Skawa Wadowice - MKS Trzebinia/Siersza 2-0 (2-0)
1-0 Pawlik 15
2-0 Góra 20
Sędziował Marcin Przysiężanik z Krakowa. Żółte kartki: P. Dyrcz, Pawlik - Rogalski, Lickiewicz. Widzów 150.
SKAWA: Gawlik - Pomietło, Palmirski (46 Kuzia), P. Dyrcz, Rudecki - Pawlik (86 J. Curzydło), Jagiełka, P. Gaudyn, K. Dyrcz - Góra, Barcik.
MKS: Wilk - T. Szczepanik, Kalinowski, Cieszyński, P. Szczepanik - Hałat (67 Machowski), Lickiewicz, Rolka (60 Czyszczoń), Jędrzejczyk (60 Medela) - Drobniak (46 Rogalski) Wojdyła.
Nie mają trzebinianie szczęścia do Wadowic. W poprzednim sezonie, kiedy oba zespoły walczyły w IV lidze, Skawa ugrała raptem 2 punkty, a połowę tego dorobku ugrała na trzebinianach, na własnym boisku, co wtedy także zostało odebrane jako porażka w ekipie z powiatu chrzanowskiego.
Młodzi wadowiczanie zagrali wreszcie z zębem, i nie wyszli na boisko na nogach z "waty", tylko dzielnie walczyli o swoje, potwierdzając, że ich poprzednia wygrana na własnym boisku z Jordanem Zakliczyn nie była dziełem przypadku.
Młodzież szybko posłała lidera "na deski", zdobywając bramki w odstępie pięciu minut. Najpierw Pawlik przymierzył pod poprzeczkę, a potem ładną główką popisał się Góra.
Goście nie zamierzali się poddać, bo jeszcze przed przerwą dwie okazje miał Jędrzejczyk.
W przerwie trener gości Marcin Kasprzyk korektą w ataku chciał pobudzić swój zespół do walki, wpuszczając przebojowego Rogalskiego, ale tego dnia jakoś nic trzebinianom nie wychodziło.
Widać fatum działa, a ci, którzy do niedawna przed meczem dopisywali sobie punkty kosztem Skawy, muszą zweryfikować swój poglądy.
mateo