Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Wiadomości
„TEMPO”, wspomnienia. Grzegorz Wojtowicz: Ostatni tekst w ołowiu...2026-07-14 00:06:00

Mój pierwszy kontakt z „Tempem” nastąpił stosunkowo późno, bo w wieku 15 lat. Po wygranym przez Polskę meczu z NRD, który dał awans do mistrzostw świata w Hiszpanii kupiłem w kiosku wszystkie gazety sportowe i wśród nich było „Tempo”. Potem sięgałem po nie coraz częściej, a gdy redaktorem naczelnym został Ryszard Niemiec nie miałem wątpliwości, że to najlepsza gazeta sportowa w Polsce.


Czy marzyłem o pracy w „Tempie”? Nie. To było dla mnie czymś kompletnie nierealnym. 


Na studiach w Krakowie kontakt z „Tempem” stał się bliższy. Mój sanocki kolega Waldek Bałda zaczął tam pracować. To właśnie on jesienią 1990 roku zapytał mnie, czy pojechałbym i napisał relację z meczu Świtu Krzeszowice. Zgodziłem się, traktując to bardziej jako koleżeńską przysługę. Zadanie nie było trudne, oprócz tzw. stopki (składy, strzelcy bramek, kartki) trzeba było napisać kilka zdań relacji. Nabazgrałem ją długopisem w zeszycie, podjechałem do nocnej redakcji na al. Pokoju i podyktowałem Waldkowi, który spisał to na maszynie. Na drugi dzień oczywiście z dumą kupiłem gazetę i kilka razy przeczytałem swój pierwszy, wydrukowany tekst. 


Spodobało mi się na tyle, że już do końca sezonu jeździłem do Krzeszowic i pisałem te sprawozdania. Zacząłem pojawiać się w redakcji na Wielopolu, poznawałem innych dziennikarzy, ale wciąż nie myślałem o pracy dziennikarskiej.


W czerwcu 1991 roku skończyłem studia (historia na Wyższej Szkole Pedagogicznej) i podczas jednej z wizyt w redakcji, ktoś zapytał mnie czy nie chciałbym wspomóc korekty. Za dyżury korektorskie można było coś zarobić, chętnie się zgodziłem i poszło... We wrześniu kilka osób odeszło z redakcji i wtedy red. Niemiec wezwał mnie do gabinetu i przedstawił ofertę nie do odrzucenia… 1 października 1991 zostałem etatowym pracownikiem „Tempa” z pensją podstawową 750 tysięcy złotych, oczywiście tych sprzed denominacji. 


Prawdziwy chrzest dziennikarski przeszedłem niedługo później. Piłkarze Górnika Wałbrzych, z powodu zaległości finansowych, zastrajkowali i nie pojechali na II-ligowy mecz do Rakowa Częstochowa. W poniedziałek, a było już po godzinie 16, wychodziłem z redakcji, czekałem na windę, gdy nagle usłyszałem głos red. Niemca: - "Grzesiek pojechałbyś do Wałbrzycha i opisał co tam się dzieje".


W Wałbrzychu nie byłem nigdy, nie znałem tam nikogo. Nie było już nawet możliwości, aby się umówić z kimś na rozmowę. Wieczorem wsiadłem jednak do pociągu, a o 5 rano byłem na dworcu w Wałbrzychu. Na nogach dotarłem na stadion, gdzie oczywiście – poza sekretarką – nie było nikogo. Poradziłem sobie jednak. Udało się porozmawiać z prezesem (w innej części miasta) oraz z piłkarzami. Wróciłem do Krakowa, napisałem duży tekst, który bez większych poprawek ukazał się w czwartkowym numerze, na trzeciej stronie nad felietonem. To było najbardziej prestiżowe miejsce, przeznaczone dla najważniejszego artykułu. Dopiero wtedy poczułem się pełnoprawnym dziennikarzem "Tempa", w którym pracowałem do jego końca, czyli grudnia 1998 roku. Zajmowałem się przede wszystkim hokejem na lodzie, redagowałem także podkarpackie strony lokalne, a po kilku latach prowadziłem też całe numery. 


Do historii przeszedłem jako autor ostatniego tekstu złożonego w ołowiu w Krakowie. Ostatnie wydanie "Tempa" w tej technologii było już gotowe, zostało tylko miejsce na relację z meczu hokeistów Cracovii. Przybiegłem z lodowiska do drukarni, napisałem co trzeba, potem metrampaż złożył tekst na linotypie, który potem stał się już bezużyteczny. Tak skończyła się długa epoka wydawania krakowskiej prasy.


GRZEGORZ WOJTOWICZ


wojtowiczaaa.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty