RYSZARD NIEMIEC uważa, że Cracovia popełniła błąd sprzedając Klicha...
Ożyła w całej krasie „produkcja piłkarzy netto”, czyli menadżerska koncepcja prezesa Cracovii Janusza Filipiaka, polegająca na hodowli skupowanych hurtowo młodocianych, krajowych zawodników, z których po okresie hodowli w kojcu własnym, sprzedaje się z dużym zyskiem klubom zagranicznym.
Po okresie długotrwałej dekoniunktury, hodowcom z Kałuży udało się zbyć do niemieckiego Wolfsburga wychowanka Tarnovii - Mateusza Klicha. Na tę okoliczność odtrąbiono w polskich mediach stosowne zwycięskie surmy i mało brakowało, aby okrzyknąć transfer rozgrywającego pasiaków jako biznes roku. Na paru łamach, w radio i TVP Sport, dałem wyraz swego niepodważalnego przekonania o nieprzeciętnej skali talentu Klicha. W skrócie powtórzę to, co już w tej rubryce zostało napisane: takiego piłkarza polski futbol nie miał od półwiecza, czyli od chwili, kiedy objawił się błyskotliwy talent Lucjana Brychczego! O ile jednak Brychczy był typem samorodka, któremu Bozia dała smykałkę, aliści nie przyznała właściwej opieki szkoleniowej we wczesnej fazie nabywania umiejętności piłkarskich, Klich od kołyski miał najlepszego z możliwych nauczyciela futbolu, zwłaszcza błyskotliwej techniki. Był nim osobisty ojciec, były zawodnik m.in. Unii Tarnów, pierwszoligowej Stali Mielec - Wojciech. Tata zadbał o wyposażenie syna w arsenał takich umiejętności, że w ledwie minionym sezonie ligowym Mateusz absolutnie brylował nawet na tle aktualnych reprezentantów Polski i nie tylko Polski. W tym kontekście selekcjoner Smuda nie miał wyjścia i dał posłuch ludziom namolnie rekomendujących młodego rozgrywającego do kadry. W ten sposób doszło do debiutu dwudziestolatka w reprezentacji i chociaż nie kopnął sobie piłki ani razu w tym minutowym debiucie, jego cena rynkowa poszła w górę...
I tu napalony na kasę Filipiak nerwowo nie wytrzymał, wypuszczając z klubu diament za psi pieniądz. Albowiem półtora miliona euro za gracza, który nie tylko zrobi furorę w Bundeslidze, ale niechybnie będzie gwiazdą EURO 2012, to zaiste przysłowiowa czapka gruszek, cena, jak na standardy europejskiego rynku po prostu lekko śmieszna. Jeśli się pojmuje skalę rzeczywistych możliwości Klicha, które dopiero ledwo zdołały się ujawnić, należy dać sobie na wstrzymanie i nie połasić się na pierwszą lepszą propozycję. Klich to nie Polczak, który jest ewidentnym beztalenciem, a którego za wielkiego futbolistę miał jedynie Filipiak (jego pożałowania godne upatrywanie w nim i w drugim drewnianym grajku - Wasiluku, pary najlepszych polskich stoperów, przechodzi do księgi futbolowych nikiforyzmów). Dlatego transfer Polczaka do Tereku Groznyj za całe 800 tysięcy euro trzeba uznać za biznesowy triumf prezesa Jakuba Tabisza, natomiast owe frytki z Wolfsburga to naprawdę działanie na szkodę spółki, w której Comarch i Filipiak, na szczęście, nie mają większościowego pakietu udziałów. Klich jest zawodnikiem młodym, więc gadanie, że za rok może złapać kontuzję, albo cofnąć (!?) się w rozwoju, to jest zaklinanie negatywnej rzeczywistości. Ponadto racją stanu Cracovii była odmowa transferu Klicha już dziś, także z powodu stricte sportowego. Powiedzmy to głośno i dobitnie, że cudowne i sportowo brawurowe uratowanie pasiaków przed degradacją z ekstraklasy bez Klicha nie miało szans na materializację. Eksplozja jego talentu w trakcie wiosennej rundy, okazała się ważniejsza niż zbawienny ponoć warsztat trenera Szatałowa, niż dobra forma Ntibazonkizy, Suworowa i Stuarta, niż położenie na stole motywacyjnym setek tysięcy euro... O sprawie przesądziło niekonwencjonalne prowadzenie i organizacja gry drużyny przez Klicha właśnie. Jego gole i asysty otwierały możliwości wiosennych wygranych Cracovii. To była równocześnie wielka zaliczka w procesie budowania drużyny o walorach europejskich, niestety, teraz brutalnie przerwana i bez Klicha nie do odtworzenia. Z punktu widzenia finansowego miałkość i niekompetencja tych wszystkich, którzy doradzili Filipiakowie wyzbycie się zawodnika, jakiego Cracovia nie miała od czasów Janusza Kowalika, wyjdzie na jaw za rok, dwa, kiedy następny transfer Klicha opiewać będzie na dziesięciokrotnie wyższą od dzisiejszej, cenę!
Ryszard Niemiec
(GAZETA KRAKOWSKA)