W nowej rzeczywistości, bez cenzury, „Tempo” szybko odnajdowało swoje miejsce, nie przestając zaskakiwać oryginalnością i jeszcze większą niż dotychczas bezkompromisowością. Reporterzy gazety odsłaniali zakazane do tej pory historie i losy gwiazd, a także skrywane w PRL patologie w sporcie. Na łamach przetaczała się dyskusja o finansowaniu działalności klubów w gospodarce wolnorynkowej, bo niektórym zaglądnęło w oczy widmo upadku. W oczekiwaniu na nowego właściciela także dla redakcji nastał okres przejściowy. W związku z likwidacją Robotniczej Spółdzielni Pracy „Prasa-Książka-Ruch” w maju została powołana Oficyna Wydawnicza „Tempo” – Spółdzielnia Pracy, z prezesem Ryszardem Niemcem oraz szefem rady nadzorczej Ireneuszem Pawlikiem. Galopująca inflacja odbijała się na cenie gazety – z 200 zł na początku roku do 600 zł w październiku.
W styczniu, nie zawieszając współpracy z redakcją, Zbigniew Wojciechowski wrócił do Rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi, we wrześniu odszedł z „Tempa” Krzysztof Mrówka, który przeniósł się do „Gazety Wyborczej”, a Aleksandra Kluk wyjechała do USA. Natomiast 23 listopada zmarł nagle wieloletni zastępca redaktora naczelnego Aleksander Cichowicz.
***
2.01 – Ryszard Kołtun przypomniał ingerencję cenzorską w „Globtroterze”, ujawniając dlaczego 7 miesięcy wcześniej nie wolno było pisać źle o Ceausescu. W tym samym numerze Wojciech Olszówka przybliżył sylwetkę Doroty Idzi-Nowak, mistrzyni świata i Europy w pięcioboju nowoczesnym.
***
Od 27 stycznia gazeta ukazywała się w mniejszym powierzchniowo formacie, powrót do dotychczasowej formuły nastąpił po dwóch miesiącach eksperymentów.
***
29.01 – Mecz o Puchar Prezydenta Krakowa – wcześniej Mecz Wyzwolenia o Herbową Tarczę Krakowa – w którym Cracovia po golu Jacka Czarnika pokonała Wisłę 1-0, stał się okazją do chuligańskiej bijatyki pseudokibiców. Obok relacji ze spotkania wymowny komentarz: „Małe Heysel leży w Krakowie”.
***
Ryszard Niemiec (3.02 – „Preteksty”) ironizował, ubolewając nad personalnymi zmianami, m.in. nad dymisją szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych i jednocześnie prezesa Wisły Kraków gen. Jerzego Gruby: „Zaraz jak dokonał ingresu (gen. Gruba – red.) do gabinetu na Mogilskiej, objawił się publicznie jako nie specjalny miłośnik Tempa, a uczucie to pogłębiał w miarę upływu czasu. Osobiście dotknęła mnie ta rezygnacja do żywego. Na odwzajemnianej niechęci generała do mej skromnej figury, miałem przecież szansę robienia kariery w nowych czasach. Wszak jeszcze w maju ten szef WUSW i członek egzekutywy KK PZPR wystawił mi fantastyczną rekomendację, grzmiąc na naradzie aktywu, że niejaki Niemiec, skądinąd nam znany, chce rozsadzić socjalizm od środka. Z opinią faceta rozsadzającego system, w dodatku od wewnątrz, mógłbym liczyć na sukces na przykład w wyborach do samorządu osiedlowego, a kto wie, czy nie miałbym stać się rajcą śródmiejskim z ramienia Unii Socjaldemokratycznej. Niestety, mój łaskodawca zdenerwował się niepotrzebnie na prasę i odszedł wraz z moją życiową okazją na prawdziwą karierę w nowej rzeczywistości. Trzeba mieć pecha.”
***
Andrzej Skowroński złamał kolejne tabu, pisząc o przejawach antysemityzmu na polskich stadionach (8.02 – „Aryjski paragraf widmo”).
***
Od 13 marca zmienił się cykl wydawania gazety. „Tempo” z zieloną winietą zaczęło ukazywać się we wtorki, zastępując wydanie sobotnie. Redakcja tłumaczyła zmianę fatalnym kolportażem (zwrot 1/3 sobotniego nakładu), rosnącym na Śląsku i Podkarpaciu głodem na informacje sportowe z tamtych terenów oraz tym, że nie wszystkie materiały dało się pomieścić w gazecie poniedziałkowej.
***
26.03 – Po czterech miesiącach nieobecności w „Tempie” powrócił na łamy Janusz Atlas. Tak tłumaczył swoją decyzję: „Otóż piłkarz polski (może z bardzo nielicznymi wyjątkami) nie musi się starać, nie ma takiej motywacji i nawet mój szacowny rywal z drużyny przeciwnej, ksiądz Mariusz Zapolski (nr 10) nie jest jej w stanie medytacją wskrzesić. Piłkarz nasz rozbestwiony jest pseudo-rywalizacją, pseudo-zawodowstwem, pseudo-transferem, a wreszcie pseudo-zarobkiem. Wracam więc na łamy, żeby futbolistom trochę włożyć do głów, nie tylko im zresztą…”
Wrócił ze swoim felietonem także Wojciech Lipoński.
***
Tomasz Domalewski ironicznie i w punkt o wciąż nielegalnych wyjazdach sportowców na Zachód (5.04 – „Trzy zdania zza słupka”): „Jak się okazuje sportowcy uciekali nie tylko z Polski komunistycznej, nie wracają także z turniejów do kraju rządzonego przez ekipę Wałęsy. Po prostu bez względu na wszelkie uwarunkowania polityczne, uciekają z biednego kraju. Ostatnio powrotu odmówili – będąc w USA – szablista Jarosław Koniusz i trener Edward Korfanty; Wojciech Korfanty z pewnością w grobie się przewraca.”
***
W wydaniu na Wielkanoc (12.04) Ryszard Niemiec, oprócz okolicznościowych życzeń, dzielił się spostrzeżeniami z udziału w… rekolekcjach w warszawskim kościele św. Floriana, które zorganizowano dla ludzi związanych ze środowiskiem sportowym pod hasłem „Wiara, moralność, sumienie". W numerze znalazła się także kolejna lista sportowców zamordowanych w Katyniu.
***
W korespondencji z USA (19.04) Marek Latasiewicz przybliżył postać Marka Piotrowskiego, mieszkającego w Chicago mistrza świata w kickboxingu. Następna relacja (7.05) z udziału piłkarskiej kadry w turnieju Marlboro Cup, opisująca kulisy amerykańskiego tournée reprezentacji, nie spodobała się selekcjonerowi Andrzejowi Strejlauowi, który zapowiedział sądowy pozew dziennikarza. Skończyło się na deklaracji…
***
Kolportażowa innowacja: wydanie specjalne przed startem żużlowej ligi „Tempo Speedway ‘90” sprzedawane było także podczas meczów na stadionach.
***
Na łamach pojawiały się kolejne „niewygodne” wcześniej tematy. Ireneusz Pawlik (26.04) próbował dociec kim naprawdę był Edward Gustaw Adolf Luckhaus – mistrz Polski w trójskoku, olimpijczyk, który po wybuchu wojny podpisał volkslistę. Natomiast kontynuując „Pitaval bokserski” (17.05) opisał chuligańskie wybryki Andrzeja Gołoty we Włocławku, zanim w tajemniczych okolicznościach uciekł on do USA. Tymczasem Wojciech Batko (2.05) nie krył oburzenia zjawiskiem, pytając „Czy dziennikarz może sprzedawać sportowców?” Natomiast w „artykule dyskusyjnym” Wojciech Lipoński (22.05) twierdził, że po systemowych przemianach „Sport upada, zmian nie widać”: „No i ta „nowa” polityka informacyjna… Sprawy sportu, a zwłaszcza kultury zdrowotnej, interesują wielu, ale dotyczą wszystkich. Tymczasem ludzie totalnie zdezinformowani, czekają nie wiedząc na co, a pani rzecznik Niezabitowska jak dotąd nawet jednym zdaniem nie zająknęła się na te tematy. Sportu po prostu w Polsce nie ma!”
***
Wyniki piłkarskiej ligi typowali znani dziennikarze: Tomasz Zimoch z Polskiego Radia oraz Maciej Biega z tygodnika „Sportowiec”… Mistrzostwo – po raz ostatni w formule premiowania dodatkowym punktem zwycięstwa różnicą co najmniej trzech bramek – wywalczył Lech Poznań, „Srebrnego Piłkarza” dla najlepszego piłkarza według sprawozdawców „Tempa” zdobył Jacek Ziober, a w klasyfikacji arbitrów zwyciężył Roman Kostrzewski. Natomiast triumfatorem Grand Prix Kibiców został Michał Kubanowski z Częstochowy.
***
Mimo zmieniającej się sytuacji ekonomicznej „Tempo” wysyłało swoich dziennikarzy na zagraniczne imprezy. M.in. Jerzy Cierpiatka z Wiednia relacjonował finał piłkarskiego PE (Milan – Benfica 1-0), a Jerzy Wicherek pędził za kolarzami w ostatnim, 43. Wyścigu Pokoju. Dla polskich dziennikarzy zderzenie z Zachodem okazywało się bolesne, co barwnie opisali wysłannicy „Tempa” na Mundial ’90 we Włoszech. Mimo że pracowali w ekstremalnych warunkach, korespondencje Jerzego Cierpiatki i Krzysztofa Mrówki były najwyższej próby. W numerze z 16 lipca, podsumowując najważniejszą imprezę sportową roku, dzielili się także niezwykłymi przeżyciami, m.in. z przyjęcia na audiencji u Jana Pawła II, a rozterki polskiego dziennikarza przybywającego na Zachód z niedawno jeszcze komunistycznego świata przedstawili w autorskim dwugłosie: Jerzy Cierpiatka („Akt I: Poziom przeżycia”): „Dziennikarz z Polski, jeśli jego firma znalazła sponsora, miał kilkaset dolarów. Za to podróżował po Włoszech, za to jadł i spał. Rzecz teoretycznie niemożliwa, a jednak wielu się to udało i widzieli całą imprezę. Jeśli miałeś dajmy na to 500 dolarów i podróż obstawioną przez sponsora np. do granicy austriacko-włoskiej, to jadąc do Rzymu i z powrotem portfel twój stawał się chudszy o 100 dolarów. Zostawało 400 dolarów, na 30 dni pobytu w jednym z najdroższych krajów europejskich. (…) Opuszczając Włochy ostatnie pieniądze poszły na bilet kolejowy do granicy włosko-austriackiej. Gdy sprzedawca zimnych napojów przechodził przez przedziały ujrzał tylko nasze puste portfele, uśmiechnął się. Gdyby dowiedział się, że jesteśmy dziennikarzami, nie dałby wiary. Bo przecież to nie do wyobrażenia, by dziennikarze nie mieli pieniędzy, by podróżowali autostopem, by spali na campingu, by czekali na telefon z Polski, by oszczędzali na jedzeniu…”
Krzysztof Mrówka („Akt II: 150 lat za Beninem”): „Dziennikarz z Polski na imprezie sportowej za granicą wyposażony jest w sposób następujący: materiały pozbierane, czyli informatory przygotowane przez organizatorów i rozdane żurnalistom papier, długopis, gazety, w głowie zaś rozmowy z tzw. otoczeniem. Z trzęsącym się sercem czeka na telefon z Polski, nie stać go bowiem na telefonowanie do kraju. (…) Rzuca się na wszystko co darmowe, od biuletynów po poczęstunek. Niektórzy nie potrafią się opanować i jedzą za trzech, biorąc prezentów za trzy lub więcej osób. Konsekwencją tego jest wianuszek polskich dziennikarzy ustawiających się koło budki telefonicznej, do której można dzwonić. W doprawdy podbramkowych okolicznościach dziennikarz teleksuje lub faksuje do redakcji, naruszając skromne zasoby zagranicznej gotówki. Jeśli przez przypadek wyposażył się w kartę kredytową, która pozwala teleksować, faksować lub dzwonić do kraju na kredyt – nie musi się martwić on, lecz księgowa wydawnictwa lub firmy, gdzie za kilkanaście dni przyjdą rachunki. A będą to sumy szokujące, jako że Włosi potraktowali istnienie biur prasowych jako dobry sposób na podreperowanie budżetu swej poczty i np. za kartę tekstu przesłaną faksem płaciło się więcej niż 10 dolarów, podobnie było z teleksem. (…) To były rozterki polskiego dziennikarza. Jego największym problemem, to czy dodzwonią się z kraju o umówionej godzinie, czy też nie. Jeśli się nie dodzwonią – zaczyna być dramat… Żurnalista dajmy na to z Socjalistycznej Republiki Beninu, wyposażony jest podczas Mondiale tak: gotówka lub karta kredytowa na opłacenie przyzwoitego hotelu w centrum Rzymu (nie mniej jak 50 dolarów za łóżko dziennie, ceny sięgały kilkuset dolarów, nawet tysiąca zielonych), bilet samolotowy w obie strony, osobisty komputer, który pozwala dziennikarzowi na składanie tekstu i natychmiastowe nadanie drogą telefoniczną do komputera-matki w swojej redakcji czy drukarni. Benińczyk nie rozstaje się z komputerem, pracując z nim podczas pobytu na basenie czy oficjalnym przyjęciu…”
A w następnym numerze (17.07 – „Preteksty”) Ryszard Niemiec doprecyzował: „Przypomniałem sobie (wydarzenie gastronomiczne – red.) na krótko podczas lektury korespondencji redaktora Mrówki z Werony, w której nasz wysłannik na dwóch kartkach przesłanych faksem za 20 dolarów, opisał jak to przed bramą stadionu został zmuszony do pożarcia na raz konserwy tyrolskiej w cenie 10 tysięcy złotych. Redaktor tego nie napisał, ale ja dopowiem, że samogwałt dokonany na żołądku spowodowany został przez służby porządkowe stadionu, niestety, mające trudności z rozróżnieniem opakowań naszych konserw mięsnych od granatów zaczepnych, będących na wyposażeniu grup wypadowych włoskich Czerwonych Brygad. Spożyty na stojąco wyrób prawdopodobnie Zakładów Mięsnych w Krakowie w założeniu miał starczyć koledze do ćwierćfinałów…”
Należy dodać, że w trakcie Mundialu gazeta ukazywała się 4 razy w tygodniu (poniedziałek, wtorek, czwartek i sobota), a oprócz specjalnych wysłanników w roli komentatorów występowali Stefan Bielański z Włoch oraz z kraju Marek Kusto, Zdzisław Podedworny, Jerzy Mikułowski Pomorski, Antoni Szymanowski, Zdzisław Kapka, Gerard Cieślik, a także „Z futbolówką u nogi” Ryszard Niemiec.
***
Jan Otałęga opisywał (17.07) sportowe losy reprezentacyjnej koszykarki Grażyny Seweryn, wytransferowanej z Wisły Kraków za 10 tys. dol. (sic!) do francuskiego klubu w Dijon. Kilka lat później po powrocie do kraju zasiliła ona dział komputerowy „Tempa”.
***
Jerzy Cierpiatka skwitował z ulgą rezygnację Jana Tomaszewskiego z pracy przy piłkarskiej kadrze (7.08 – „Świat futbolu”): „Nie ukrywam, że od dawna trzymam na muszce człowieka, który zastopował Anglię. Odkładając bowiem zawodniczą przeszłość niewątpliwie świetlaną i piękną – kilkakrotnie zasłużył pan Janek na baczniejsze się przyjrzenie jego postaci w szerszym kontekście. W kontekście jego charakteru, a raczej charakterku, objawiającego się w kilku szczególnych momentach. Mam otóż Tomaszewskiego za cynika zdolnego przy każdej okazji do adaptowania się w nowej sytuacji. Mam go za hochsztaplera, wmawiającego prostemu kibicowi nieprawdę i zmieniającego poglądy częściej niż koszulę. Mam go wreszcie za człowieka, który swoim działaniem wyrządził polskiej piłce znaczniej więcej strat, niż przysporzył korzyści.”
Do tego głosu, stając w obronie Leszka Jezierskiego, dołączył 4 września Ryszard Niemiec. Działaczowi Patriotycznego Ruchu Obrony Narodowej (PRON) z okresu stanu wojennego obiecał na koniec roku podium na swej „Czarnej liście”.
***
W sierpniu dziennikarze „Tempa” relacjonowali rozgrywane w Gdańsku Igrzyska Solidarności. Redakcja informowała też o pierwszych efektach wspólnego ze „Słowem Ludu” apelu do klubów sportowych o umożliwienie bezdomnym pozyskania biletów na organizowane przez nie imprezy… Od sierpnia też nad winietą pojawił się dopisek „Gazeta sportowa”.
***
We wrześniu i październiku gazeta publikowała cykl tekstów autorstwa Wojciecha Lipońskiego, opartych o raport specjalnej komisji rządu kanadyjskiego, którą powołano do zbadania afery, związanej ze stosowaniem niedozwolonych środków dopingujących przez Bena Johnsona. Wykryto je w organizmie sprintera na Igrzyskach w Seulu. Celem komisji „stało się wyjaśnienie nie tylko sprawy Johnsona, ale i zakazanych praktyk zwiększania wydolności organizmu ludzkiego w sporcie. Przewodnictwo komisji powierzono sędziemu Charlesowi Dubinowi, stąd najczęściej określano ją Komisją Dubina. W powstałym raporcie swój udział miał też pochodzący z Polski fizjoterapeuta Waldemar Matuszewski, który współpracował z Charlie Francisem, trenerem Johnsona, i był świadkiem wstrzykiwania niedozwolonych sterydów kanadyjskim sprinterom. Artykuły niezwykle interesujące, podobnie jak polskie wątki „Raportu Dubina”…
***
Jerzy Mucha, kierownik śląskiego oddziału gazety został kolejnym dziennikarzem „Tempa” wyróżnionym przez Klub Dziennikarzy Sportowych. Przyznano mu II nagrodą „Złotego Pióra”.
***
Po odejściu z redakcji Krzysztofa Mrówki kolumnę poświęconą ligom angielskim redagowali Ryszard Kołtun i Leszek Trojanowski oraz początkowo także Kazimierz Romaniec. Red. Kołtun relacjonował również rozgrywki NBA i NHL.
***
Od 30 października w kolejnych wydaniach ukazywał się „Alfabet Komara”. Mistrz olimpijski z Monachium, aktor i kabareciarz opowiedział Janowi Otałędze i Ireneuszowi Pawlikowi nigdy wcześniej nieujawnione rewelacje zza kulis życia najsławniejszych polskich sportowców, trenerów i działaczy.
***
22 listopada, trzy dni przed historycznymi wyborami prezydenckimi, Andrzej Skowroński rozmawiał z Lechem Wałęsą, który w obliczu swego najważniejszego startu w życiu mówił: „Słów już w tej kampanii padło aż za dużo. Powiem krótko: jeśli nie zdobędziemy się jak najprędzej na zdecydowane posunięcia, to wszystkie te drgawki, które w kraju przeżywamy – będą się przeciągać. Zmian potrzeba wiele w różnorodnych dziedzinach i na różnych płaszczyznach. Osądowi wyborców pozostawiam postawę tych, którzy moją propozycję natychmiastowego zdecydowanego działania usiłują przedstawić jako prymitywizm drwala.”
***
10.12 – Jerzy Mucha potępił skandaliczne zachowanie stadionowych chuliganów, którzy podczas meczu GKS Katowice – Wisła wywiesili faszystowską flagę i wznosili hitlerowskie gesty.
***
W wydaniu świątecznym (20.12) Ryszard Niemiec nie dotrzymał słowa i na liście antybohaterów minionego roku nie umieścił Jana Tomaszewskiego. Poza konkurencją okazał się Andrzej Gołota. Palmę pierwszeństwa przyznano mu „za twórczy wkład w upraktycznienie sztuki posługiwania się pięściami. Dzięki jego inicjatywie boks wymyka się z ciasnych ram zakreślonych linami, wylewając się szeroką falą do miejsc publicznych, takich jak ulice, dworce kolejowe, restauracje, dyskoteki. Niepowtarzalną zasługą laureata jest także pionierskie zastosowanie metod gangsterskich w walce na pięści. Doceniła to w pełni Konfederacja Niezależnych Zbójców Świętokrzyskich, przyznając dodatkowo Gołocie specjalną nagrodę im. Zbója Madeja”… W numerze znalazły się ponadto m.in. wiersze Marka Grechuty i rozmowa Ireneusza Pawlika z zakochanym w sporcie piosenkarzem oraz niezwykła relacja Majki Lisińskiej-Kozioł ze wspólnego lotu Wilgą 354 z pilotującym samolot mistrzem świata Włodzimierze Skalikiem.
Równie ciekawy był numer noworoczny (27.12), z listą 20 najbogatszych polskich sportowców oraz autorskim wykazem Leszka Rafalskiego największych porażek roku. Natomiast Jerzy Cierpiatka przypomniał polskich bokserów, którzy walczyli z późniejszymi mistrzami świata.
Opr. Marek Latasiewicz