Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Wiadomości
ROK 1993. Piłkarski poker, czyli cała Polska się śmieje2026-04-23 12:59:00

Na srebrnym medalu olimpijskim, zdobytym w 1992 roku w Barcelonie, cieniem kładła się niewyjaśniona do końca sprawa badań przeprowadzonych wśród kadrowiczów przed wyjazdem na igrzyska. „Tempo” pod przewodnictwem Jacka Gucwy prowadziło własne śledztwo, podobnie jak w sprawie przyłapanego na stosowaniu niedozwolonego dopingu piłkarza warszawskiej Legii. Obie afery łączyła osoba trenera Janusza Wójcika, który po reprezentacji olimpijskiej objął opiekę nad stołeczną drużyną. Ligowe rozgrywki zakończyła prawdziwa niedziela cudów, w której wszystko zadziało się tak, jak tego potrzebowali legioniści, strzelając niezbędną do mistrzostwa ilość goli. Pod naciskiem opinii społecznej tytuł został im jednak odebrany, a na cztery drużyny biorące udział w tym procederze nałożono symboliczne kary. To wszystko działo się w trakcie fatalnych eliminacji reprezentacji do mistrzostw świata w USA.

Pismo nadal ukazywało się cztery razy w tygodniu, a z końcem listopada wydanie piątkowe zaczęto przygotowywać techniką komputerowego fotoskładu. Oprócz Jacka Gucwy, zespół redakcyjny powiększył się m.in. o Jacka Bartlewicza, Marka Pomykałę, Janusza Nowińskiego i Pawła Gugę, a także o liczną grupę nowych terenowych korespondentów. Ponadto do oddziału w Katowicach dołączył Robert Walczak, a na Dolnym Śląsku Antoni Bugajski.

Nieustannie poszerzający się zakres informacji, zarówno tej krajowej, jak i ze świata, spowodował zawieszenie na kilka miesięcy kolumn magazynowych. „Kalejdoskop Tempa” powrócił w innej formule i zmienionej szacie graficznej z końcem października. Nadal najwięcej miejsca gazeta poświęcała piłce nożnej i rozgrywkom ligowym, także w innych dyscyplinach, w szczególności speedway’a i koszykówki. Z listy felietonów ubyły „Gry i zabawy” Janusza Atlasa, natomiast pojawiły się cotygodniowe stałe pozycje: „Z Gór Świętokrzyskich” Tadeusza Wiącka, „Spod wrocławskiej Iglicy” Stanisława Machowskiego i w magazynie koszykarskim „Czapowanie” Ryszarda Niemca, a także kontynuacje „Węglem pisane” (Jerzy Mucha) i „Salon warszawski” (Ryszard Ciemiński)… Z inicjatywy redakcji w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” z kibicami spotykali się po kolejkach ligowych piłkarze i trenerzy krakowskich klubów.


***


8.01 – Jerzy Mucha tropił „lewą kasę” w Górniku Zabrze („Czarna teczka pełna szmalu”), a Anna Idzikowska w rozmowie z Henrykiem Szordykowskim („Urodziłem się, żeby biegać”) dowiedziała się, że znakomity polski średniodystansowiec „biegał na bigosie”.


***


W jednym z ostatnich mini-felietoników (4.02 – „Trzy zdania zza słupka”) Tomasz Domalewski dzielił się jak zwykle oryginalną refleksją: „Zmobilizowany sukcesami polskich chodziarzy Jarosław Kaczyński postanowił przyczynić się do dalszego rozwoju tej dyscypliny sportu, organizując marsz na Belweder. Zawodnicy jednak nie zachowywali się jak na sportowców przystało – krzyczeli, gwizdali, palili papierosy i kukły. Coś mi się wydaje, że medali za to nie będzie.”

   

***


Odbywającą się w lutym Zimową Uniwersjadę relacjonowali z Zakopanego Krzysztof Kawa i Grzegorz Wojtowicz.


***


Czołówka poniedziałkowego wydania 22 lutego ukazała się w żałobnej szacie, po tragicznym wypadku na trasie Rajdu Dolnośląskiego, w którym zginął Marian Bublewicz… W tym samym numerze znalazło się także rozstrzygnięcie Konkursu 45-lecia „Tempa”. W przerwie meczu Hutnik – Wisła wylosowano główną nagrodę – Polonez Caro. Szczęśliwcem okazał się czytelnik z Tarnowa.


