Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Wiadomości
„TEMPO”, wspomnienia. Jerzy Mucha: Moje 20 lat w szybkim „Tempie”2026-06-11 00:19:00

Dość długo zastanawiałem się, co tak naprawdę mógłbym napisać o mojej ponad 20-letniej przygodzie zawodowej z „Tempem”? Im dłużej o tym myślałem, tym większe miałem kłopoty, by wybrać te wspomnienia, które będą mi jeszcze towarzyszyć długie lata. Ostatecznie postanowiłem potraktować te dwie dekady odwzajemnionej miłości do gazety na zupełnym luzie, czyli – jak to mówi najmłodsze pokolenie – na lajcie… 


Halo, czy to zakład pogrzebowy?

W połowie lat 80-tych, gdy jako świeżo upieczony magister prawa postawiłem na dziennikarstwo sportowe, moim zadaniem, wspólnie zresztą z kolegą Marianem Czakańskim było znalezienie lokalu na potrzeby katowickiego oddziału i załatwienie przydziału telefonu. Tak, tak, to nie pomyłka, w czasach słusznie minionych telefon było dobrem luksusowym, bez niego początkujący żurnalista czuł się jak bez ręki…


Łatwo nie było, dopiero gdzieś po roku starań i żmudnym pisaniu wniosków do Urzędu Telekomunikacyjnego, dostaliśmy upragniony numer telefoniczny. Wcześniej, musiałem korzystać z telefonu w nieistniejącej już drukarni w Katowicach, gdzie przy okazji wysyłania teleksem materiałów dziennikarskich do centrali „Tempa” w Krakowie, mogłem ukradkiem podzwonić do trenerów czy piłkarzy, by zebrać materiały do kolejnego artykułu. Oczywiście, trzeba było wcześniej ładnie się uśmiechnąć do pań dyżurujących przy teleksie, czasami wręczyć bombonierkę lub umówić się na niezobowiązującą randkę, by zasiąść przy wysłużonym aparacie telefonicznym.


Dzięki koneksjom z dyrektorem przychodni lekarskiej kolejowej, a społecznie – prezesem siatkarek Kolejarza Katowice, dr. Krzysztofem Dziunikowskim, z redaktorem Marianem Czakańskim mogliśmy wprowadzić się do całkiem dużego pokoju we wspomnianej przychodni. Gdy pocztowcy zainstalowali nam powoli odchodzący na emeryturę wynalazek Aleksandra Bella, zaczęły się dziwne telefony. - Halo, czy to zakład pogrzebowy? - to był pierwszy odebrany przeze mnie telefon w katowickim oddziale „Tempa”.


Początkowo myślałem, że to głupie żarty kolegów z konkurencji, czyli katowickiego „Sportu”. Gdy jednak kolejni klienci zakładu pogrzebowego pytali o ceny „drewnianych jesionek”, czy też o koszty wysłania dziadka na tamten świat, zorientowałem się, że nikt tu nie robi sobie dowcipów, a wspomniany numer odziedziczyliśmy po prawdziwym zakładzie pogrzebowym w Katowicach. W naszych czasach każdy ma książkę telefoniczną w komórce, w latach 80-tych trzeba było biec na pocztę, by sprawdzić w papierowej żółtej księdze, kto kryje się za naszym numerem telefonicznym. Ostatecznie, po interwencji w urzędzie pocztowym, zmieniono nam numer i był wreszcie spokój z klientelą dopiero rozwijającej się w kraju branży pogrzebowej.


Archiwum w skupie makulatury

W 1999 roku na emeryturę musiał się udać prezes, dr Dziunikowski, szef siatkarskiego Kolejarza Katowice, który – jak wcześniej wspomniałem – dyrektorował zaprzyjaźnionej z „Tempem” przychodni lekarskiej. Nowa dyrektorka szybko wymówiła nam lokal i musieliśmy szukać nowego lokum. To działo się już po zmianie właściciela naszej gazety, zostaliśmy kupieni i wchłonięci przez szwajcarską firmę „Marquard”, która miała duże pieniądze, ale kiepskie pomysły na rozwój nowego tworu prasowego. Katowicki oddział „Tempa”, tak jak krakowski czy rzeszowski straciły na znaczeniu, ale te trudne i bolesne dla nas zmiany własnościowe były wdrażane w życie powoli. Dla mnie bardzo ważny był nowy lokal, wszak nie mogliśmy wylądować na ulicy, a praca zdalna była pojęciem, które pojawiło się w naszej świadomości wiele lat później.


Wspólnie z nową ekipą, Darkiem Ostafińskim i Marcinem Jaroszewskim (19 lat później dojdzie do klasycznej zamiany ról, to ja będę jego podwładnym w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie Marcin był prezesem, a ja rzecznikiem prasowym) musieliśmy na wczoraj znaleźć nowy pokój.


Przychodnię lekarską zastąpiła kamienica, w której mieścił się Bank Ochrony Środowiska. Przeprowadzka nie była specjalnie uciążliwa, gdyż nowa siedziba znajdowała się jakieś 500 metrów dalej. Przy okazji ze starej siedziby zmuszony byłem wywieźć do skupu makulatury nasze archiwum „Tempa”. Do dziś to pamiętam, posegregowane gazety z lat 1987-1999 ważyły jakieś 150 kilogramów. To były prawdziwe białe kruki, zawierały nie tylko statystyki, relacje meczowe, ale przede wszystkim emocje oddające charakter naszej pracy. Dzisiaj spotykam mnóstwo ludzi, kibiców, kolekcjonerów, którzy poszukują konkretnych egzemplarzy „Tempa”. A ja oddałem te bezcenne egzemplarze za kilka „judaszowych srebrników”. Wstydzę się tego, jak teraz o tym pomyślę. Wówczas jednak człowiek nawet nie przypuszczał, że za jakiś czas po naszej gazecie pozostaną tylko wspomnienia, które można byłoby pielęgnować wracając do starych wydań. 

 

JERZY MUCHA


Jerzy Mucha (ur. 8.12.1955) – absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zamiast do palestry trafiłem do dziennikarstwa, stawiając pierwsze kroki w oddziale katowickim "Przeglądu Sportowego". Od 1 lutego 1985 na etacie w „Tempie”, jako korespondent śląski. W 1999 roku nasza gazeta została wchłonięta przez "Przegląd Sportowy", w którym pisywałem do końca 2007. Kolejna gazeta to "Trybuna Górnicza", w której działałem tylko pół roku. Moje nowe wcielenie związane było z pracą w klubach sportowych. Najpierw przez 8 lat byłem rzecznikiem prasowym albo też szefem biura prasowego w Górniku Zabrze, gdzie pełniłem również funkcję redaktora naczelnego klubowego miesięcznika „Górnik”. Po rozstaniu z zabrzańskim klubem przez rok pracowałem w klubie siatkówki męskiej MKS Będzin. Od 2018 jestem w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie byłem rzecznikiem prasowym, a teraz jestem szefem biura prasowego. Ponadto tworzę gazetę meczową „Zagłębie Gol”. 





więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty