Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Wiadomości
„TEMPO”, wspomnienia. Barbara Rotter-Stankiewicz: W rodzinnym „Tempie”2026-06-10 11:21:00

Pierwsze wspomnienie związane z "Tempem"? Tata przyjechał na rowerze z redakcji na Błonia, gdzie byłam z mamą na spacerze. Przez całą drogę do domu, prowadząc rower opowiadał o plebiscycie na nazwę nowego pisma. Czytelnicy zaproponowali „Tempo”. Ten tytuł został później uzupełniony: wiadomości sportu i turystyki.


I tak „Tempo” - gazeta i redakcja - splatało się przez dziesięciolecia z naszym rodzinnym życiem.

Redakcja, mieściła się poza „Krążownikiem Wielopole”, ale miała wejście przez ten budynek; mieściła się właściwie przy ul. Starowiślnej (wówczas Bohaterów Stalingradu), na parterze. Wejście z tej kamienicy zostało jednak zamurowane. Było to po prostu mieszkanie – dwa pokoje od frontu i jedno od tyłu. Potem  lokal powiększono jeszcze o zaadaptowane piwnice.


Do gabinetu redaktora naczelnego, czyli mojego taty, były dwa wejścia – jedno od razu z przedpokoju będącego jednocześnie  sekretariatem, a drugie - z dużego pokoju. Gabinet pełnił też rolę sali obrad i sali... telewizyjnej. Nawiasem mówiąc, te dwie funkcje na pewno przyczyniły się do przedwczesnej śmierci taty, który zmarł na raka płuc nie zapaliwszy w życiu papierosa. Palili za to wszyscy inni – gdy wchodziło się do pokoju, było w nim szaro od dymu. Tyle o pierwszej siedzibie „Tempa”.


rotter

Jan Rotter przy redakcyjnym biurku


Redakcja była czysto męska – jedynymi kobietami była pani Murczyńska – sekretarka i pani Stanisława Bańduła – woźna. Kobiety nie garnęły się do pisania o sporcie, a – co dziś wstyd mówić – "Tempo" nie garnęło się do nich; uważano, że męsko-damski zespół rozprasza pracowników i rodzi komplikacje… Atmosfera panowała jednak rodzinna, bo znały się nawzajem wszystkie żony i dzieci „tempaków”. Najbliższe kontakty mój tata utrzymywał z red. Antonim Targoszem, który mieszkał po sąsiedzku, Kazimierzem Zimnalem i Tadeuszem Doboszem, którzy niejednokrotnie bywali u nas w domu. Z innych powodów częstym gościem był red. Adam Zabrzeski – brat mojej mamy. Ale red. Kazimierza Puszkarzewicza, Tadeusza Tolińskiego, a z młodszego pokolenia Wiesława Książka - fotoreportera, Tadeusza Kubarskiego – grafika, Aleksandra Cichowicza, Kazimierza Starowicza, Ryszarda Kowalskiego, Mariana Nowaka także dobrze znałam.


O rodzinnej atmosferze świadczy zachowana kopia listu, jaki mój ojciec wysłał do żony jednego ze swoich podwładnych, proszącej o interwencję. Chciała, by wpłynął na syna, który chciał się żenić z jej zdaniem... nieodpowiednią panną. Tata odmówił, ale i starał się nastawić przyszłą teściową pozytywnie do synowej. To były czasy!


A jak o czasach mowa – wszyscy wiedzieli, że raz w miesiącu do redakcji przychodzi „towarzysz” z komitetu, który próbował się dowiedzieć, co w trawie piszczy. Tata opowiadał mu różne banialuki, a towarzysz przyjmował to za dobrą monetę. Zdziałać wiele nie mógł, bo ojciec nigdy nie zapisał się do PZPR, a mimo to utrzymywał się na stanowisku redaktora naczelnego aż do śmierci. Co jakiś czas do Krakowa przyjeżdżał ze stolicy szef Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa-Książka-Ruch Edmund Król, a wówczas wszyscy krakali, że pewnie będzie „zdejmował Rottera”. Proroctwa się nigdy nie spełniły – krążyła wieść, że „nie zdejmują, bo chcą, żeby w Polsce był chociaż jeden bezpartyjny redaktor naczelny”.


Jako nastolatka zarobiłam w Tempie swoje pierwsze pieniądze. Praca była upiorna – podliczanie kuponów przysyłanych na plebiscyt „10 Asów Małopolski”. Przychodziły ich tysiące, a sprawdzać nie miał kto, więc rok po roku miałam (oczywiście nie tylko ja) taką fuchę. Trzeba było do każdego miejsca na kuponie przyporządkować punkty, potem podsumować, ile kto dostał – pierwsze miejsce 10 punktów, drugie - dziewięć itp. Czasem coś się nie zgadzało i to nie z winy rachmistrza, tylko czytelników, którzy mylili się i wpisywali na jednym kuponie dwa razy to samo  nazwisko – np. na trzecim i szóstym miejscu. Plebiscyt rozpoczęty jeszcze przez „Głos Sportowca”, z którego powstało "Tempo", cieszył się co roku ogromnym powodzeniem, a zwieńczeniem był Bal Asów organizowany w Hali Wisły. Udało mi się, już jako studentce, uczestniczyć w kilku takich imprezach, dzięki czemu poznałam m.in. Sobiesława Zasadę, kilkakrotnego laureata tego konkursu.


rotter

Autorka wspomnienia (w środku) z ojcem Janem Rotterem i Barbarą Sobottową, laureatką plebiscytu 10 Asów Małopolski

rotter

Wizyta mistrzyni olimpijskiej, Stanisławy Walasiewicz (pierwsza z lewej) w sali gimnastycznej jednej z krakowskich szkół. Pierwszy z prawej red. Kazimierz Zimnal, obok amerykańska dyskobolka Melody Mc Carthy i zasłużony pedagog - przez kilka dekad utrzymujący stałe kontakty z „Tempem” - Zbigniew Lech. W drzwiach góruje sylwetką red. Jan Rotter. Są też krakowianki...

rotter

Wyniki plebiscytu poprzedzało żmudne... liczenie kuponów


„Tempo” miało zresztą kontakty nie tylko ze współczesnymi mistrzami, ale i mniej czy bardziej byłymi sławami. Zapamiętałam spotkanie w hali Korony ze Stellą Walasiewiczówną, mistrzynią olimpijską, bo wręczałam jej na powitanie kwiaty. Przy tej okazji musiałam wbić się w nieco już wyrośnięty strój krakowski...


Przy innej okazji los zetknął mnie z inną mistrzynią - Barbarą Sobottową, zwyciężczynią jednej z edycji 10 Asów Małopolski. W 1973 roku jubileusz „Tempa” odbywał się w Krzysztoforach, gdzie zorganizowano nie tylko okolicznościową wystawę, ale i sportowe konkursy. Goście grali m.in. w kręgle. Wśród zaproszonych była Barbara Sobottowa - oczywiście wygrała, ale ja znalazłam się na podium tuż za nią. W relacji z konkursu na łamach „Tempa” figurowałam jako „tajemnicza Barbara R.”


Tyle wspomnień odświętnych. Na co dzień z pracą ojca w "Tempie" związane są inne. Po pierwsze – nocne powroty najpierw raz, a potem dwa razy w tygodniu. W te dni tata przychodził do domu nad ranem. Czekał na druk, który również odbywał się w gmachu na Wielopolu i dopiero gdy zabrał z maszyny pierwsze egzemplarze – wracał. Gdy docierał do domu, gazety były jeszcze ciepłe i nad ranem, zamiast świeżymi bułeczkami, pachniało w domu farbą drukarską. W redakcji spędzał wówczas cały dzień i pół nocy, a nie były to czasy dostaw na telefon czy sklepów otwartych na okrągło. Mama przygotowywała więc ciepłą kolację w jednym termosie, herbatę w drugim i trzeba było zanieść tę „wałówkę” na Wielopole. Na szczęście do redakcji jechało się tramwajem 15 minut...


I drugi obrazek, który towarzyszył mi podczas każdego rodzinnego wyjazdu: ojciec stoi zgięty w pół (miał prawie 2 metry wzrostu) i wtyka głowę do okienka w kiosku „Ruchu”. Musiał się dowiedzieć, jak gazeta się sprzedaje, czy nie jest jej zbyt mało, kiedy jest przywożona itp. Wywiad z kioskarzem trwał ładnych parę minut, a my – czyli moja mama i ja – nie mogłyśmy się doczekać końca rozmowy.


To moje osobiste wspomnienia z dzieciństwa i młodości, związane z pracą zawodową taty. Jest jeszcze jedno: kiedy już wystartowałam – ku jego ogromnej radości - w „Dzienniku Polskim”, w którym i on zaczynał, był nadal naczelnym redaktorem „Tempa”. Moja redakcja mieściła się na drugim piętrze, jego nadal na parterze, a na pierwszym piętrze, za szybami, znajdowała się zecernia, gdzie przynosiło się teksty, składane i odlewane w ołowiu. Tata niósł tam skrypty z "Tempa", ja szłam korytarzem piętro wyżej też z jakimiś Dziennikowymi papierami i tak sobie machaliśmy nimi na powitanie... Niestety, wkrótce trzeba się było pożegnać…


BARBARA ROTTER-STANKIEWICZ

Zdjęcia z archiwum Barbary Rotter-Stankiewicz


rotter

Pogawędka na stadionie Wisły dwóch dziennikarzy „Tempa”: Jana Rottera (w pasiastej koszulce) i Aleksandra Cichowicza.

rotter


rotterbarbaraojciecsobottowa_poziom.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty