Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Wiadomości
„TEMPO”, wspomnienia. Leszek Rafalski: „Tempo” na lekcjach fizyki2026-07-19 12:25:00

Czy rekord w biegu długodystansowym ustanowiony ponad pół wieku temu i do dziś nieznany nikomu poza rekordzistą zasługuje na to, by o nim napisać? Jeśli ktoś ma wątpliwości to dodam, że rekord związany był z „Tempem”, które do końca swoich dni o nim nie wspomniało. Czas to nadrobić.


Rekordzista miał 12 lat i spędzał wakacje w podgórskiej miejscowości. W sierpniowy poniedziałek poczuł, że nic nie jest w stanie zastąpić mu „Tempa” i zaliczył około pięciokilometrowy bieg do najbliższego kiosku z gazetami. Biegnąc mierzył czas, by za tydzień, gdy znów wyruszy po „Tempo” powalczyć o lepszy rezultat. Wszystko się udało. Gazetę zdobył prawie spod lady, poprawił wynik i samopoczucie pogromcy własnego rekordu. Dalszego ciągu nie było, bo skończyły się wakacje i prysły szanse na kolejny sukces.


Może ktoś zauważył, że nie podałem najważniejszych informacji, czyli czasu, jaki potrzebował rekordzista, by zdobyć „Tempo” i o ile w drugim biegu poprawił swój wynik. To nie przypadek, bo choć piszę o zamierzchłych czasach, staram się być na bieżąco z trendami dominującymi w internetowym dziennikarstwie, wedle których ważne informacje spychane są na koniec, by jak najdłużej zatrzymać czytelnika. To ja będę jeszcze bardziej hop do przodu i nawet w ostatnim akapicie nie podam rekordowego czasu. Mógłbym za to zrobić wywiad z tamtym nastolatkiem, ale mam problem, bo jak rozmawiać z samym sobą, przed lustrem czy bez lustra.


Poza tym wakacyjny bieg po „Tempo”, jako przykład zainteresowania czytelnika ulubioną gazetą blednie wobec zwyczaju rolnika, który po „Tempo” przyjeżdżał furmanką. Następnie w drodze powrotnej zajmował się wyłącznie czytaniem, oddając koniowi pełną kontrolę nad pojazdem, bez żadnego wiśta, wio. Koń znał drogę z kiosku do domu równie dobrze jak z baru do domu i nigdy furmana nie zawiódł.


Gdyby powstał ranking osób uzależnionych od „Tempa” furman mógłby być w czołówce, ale tuż za moim profesorem fizyki z technikum. Profesor przychodząc w poniedziałek na lekcje rzucał na biurko dwa przedmioty – szkolny dziennik i „Tempo”. Nie ma co ukrywać, że zawartość gazety była ciekawsza niż dziennika, także dla nauczyciela. Grałem wtedy w koszykówkę w juniorach Cracovii, więc mieliśmy kilka wspólnych tematów – obaj lubiliśmy fizykę, „Tempo” i Cracovię. W tej sytuacji dwie dobrze napisane klasówki wystarczyły, by nie męczył mnie z Newtona i innych geniuszy tylko odpytywał w przerwie co się działo w klubie pod koszami.


W czasach studenckich „Tempo” towarzyszyło mi tak jak koszykarskim rozgrywkom moich kolejnych drużyn – AZS Kraków, potem Hutnika. O tym, że czytali je także studenci świadczyły czasem uwagi kolegów typu: „Czytałem w gazecie, że graliście w Łodzi”. To było jak stara płyta, tylko miasta się zmieniały, bo liga obejmowała połowę Polski.


Tak moje życiowe ścieżki krzyżowały się przez wiele lat z drogami „Tempa” aż spotkały się w 1983 roku. Propozycja dołączenia do zespołu redakcyjnego wyszła od redaktora naczelnego Ryszarda Niemca, z którym wcześniej łączyła mnie praca w „Dzienniku Polskim”. W ten sposób na ponad 8 lat wszedłem do ambitnej, stale rozwijającej się redakcji. Razem dokładaliśmy wtedy starań, by rosły słupki sprzedaży, malały słupki zwrotów, a przede wszystkim, by w kolejnym pokoleniu przybywało czytelników, którzy dla zdobycia gazety gotowi są przebiec kilka kilometrów. I takich jak fizyk, który lubił poniedziałki, bo zaczynały się od „Tempa”.


LESZEK RAFALSKI


rafalski

Zanim Leszek Rafalski (nr 11) trafił do „Tempa”, starał się na koszykarskim boisku, by w “Tempie” o nim wspomniano. Fot. archiwum


rafalskiaaa.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty