W opowieści o historii "Tempa" w czasie gdy gazetą kierował red. Ryszard Niemiec wkroczyliśmy w lata 90. Dziś czterolecie 1991-1994.
Ruchy kadrowe
Ospale postępujący proces „rozmontowywania” RSW miał ogromny wpływ na fatalną dystrybucję gazety. Do wielu miast centralnej i północnej Polski docierała nie dość, że w niewielkich nakładach, to w dodatku z coraz większym opóźnieniem. Ryszard Niemiec na początku roku 1991 zaapelował więc do czytelników o zgłaszanie do redakcji sygnałów o późnych dostawach pisma do krajowej sieci, o faktach wyprowadzania go z kiosków oraz o odmowie przyjmowania prenumeraty gazety. Ostatecznie Krakowskie Wydawnictwo Prasowe RSW „Prasa-Książka-Ruch” 1 czerwca przestało być wydawcą „Tempa”. W krótkim komunikacie poinformowano, że „obowiązki edytorskie przejęła Dziennikarska Spółka Wydawnicza „Tempo”, założona przez 22 pracowników Redakcji. Przejęła na okres przejściowy (1-3-miesięczny), do chwili zarejestrowania w Agencji ds. Inwestycji Zagranicznych spółki „Sport-Presse”, w skład której weszła spółka „Socpresse” S.A., reprezentująca kapitał francuskiego koncernu Roberta Hersanta.”
W nowym układzie własnościowym redakcja coraz więcej miejsca przeznaczała na reklamę. Średnio na numer jedną pełną stronę ogłoszeń, niekiedy w swej treści kontrowersyjnych. W październiku na przykład ukazała się na pół kolumny pierwszej strony promocja „najnowszej serii papierosów już w twardych opakowaniach”… Prywatni sponsorzy finansowali też dziennikarzom wyjazdy na zagraniczne imprezy.
Do składu redakcji dołączyli Wojciech Molendowicz, Grzegorz Wojtowicz, Krzysztof Gacek, Wojciech Kopeć, Krzysztof Wojdyło, Andrzej Augustynek, Anna Idzikowska oraz Andrzej Godny, który powrócił do „Tempa” po blisko czteroletnim pobycie w USA. Kolejny powrót do „Tempa” zanotował też Jan Frandofert. Natomiast do Chicago wyjechali Jerzy Cierpiatka i Ryszard Kołtun. Korespondencje stamtąd wysyłał też Jacek Gucwa, wcześniej pracujący w katowickim „Sporcie” oraz TVP. Oddział katowicki zasilił Robert Walczak, a rzeszowski Marek Styka. Gazeta w 1991 roku nadal ukazywała się w poniedziałki, wtorki i czwartki.
„Wielka emigracja”
Leszek Rafalski w felietonowym tonie ujął się za sportowymi arbitrami („Worek groszy dla kaloszy”): „Najczęściej obrażaną, najgłośniej wygwizdywaną grupą społeczną są u nas sędziowie sportowi. Nawet ci najlepsi obrywają czasem porcje obelg i to często bez powodu, tylko za to, że gwiżdżą sprawiedliwie zamiast pomóc gospodarzom. I co za to mają?” Autor podał przykład: sędziowie hokejowi przyjeżdżający na zawody z odległości mniejszej niż 100 km, inkasują po 74 tys. zł. W tym czasie egzemplarz „Tempa” kosztował 700 zł.
21 stycznia 1991 roku „Tempo” pożegnało zmarłego Mieczysława Gracza. Tekst poświęcony pamięci świetnego zawodnika drużyny narodowej i krakowskiej Wisły nosił wymowny tytuł: „Nadzwyczaj prawy łącznik”…
W związku z nasilającą się falą zagranicznych transferów polskich piłkarzy Zbigniew Wojciechowski i Dariusz Postolski rozmawiali w wydaniach styczniowych o „wielkiej emigracji” z Jackiem Ziobrem, Józefem Wandzikiem i Romanem Koseckim, którego tropem udał się później do Stambułu Krzysztof Gacek. Próbował znaleźć odpowiedź, czy były piłkarz Legii przeniesie się z Galatasaray do Fenerbahce, opisując także losy innych polskich piłkarzy w tureckich klubach.
W lutym miejsce w gazecie po „Świecie futbolu” Jerzego Cierpiatki na czas jego wyjazdu do USA zajął na kilka miesięcy cotygodniowy felieton „Piłka w grze” Macieja Biegi, publicysty tygodnika „Sportowiec”. Natomiast Jerzy Mucha we wstrząsającym reportażu „Odejście piłkarza” opisał kulisy tragicznej śmierci Alojzego Dei, wieloletniego zawodnika Górnika Zabrze. A na zbliżające się 70. urodziny Kazimierza Górskiego „Tempo” poświęciło jubilatowi okolicznościową laurkę.
Skok Honeckera
7 marca redakcja zamieściła wiele mówiący apel o wsparcie Komitetu Organizacyjnego Memoriału im. Stanisławy Walasiewicz: „Z wdzięcznością przyjmiemy każdą formy pomocy materialnej i życzliwego zainteresowania w realizacji naszego przedsięwzięcia.” Anons uzupełniono o numer konta bankowego.
Obok zajmujących coraz większą powierzchnię reklam, pojawiały się ogłoszenia także o takiej treści: „Studio Foto w Berlinie Zachodnim poszukuje atrakcyjnych dziewczyn od 18 do 25 lat w charakterze modelek do fotografii w magazynach tam wychodzących na okres od 6 do 12 m-cy.”
„W poczuciu winy minionych lat” Ryszard Niemiec dokonał w „Pretekstach” osobistego rozrachunku z przeszłością: „Jeden towar duchowy stał się ostatnio ogólnodostępny i wszystko wskazuje na to, że niebawem stanie się dobrem powszechnego użytku. Myślę o skrusze, inaczej zwanej poczuciem winy lat minionych, dopadającej coraz ważniejsze postaci życia publicznego. Mnie też dopadła. Bo uzbierało się niemało bezeceństw.”
Po wyjeździe do USA Ryszarda Kołtuna, do czasu jego powrotu do redakcji w październiku, „dzierżawę” Globtrotera przejęli zamiennie Krzysztof Gacek, Majka Lisińska-Kozioł, Krzysztof Wojdyło oraz Andrzej Godny. Kolumnę z ligami angielskimi redagował Leszek Trojanowski, początkowo z pomocą Kazimierza Romańca, a później Macieja Kędziora.
Niezmiennie „Magazyn Tempa” w czwartkowych wydaniach ubogacał Tomasz Domalewski swoimi „trzema zdaniami zza słupka”: „Honecker (wieloletni przywódca NRD – red.) dokonał zadziwiającego wyczynu – pokazał skok, jakiego do tej pory nie oglądał świat. Odbił się na ziemi niemieckiej, a wylądował w Moskwie. Zachodzi jednak poważna obawa, że ten 78-letni skoczek posłużył się jakimś środkiem dopingującym; wątpić jednak należy czy zostanie poddany kontroli w tej sprawie.”
Tymczasem Jerzy Cierpiatka z USA relacjonował pojedynek o mistrzostwo świata Evandera Holyfielda z George’em Foremanem. W tym samym kwietniowym numerze ukazał się ostatni odcinek publikowanego w odcinkach od października 1990 roku „Alfabetu Komara”. Publikacja autorstwa Jana Otałęgi i Ireneusza Pawlika ukazała się nieco później w formie książkowej.
W maju Jerzy Wicherek relacjonował 44. Wyścig Pokoju. Tym razem trasa wiodła z Pragi do Warszawy. Indywidualnie zwyciężył radziecki (jeszcze radziecki) kolarz Wiktor Rjaksiński, drużynowo zespół Polski.
Spotkanie z Gołotą
„Tempo” podsumowało piłkarskie rozgrywki ligowe: mistrzem – Zagłębie Lubin, królem strzelców – Tomasz Dziubiński z Wisły, „Srebrny Piłkarz” dla bramkarza „Białej Gwiazdy” Jacka Bobrowicza, a ranking na najlepszego arbitra wygrał Piotr Werner. Puchar Polski wywalczyli piłkarze GKS-u Katowice, a w Trenerskiej Lidze „Tempa” zwyciężyli ex aequo Jan Kowalski i Adam Musiał.
W czerwcowych i lipcowych numerach ukazywały się korespondencje Ryszarda Kołtuna z USA, m.in. z finału NBA: Chicago Bulls – LA Lakers i kick-bokserskiej walki Marka Piotrowskiego z Rickiem Roufusem, podczas której dziennikarz natknął się na Andrzeja Gołotę. Rozmowę z bokserem („Spotkałem Gołotę”), która ukazała się 1 lipca, rozpoczął od zastrzeżenia, że z uwagi na gorszące sceny i słownictwo tekst przeznaczony jest wyłącznie dla osób dorosłych:
„Chicago, sobota 22 czerwca 1991, hala Rosemont Horizon, późny wieczór. Podczas walki kickbokserskiej Marka Piotrowskiego z Rickiem Roufusem. (…)
Niesamowity przypadek. Facet tak ogromnej postury znika jak kamfora, nie wiadomo jak i kiedy przedostaje się przez granicę, co jakiś czas tylko docierają na jego temat plotki. A to, że jest w Szwecji, a to, że już w USA, gdzie mieszka na stałe zakochana w nim po uszy Polka, spodziewająca się dziecka. Plotki, plotki, plotki. A może to prawda? (…) Przez następne pół godziny biję się z myślami. Przysiąść się, spróbować nawiązać rozmowę? (…) Jurek Cierpiatka, który siedzi obok mnie i zna się na boksie i bokserach jak mało kto, stanowczo odradza. Po wódce Gołota jest nieobliczalny – przestrzega. (…) Gołota tymczasem wraz z niższym od siebie o głowę kumplem, dopijają kolejną szklaneczkę whisky. (…) Nagły przypływ odwagi zrywa mnie z krzesła. Przysiadam się.
– Czy pan mnie pamięta? – Nie – kręci głową nawet na mnie nie patrząc.
- Widzieliśmy się ostatnio przed trzema laty na Olimpiadzie w Seulu, podczas mszy świętej w wiosce olimpijskiej. Pan też tam był, a ja tam byłem jako jedyny z dziennikarzy polskich. Pamięta pan? – celowo wywołuję z jego pamięci obraz z dnia, kiedy z naszymi sportowcami rozmawiał arcybiskup, a Gołota wydawał się potulny jak baranek.
- To pan jest dziennikarzem… A dla jakiej gazety pan pisał?
- Dla „Tempa” – odpowiadam z pewnym wahaniem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w tym momencie nasza rozmowa może się nieodwołalnie zakończyć. Nigdy go nie oszczędzaliśmy.
- Dla „Tempa”? Dla „Tempa” – powtarza dobitnie. A po chwili wybucha niepohamowanym śmiechem. Śmieje się długo, spazmatycznie. Wyczuwam, że nienawidzi „Tempa” i zarazem pojąć nie może, że ktoś z tej gazety ma czelność i odwagę z nim rozmawiać.”
Magia Magica Johnsona
Oprócz relacji Ryszarda Kołtuna w gazecie ukazywały się w tym czasie zagraniczne korespondencje: Jerzego Cierpiatki i Leszka Pieśniakiewicza z Chicago, Zbigniewa Dutkowskiego z Wimbledonu oraz Leszka Rafalskiego z rozgrywanych w Rzymie ME koszykarzy.
W lipcu powróciła na łamy redagowana przez Mariana G. Nowaka kolumna turystyczna. A od września Andrzej Skowroński do „Równania toru” dołożył felieton piłkarski „Wślizgi i przewrotki”. Natomiast w „niebieskich” wydaniach czwartkowych na pierwszej stronie prof. Andrzej Gaberle sugerował w swoich felietonach: „Popatrzmy inaczej”…
W październiku zmarła kolejna legenda krakowskiej Wisły - Władysław Giergiel, którego wspomnienia pt. „Gabinet figur sportowych pana Giergiela”, zamieszczane od lipca, ukazywały się jeszcze do końca roku.
Zbigniew Wojciechowski relacjonował z Paryża koszykarski turniej McDonalda. Ekskluzywnego wywiadu dla „Tempa” udzielił mu Magic Johnson...
Tempo było jedyną gazetą sportową w Polsce, która ukazała się 23 grudnia, czyli w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia. W numerze m.in. przedstawiciele PKOl i Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR tłumaczyli Ryszardowi Niemcowi dlaczego Polacy nie pojechali na IO do Los Angeles. Ponadto Leszek Rafalski ujawnił nieznane fakty z życia Stanisława Marusarza, Ireneusz Pawlik przedstawił najbogatszych rodzimych sportowców i opisał magię Magica Johnsona. Oczywiście znalazła się również kolejna edycja „Czarnej listy”…
Natomiast w numerze noworocznym Majka Lisińska-Kozioł wysłuchała Wandy Rutkiewicz, która na rok 1992 zaplanowała zdobycie sześciu z niezdobytych jeszcze przez nią ośmiotysięczników. Anna Idzikowska rozmawiała natomiast z mistrzynią świata w maratonie Wandą Panfil-Gonzalez, marzącą o rekordzie globu oraz olimpijskim złocie…

Ryszard Niemiec był redaktorem naczelnym „Tempa” w latach 1983-1994. Fot. Jacek Kozioł

W redakcji, rok 1992. Fot. Archiwum "Tempa"

Marian G. Nowak i Ryszard Niemiec, rok 1993. Fot. Archiwum "Tempa"
„Wypróbowany beton”
W 1992, czyli roku dwóch igrzysk olimpijskich – zimowych w Albertville i letnich w Barcelonie oraz piłkarskich mistrzostw Europy – gazeta zaczęła ukazywać się cztery razy w tygodniu. Do wydań poniedziałkowych, wtorkowych i czwartkowych doszło piątkowe „Tempo” na weekend.
Po ponad rocznym pobycie w USA wrócił Jerzy Cierpiatka, do zespołu dołączyli też współpracujący już wcześniej z redakcją Waldemar Bałda i Krzysztof Kawa. M.in. oddział w Katowicach wzmocnili Dariusz Ostafiński i Wojciech Słota, w Warszawie – Ryszard Ciemiński, a w Poznaniu Wojciech Michalski. Znacząco również poszerzone zostało grono korespondentów terenowych, relacjonujących wydarzenia sportowe z niemal każdego zakątka kraju. Wychodząc naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu zagranicznymi rozgrywkami, a szczególnie ligami NBA i NHL oraz zawodowym boksem, gazeta poświęcała im coraz więcej miejsca. Liga angielska stała się domeną Andrzeja Godnego, Ryszard Kołtun z niespotykaną nigdzie indziej pasją opisywał rywalizację w amerykańskich ligach, podobnie jak Jerzy Cierpiatka najważniejsze pojedynki na zawodowych ringach.
Specjalnym wysłannikiem „Tempa” w Albertville był Zbigniew Wojciechowski, a w Barcelonie Ryszard Kołtun, natomiast komentarze z piłkarskiego EURO w Szwecji przesyłał gościnnie Andrzej Gowarzewski. Na łamy wróciły „Gry i zabawy” Janusza Atlasa oraz „Świat futbolu” Jerzego Cierpiatki, dołączając do ukazujących się dotychczas felietonów Ryszard Niemca („Preteksty”), Andrzeja Skowrońskiego („Równanie toru”) czy Andrzeja Gaberlego („Popatrzmy inaczej”).
Gazeta zabiegała o sponsorów, publikując reklamy ich produktów. W oczy szczególnie rzucała się treść i forma niektórych: „Sportowcy nie palą, ale kibice…”; „Wyroby Unimilu – światowy standard” czy ta promująca „wypróbowany beton” z… wizerunkiem Stalina.
Niewątpliwą stratą było odejście z redakcji kierownika działu publicystyki i reportażu Leszka Rafalskiego, który przeniósł się do „Dziennika Polskiego”.
Sprzedane puchary olimpijczyka
Fatalny początek roku – 13 stycznia czołówka gazety zdominowana została informacją o śmierci jednego z najwybitniejszych polskich żużlowców: „Jancarz zginął z ręki żony. Życie poza torem przerwane nożem”.
Komitet Organizacyjny V Memoriału im. Stanisławy Walasiewicz, wspomagany przez Ryszarda Niemca, ponowił apel o sponsorskie wsparcie imprezy. Napisano w nim: „Kraków może być miejscem spotkania czołowych lekkoatletów Europy i świata, a krakowianie mogliby oglądać zmagania zawodników przygotowujących się do olimpijskiego startu w Barcelonie – o ile Komitet Organizacyjny Memoriału pozyska sponsorów, którzy zechcieliby przyczynić się do realizacji tej międzynarodowej imprezy.”
W numerach styczniowych „Tempo” tropiło aferę dopingową w hokejowej reprezentacji, przygotowującej się do Igrzysk Olimpijskich w Albertville. W jej efekcie trzech hokeistów zostało zdyskwalifikowanych.
Muhammad Ali skończył 50 lat – Jerzy Cierpiatka w korespondencji z USA przypomniał najważniejsze wydarzenia z kariery boksera: „Pół wieku legendy”. Ten sam autor relacjonował też przebieg procesu Mike’a Tysona, oskarżonego o gwałt oraz rozmawiał z Markiem Piotrowskim („Na początek: Morderca”). Amerykańskie korespondencje uzupełniali Jacek Gucwa i Leszek Pieśniakiewicz.
Tymczasem Marek Bartosik odwiedził byłego skoczka narciarskiego Stanisława Bobaka, który przedwcześnie musiał zakończyć karierę i został zapomniany przez wszystkich: „Sprzedane puchary olimpijczyka”.
W piątek, 13 marca ukazał się drukowany w mniejszym formacie pierwszy numer weekendowego wydania „Tempa”, a w nim m.in.: raport o handlu piłkarzami; rozliczenie piórem Janusza Atlasa występu polskich sportowców na igrzyskach w Albertville; stenogram wywiadu amerykańskiej prezenterki z Desiree Washington, kobietą zgwałconą przez Mike’a Tysona; Magazyn Motosport; program telewizyjny…
Wkrótce Majka Lisińska-Kozioł przypomniała ohydną zbrodnię, dokonaną przez dwóch zawodników KS Morawski: „Żużlowcy – mordercami!”
„Szpieg w masce”
W numerze na wielkanocny weekend m.in.: Jerzy Cierpiatka w korespondencji z USA przypominał karierę tenisisty Arthura Ashe’a, Ireneusz Pawlik napisał o sportowcach-filantropach, Andrzej Skowroński rozmawiał z Januszem Rewińskim – liderem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, a Majka Lisińska-Kozioł odwiedziła rodzinę 11-letniej Joasi, która zginęła podczas XVII Rajdu Krakowskiego, gdy samochód wypadł z trasy i staranował widzów. Ponadto Ryszard Niemiec zainicjował cotygodniowy komentarz „Replay”, odnoszący się do „dokonań” sprawozdawców telewizyjnych.
W maju Jerzy Wicherek podążał za peletonem 45. Wyścigu Pokoju, ostatnim rozgrywanym w dotychczasowej formule. Z kolei Ireneusz Pawlik odszukał plejadę polskich sportowców występujących pod flagą obcych państw.
W wydaniach majowych i czerwcowych Andrzej Godny przypomniał historię piłkarskich mistrzostw Europy. Finały w Szwecji wygrała Dania, która w ostatniej chwili zastąpiła wykluczoną przez UEFA Jugosławię, relacjonował z fachowym komentarzem Andrzej Gowarzewski.
W połowie czerwca został zapoczątkowany 18-odcinkowy serial Ireneusza Pawlika „Szpieg w masce”, po odtajnieniu akt ze śledztwa prowadzonego w sprawie Jerzego Pawłowskiego.
Majka Lisińska-Kozioł wróciła do zaginięcia w Himalajach z końcem maja Wandy Rutkiewicz w rozmowie z uczestnikiem wyprawy na Kanczendzongę Arkiem Gąsienicą-Józkowym („Bezradność w Himalajach”). W tym samym numerze ukazała się filozoficzna refleksja Józefa Lipca o himalaistach: „Czy trzeba płacić życiem?”
Po zakończeniu piłkarskiego sezonu: mistrzem Lech Poznań, Puchar Polski dla II-ligowej Miedzi Legnica, „Srebrny Piłkarz” dla Jacka Bobrowicza, królem strzelców został Jerzy Podbrożny, najlepszym arbitrem Zbigniew Urbańczyk, a Henryk Apostel zwyciężył w Trenerskiej Ligi „Tempa”.
„Tempo” odkrywało (ponownie) Janusza Kowalika”. Z byłym piłkarzem Cracovii i reprezentantem Polski, który miał być trenerem Górnika Zabrze, rozmawiała redakcyjna drużyna w składzie: Jerzy Cierpiatka, Jan Frandofert, Andrzej Godny, Ryszard Niemiec i Andrzej Skowroński.
Miał być zapomniany…
„Pierwsze otwarte igrzyska, gigantyczne, skomercjalizowane” – od 23 lipca rywalizację najlepszych sportowców w Barcelonie w olimpijskiej formie, podobnie jak cztery lata wcześniej z Seulu, relacjonował Ryszard Kołtun. Wśród komentatorów w Krakowie wyróżniały się felietony autorstwa literata Tadeusza Kwiatkowskiego.
W sześciu wrześniowych numerach znalazła się interesująca opowieść Pawła Dubiela o powikłanych życiowych losach i piłkarskiej karierze Ernesta Wilimowskiego: „Miał być zapomniany”. Natomiast Andrzej Gaberle opublikował list do Jerzego Pawłowskiego. Z pozycji prawnika-adwokata stanął w jego obronie, doradzając co powinien zrobić, by usprawiedliwić swą szpiegowską działalność.
Tymczasem Ireneusz Pawlik podjął próbę ujawnienia tajemnic dwukrotnego mistrza olimpijskiego w trójskoku: „Pasja wg Józefa Szmidta”. Natomiast żona zastrzelonego 16 grudnia 1981 roku górnika z kopalni „Wujek” i zarazem piłkarza klubu Rozwój Katowice opowiedziała dziennikarzowi „Tempa” o tym tragicznym dniu sprzed jedenastu lat („Kule w plecach”).
W nowej roli wystąpiła Grażyna Seweryn - koszykarka Wisły i reprezentacji kraju. W cyklu „Jeden na jeden” w kolejnych numerach przepytywała polskie zawodniczki, swoje partnerki i konkurentki na parkiecie. Oczywiście rozmawiała też z czołowymi koszykarzami.
Matka czekająca…
W numerze świątecznym – za jedyne 3500 zł (na „stare” pieniądze) – Majka Lisińska-Kozioł w przejmującym reportażu „Słucham bicia swojego serca, liczę uderzenia…” opisała dramat Joachima Halupczoka, kolarskiego mistrza świata amatorów, którego karierę przerwała choroba. Lekarze zakazali mu ścigania się. – „Profesor Furanello nie daje żadnych gwarancji. (…) Bóg jeden wie, jak bardzo chciałbym się ścigać, ale czy ja mogę aż tak ryzykować? Gdyby mi się coś stało, co oni – dzieci, żona – zrobią beze mnie? Z drugiej strony, kolarze zawodowi osiągają sukcesy także w wieku 30 lat. Mam parę wiosen zapasu. Jeszcze więc, wbrew rozsądkowi, czekam na cud, na cień szansy, na przedłużenie nadziei, że może… Przecież byłem na szczycie. Mało kto wygrywa mistrzostwo świata w takim stylu. Uwierzyłem, wszyscy wokół mnie uwierzyli, że powtórzę to w gronie zawodowców. Byłem już jedną nogą w gronie najlepszych, tyle że poślizgnąłem się na tej drugiej i spadłem na sam dół” – zwierzał się dziennikarce…
W numerze znalazła się również m.in. lista antybohaterów 1992 roku. Jej twórca Ryszard Niemiec główną nagrodę przyznał tym razem Zarządowi Klubu Sportowego Górnik Zabrze. Swą decyzję tłumaczył następująco: „Uzasadnienie dla tak wysokiej lokaty stanowi nie tylko fakt posiadania w gronie wysoko opłacanych zawodników ligowej drużyny śmiercionośnego pirata drogowego – W. Ozimka, ale brak dezaprobaty dla niesportowego trybu życia części piłkarzy. Wzięto pod uwagę pełną obojętność zarządu na wymóg stanowienia wewnętrznych kar wychowawczych wobec winnych łamania norm statutu klubu.”
Dla przeciwwagi swoją dziesiątkę najlepszych zaprezentował Janusz Atlas. Najwyżej umieścił w niej wioślarza Kajetana Broniewskiego, medalistę Igrzysk w Barcelonie. Natomiast Jerzy Cierpiatka ustalił swoją listę najlepszych piłkarzy Europy; triumfatorem okazał się Marco van Basten.
W równie interesującą lekturę obfitowało wydanie noworoczne. W „roli opłatkowego" wystąpił Ryszard Niemiec, a Krzysztof Kawa podążył za Tomaszem i Jackiem Gollobami oraz ich ojcem Władysławem do zakładu poprawczego. W okresie świątecznym odwiedzili przebywających tam chłopców. Kolejny tekst wyciskający łzy napisała Majka Lisińska-Kozioł, wsłuchując się we wspomnienia Marii Błaszkiewicz, matki Wandy Rutkiewicz, wciąż czekającej na powrót córki do domu. – „Po ludzku biorąc nie miała szans na przetrwanie. Ja jednak mam nadzieję, choć nawet nie błagam Boga o cud, bo jestem pokorna, jestem spokojna…”
Ponadto w numerze Andrzej Skowroński o błyskotliwie rozwijającej się we Włoszech karierze Marka Koźmińskiego („Żyć, gdzie cytryna dojrzewa”), a Marek Latasiewicz relacjonował noworoczny trening piłkarzy Cracovii… Chicago.
Na tropach dopingu i „lewej kasy”
Na srebrnym medalu olimpijskim, zdobytym w 1992 roku w Barcelonie, cieniem kładła się niewyjaśniona do końca sprawa badań przeprowadzonych wśród kadrowiczów przed wyjazdem na igrzyska. „Tempo” pod przewodnictwem Jacka Gucwy jeszcze rok później prowadziło własne śledztwo, podobnie jak w sprawie przyłapanego na stosowaniu niedozwolonego dopingu piłkarza warszawskiej Legii. Obie afery łączyła osoba trenera Janusza Wójcika, który po reprezentacji olimpijskiej objął opiekę nad stołeczną drużyną. Ligowe rozgrywki w sezonie 1992/93 zakończyła prawdziwa niedziela cudów, w której wszystko zadziało się tak, jak tego potrzebowali legioniści, strzelając niezbędną do mistrzostwa ilość goli. Pod naciskiem opinii społecznej tytuł został im jednak odebrany, a na cztery drużyny biorące udział w tym procederze nałożono symboliczne kary… To wszystko działo się w trakcie fatalnych eliminacji reprezentacji do mistrzostw świata w USA.
Pismo w 1993 roku nadal ukazywało się cztery razy w tygodniu, a z końcem listopada wydanie piątkowe zaczęto przygotowywać techniką komputerowego fotoskładu. Oprócz Jacka Gucwy, zespół redakcyjny powiększył się m.in. o Jacka Bartlewicza, Marka Pomykałę, Janusza Nowińskiego i Pawła Gugę, a także o liczną grupę nowych terenowych korespondentów. Ponadto do oddziału w Katowicach dołączył Robert Walczak, a na Dolnym Śląsku Antoni Bugajski.
Nieustannie poszerzający się zakres informacji, zarówno tej krajowej, jak i ze świata, spowodował zawieszenie na kilka miesięcy kolumn magazynowych. Z kolei z końcem października powrócił w innej formule i zmienionej szacie graficznej „Kalejdoskop Tempa”. Nadal najwięcej miejsca gazeta poświęcała piłce nożnej i rozgrywkom ligowym, także w innych dyscyplinach, w szczególności speedway’a i koszykówki. Z listy felietonów ubyły „Gry i zabawy” Janusza Atlasa, natomiast pojawiły się cotygodniowe stałe pozycje: „Z Gór Świętokrzyskich” Tadeusza Wiącka i w magazynie koszykarskim „Czapowanie” Ryszarda Niemca oraz „Spod wrocławskiej Iglicy” Stanisława Machowskiego, a także kontynuacje „Węglem pisane” (Jerzy Mucha) i „Salon warszawski” (Ryszard Ciemiński)… Z inicjatywy redakcji w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” z kibicami spotykali się po kolejkach ligowych piłkarze i trenerzy krakowskich klubów.
Z początkiem roku Jerzy Mucha tropił „lewą kasę” w Górniku Zabrze („Czarna teczka pełna szmalu”), a Anna Idzikowska w rozmowie z Henrykiem Szordykowskim („Urodziłem się, żeby biegać”) dowiedziała się, że znakomity polski średniodystansowiec „biegał na bigosie”.
Przyszłość felietonistów
W jednym z ostatnich mini-felietoników („Trzy zdania zza słupka”) Tomasz Domalewski dzielił się jak zwykle oryginalną refleksją: „Zmobilizowany sukcesami polskich chodziarzy Jarosław Kaczyński postanowił przyczynić się do dalszego rozwoju tej dyscypliny sportu, organizując marsz na Belweder. Zawodnicy jednak nie zachowywali się jak na sportowców przystało – krzyczeli, gwizdali, palili papierosy i kukły. Coś mi się wydaje, że medali za to nie będzie.”
Odbywającą się w lutym Zimową Uniwersjadę relacjonowali z Zakopanego Krzysztof Kawa i Grzegorz Wojtowicz.
Czołówka poniedziałkowego wydania z 22 lutego ukazała się w żałobnej szacie, po tragicznym wypadku na trasie Rajdu Dolnośląskiego, w którym zginął Marian Bublewicz. W numerze zamieszczono także rozstrzygnięcie Konkursu 45-lecia „Tempa”. W przerwie meczu Hutnik – Wisła wylosowano główną nagrodę – Polonez Caro. Szczęśliwcem okazał się czytelnik z Tarnowa.
W wydaniach weekendowych drukowano „Sportowy słownik matrymonialny” autorstwa Ireneusza Pawlika, a Jerzy Cierpiatka przypomniał najwybitniejszych w historii bokserów w „Galerii herosów”. W piątkowych numerach można było też znaleźć programy sportowe w dostępnych w kraju stacjach telewizyjnych… Jednocześnie o kuriozalnym problemie dotyczącym transmisji z meczów piłkarskich pisał Marek Bartosik („Znikający punkt”): „Zamiast transmisji z wydarzeń na polskich boiskach kibic najczęściej otrzymuje informacje o sporach o to, kto komu ma płacić za ich ewentualne przeprowadzenie: telewizja klubowi, czy klub telewizji?”
Ryszard Niemiec w „Pretekstach” („Kryzys gatunku”) ubolewał natomiast nad przyszłością felietonistów: „Z okazji 45-lecia „Tempa” i 20-lecia rozpoczęcia uprawiania na jego łamach autorskiej działki felietonowej zamierzam zorganizować wszechpolski zjazd felietonistów sportowych. Zanim powstanie szczegółowy program, już dziś wiadomo, że honorowym gościem imprezy powinien być mecenas Ryszard Parulski, pomysłodawca urządzenia w Warszawie igrzysk olimpijskich w roku 2012. Roboczą bowiem dyrektywą zlotu gwiaździstego byłoby opracowanie dwudziestoletniego planu pracy felietonistów i objęcie zbiorowego patronatu nad budową stołecznych szaletów, które obok innych ważnych olimpijskich obiektów mają przez ten czas powstać w stołecznym mieście. Będzie okazja do wzbudzenia poczucia dumy nad przebytą drogą, a równocześnie do powołania ciał czuwających nad moralnością autorów, zwłaszcza ich obliczem politycznym.(…) Tak zwane minione lata były rajem, zwłaszcza dla felietonisty sportowego. W Mielcu zabawę piłkarzy postanowiono uatrakcyjnić zaproszeniem konia, który pofatygował się na piętro. Komu dzisiaj takie żarty w głowie, jeśli co druga drużyna czeka po pół roku z wypłatami za wygrane mecze? Sprzedały poznańskie akademiczki mecz trenerowi koszykarek Czarnych Szczecin i była na kwartał zabawa dla reporterów. Jeszcze dla felietonistów zostało na ząb. W tym sezonie nie tylko nikt nie bronił się niecnymi metodami przed degradacją z ekstraklasy, ale w ogóle nie skorzystał z legalnie wywalczonego do niej awansu, jak na przykład akademiczki z Gdańska. Jeszcze trochę, a będą dopłacać, aby przybliżyć moment spadku z ligi, ale wówczas nie wiem, czy będzie to temat dla uczestników planowanego zjazdu. Pewną nadzieję stwarzają jeszcze niektórzy zawodnicy, co swego czasu czmychnęli za granicę, porzucając na parapecie okna hotelowego biało-czerwone dresy. Powiadają teraz, że w ten sposób przeciwstawiali się juncie Jaruzelskiego, w związku z czym nie tylko nie należy się po nich spodziewać przeprosin, ale trzeba natychmiast przystąpić do wypełnienia za nich deklaracji członków rzeczywistych Stowarzyszenia Ofiar Represji Stalinowskich. Przykładem najbardziej jaskrawym jest tu postać ekstrawaganckiego Rudego, którego koledzy niektórzy pragną wpisać do składu Strejlauowi. W kwestii Rudego-bieżeńca jedna z moich niegdysiejszych przepowiedni zmaterializowała się w oczywisty sposób. Dama, dla której nie tacy jak Andrzej mogli rozminąć się z rozumem, definitywnie ułożyła sobie życie w Niemczech według indywidualnego planu, w związku z czym można mieć pewność, że rozum powróci pod strzechę piłkarza, a temat się rozmyje. (…) Oto na naszych oczach, co jakiś czas mają miejsce akty dewaluacji godności reprezentanta. Mocna, w gębie rzecz jasna, grupa ręcznych piłkarzyków odmówiła swej posługi reprezentacji. Nie podobały im się metody pracy trenera Kowalczyka. „Świętość” uznawana przez pokolenia sięgnęła bruku. Czy może być przedmiotem felietonowego „szargania”? Wygląda na to, że uczestnicy zjazdu powinni szukać dróg wyjścia z zarysowującego się kryzysu gatunku. Inaczej trzeba będzie kramiki pozamykać, albo zawiesić na czas przejściowych trudności.”
Fałszywy ton?
Kapituła pod przewodnictwem rektora UJ prof. Andrzeja Pelczara przyznała kolejne Medale Kalos Kagathos. Otrzymali je: profesorowie – Edward Popiołek (mistrz świata w latania precyzyjnym), Leszek Suski (szermierz), Zbigniew Garnuszewski (lekkoatleta), Leszek Balcerowicz (lekkoatleta), Zbigniew Lewandowski (lekkoatleta) oraz w przeszłości szermierze - dr Jan Nawrocki i aktor Marek Walczewski.
Majka Lisińska-Kozioł wysłuchała Ryszarda Żyszkowskiego, który był pilotem Mariana Bublewicza podczas rajdu, zakończonego śmiercią kierowcy… Natomiast Adam Świda przypomniał wypadki Polaków na trasach rajdowych („Śmierć czeka za zakrętem”).
29 kwietnia relację z pamiętnego meczu Polska – San Marino 1-0 (zwycięska bramka została zdobyta ręką przez Jana Furtoka), Jacek Gucwa i Andrzej Skowroński zatytułowali: „Bez klepki (także piątej)”. O boiskowym koszmarze oraz golu strzelonym w kuriozalnych okolicznościach rozpisywano się w następnych numerach, w równiej mierze odnosząc się do beznadziejnej gry reprezentacji, jak i nieprzyznania się do przewinienia zdobywcy bramki. A do tłumaczenia piłkarza oraz odsądzających go od czci i wiary odniósł się w kontrowersyjnym felietonie Andrzej Gaberle („Bad boys”): „Gdy spłynął już cały atrament z piór inkwizytorów i adwokatów Furtoka, chcę powrócić do zagrania ręką, które przyniosło Polsce punkt w meczu z San Marino. Od pierwszych komentarzy w tej sprawie aż do dziś nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu, iż pobrzmiewa w nich fałszywy ton, a akcenty rozłożone są w sposób nie oddający sedna problemu. Nie przekonuje mnie namawianie Furtoka do przywdziania pokutnych szat, a nawet dostrzegam w tym sporą dozę zakłamania. Kiedy w eliminacyjnym meczu naszych „olimpijczyków” z Anglią Juskowiak zdobył bramkę po faulu na obrońcy gości, nie usłyszałem głosów nawołujących go do posypania głowy popiołem. (…) Zdecydowanie odrzucam tez pogląd, że o wszystkim decyduje sędzia i jeśli on nie odgwizdał przewinienia, to nic tylko cieszyć się, choćby skrycie, z prolongaty nadziei na awans do puli finałowej mistrzostw świata. Taka postawa oznacza nihilizm moralny kierujący się zasadą, że oszustwo nie jest złem tak długo, jak długo nie zostanie wykryte. Wypływający stad wniosek, że źle czyni nie ten, kto oszukuje, a jedynie ten, kto dał się złapać, stanowi kanon postępowania przestępców. (…) Piłka nożna stała się grą nieuczciwą przy aplauzie wielbicieli „męskiej gry” i „ostrej walki”, obojętnych wobec konsekwencji takiego „stylu gry”. Furtok znalazł się „pod obstrzałem”, ponieważ przekroczył granicę przyzwyczajenia – gdyby zdobył bramkę po kopnięciu obrońcy w kostkę nie usłyszałby marnego słowa potępienia, choć jego zachowanie byłoby także (a może bardziej) naganne. Bad boys są także poza boiskiem i oni są współodpowiedzialni za uczynki „niegrzecznych” hasających po zielonej murawie. Jeżeli naprawdę chce się wyeliminować z boiska brutalność i oszustwo, trzeba zwalczać postawy występujące poza boiskiem, które wręcz promują naruszanie przepisów gry.”
Nie wszyscy dziennikarze „Tempa” zgadzali się z niektórymi poglądami autora. M.in. z tym o „fałszywym tonie”.
Jak kurtyzana z klientem…
Po remisie 1-1 w meczu Polski z Anglią na krótko odżyły nadzieje na awans do finałów MŚ. Na rozkładówce, obok obszernej relacji ze spotkania na Stadionie Śląskim, znalazł się też komentarz do tragedii, jaka wydarzyła się przed nim. 20-letni kibic ze Szczecina w drodze na stadion został w tramwaju śmiertelnie zraniony nożem przez kibola-bandytę. Burdy chuliganów, często kończące się tragicznie, to była na polskich stadionach codzienność…
Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek ekstraklasy piłkarskiej komentarz redakcyjny „Kabaret pod egidą PZPN” o „cudach” na finiszu ligi kończył się konkluzją: „Na meczach decydujących o mistrzowskiej koronie (w Poznaniu Lech – Ruch oraz Łodzi ŁKS – Jagiellonia) - po niespełna 4 tys. widzów. W Krakowie, Bytomiu, i Zabrzu łącznie – widzów mniej niż tysiąc. Trzebaż wymowniejszego dowodu, że to co dzieje się na ligowym finiszu w ekstraklasie – odpycha kibiców i drenuje puste bez tego klubowe kasy? Widać jednak z tymi kasami nie jest tak źle, skoro kabaretowe spektakle trwają.”
A dzień później, w numerze wtorkowym, Grzegorz Wojtowicz informował o pogróżkach krakowskich kiboli kierowanych pod adresem Stanisława Zapalskiego – trenera Okocimskiego, rywalizującego z Cracovią o awans do II ligi. Groźby odniosły skutek – szkoleniowiec podał się do dymisji. Awans wywalczyła jednak drużyna z Brzeska.
Jak przewidywano, tak się stało. Finisz ekstraklasy okazał się boiskowym kabaretem. Po meczach Wisły z Legią (0-6) i ŁKS-u z Olimpią (7-1), nie mających nic wspólnego ze sportową rywalizacją, nad winietą „Tempa” witał czytelników tytuł: „Cała Polska się śmieje! Legia mistrzem „piłkarskiego pokera”. A Jerzy Wicherek w relacji z wydarzenia w Krakowie pt. „Jak kurtyzana z klientem…” napisał wprost: „Te półtorej godziny niby-futbolu przy ul. Reymonta bardziej przypominało transakcję podstarzałej kurtyzany z pewnym siebie klientem, niż mecz piłkarski. Nie było w tym wszystkim ani cienia żenady z jednej, ani udawanej przynajmniej frywolności z drugiej strony. Ot, rutynowa transakcja w tym fachu. Bo taki – co na finiszu rozgrywek ligowych zobaczyć mógł każdy – jest nasz futbol ligowy: po prostu sprostytuowany. Jeśli się ma odpowiednie pieniądze – można sobie zamówić każdy „numer” – gdyby Legia potrzebowała wygrać 15-0, to mecz na pewno zakończyłby się takim wynikiem.”
Pod naporem opinii publicznej PZPN odebrał Legii mistrzowski tytuł, ale nikt nie rozumiał dlaczego przyznano tytuł Lechowi. „Tempo” unieważniło klasyfikację „Srebrnego Piłkarza”. Natomiast w „Trenerskiej Lidze” najwyżej oceniono szkoleniowca Ruchu Chorzów Edwarda Lorensa, bo… „nie handlował.”
Próbki „B” zniknęły…
W lipcu powrócił temat prawdopodobnego dopingu piłkarzy reprezentacji olimpijskiej. 9 lipca Jacek Gucwa odpowiadał na pytanie: jak „wypłukano” olimpijczyków? Napisał: „Publikujemy dowody dopingu w kadrze na Barcelonę; u trzech piłkarzy stwierdzono „koks”; na 26 badanych połowa była podejrzana; gdzie zniknęły próbki „B”. (…) Wierzymy, że publikowany materiał stanie się zapalnikiem do likwidacji tej białej plamy w historii polskiej piłki nożnej. Nawet jeśli ta plama z białej miałaby się zmienić w czarną. Bo lepsza najgorsza prawda, niż… łgarstwo, choćby nobilitowane medalem olimpijskim.”
Z pozycji działacza NSZZ „Solidarność” głos w tej sprawie zabrał Andrzej Bac, stwierdzając: „Za całą sprawą stały PZPN, PKOl i Fundacja Olimpijska Piłkarzy, której szefem był znany biznesmen Zbigniew Niemczycki, a która do tej pory nie rozliczyła publicznie swojej działalności.”
Redakcja zamieściła ponadto w kilku odcinkach fragmenty książki Tomasza Jagodzińskiego „Cwaniaczku, nie podskakuj! Afery i skandale polskiego futbolu”. Zawarte w niej wątki, związane z trenerską karierą Janusza Wójcika, nie pomijały domniemanego dopingu piłkarzy prowadzonej przez niego reprezentacji przed igrzyskami olimpijskimi.
Wśród zagranicznych korespondencji na uwagę zasługiwały: Wojciecha Molendowicza relacjonującego z Paryża Tour de France (trzeci na mecie Zenon Jaskuła), Ireneusza Pawlika komentującego ze Stuttgartu lekkoatletyczne MŚ, Jerzego Wicherka z Oslo opisującego kolarski championat, czy Krzysztofa Kawy przekazującego z Pocking sprawozdania z rywalizacji w Indywidualnych Mistrzostwach Świata na żużlu. Ponadto na początku września Jacek Bartlewicz odwiedził w Madrycie Romana Koseckiego, klęskę piłkarzy z Anglikami (0-3) oglądali na Wembley Jacek Gucwa i Andrzej Skowroński, a nieco później Jerzy Cierpiatka opisywał porażkę 0-1 z Norwegią w Oslo, która definitywnie przekreśliła marzenia o Mundialu. Natomiast o kolejnych walkach na zawodowym ringu Andrzeja Gołoty pisał z Chicago Marek Latasiewicz.
Grand Prix dla radnych…
Tymczasem Ireneusz Pawlik ogłosił doroczną listę najbogatszych polskich sportowców – najzamożniejszy Wojciech Fibak z majątkiem wartym 50-60 mln dolarów.
Zaś Ryszard Niemiec wskazywał negatywne skutki wprowadzenia w polskiej piłce otwartego zawodowstwa („Preteksty”): „Miało (zawodowstwo) otworzyć szeroko wrota na świat, przez które nasi najlepsi zawodnicy mieli podążać do wielkich jedenastek, gdzie podciągnąwszy w arkanach techniki mieli zmienić na grubo lepszy poziom gry naszej reprezentacji. I rzeczywiście: wyjeżdżają, nie jak dawniej po trzydziestce, jeno w wieku poborowym, a nawet jeszcze bez dowodu osobistego, ale z certyfikatem profesjonała, jak junior Terlecki. Lecą do zawodowych rajów na skrzydłach, wracają stłamszeni, dziwnie po amatorsku kopiący piłkę w warunkach obrony narodowych barw. Miało zawodowstwo doprowadzić ligowe rozgrywki do poziomu równego tym zachodnim. Doprowadziło? Jasne, że nie! Kiedy człowiek wydobędzie z pamięci obraz gry tych „amatorów” z czasów Górnika Zabrze i Widzewa, goniących angielskich czy włoskich „profi” i zestawi ten obraz z poczynaniami (patrz mecz w Poznaniu) ich następców z kontraktami w kieszeniach, to nic innego nie wypada, jeno siąść i płakać…”
Tymczasem Józef Lipiec przedstawił subiektywny dekalog reformy polskiego piłkarstwa, będący receptą na to „Jak wyleczyć chorego z urojenia?” Z zawodowym sportem korespondowała też rozmowa Majki Lisińskiej-Kozioł z rodzicami Mariusza Czerkawskiego o drodze syna do NHL.
Niewątpliwie należy zauważyć kolejną inicjatywę redakcji. W dużej mierze z jej inspiracji do Krakowa wrócił wielki żużel. Na stadionie Wandy zawody kończące sezon o Puchar „Tempa” wygrał Zenon Kasprzak.
„Fantastyczny pomysł czy paranoja?” – Jacek Gucwa i Krzysztof Kawa zastanawiali się nad projektem zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich „Kraków 2026”. Raczej skłaniano się do tej drugiej opinii. Niedługo później przyszło żegnać legendarnego narciarza Stanisława Marusarza, który zmarł 29 października.
W numerze świątecznym m.in.: „Czarna lista” (Ryszard Niemiec przyznał Grand Prix radnym Królewskiego Miasta Krakowa za uchwalenie wniosku o przyznanie ZIO w 2026 roku); Krzysztof Kawa zaprezentował rodzinę Gollobów; Ryszard Kołtun napisał o "emerycie” Michaelu Jordanie, a Anna Idzikowska rozmawiała z Cezarym Pazurą o jego związkach ze sportem.
Natomiast w wydaniu noworocznym, tym razem bez „Szopki”, Ryszard Niemiec spróbował porównać nowego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Henryka Apostela do Kazimierza Górskiego, a Józef Lipiec bezpardonowo rozprawił się z tzw. działaczami w polskim sporcie („Nomenklatura, biznes, etos…”); „Utarło się, że kto płaci, ten rządzi, a kto rządzi, to znaczy, że ma kompetencje. Jest to chyba najistotniejszy punkt zapalny w nowej strukturze…” Ponadto w numerze znalazł się szczegółowy program ZIO w Lillehammer oraz konkurs piłkarski z atrakcyjnymi nagrodami – samochodem osobowym oraz wycieczkami na Mundial w USA i zimowe igrzyska w Norwegii…
Mocne transfery z „Echa”
Gazeta, nie tracąc dotychczasowych walorów publicystycznych i nadal będąc pismem opiniotwórczym, kontynuowała w roku 1994 ekspansję, poszerzając zawartość informacyjną. W wydaniach wtorkowych na obszar ówczesnych województw katowickiego, opolskiego i bielsko-bialskiego docierała „kolumna śląska” z relacjami z lokalnych wydarzeń sportowych. Odpowiednio dwie wersje stron mutowano na terenie krakowskiego, nowosądeckiego i tarnowskiego oraz rzeszowskiego, krośnieńskiego i tarnobrzeskiego. Usatysfakcjonowani mogli też być fani NBA czy NHL, otrzymując bogaty serwis z tych rozgrywek, jak również kibice największych zagranicznych lig piłkarskich.
Redakcja miała swoich wysłanników na największych imprezach, jak Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Lillehammer, piłkarski Mundial w USA, lekkoatletyczne ME w Helsinkach czy IMŚ na żużlu w Vojens. Szczególne miejsce zajmowały „Skarby kibica”, wydawane przed inauguracją sezonu już nie tylko rodzimych i zagranicznych lig futbolowych, ale również innych dyscyplin sportowych. Nie było więc przesadą i tanią reklamą zapraszanie do lektury „Tempa” hasłem: „Najbogatszy serwis sportowy w Polsce”.
Do składu redakcyjnego dołączyli m.in. Wojciech Dora, Piotr Płatek, Jerzy Sasorski i Piotr Sikora, dziennikarze działu sportowego „Echa Krakowa”, o kilkudziesięciu nowych powiększyło się grono korespondentów krajowych.
Od stycznia regularnie zaczęły się pojawiać na łamach prezentacje finalistów piłkarskich mistrzostw świata w USA oraz obszerniejszy niż dotychczas „Magazyn NBA”.
Dużą część piątkowego numeru z 14 stycznia poświęcono problemowi sponsoringu w polskim sporcie. Tydzień później Jerzy Mucha przypomniał postać mieszkającego w Niemczech Jana Liberdy, znakomitego piłkarza Polonii Bytom i reprezentanta kraju. Natomiast w Chicago Marek Latasiewicz w rozmowie z Markiem Piotrowskim dowiedział się o nie najlepszych relacjach, jakie łączyły kickboxera z Andrzejem Gołotą.
Wina jest, kary nie będzie
Od lutego w 30 odcinkach „Tempo” drukowało przygotowywany do książki tekst „Gest Kozakiewicza”, oczywiście autorstwa Ireneusza Pawlika.
Także w lutym sprawa niedozwolonego dopingu piłkarzy reprezentacji olimpijskiej dobiegła wreszcie końca. Jej epilog opatrzył komentarzem Andrzej Skowroński: „Werdykt sformułowany przez ministra Stefana Paszczyka – wina jest, kary nie będzie – mocno poruszył środowisko sportowe”. Gazeta przedstawiła raport zespołu prof. Andrzeja Kijowskiego, stwierdzający jednoznacznie, że trzech kadrowiczów stosowało doping farmakologiczny…
Rywalizację na olimpijskich arenach w Lillehammer relacjonował Krzysztof Kawa, a z Krakowa komentował Ireneusz Pawlik. Natomiast słabe występy reprezentantów Polski zdiagnozował Józef Lipiec.
Andrzej Skowroński trafnie spuentował nieudolnie finalizowaną sprawę wypożyczenia piłkarza Wisły Kraków Grzegorza Lewandowskiego do hiszpańskiego Logrones: „Morał jest prosty: drobne oszczędności wychodzą bokiem. Warto zainwestować, by rzeczywiście skorzystać. Rozpoczynając karierę w pełni zawodową – zadbać trzeba o minimum wiedzy o zasadach funkcjonowania futbolowego rynku. A swój zawodowy los powierzać kompetentnym menedżerom, zawierając z nimi dokładną, precyzyjną umowę.”
Inaugurację piłkarskich i żużlowych lig poprzedziły „Skarby kibica”.
Majka Lisińska-Kozioł („Pasiaki z kratami w tle”) relacjonowała proces kiboli Cracovii, którzy uczestniczyli w bójce przed meczem Polski z Anglią w Chorzowie, gdzie śmiertelnie został ugodzony nożem kibic ze Szczecina. Ta sama autorka odnalazła Zbigniewa Guta, piłkarza z „dziewiętnastką” – ostatnim numerem w talii Kazimierza Górskiego.
20 kwietnia w Berlinie
Andrzej Gaberle w felietonie „Zapiski z giełdy pomysłów” (kontynuacja „Popatrzmy inaczej”) „O historii i nie tylko”: „Historyczną amnezją” popisali się też organizatorzy spotkania piłkarskiego Niemcy – Anglia, które miało się odbyć 20 kwietnia br., miastem goszczącym obie jedenastki miał być Berlin. Zainteresowane związki przeoczyły pewną okoliczność, która wszakże nie uszła uwagi podnoszących w Niemczech głowę neonazistów. Otóż 20 kwietnia to data urodzin Adolfa Hitlera. Berlin jest zaś miastem nierozłącznie związanym z postacią „Fuehrera”. Wszak tam przeżył lata swej potęgi, tam jako kanclerz III Rzeszy otwierał w roku 1936 Igrzyska Olimpijskie, zapamiętane jako demonstracja niemieckiego nacjonalizmu, stamtąd wreszcie prowadził swą politykę „podpalacza świata”. Wiadomość o zafundowaniu im przez Niemiecki Związek Piłki Nożnej okazji do świętowania dnia narodzin swego idola organizacje neofaszystowskie przyjęły z głębokim zadowoleniem – czy mogły wymyślić lepszy pretekst do gremialnego stawienia się na Stadionie Olimpijskim? (…) Oszacowano, że dla całkowitej „pacyfikacji” niepożądanych przybyszów potrzeba ok. 20 tysięcy odpowiednio wyposażonych policjantów. (…) Historia historią, a grupy i grupki sięgające po przemoc jako narzędzie rozładowania gnębiących je frustracji coraz silniej odciskają swe piętno na widowniach stadionów. Nie jest przypadkiem, że bitwa z policją na Stadionie Śląskim, podczas ostatniego meczu z Anglią, rozegrała się w sektorze gęsto utkanym czerwonymi kurtkami anarchistów.”.
Dla Ireneusza Pawlika, więc i także „Tempa”, nie było „świętych krów”. Autor opisał sprawę kradzieży samochodu przez syna Leszka Drogosza, niegdyś świetnego boksera, a wówczas radnego kieleckiego samorządu.
Ważna zmiana
Poniedziałkowy numer 13 czerwca ukazał się w rekordowej 42-stronicowej objętości. Poświęcony był głównie finalistom rozpoczynającego się Mundialu w USA. Wysłannikiem gazety z Krakowa na MŚ był Andrzej Skowroński, którego wspomagał przebywający w Stanach Zjednoczonych Marek Latasiewicz. Z pozycji Wielopola mistrzostwa komentowali m.in. Jerzy Cierpiatka i Andrzej Iwan.
Na krajowych boiskach Legia zakończyła sezon w podwójnej koronie: piłkarze stołecznej drużyny wywalczyli mistrzostwo kraju i Puchar Polski. W klasyfikacji „Tempa” zwyciężyli i statuetki „Srebrnego Piłkarza” otrzymali: bramkarz Andrzej Woźniak (ŁKS) i zawodnik z pola Leszek Pisz (Legia). Najlepszym arbitrem okazał się Piotr Werner, a w Lidze Trenerów najwyżej oceniono szkoleniowca legionistów Pawła Janasa.
Po jedenastu latach znakomitego kierowania pismem Ryszard Niemiec objął w połowie 1994 roku stanowisko redaktora naczelnego „Gazety Krakowskiej”, łącząc jednocześnie funkcję prezesa Spółki Wydawniczej „Tempa”. Jego miejsce zajął dotychczasowy zastępca naczelnego Ryszard Kołtun, a redakcja znalazła się w nowej siedzibie – w kamienicy przy podgórskiej ulicy Warneńczyka.

Marek Latasiewicz i Jerzy Cierpiatka. Fot. Jacek Kozioł
JERZY CIERPIATKA
MAREK LATASIEWICZ