***


W wydaniach weekendowych drukowano „Sportowy słownik matrymonialny” autorstwa Ireneusza Pawlika, a Jerzy Cierpiatka przypominał w „Galerii herosów” najwybitniejszych w historii bokserów. W piątkowych numerach można było też znaleźć programy sportowe w dostępnych w kraju stacjach telewizyjnych… Jednocześnie o kuriozalnym problemie dotyczącym transmisji z meczów piłkarskich pisał Marek Bartosik (2.04 – „Znikający punkt”): „Zamiast transmisji z wydarzeń na polskich boiskach kibic najczęściej otrzymuje informacje o sporach o to, kto komu ma płacić za ich ewentualne przeprowadzenie: telewizja klubowi, czy klub telewizji?”

    

***


Ryszard Niemiec w „Pretekstach” (23.03 – „Kryzys gatunku”) ubolewał nad przyszłością felietonistów: „Z okazji 45-lecia „Tempa” i 20-lecia rozpoczęcia uprawiania na jego łamach autorskiej działki felietonowej zamierzam zorganizować wszechpolski zjazd felietonistów sportowych. Zanim powstanie szczegółowy program, już dziś wiadomo, że honorowym gościem imprezy powinien być mecenas Ryszard Parulski, pomysłodawca urządzenia w Warszawie igrzysk olimpijskich w roku 2012. Roboczą bowiem dyrektywą zlotu gwiaździstego byłoby opracowanie dwudziestoletniego planu pracy felietonistów i objęcie zbiorowego patronatu nad budową stołecznych szalet, które obok innych ważnych olimpijskich obiektów, mają przez ten czas powstać w stołecznym mieście. Będzie okazja do wzbudzenia poczucia dumy nad przebytą drogą, a równocześnie do powołania ciał czuwających nad moralnością autorów, zwłaszcza ich obliczem politycznym.(…) Tak zwane minione lata były dla felietonisty rajem, zwłaszcza sportowego. W Mielcu zabawę piłkarzy postanowiono uatrakcyjnić zaproszeniem konia, który pofatygował się na piętro. Komu dzisiaj takie żarty w głowie, jeśli co druga drużyna czeka po pół roku z wypłatami za wygrane mecze. Sprzedały poznańskie akademiczki mecz trenerowi koszykarek Czarnych Szczecin i była na kwartał zabawa dla reporterów. Jeszcze dla felietonistów zostało na ząb. W tym sezonie nie tylko nikt nie bronił się niecnymi metodami przed degradacją z ekstraklasy, ale w ogóle nie skorzystał z legalnie wywalczonego do niej awansu, jak na przykład akademiczki z Gdańska. Jeszcze trochę, a będą dopłacać, aby przybliżyć moment spadku z ligi, ale wówczas nie wiem, czy będzie to temat dla uczestników planowanego zjazdu. Pewną nadzieję stwarzają jeszcze niektórzy zawodnicy, co swego czasu czmychnęli za granicę, porzucając na parapecie okna hotelowego biało-czerwone dresy. Powiadają teraz, że w ten sposób przeciwstawiali się juncie Jaruzelskiego, w związku z czym nie tylko nie należy się po nich spodziewać przeprosin, ale trzeba natychmiast przystąpić do wypełnienia za nich deklaracji członków rzeczywistych Stowarzyszenia Ofiar Represji Stalinowskich. Przykładem najbardziej jaskrawym jest tu postać ekstrawaganckiego Rudego, którego koledzy niektórzy pragną wpisać do składu Strejlauowi. W kwestii Rudego-bieżeńca jedna z moich niegdysiejszych przepowiedni zmaterializowała się w oczywisty sposób. Dama, dla której nie tacy jak Andrzej mogli rozminąć się z rozumem, definitywnie ułożyła sobie życie w Niemczech według indywidualnego planu, w związku z czym można mieć pewność, że rozum powróci pod strzechę piłkarza, a temat się rozmyje. (…) Oto na naszych oczach, co jakiś czas mają miejsce akty dewaluacji godności reprezentanta. Mocna, w gębie rzecz jasna, grupa ręcznych piłkarzyków odmówiła swej posługi reprezentacji. Nie podobały im się metody pracy trenera Kowalczyka. „Świętość” uznawana przez pokolenia sięgnęła bruku. Czy może być przedmiotem felietonowego „szargania”? Wygląda na to, że uczestnicy zjazdu powinni szukać dróg wyjścia z zarysowującego się kryzysu gatunku. Inaczej trzeba będzie kramiki pozamykać, albo zawiesić na czas przejściowych trudności.”


***


Kapituła pod przewodnictwem rektora UJ prof. Andrzeja Pelczara przyznała kolejne Medale Kalos Kagathos (6.04). Otrzymali je: profesorowie – Edward Popiołek (mistrz świata w latania precyzyjnym), Leszek Suski (szermierz), Zbigniew Garnuszewski (lekkoatleta), Leszek Balcerowicz (lekkoatleta), Zbigniew Lewandowski (lekkoatleta) oraz w przeszłości szermierze - dr Jan Nawrocki i aktor Marek Walczewski.


***


Majka Lisińska-Kozioł wysłuchała Ryszarda Żyszkowskiego (9.04), który był pilotem Mariana Bublewicza podczas rajdu, zakończonego śmiercią kierowcy. Natomiast w czerwcowych wydaniach Adam Świda przypomniał wypadki Polaków na trasach rajdowych („Śmierć czeka za zakrętem”)…

Także 9 kwietnia Ireneusz Pawlik ogłosił doroczną listę najbogatszych polskich sportowców – najzamożniejszy ponownie Wojciech Fibak z majątkiem wartym 50-60 mln dolarów.


***


29 kwietnia sprawozdanie z pamiętnego meczu Polska – San Marino 1-0 (zwycięska bramka została zdobyta ręką przez Jana Furtoka), Jacek Gucwa i Andrzej Skowroński zatytułowali: „Bez klepki (także piątej)”. O boiskowym koszmarze oraz golu strzelonym w kuriozalnych okolicznościach rozpisywano się w następnych numerach w równiej mierze odnosząc się do beznadziejnej gry reprezentacji, jak i nieprzyznania się do przewinienia zdobywcy bramki. Jeszcze 24 czerwca do tłumaczenia piłkarza oraz odsądzających go od czci i wiary odniósł się w kontrowersyjnym felietonie Andrzej Gaberle („Bad boys”): „Gdy spłynął już cały atrament z piór inkwizytorów i adwokatów Furtoka, chcę powrócić do zagrania ręką, które przyniosło Polsce punkt w meczu z San Marino. Od pierwszych komentarzy w tej sprawie aż do dziś nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu, iż pobrzmiewa w nich fałszywy ton, a akcenty rozłożone są w sposób nie oddający sedna problemu. Nie przekonuje mnie namawianie Furtoka do przywdziania pokutnych szat, a nawet dostrzegam w tym sporą dozę zakłamania. Kiedy w eliminacyjnym meczu naszych „olimpijczyków” z Anglią, Juskowiak zdobył bramkę po faulu na obrońcy gości, nie usłyszałem głosów nawołujących go do posypania głowy popiołem. (…) Zdecydowanie odrzucam tez pogląd, że o wszystkim decyduje sędzia i jeśli on nie odgwizdał przewinienia, to nic tylko cieszyć się, choćby skrycie, z prolongaty nadziei na awans do puli finałowej mistrzostw świata. Taka postawa oznacza nihilizm moralny kierujący się zasadą, że oszustwo nie jest złem tak długo, jak długo nie zostanie wykryte. Wypływający stad wniosek, że źle czyni nie ten, kto oszukuje, a jedynie ten, kto dał się złapać, stanowi kanon postepowania przestępców. (…) Piłka nożna stała się grą nieuczciwą przy aplauzie wielbicieli „męskiej gry” i „ostrej walki”, obojętnych wobec konsekwencji takiego „stylu gry”. Furtok znalazł się „pod obstrzałem”, ponieważ przekroczył granicę przyzwyczajenia – gdyby zdobył bramkę po kopnięciu obrońcy w kostkę nie usłyszałby marnego słowa potępienia, choć jego zachowanie byłoby także (a m.zd. bardziej) naganne. Bad boys są także poza boiskiem i oni są współodpowiedzialni za uczynki „niegrzecznych” hasających po zielonej murawie. Jeżeli naprawdę chce się wyeliminować z boiska brutalność i oszustwo, trzeba zwalczać postawy występujące poza boiskiem, które wręcz promują naruszanie przepisów gry.”


***


Po remisie 1-1 w meczu Polski z Anglią (31.05) na krótko odżyły nadzieje na awans do finałów MŚ. Na rozkładówce, obok obszernej relacji ze spotkania na Stadionie Śląskim, znalazł się komentarz do tragedii, jaka wydarzyła się przed nim. 20-letni kibic ze Szczecina w drodze na stadion został w tramwaju śmiertelnie zraniony nożem przez kibola-bandytę. Niestety, burdy chuliganów, często kończące się tragicznie, to była na polskich stadionach codzienność…


***


Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek ekstraklasy piłkarskiej komentarz redakcyjny „Kabaret pod egidą PZPN” (14.06) o „cudach” na finiszu ligi kończył się konkluzją: „Na meczach decydujących o mistrzowskiej koronie (w Poznaniu Lech – Ruch oraz Łodzi ŁKS – Jagiellonia) – po niespełna 4 tys. widzów. W Krakowie, Bytomiu, i Zabrzu łącznie – widzów mniej niż tysiąc. Trzebaż wymowniejszego dowodu, że to co dzieje się na ligowym finiszu w ekstraklasie – odpycha kibiców i drenuje puste bez tego klubowe kasy? Widać jednak z tymi kasami nie jest tak źle, skoro kabaretowe spektakle trwają…”

Dzień później, w numerze wtorkowym, Grzegorz Wojtowicz informował o pogróżkach krakowskich kiboli kierowanych pod adresem Stanisława Zapalskiego – trenera Okocimskiego, rywalizującego z Cracovią o awans do II ligi. Groźby odniosły skutek – szkoleniowiec podał się do dymisji. Awans wywalczyła jednak drużyna z Brzeska.


***


Jak przewidywano, tak się stało. Finisz ekstraklasy okazał się boiskowym kabaretem. Po meczach Wisły z Legią (0-6) i ŁKS-u z Olimpią (7-1), nie mających nic wspólnego ze sportową rywalizacją, nad winietą „Tempa”(21.06) czytelników witał tytuł: „Cała Polska się śmieje! Legia mistrzem „piłkarskiego pokera”. A Jerzy Wicherek w relacji z wydarzenia w Krakowie pt. „Jak kurtyzana z klientem…” napisał wprost: „Te półtorej godziny niby-futbolu przy ul. Reymonta bardziej przypominało transakcję podstarzałej kurtyzany z pewnym siebie klientem, niż mecz piłkarski. Nie było w tym wszystkim ani cienia żenady z jednej, ani udawanej przynajmniej frywolności z drugiej strony. Ot, rutynowa transakcja w tym fachu. Bo taki – co na finiszu rozgrywek ligowych zobaczyć mógł każdy – jest nasz futbol ligowy: po prostu sprostytuowany. Jeśli się ma odpowiednie pieniądze – można sobie zamówić każdy „numer” – gdyby Legia potrzebowała wygrać 15-0, to mecz na pewno zakończyłby się takim wynikiem.”

Pod naporem opinii publicznej PZPN odebrał Legii mistrzowski tytuł, a „Tempo” unieważniło klasyfikację „Srebrnego Piłkarza”. Natomiast w „Trenerskiej Lidze” najwyżej oceniono szkoleniowca Ruchu Chorzów Edwarda Lorensa, bo… „nie handlował.”


***


W lipcu powrócił temat prawdopodobnego dopingu piłkarzy reprezentacji olimpijskiej. 9 lipca Jacek Gucwa odpowiadał na pytanie: jak „wypłukano” olimpijczyków? Napisał: „Publikujemy dowody dopingu w kadrze na Barcelonę; u trzech piłkarzy stwierdzono „koks”; na 26 badanych połowa była podejrzana; gdzie zniknęły próbki „B”. (…) Wierzymy, że publikowany materiał stanie się zapalnikiem do likwidacji tej białej plamy w historii polskiej piłki nożnej. Nawet jeśli ta plama z białej miałaby się zmienić w czarną. Bo lepsza najgorsza prawda, niż… łgarstwo, choćby nobilitowane medalem olimpijskim.”

Z pozycji działacza NSZZ „Solidarność” głos zabrał Andrzej Bac, stwierdzając: „Za całą sprawą stały PZPN, PKOl i Fundacja Olimpijska Piłkarzy, której szefem był znany biznesmen Zbigniew Niemczycki, a która do tej pory nie rozliczyła publicznie swojej działalności.” 

Redakcja zamieściła też w kilku odcinkach fragmenty książki Tomasza Jagodzińskiego „Cwaniaczku, nie podskakuj! Afery i skandale polskiego futbolu”. Oczywiście zawarte w niej wątki, związane z trenerską karierą Janusza Wójcika, nie pomijały domniemanego dopingu piłkarzy prowadzonej przez niego reprezentacji przed igrzyskami olimpijskimi.


