Jeden z pretendentów do awansu do IV ligi – Spójnia Osiek – nie złapał jeszcze odpowiedniego rytmu gry. W wiosennej inauguracji zremisował w Słomnikach, a następnie przegrał na własnym terenie z Niwą Nowa Wieś.
– Start rzeczywiście nie jest wymarzony – potwierdza trener Spójni, Daniel Tukaj. – W pierwszym meczu warunki do gry były fatalne, chodzi mi o boisko. Ale wiadomo, że było ono takie samo dla obu zespołów, więc nie ma co się tłumaczyć. Ostatnio spotkaliśmy się natomiast z drużyną zdecydowanie lepszą, z naszym bezpośrednim przeciwnikiem w walce o awans. Zagraliśmy odmienne połowy.
Gospodarze szybko stracili gola, a potem nie mogli odrobić strat. Zwłaszcza, że od 60 minuty grali w osłabieniu, po tym jak drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Dariusz Rzeźniczek.
– Można dyskutować o tym, czy kartka była słuszna – mówi trener. – W dziesiątkę robiliśmy co mogliśmy. Zdecydowanie lepiej to wyglądało niż przed przerwą, lecz zabrakło nam bramki.
Tabela V ligi jest tak „spłaszczona”, że w walce o awans liczyć się będzie 10 zespołów. Pierwszych pięć ma zapewnioną promocję, ale jeszcze kilka drużyn może mieć nadzieję. W tej chwili 10. w tabeli Wróblowiankę dzieli tylko sześć punktów od 5. w tabeli Spójni.
– Myślę, że tak małe różnice punktowe będą się utrzymywać przez dłuższy czas – dodaje trener. – Akurat tak się składa, że drużyny z pierwszej szóstki grają między sobą. Spotykamy się jeszcze z Chełmkiem, Borkiem, Orłem Piaski Wielkie. Wiadomo, że trzeba być jak najwyżej, stać nas na to, musimy wreszcie zaskoczyć.
Osieczanie powinni w końcu zdobywać punkty, co nie będzie łatwe, bo jadą do Chełmka, który jest solidnym zespołem. Spójnia będzie musiała radzić sobie bez Kasprzyka i Szewczyka, którzy pauzują za kartki. Rzeźniczek może natomiast zagrać.
– Liczę bardzo na niego – mówi trener. – Na pewno stać go na wiele. A nieobecnościami aż tak bardzo się nie przejmuję, mamy kadrę dwudziestu ludzi, tak więc jeden za drugiego może wskoczyć do składu.
Jacek Żukowski (Gazeta Krakowska)