskiej w cenie 10 tysięcy złotych. Redaktor tego nie napisał, ale ja dopowiem, że samogwałt dokonany na żołądku spowodowany został przez służby porządkowe stadionu, niestety, mające trudności z rozróżnieniem opakowań naszych konserw mięsnych od granatów zaczepnych, będących na wyposażeniu grup wypadowych włoskich Czerwonych Brygad. Spożyty na stojąco wyrób prawdopodobnie Zakładów Mięsnych w Krakowie w założeniu miał starczyć koledze do ćwierćfinałów…”
Należy dodać, że w trakcie Mundialu gazeta ukazywała się 4 razy w tygodniu (poniedziałek, wtorek, czwartek i sobota), a w roli komentatorów występowali Stefan Bielański z Włoch oraz z kraju Marek Kusto, Zdzisław Podedworny, Jerzy Mikułowski Pomorski, Antoni Szymanowski, Zdzisław Kapka, Gerard Cieślik, a także… „Z futbolówką u nogi” Ryszard Niemiec.
Alfabet Komara
Tymczasem Jan Otałęga opisywał sportowe losy reprezentacyjnej koszykarki Grażyny Seweryn, wytransferowanej z Wisły Kraków za 10 tys. dol. (sic!) do francuskiego klubu w Dijon. Kilka lat później po powrocie do kraju zasiliła dział komputerowy „Tempa”.
Jednocześnie Jerzy Cierpiatka skwitował z ulgą rezygnację Jana Tomaszewskiego z pracy przy piłkarskiej kadrze („Świat futbolu”): „Nie ukrywam, że od dawna trzymam na muszce człowieka, który zastopował Anglię. Odkładając bowiem zawodniczą przeszłość, niewątpliwie świetlaną i piękną – kilkakrotnie zasłużył pan Janek na baczniejsze przyjrzenie się jego postaci w szerszym kontekście. W kontekście jego charakteru, a raczej charakterku, objawiającego się w kilku szczególnych momentach. Mam otóż Tomaszewskiego za cynika zdolnego przy każdej okazji do adaptowania się w nowej sytuacji. Mam go za hochsztaplera, wmawiającego prostemu kibicowi nieprawdę i zmieniającego poglądy częściej niż koszulę. Mam go wreszcie za człowieka, który swoim działaniem wyrządził polskiej piłce znaczniej więcej strat, niż przysporzył korzyści.”
Do tego głosu, stając w obronie Leszka Jezierskiego, dołączył Ryszard Niemiec. Tomaszewskiemu, działaczowi Patriotycznego Ruchu Obrony Narodowej (PRON) z okresu stanu wojennego, obiecał na koniec roku podium na swej „Czarnej liście”.
W sierpniu dziennikarze „Tempa” relacjonowali rozgrywane w Gdańsku Igrzyska Solidarności. Redakcja informowała też o pierwszych efektach wspólnego ze „Słowem Ludu” apelu do klubów sportowych o umożliwienie bezdomnym pozyskania biletów na organizowane przez nie imprezy… Od sierpnia też nad winietą pojawił się dopisek „Gazeta sportowa”.
Natomiast we wrześniu i październiku gazeta publikowała cykl tekstów autorstwa Wojciecha Lipońskiego, opartych o raport specjalnej komisji rządu kanadyjskiego, którą powołano do zbadania afery, związanej ze stosowaniem niedozwolonych środków dopingujących przez Bena Johnsona. Wykryto je w organizmie sprintera na Igrzyskach w Seulu. Celem komisji „stało się wyjaśnienie nie tylko sprawy Johnsona, ale i zakazanych praktyk zwiększania wydolności organizmu ludzkiego w sporcie. Przewodnictwo komisji powierzono sędziemu Charlesowi Dubinowi, stąd najczęściej określano ją Komisją Dubina. W powstałym raporcie swój udział miał też pochodzący z Polski fizjoterapeuta Waldemar Matuszewski, który współpracował z Charlie Francisem, trenerem Johnsona, i był świadkiem wstrzykiwania niedozwolonych sterydów kanadyjskim sprinterom… Artykuły niezwykle interesujące, podobnie jak polskie wątki „Raportu Dubina.”
Ze stolicy nadeszła miła wiadomość o tym, że Jerzy Mucha, kierownik śląskiego oddziału gazety, został kolejnym dziennikarzem „Tempa” wyróżnionym przez Klub Dziennikarzy Sportowych II nagrodą „Złotego Pióra”. Wkrótce świeżo upieczony laureat potępił skandaliczne zachowanie stadionowych chuliganów, którzy podczas meczu GKS Katowice – Wisła wywiesili faszystowską flagę i wznosili hitlerowskie gesty.
Po odejściu z redakcji Krzysztofa Mrówki kolumnę poświęconą ligom angielskim redagowali Ryszard Kołtun i Leszek Trojanowski. Red. Kołtun relacjonował również rozgrywki NBA i NHL.
Od 30 października w kolejnych wydaniach ukazywał się „Alfabet Komara”. Mistrz olimpijski z Monachium, aktor i kabareciarz, opowiedział Janowi Otałędze i Ireneuszowi Pawlikowi nigdy wcześniej nieujawnione rewelacje zza kulis życia najsławniejszych polskich sportowców, trenerów i działaczy.
Nagroda im. Zbója Madeja
22 listopada, trzy dni przed historycznymi wyborami prezydenckimi, Andrzej Skowroński rozmawiał z Lechem Wałęsą. Przyszła Głowa Państwa w obliczu swego najważniejszego startu w życiu mówiła: „Słów już w tej kampanii padło aż za dużo. Powiem krótko: jeśli nie zdobędziemy się jak najprędzej na zdecydowane posunięcia, to wszystkie te drgawki, które w kraju przeżywamy – będą się przeciągać. Zmian potrzeba wiele w różnorodnych dziedzinach i na różnych płaszczyznach. Osądowi wyborców pozostawiam postawę tych, którzy moją propozycję natychmiastowego zdecydowanego działania usiłują przedstawić jako prymitywizm drwala.”
W wydaniu świątecznym Ryszard Niemiec nie dotrzymał słowa i na liście antybohaterów minionego roku jednak nie umieścił Jana Tomaszewskiego. Poza konkurencją okazał się Andrzej Gołota. Palmę pierwszeństwa przyznano mu „za twórczy wkład w upraktycznienie sztuki posługiwania się pięściami. Dzięki jego inicjatywie boks wymyka się z ciasnych ram zakreślonych linami, wylewając się szeroką falą do miejsc publicznych, takich jak ulice, dworce kolejowe, restauracje, dyskoteki. Niepowtarzalną zasługą laureata jest także pionierskie zastosowanie metod gangsterskich w walce na pięści. Doceniła to w pełni Konfederacja Niezależnych Zbójców Świętokrzyskich, przyznając dodatkowo Gołocie specjalną nagrodę im. Zbója Madeja.” W numerze ponadto znalazły się m.in.: wiersze Marka Grechuty i rozmowa Ireneusza Pawlika z zakochanym w sporcie piosenkarzem oraz niezwykła relacja Majki Lisińskiej-Kozioł ze wspólnego lotu Wilgą 354 z pilotującym samolot mistrzem świata Włodzimierzem Skalikiem.
Równie ciekawy był numer noworoczny, z listą 20 najbogatszych polskich sportowców oraz autorskim wykazem Leszka Rafalskiego największych porażek roku. Natomiast Jerzy Cierpiatka przypomniał polskich bokserów, którzy walczyli z późniejszymi mistrzami świata.
JERZY CIERPIATKA
MAREK LATASIEWICZ