***


W lipcu Wojciech Molendowicz relacjonował z Paryża Tour de France (trzeci na mecie Zenon Jaskuła), w sierpniu Ireneusz Pawlik komentował ze Stuttgartu lekkoatletyczne MŚ, Jerzy Wicherek z Oslo kolarski championat, a Krzysztof Kawa z Pocking Indywidualne Mistrzostwa Świata na żużlu. Ponadto na początku września Jacek Bartlewicz odwiedził w Madrycie Romana Koseckiego, klęskę piłkarzy z Anglikami (0-3) przeżywali na Wembley Jacek Gucwa i Andrzej Skowroński (9.09), a dwa tygodnie później Jerzy Cierpiatka opisywał porażkę 0-1 z Norwegią w Oslo, która definitywnie przekreśliła marzenia o Mundialu. Natomiast o kolejnych walkach na zawodowym ringu Andrzeja Gołoty pisał z Chicago Marek Latasiewicz.


***


Ryszard Niemiec w „Pretekstach” (19.09) wskazywał na negatywne skutki wprowadzenia w polskiej piłce otwartego zawodowstwa: „Miało (zawodowstwo) otworzyć szeroko wrota na świat, przez które nasi najlepsi zawodnicy mieli podążać do wielkich jedenastek, gdzie podciągnąwszy się w arkanach techniki mieli zmienić na grubo lepszy poziom gry naszej reprezentacji. I rzeczywiście: wyjeżdżają, nie jak dawniej po trzydziestce, jeno w wieku poborowym, a nawet jeszcze bez dowodu osobistego, ale z certyfikatem profesjonała, jak junior Terlecki. Lecą do zawodowych rajów na skrzydłach, wracają stłamszeni, dziwnie po amatorsku kopiący piłkę w warunkach obrony narodowych barw. Miało zawodowstwo doprowadzić ligowe rozgrywki do poziomu równego tym zachodnim. Doprowadziło? Jasne, że nie! Kiedy człowiek wydobędzie z pamięci obraz gry tych „amatorów” z czasów Górnika Zabrze i Widzewa, goniących angielskich czy włoskich „profi” i zestawi ten obraz z poczynaniami (patrz mecz w Poznaniu) ich następców z kontraktami w kieszeniach, to nic innego nie wypada, jeno siąść i płakać…”


***


W dużej mierze z inspiracji redakcji do Krakowa wrócił wielki żużel (18.10). Na stadionie Wandy zawody kończące sezon o Puchar „Tempa” wygrał Zenon Kasprzak.


***

 

Redakcja pożegnała Stanisława Marusarza. Legendarny narciarz zmarł 29 października.


***


12.11 - Majka Lisińska-Kozioł rozmawiała z rodzicami Mariusza Czerkawskiego o drodze ich syna do NHL.


***


Józef Lipiec przedstawił subiektywny dekalog reformy polskiego piłkarstwa, będący receptą na to „Jak wyleczyć chorego z urojenia?” (13.11)


***


„Fantastyczny pomysł czy paranoja?” – Jacek Gucwa i Krzysztof Kawa zastanawiali się nad projektem zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich „Kraków 2026”.


***


W numerze świątecznym (23.12) m.in.: „Czarna lista” (Ryszard Niemiec Grand Prix przyznał radnym Królewskiego Miasta Krakowa za uchwalenie wniosku o przyznanie ZIO w 2026 roku); Krzysztof Kawa zaprezentował rodzinę Gollobów; Ryszard Kołtun napisał o „emerycie” Michaelu Jordanie, a Anna Idzikowska rozmawiała z Cezarym Pazurą o jego sportowych pasjach. 

Natomiast w wydaniu noworocznym (30-31.12), tym razem bez „Szopki”, Ryszard Niemiec spróbował porównać nowego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Henryka Apostela do Kazimierza Górskiego, a Józef Lipiec bezpardonowo rozprawił się z tzw. działaczami w polskim sporcie („Nomenklatura, biznes, etos…”). Ponadto w numerze znalazł się szczegółowy program ZIO w Lillehammer oraz konkurs piłkarski z atrakcyjnymi nagrodami – samochodem osobowym oraz wycieczkami na Mundial w USA i zimowe igrzyska w Norwegii…

       

Opr. Marek Latasiewicz





więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty