Epoka Jana Rottera w roli naczelnego „Tempa” trwała niemal dwie dekady. Pytanie o to jak poradzi sobie gazeta w nowych realiach było więc jak najbardziej na miejscu. Personalny stan zawieszenia trwał kilka miesięcy. Na giełdzie padały różne nazwiska, z dotychczasowymi pracownikami redakcji włącznie. Ktoś nawet, o rzekomo najwyższej pozycji rankingowej i gdy sprawa wydawała się przesądzona, nawet zdążył się wprowadzić do gabinetu redaktora naczelnego. Przedwcześnie, ledwie tydzień później stało się jasne, że był to pochopny krok. Okazało się bowiem, że nominację otrzymał kandydat z zewnątrz, wywodzący się z kręgów partyjnych. Był to Edward Gretschel, o sporcie mający mgliste pojęcie. Okazał się jednak znakomitym organizatorem, a nade wszystko dobrym człowiekiem, który w sytuacjach trudnych nie bał się stanąć w obronie zagrożonych zwolnieniem pracowników, choć wiązało się to dla niego z dużym ryzykiem. Nawet za cenę utraty posady.
Pochodził ze Lwowa, ale życie zawodowe związał z Krakowem. W latach 1977-1983 był redaktorem naczelnym „Tempa”, a od 1983 roku redaktorem naczelnym „Dziennika Polskiego”. Później był redaktorem i dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, wydawcą i redaktorem „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” i „Tajnego Detektywa”. W wieku emerytalnym współpracował ze stowarzyszeniem Manko, gdzie redagował „Głos Seniora” i „Myśl Zdrowo”.
Zmarł 28 października 2020 w Krakowie w wieku 80 lat. Edwarda Gretschela ciepło wspominają jego podopieczni w „Tempie”, w tym kilku dziennikarzy długo pracujących w Małopolskim Związku Piłki Nożnej. Przez niemal sześć lat, gdy redagował „Tempo”, w popularnej gazecie sportowej dokonała się ważna, pokoleniowa zmiana warty. Edward Gretschel, niezależnie od jego organizatorskich predylekcji, przykładał duże znaczenie, by wierzyć w młodzież i dać jej szansę w podniesieniu „Tempa” na jeszcze wyższy poziom. Przyszłość pokazała, że był to właściwie obrany kurs, choć efekty nadeszły nieco później, zaś apogeum rozwoju gazety miało miejsce w dekadzie lat 90. ubiegłego wieku.
Spełnione życzenie Grechuty
„Tempo” coraz śmielej delegowało swoich wysłanników za granicę. W 1977 roku Tadeusz Gordon relacjonował bokserskie mistrzostwa Europy z Halle, Tadeusz Toliński tradycyjnie już śledził wyczyny czołowych rajdowców ścigających się w Bielefeld i Bergamo, a Jan Frandofert towarzyszył kolarzom podczas Wyścigu Pokoju. Kolumnę turystyczną wzbogacały natomiast korespondencje Wiesława Książka z wojaży po Turcji, Bułgarii, Austrii, Włoszech i San Marino, Jacka Stroki ze Szwecji, a Mariana Nowaka z Grecji.
„Starty i falstarty” wciąż plasowały się wśród najpoczytniejszych pozycji w „Tempie”. Felietonista Ryszard Niemiec wielokrotnie pisał o zgubnej praktyce kupczenia piłkarzami. Odwołując się do historii przestrzegał przed sytuacją, gdy „grupa przedwojennych graczy podczas okupacji wyrzekła się nie tylko barw klubowych, ale i narodowych”. Autor wyśmiewał też dokument Polskiej Federacji Sportu „o prawidłowej organizacji klubu sportowego” oraz administracyjne regulacje dotyczące tego, kiedy zawodnik może zmienić klub; apelował o godne upamiętnienie Feliksa Stamma; wskazywał winnych „niedziel cudów” na finiszu ligowych rozgrywek; z obrzydzeniem pisał o piciu wódki na stadionach. Rok 1977 zwieńczył „Czarnym Plebiscytem”, przyznając palmę pierwszeństwa ówczesnemu trenerowi Arki Gdynia Januszowi Pekowskiemu – „autorowi kołkologii, nauki o niweczeniu boiskowych rywali za pomocą metalowych ćwieków, wkręcanych do piłkarskiego obuwia”.
Rok 1978, trzy dekady po narodzinach „Piłkarza”, upłynął w „Tempie” pod znakiem jubileuszy. Uroczystości związane z upamiętnieniem 30-lecia pisma zaplanowano na październik, ale już drugie wydanie z 5 stycznia 1978 było zarazem numerem 2000. gazety. Pod winietą znalazły się fotografie członków krakowskiej rodziny pisma: Edward Gretschel (red. naczelny), Aleksander Cichowicz, Józef Bratko, Jerzy Lipowski, Marian Nowak, Jan Frandofert, Wiesław Książek, Tadeusz Toliński, Wojciech Olszówka, Jan Rogóż, Tadeusz Gordon, Wojciech Tatarczuch, Jacek Stroka, Jerzy Nagawiecki, Andrzej Godny, Jerzy Rzeszuto, Józef Romaniuk, Elżbieta Kornaga (sekretariat), Tadeusz Kubarski (grafik), Maria Żukowska (korekta), Stanisława Banduła (goniec), Zygmunt Koper (kierowca redakcyjny). W trakcie roku zespół wzmocnili Mieczysław Kasprzyk i Kazimierz Adamczyk. Na tableau zabrakło zdjęcia Andrzeja Godnego, który do redakcji trafił w 1976 roku.
Spośród czytelniczych opinii o „Tempie” warto przywołać dwie wypowiedzi.
Dziennikarz Bohdan Tomaszewski: – Cenię „Tempo” za powagę i kulturę wypowiedzi w publikowanych dyskusjach. Widać u Was to piętno Krakowa, w jak najbardziej dodatnim sensie, chętnie też czytam ciekawe felietony. Mam uznanie dla Waszej rzetelności w podawaniu informacji.
Bard poezji śpiewanej Marek Grechuta: – Chętnie widziałbym więcej reportaży specjalnych wysłanników „Tempa” z mistrzostw Europy i świata. Pismu przydałaby się też większa objętość. Z zainteresowaniem czytałbym artykuły podejmujące tzw. sprawy trudne, jak np. profesjonalizm w sporcie itp.
Mówisz i masz! Marek Grechuta chciałby więcej w „Tempie” relacji własnych wysłanników z największych imprez sportowych, więc je dostał! W Belgradzie, podczas mistrzostw grupy B Jan Frandofert towarzyszył naszej reprezentacji, donosząc z satysfakcją, że powróciła ona do elity światowego hokeja. To działo się w drugiej połowie marca, a z końcem kwietnia słał sprawozdania z Pragi, gdzie po raz 15. „sborna” sięgnęła po tytuł najlepszej hokejowej drużyny na świecie. Ledwie mistrzostwa dobiegły końca, a ten sam wysłannik „Tempa” mknął już z Berlina za kolarskim peletonem XXXI Wyścigu Pokoju. Natomiast we wrześniu obszerne relacje z odbywających się w Pradze lekkoatletycznych mistrzostw Europy przesyłał Aleksander Cichowicz.
Ponadto w lutym mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Lahti, w których dwa medale – złoty i brązowy – zdobył Józef Łuszczek, relacjonował gościnnie Zbigniew Ringer. Natomiast Kazimierz Górski w swej korespondencji z Aten skomentował losowanie mundialu w Argentynie. Typował finał Brazylii z RFN (w decydującym o mistrzostwie meczu grały Argentyna z Holandią), a Biało-Czerwoni mieli zająć 3. miejsce w półfinałowej grupie i tak w istocie było.
Kto wykiwał Frandoferta?
Najważniejszą imprezą sportową 1978 roku był oczywiście mundial w Argentynie. Specjalne korespondencje przesyłał do „Tempa” Janusz Cieśliński, a redakcja w Krakowie zadbała o komentarze najbardziej kompetentnych fachowców – Kazimierza Górskiego i Ryszarda Kuleszy. Swojego specjalnego wysłannika do Argentyny gazeta jednak nie miała. Dla każdego reportera taki wyjazd to nie lada gratka. Redaktor Frandofert, pewny swego miejsca na liście wyjazdowej i ostatecznego kształtu listy akredytacyjnej, już czynił w wyobraźni ekskursje do Buenos Aires, Rosario, Cordoby, Mendozy. Za wcześnie, zbyt pochopnie. Okazało się bowiem, że listę poddano tzw. weryfikacji, po której Frandofert nagle wypadł z obiegu. Kto to zrobił? Janek aż do śmierci w grudniu 2020 był przekonany o maczaniu palców w parszywej sprawie przez selekcjonera Jacka Gmocha, którego kilkakrotnie skrytykował na łamach. Na odkręcenie sprawy nie było szans, za sznurki pociągał wysokiej rangi aparatczyk partyjny, Zdzisław Żandarowski, z którym Gmoch był ponoć za pan brat. Trzeba było czekać cztery lata, wyjazdu Frandoferta na mundial do Hiszpanii już nikt nie skasował…
Niedługo przed argentyńską imprezą felietonem „Sportowe intermedia” zadebiutował na łamach Mieczysław Kasprzyk (w czwartkowych wydaniach pisał m.in. o alchemiku futbolu Jacku Gmochu, fenomenie Ireny Szewińskiej, żegnał zmarłego autora „Dysku olimpijskiego” Jana Parandowskiego).
Kompromis z Jarguzem
Natomiast Ryszard Niemiec rozpoczął szósty rok publikacji w „Tempie” felietonu „Starty i falstarty” od zakończenia głośnego sporu z bardzo znanym sędzią futbolowym. „Obiecałem Alojzemu Jarguzowi napisać w tym miejscu, że nigdy nie myślałem i nie myślę o nim jako o arbitrze piłkarskim, który bierze pieniądze za stronniczość na boisku. Obiecałem i czynię to niniejszym, albowiem ci, którzy w ten sposób odczytali mój felieton z jesieni, należą do wtórnych analfabetów lub po prostu nie myślą. (…) Oskarżony zostałem o zniesławienie. Strona pozywająca zażądała przeprosin w trzech najpoczytniejszych pismach sportowych, na co się nie zgodziłem podczas rozprawy pojednawczej pierwszej, na którą A. J. nie przybył. Jego adwokat podczas kolejnego podejścia postulował, abym już tylko w Tempie” wydrukował dwukartkowy tekst przeprosinowy wysmażony w jego kancelarii. Weto z mojej strony było konsekwentne. Kiedy sprawa miała rozpocząć się na całego, ktoś bardzo rozsądny zaapelował do naszej wyobraźni, w których przecież znajdzie się skrawek miejsca dla kompromisu. I oto dosłownie i w przenośni wyciągnęliśmy dłonie do siebie. Oskarżający obiecał wycofać wszelkie pretensje, ja zobowiązałem się wydrukować to, co sądziłem i nadal sądzę o sposobie prowadzenia spotkań przez p. Jarguza (czynię to na wstępie). Umówiliśmy się nawet, że do końca czerwca mam czas na przemyślenie sprawy, a on po powrocie z mundialu przestanie absorbować przeciążoną jurysdykcję państwową sprawą pośledniego w końcu autoramentu. (…) Jak z tego widać pierwsze starcie z p. Jarguzem zakończyło się niemal sielanką.”
Rada Prutkowskiego
Redakcja „Tempa” otrzymała Puchar Polskiego Związku Motorowego za „całokształt współpracy i popularyzacji sportu i turystyki motorowej”. A warto dodać, że członkowie redakcji sami odnosili sukcesy w rajdach dziennikarskich. W czołówce międzynarodowej imprezy zakończonej w Nowym Sączu uplasowały się załogi „Tempa": Tadeusz Toliński – Andrzej Nytko oraz Wiesław Książek – Janusz Chmiel.
Kulminacyjnym punktem jubileuszowych obchodów 30-lecia „Tempa” była organizowana przez UJ, Studium Filozoficzne przy AGH i krakowską AWF sesja naukowa pn. „Sport współczesny i jego odbicie na łamach prasy sportowej". Pokłosiem konferencji była rozpoczynająca szerszą debatę na łamach o roli sportu publikacja autorstwa Wojciecha Lipońskiego „Humanistyka i sport”.
Natomiast w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” członkowie zespołu tworzącego gazetę dyskutowali o nowych wyzwaniach i przyszłości pisma.
Na jubileuszowym spotkaniu wśród zaproszonych gości znaleźli się przedstawiciele władz państwowych, wydawnictwa RSW, ogólnopolskich mediów sportowych, zaprzyjaźnionych redakcji oraz klubów. Był też selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Ryszard Kulesza. Dla najbardziej zasłużonych dziennikarzy „Tempa” nie zabrakło odznaczeń, a dla redakcji wielu ciepłych słów od oficjeli i listów gratulacyjnych, ale także pięknych życzeń od licznych czytelników. Jak się okazało, jednym z nich był popularny satyryk Józef Prutkowski. W przesłanej pocztówce napisał: „Jeszcze jeden Jubileusz. Tym razem bez Jasia Rottera, aż wierzyć się nie chce… Wyobrażam sobie co On by znów wymyślił. Zaś „Tempo” płynie dalej (chociaż powinno szybciej) i gdyby nie odwieczno-przejściowe trudności z papierem (a raczej bez papieru) byłoby już dziś dziennikiem. (…) Grunt, że w „Tempie” pięknie rozwija się felieton i z młodych kaczek wyrastają tęgie byki; oby tylko nie zmieniły się w długie kobyły dziennikarskie, bo za długie nie odpowiadam. Pamiętajcie więc dziatki – krótko i rzeczowo. Na razie jest tak, że serce rośnie. Serce rośnie – chociaż nakład coś nie… ale to już nie Wasza wina (…). A propos: co się dzieje z Cracovią? Nie chcę cracać, ale chce się płakać. (…)
W gronie redakcyjnych przyjaciół na spotkaniu „Pod Gruszką” nie mogło zabraknąć umilającego świętowanie zespołu „Andrusy”, który wystąpił w klubowych strojach… Cracovii i Wisły. Liderem „Andrusów” był oczywiście Aleksander „Makino” Kobyliński.
Jak nie stracić przydziału papieru?
Grono felietonistów powiększyło się o Józefa Lipca, a jego filozoficzne spojrzenie na problemy współczesnego sportu w ukazującej się w czwartkowych wydaniach „Trybunie honorowej” od razu zyskało wielu entuzjastów i... polemistów. Jednym z pierwszych był Kazimierz Adamczyk, pryncypialnie podchodzący do sprawy kaperownictwa w klubach sportowych. Godnymi uwagi był cykl tekstów Olgierda Jędrzejczyka o związkach sportu ze sztuką, a także artykuły Ryszarda Wasztyla o historii rodzimego sportu. Ostatnie strony poniedziałkowej gazety, ukazujące się pod winietą „Tempo Krakowa”, stanowiły ukłon w stronę lokalnych czytelników. Autorem felietonów „Wokół Krakowskiego Rynku” był Aleksander Cichowicz.
Kierownictwo redakcji, takie czasy, musiało dbać o poprawność polityczną pisma. Rekordy i medale nie mogły umknąć sprawozdawcom, ale by nie zabrakło przydziałowego papieru na kolejne wydania nie należało przegapić relacji z konferencji KC PZPR, czynu partyjnego czy informacji o Pierwszym Lotniku PRL…
Świadectwem tamtego okresu były też zamieszczane ogłoszenia, na przykład takie jak to: „KS Hutnik Kraków zatrudni absolwenta Akademii Wychowania Fizycznego, posiadającego uprawnienia trenera klasy mistrzowskiej lub I, na stanowisko kierownika wyszkolenia klubu”… Sztucznej inteligencji jeszcze nie wykorzystywano.
Systematycznie poszerzany serwis informacyjny w poniedziałkowych wydaniach dopełniała lektura „Startów i falstartów”. Ryszard Niemiec obalał w nich racjonalność pomysłu połączenia Cracovii z Hutnikiem, krytykował sposób finansowania sportu przez zakłady pracy, zastanawiał się nad przyszłością kobiecego futbolu, demaskował transferowe przekręty w polskich klubach, pisał o dyscyplinarnych przypadkach Andrzeja Szarmacha w Mielcu oraz o „emigrancie” Kazimierzu Deynie, zastanawiał się w dobie koniecznych oszczędności nad celowością instalowania sztucznego oświetlenia na stadionach. To właśnie Deyna na zamykającej rok autorskiej czarnej liście sportowych antybohaterów felietonisty zajął niechlubne pierwsze miejsce. Kapitan Legii solennie deklarował przywiązanie do końca swej kariery do barw warszawskiego klubu, tymczasem po mundialu w Argentynie wyemigrował do Anglii. Za nim na podium w tym szeroko cytowanym rankingu znalazły się zarządy Stali Mielec i ŁKS-u.
Tradycyjnie w świątecznym wydaniu mijający rok podsumował z przymrużeniem oka sportowymi jasełkami Bruno Miecugow.





Od 1979 roku "Tempo" organizowało ogólnopolskie debaty pod hasłem "Dokąd toczysz się piłko?" z udziałem selekcjonerów reprezentacji, trenerów, działaczy, zawodników i licznego grona dziennikarzy sportowych. Zdjęcia z archiwum Andrzeja Godnego.
Goszcząc Wandę Rutkiewicz
I Bieg Gąsieniców pod patronatem „Tempa” wygrał, jak przystało na najlepszego sportowca 1978 roku, Józef Łuszczek. Czytelnicy wybrali piłkarską „11 Roku”. Znaleźli się w niej: Kukla – Szymanowski, Żmuda, Maculewicz, W. Rudy – Lipka, Boniek, Nawałka – Lato, Ogaza, Terlecki. Natomiast Herbowa Tarcza w styczniu 1979 trafiła do piłkarzy Wisły, która pokonała Cracovię 5-0 (bramki: Kapka 2, Lipka, Maculewicz i Kmiecik).
Tzw. „Karta Piłkarza” oraz nonsensowne zarządzenie Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu o zakazie zmian klubowych do połowy sierpnia 1980 zawodników klasy olimpijskiej i mistrzowskiej, a także I i II ligi kilku dyscyplin zespołowych, w tym piłkarzy, stały się w ciągu roku tematem licznych polemik dziennikarzy „Tempa”.
W kolejnych wydaniach lutowych redakcja zamieszczała relacje z zorganizowanej z inicjatywy „Tempa” i Klubu Dziennikarzy Sportowych debaty pod hasłem: „Dokąd toczysz się piłko”. Z czytelnikami spotkali się m.in. trener kadry Ryszard Kulesza, działacze, trenerzy i zawodnicy Wisły oraz liczne grono dziennikarzy sportowych.
W marcu redakcja gościła Wandę Rutkiewicz. Pierwsza Polka i trzecia kobieta w świecie, która stanęła na Mount Evereście usiadła przy telefonie i odpowiadała na liczne pytania czytelników.
Absurdy tu i tam
Artykułem o Nowej Hucie Jan Rogóż rozpoczął w 1979 roku serię reportaży pod hasłem „Tropami sportowego XXXV-lecia”. Cykl, w którym ukazały się teksty Kazimierza Adamczyka, Wojciecha Olszówki i Mariana Nowaka, zakończyła przed 22 lipca okolicznościowa rozkładówka o największych powojennych sukcesach polskich sportowców.
Ryszard Niemiec pisał o absurdach ówczesnej epoki, odnajdywanych – a jakże – w sporcie. Oto w przemyskim OZPN – odnosząc się do świetlistych dokumentów władz partyjnych i w związku z 35-leciem PRL – podjęto stosowne rezolucje i deklaracje. Felietonista zderzył je z realiami życia codziennego. M.in. uważał, że „zobowiązanie dyscyplinarne (…) jest trudne, ale wykonalne. Aktualnie co 9. piłkarz był karany bodaj raz, jest więc z czego spuszczać statystykę. Wystarczy na przykład, że przestanie się bić sędziów po twarzy, kopać po tyłkach… Postęp będzie widoczny. Gdyby tak cała, pijana publika na meczach wytrzeźwiała, można by mówić o wkraczaniu w nową epokę kultury futbolowej.” A jak zrealizować postulat upowszechnienia najlepszych światowych metod treningu, wypracowanych przez argentyńskich szkoleniowców? No, właśnie: „wzory argentyńskie są dobre, lecz co z tego? Okręg dysponuje 4 trenerami, 33 instruktorami pracującymi w klubach. Wskaźniki kształtują się zatem następująco: 100 graczy – 1 szkoleniowiec…”
Piłkarska I liga wznowiła rozgrywki po przerwie zimowej. Innowacją w sprawozdaniach „Tempa” stały się oceny wystawiane arbitrom meczów w skali od 1 do 5. Redakcja przychodziła też z pomocą trenerowi reprezentacji, podpowiadając mu w rubryce „Do notesu selekcjonera” wyróżniających się piłkarzy w kolejce.
Autor „Startów i falstartów” oburzał się faktem utrzymywania piłkarzy od pierwszej ligi po wojewódzkie na garnuszku zakładów przemysłowych. „Nie pracują pierwszoligowcy, a jest ich około 300. Jeśli zajmują tylko po dwa etaty w przemyśle, obciążają 600 stanowisk pracy. Drugoligowcy, nie mający się gorzej, ustępują ekstraklasie jedynie wysokością premii, pochłaniają za to podwójną ilość pensji pracowniczych, bo drużyn w tej klasie jest dziś aż 32. (…) Na koniec dopełnienie bilansu wołającego o zastanowienie się zarządów futbolu. Otóż w około 60 ligach wojewódzkich (niektóre województwa mają po 2 grupy) połowa kadry kopiącej nie chodzi do roboty, jeno na boiska do południa opalać się, po południu trenować… Summa summarum: 10 tysięcy sportowców z piłką u nogi – to zbyt ciężki balast dla gospodarki, pora się od niego uwolnić…” Z felietonistą polemizowało wielu czytelników, a tematem niezasłużenie – jego zdaniem – wygórowanych apanaży piłkarzy zajmowali się również inni autorzy. Na przykład Mieczysław Kasprzyk w „Sportowych intermediach” wysnuł wniosek, że „piłka nożna oddziałuje ujemnie na cały sport wyczynowy”.
Ryszard Niemiec kpił też z pierwszego w historii transferu do polskiego klubu amerykańskiego koszykarza Kenny’ego Washingtona: „… zjechał z najbogatszego stanu USA biedny murzyński chłopak, de facto bezrobotny i dostał pracę w drużynie Startu Lublin”. Felietonista, świeżo nagrodzony „Złotym Piórem” i niedawno jeszcze koszykarz ligowych zespołów, dla przeciwwagi w jednym z kolejnych tekstów ujawnił fakt kuszenia go angażem do III-ligowej drużyny belgijskiej. Oczywiście nie skorzystał.
Rodzaj bezczelnej konsekwencji
Prof. Józef Lipiec doszukując się przyczyn blamażu polskich drużyn piłkarskich w europejskich pucharach (Ruch, Arka, Stal Mielec i Widzew odpadły w pierwszej rundzie rozgrywek) pisał: „Czy nieudolna gra to przejaw tylko lenistwa, błędów szkoleniowych i ‘złych założeń taktycznych’, czy też rodzaj bezczelnej konsekwencji futbolistów, że i tak prezesi przyjdą ściskać ich po nogach, oraz bezczelnej bezkarności klubów, pewnych, że nikt ich nie rozliczy za trwonione miliony? Przecież, nie stawiając takich pytań, należy się liczyć z eskalacją spadku chęci do grania, bo w przyszłym roku nasi kolejni mistrzowie uczynią łaskę w ogóle wychodząc z szatni na boisko, a za dwa lata to i ten wysiłek może się okazać zbyt fatygujący.” (…) „Piłkarze i piłkarstwo zaczęli wyraźnie tracić społeczną sympatię w obrębie sportu i poza sportem. Warto to odnotować, choć jest to prawda niemiła, ponieważ sport ten jest nadal jako taki najbardziej popularny i ukochany przez rzesze”.
W takim tonie było utrzymanych wiele innych komentarzy i felietonów… Argumentów dostarczyły nie tylko czołowe drużyny klubowe, ale także reprezentanci, których zabrakło na mistrzostwach Europy i igrzyskach olimpijskich w Moskwie.
I właśnie z troską o to „jak przywrócić piłce blask” zastanawiali się podczas dwudniowej konferencji w Myślenicach trenerzy, z Ryszardem Kuleszą na czele, przedstawiciele PZPN, działacze klubowi oraz dziennikarze piszący o futbolu. Debatę zorganizowały redakcja „Tempa” i Klub Dziennikarzy Sportowych. Obszerny zapis czerwcowej debaty ukazał się w kilku kolejnych numerach pisma. Jednocześnie nie można było przemilczeć skandalicznego zachowania reprezentacyjnych piłkarzy, którzy po meczu z Holandią „przywitali” dziennikarzy w samolocie… szczekaniem.
Do zespołu redakcyjnego wrócił Kazimierz Puszkarzewicz, a do USA przeprowadził się Tadeusz Gordon.
Życzenia od lorda Killanina
Obchody 60. rocznicy PKOl w Krakowie uświetnił swą obecnością prezydent MKOl-u lord Michael Killanin. Wiesław Książek zapytał go wprost, czy wierzy jeszcze w czystość amatorskiego sportu i czy sportowiec-amator może inkasować honoraria? Szef światowego ruchu olimpijskiego odpowiedział: „Tak, może. I dlatego musi dojść do pewnej modyfikacji pojęcia amatorstwa w sporcie. Zmieniły się czasy, poprzeczka poszła znacznie wyżej. Amatorski sport wyczynowy wymaga dziś sporych nakładów, poziom wyśrubowany jest szalenie…” Lord Killanin nie odwiedził wprawdzie redakcji, ale podpisał specjalne życzenia dla „Tempa” i jego czytelników. Z relacją z pobytu prezydenta MKOl w Krakowie korespondowały felietonowe „gorzkie refleksje” Mieczysława Kasprzyka.
Redakcja miała w 1979 roku swoich wysłanników m.in. na mistrzostwa świata w hokeju w Moskwie i na Wyścig Pokoju (Jan Frandofert), piłkarskie mistrzostwa Europy juniorów w Austrii (Jerzy Nagawiecki), Spartakiadę Narodów w ZSRR (Edward Gretschel), motocyklową „sześciodniówkę” w Niemczech (Tadeusz Toliński). W plebiscycie trenerów Piłkarzem Roku wybrano Zbigniewa Bońka, który wyprzedził Leszka Lipkę, Stanisława Burzyńskiego i Grzegorza Latę. W autorskiej „Czarnej liście” Ryszard Niemiec przyznał pierwsze miejsce Hubertowi Wagnerowi, który jako trener kadry siatkarek „z zimną krwią potrafił wymigać się od osobistej odpowiedzialności za niepowodzenia drużyny reprezentacyjnej”.
W wydaniu świątecznym Jan Frandofert z Wojciechem Tatarczuchem przeprowadzili wśród ludzi nauki, kultury, byłych olimpijczyków sondę o roli pieniądza w sporcie. Z właściwym dla siebie humorem odpowiedział Ludwik Jerzy Kern: „W ostatnim czasie / jak sądzę / Właśnie z powodu / mamony / (Mamona to są pieniądze) / Sport znalazł się na / spalonym!”. W tym samym numerze, posiłkując się Stanisławem Wyspiańskim i Adamem Mickiewiczem, Bruno Miecugow podsumował rok „Weselem z Dziadami, czyli sportową szopką”…
„Tylko Łuszczek nie sprawia zawodu”…
1980 był rokiem olimpijskim. W Lake Placid rywalizowali sportowcy w zimowych dyscyplinach, a Moskwa była gospodarzem igrzysk letniej olimpiady.
W 10-stopniowym mrozie po raz siódmy piłkarze Wisły i Cracovii walczyli o ufundowaną przez „Tempo” Herbową Tarczę Krakowa. Tym razem mecz zakończył się w regulaminowym czasie remisem 1-1, a w rzutach karnych (4-3) lepsze okazały się „Pasy”. Czytelnicy wybrali „11 roku”, nadsyłając blisko 3,5 tys. kuponów. W drużynie 1979 roku znaleźli się: Kukla – Dziuba, Szymanowski, Janas, W. Rudy – Lipka, Boniek, Nawałka – Lato, Ogaza, Terlecki.
Po kilku dekadach rozbratu do redakcji wrócił Antoni Ślusarczyk, który pracował jeszcze w „Piłkarzu” trzy dekady wcześniej. Natomiast tekstami o siatkarzach Hutnika Kraków - Ireneuszu i Jacku Sańkach - oraz zapaśnikach Wisłoki Dębica rozpoczął w styczniu swą wieloletnią pracę w gazecie Ryszard Kołtun.
Na zapowiedź bojkotu igrzysk w Moskwie przez amerykański komitet olimpijski, 28 stycznia „Tempo” zamieściło oświadczenie PKOl: „Nasze oburzenie wywołują wystąpienia tych kół na Zachodzie, które dla doraźnych celów politycznych, nasilając swe agresywne działania na arenie międzynarodowej, usiłują zakłócić przygotowania do Olimpiady. Spekulacje na temat przeniesienia igrzysk w inne miejsce niż to, które w drodze demokratycznego głosowania zostało ustalone, czy zorganizowanie igrzysk w innym terminie, byłoby niezgodne z zasadami olimpijskimi, służą wprowadzeniu w błąd międzynarodowej opinii.” Oczywiście ani słowa o powodach zapowiadanego bojkotu, będącego sprzeciwem wobec militarnej interwencji ZSRR w Afganistanie. Tydzień później gazeta opublikowała oświadczenie Komitetu Olimpijskiego ZSRR, stanowczo potępiające „próby wykorzystywania sportu jako środka nacisku politycznego.”
13 lutego w Lake Placid rozpoczęły się ZIO. Bezbarwny występ reprezentantów Polski osładzał sukces himalaistów – Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego, którzy jako pierwsi zimą zdobyli Mount Everest. No i rzecz jasna, obrosłe legendą zestawienie czołówek z tytułami: „VIII Zjazd PZPR zakończył obrady” i obok: „Tylko Łuszczek nie sprawia zawodu” (miejsca 5. w biegu na 30 km i 6. na 15 km). Igrzyska „Prosto z Lake Placid” raczej wstrzemięźliwie, choć nie unikając podtekstów o zabarwieniu politycznym, relacjonowali dla „Tempa” K. Wolski i Jerzy Sceptycki. Do dziś nie wiemy kto zacz…
Punktualnie, w luksusowych warunkach…
25 marca w redakcji i klubie „Pod Gruszką” gościli bohaterowie zimowej wyprawy na Mount Everest: Leszek Cichy, Krzysztof Wielicki i Ryszard Szafarski. Do osiągnięcia polskich himalaistów wracali w swoich publikacjach Kazimierz Adamczyk i Marian G. Nowak.
W rozegranych po raz 14. w Zakopanem mistrzostwach Polski dziennikarzy w koszykówce nie miała sobie równych reprezentacja Krakowa. Na miano króla strzelców zapracował Leszek Rafalski, a oprócz niego w drużynie znaleźli się: Mieczysław Kasprzyk, Lech Kłeczek, Jerzy Langier, Waldemar Piętka, Zdzisław Sroka i Andrzej Strutyński.
Ryszard Niemiec ujawnił, jak Widzew próbował schować pod dywan tragiczny w skutkach wypadek drogowy Stanisława Burzyńskiego. Za nieumyślne spowodowanie śmierci przechodnia sąd skazał łódzkiego bramkarza na 2,5 roku pozbawienia wolności. W grudniu, do aresztu pod Opolem gdzie był osadzony, wybrali się Ryszard Kołtun i Andrzej Godny.
„Tempo” miało swoich wysłanników m.in. na HME w lekkiej atletyce w Sindelfingen (Aleksander Cichowicz), meczu bokserskim Finlandia – Polska w Helsinkach (Wojciech Olszówka), piłkarskich ME juniorów w NRD (Jerzy Nagawiecki), czempionacie kontynentu w judo w Wiedniu (Jan Rogóż), turnieju zapaśniczym w Tbilisi (Ryszard Kołtun). Ponadto Jan Frandofert, zanim tradycyjnie już podążał za kolarzami w Wyścigu Pokoju, komentował z Turynu towarzyski mecz piłkarzy Włochy – Polska.
Natomiast „Wielkie święto światowego sportu”, czyli Igrzyska XXIII Olimpiady relacjonowali z Moskwy Edward Gretschel i Jan Frandofert. Oczywiście, czujna cenzura nie przepuściłaby informacji o nieobecnych ponad 60 reprezentacjach krajów zachodnich oraz Chińskej Republiki Ludowej. Komentarze przepełnione były wyłącznie superlatywami pod adresem „moskiewskich gospodarzy”. W artykule podsumowującym napisano: „Zawody toczyły się na wyśmienicie przygotowanych obiektach. Odbywały się punktualnie i w luksusowych warunkach, zarówno dla startujących, jak i dla widzów.” W relacjach korespondentów nie mogła umknąć informacja o tym, że polskich olimpijczyków odwiedził Edward Gierek.
Polscy sportowcy zdobyli aż 32 medale, ale tylko trzy złote: Bronisława Malinowskiego, Jana Kowalczyka i Władysława Kozakiewicza, którego legendarny gest po mistrzowskim skoku można było ocenić tylko tak: „Postawa polskiego tyczkarza spotkała się z ogromnym uznaniem zarówno kibiców, jak i fachowców”...
Wsparcie dla klasy robotniczej
Na okres od czerwca do października, publikowany do tej pory w „Dzienniku Polskim” felieton „Bez dogrywki”, przeniósł Zbigniew Ringer dwa piętra niżej w budynku na Wielopolu do redakcji „Tempa”. Na łamach zadebiutowali: Leszek Rafalski tekstem o „lewych” etatach sportowców Hutnika Kraków oraz Marek Latasiewicz korespondencją z Moskwy oraz wywiadem z psychologiem sportu Janem Blecharzem. Regularnie pojawiały się też sprawozdania z meczów oraz artykuły o klubach piłkarskich i futbolowych gwiazdorach już znacznie wcześniej związanego z redakcją Andrzeja Godnego. I-ligowe mecze zaczął relacjonować również Jerzy Cierpiatka, pracujący jeszcze w krakowskim magistracie.
Chociaż był to rok obfitujący w medalowe zdobycze olimpijskie, degrengolada w sferze gospodarczej i politycznej kraju pogłębiała się. Redakcja dostrzegała wyraźnie zarysowujący się kryzys także w sporcie. Jak miano mu zapobiec służyła zainicjowana przez gazetę debata pod hasłem „We wspólnym interesie”. Głos zabierali selekcjonerzy reprezentacji zarówno gier zespołowych, jak i dyscyplin indywidualnych. W czerwcu w Myślenicach po raz drugi trenerzy, przedstawiciele PZPN i dziennikarze zastanawiali się „dokąd toczy się piłka?”, a w listopadzie do dyskusji o „drogach odnowy polskiego sportu” zaproszono wybitnych szkoleniowców, działaczy oraz ludzi ze świata nauki i kultury.
Głos zabierali również publicyści „Tempa”. Józef Lipiec i Jan Rogóż próbowali rozstrzygnąć dylemat czy sport wyczynowy w Polsce nadal powinien być utrzymywany na garnuszku państwowym, czy też dryfować w kierunku zawodowstwa. Konstatacja: należy skończyć z fikcją amatorstwa! Prof. Lipiec uważał, że uzdrowić stosunki w sporcie uda się dopiero wtedy „gdy działacze zaczną płacić i przepłacać sportowców z kieszeni prywatnej, a nie państwowej, traktowanej jak niczyja”. A Kazimierz Adamczyk dodawał, że „ogromne zło wyrządzono polskiemu sportowi poprzez nagminne praktyki narzucania mu działaczy spoza jego środowiska.”
Ryszard Niemiec grzmiał natomiast w swoim stylu: „Nie ma co, dożyliśmy ciekawych czasów. Obłuda, fałsz, skrępowanie i obszary zakazane ustępują miejsca otwartości, szczerości, jawności. Klasa robotnicza narzuca społeczeństwu własną, najczystszą z czystych – moralność, w której prawda znaczy prawdę, dobro - dobro, sprawiedliwość – sprawiedliwość, w której zło i brud etyczny nazywa się po imieniu, bez owijania w bawełnę.”
Eksponując rolę dziennikarzy, wtórował mu m.in. Zbigniew Ringer: „Tak bardzo odeszliśmy od średnich norm światowych, zapatrzeni w wyniki piłkarzy, lekkoatletów, szermierzy i kogo tam jeszcze. Zapatrzeni w polityczny aspekt sportu, któremu podporządkowano w tym kraju w ostatnich latach tak wiele. (…) … nie chcemy konferencji, na których mówi się: ‘a teraz tylko do panów wiadomości, i o tym prosimy nie pisać ’ … Otóż nie, proszę panów działaczy i prezesów: będziemy pisać o wielu rzeczach i my chcemy decydować o tym co pisać, i jak pisać. My także mamy dość dyrygowania, a że obowiązuje nas zwykła ludzka uczciwość i zawodowa rzetelność, liczymy na zaufanie czytelników i przekonanie, że chodzi nam o dobro sportu i jego właściwe miejsce w kraju.”
List otwarty do prezesa
Pożywki dziennikarzom dostarczały kolejne afery. Jerzy Nagawiecki demaskował korupcję podczas drugoligowego meczu piłkarskiego (Małapanew Ozimek – Bałtyk Gdynia), a Jan Frandofert z Wojciechem Marchewczykiem po ujawnieniu pijackich praktyk arbitrów hokejowych wygrali z nimi przed sądem. Najgłośniejszy skandal, związany z tzw. aferą na Okęciu z udziałem Józefa Młynarczyka, Zbigniewa Bońka, Władysława Żmudy i Stanisława Terleckiego, relacjonował specjalnie dla „Tempa” radiowiec Bogdan Chruścicki. Ale tak po prawdzie odkrył tę aferę Jacek Gucwa, wówczas reporter polskiej telewizji. Ładnych kilka lat później Jacek wzmocnił szeregi „Tempa”.
Z powodu wspomnianego incydentu na Okęciu redakcja odwołała coroczny plebiscyt „11 roku”. W świątecznym wydaniu nie brakowało jednak atrakcji. Rzecz jasna znalazły się wśród nich olimpijskie wspomnienia z Lake Placid i Moskwy, a także reportaż Józef Bratki o czterech latach w podróży na jachcie Zbigniewa Puchalskiego i niezwykłe opowieści legendarnego Mieczysława Gracza, które spisał Antoni Ślusarczyk. Z innym „wiślakiem”, Piotrem Skrobowskim, rozmawiał Jerzy Nagawiecki, a Ryszard Niemiec zbulwersowany piłkarską patologią napisał list otwarty do prezesa PZPN. A wszystko zostało doprawione „Szopką sportową” Bruno Miecugowa.
Nagrodę główną na „Czarnej liście” przyznał Ryszard Niemiec Widzewowi Łódź – „za unikalne metody deprawacji zawodników swej piłkarskiej drużyny, a szczególnie za utworzenie całej generacji pijących bramkarzy, specjalizujących się także w piractwie drogowym.”
Polemika ze Staroniem
1981 to kolejny rok obywatelskiego wrzenia. Ku niezadowoleniu komunistycznych władz rosła w siłę NSZZ Solidarność, wzmagała się frustracja społeczeństwa, mnożyły strajki, a pogłębiający się kryzys gospodarczy miał swoje odzwierciedlenie także w sporcie i tym samym na łamach „Tempa”. W inauguracyjnym numerze najlepsze życzenia dla czytelników przekazała z Zakopanego Irena Szewińska.
W konsekwencji afery na Okęciu w styczniu selekcjonera Ryszarda Kuleszę zastąpił Antoni Piechniczek. Temat piłkarskiej reprezentacji zajmował znaczącą część kolejnych wydań gazety. Gorączka rosła szczególnie przed najważniejszymi meczami z NRD, których stawką był awans na mundial w Hiszpanii.
Ogłoszono wyniki konkursu na esej, reportaż, wspomnienie, rozpisanego z okazji 75-lecia Cracovii i Wisły. Wyróżniono prace Ryszarda Wasztyla, Leszka Rafalskiego, Jana Otałęgi, Władysława Giergiela, Franciszka Ciesielki, Stanisława Chemicza, Andrzeja Gaberlego i Wacława Gaberlego. Styczniowa „święta wojna” o Herbową Tarczę Krakowa przebiegła pod dyktando Wisły, która pokonała Cracovię 4-1 (bramki: Kmiecik i Iwan po 2 – Błachno).
Po trzech miesiącach procesu przeciwko Józefowi Łuszczkowi, który spowodował wypadek samochodowy w stanie nietrzeźwości, Sąd Rejonowy w Wałczu orzekł karę roku pozbawienia wolności, w zawieszeniu na dwa lata oraz 50 tys. zł grzywny. Sprawozdawcy „Tempa” obecni byli nie tylko na sali sądowej, ale też relacjonowali kolejne udane starty naszego mistrza, m.in. zwycięstwo w Szczyrbskim Plesie i trzecie miejsce w Kirunie.
W lutym redaktorem naczelnym „Dziennika Polskiego” został Ryszard Niemiec, a Wojciech Jaruzelski prezesem Rady Ministrów. Zaś na łamach toczyła się debata o tym, czy należy rozwiązać wojewódzkie federacje sportu, w Zakopanem i Nowym Targu odbywał się z inicjatywy redakcji „sejmik hokejowy”.
W środowisku sportowym głośnym echem odbiła się polemika z „Tempem” Jerzego Staronia, rzecznika Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu, później związanego z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Spór dotyczył sensu istnienia wojewódzkich oddziałów GKKFiT. Głos zabierali m.in. Mieczysław Kasprzyk, Zbigniew Ringer i Jan Rogóż.
„Tempo” pożegnało zmarłego Wacława Kuchara, jednej z najwybitniejszych postaci w historii polskiego sportu.
Srebrne lisy, kawior i opony
W 1981 roku z wojaży do USA korespondencje słali Wiesław Książek i Kazimierz Adamczyk, a relacje z tras Wyścigu Pokoju tym razem nie Jan Frandofert, lecz Antoni Ślusarczyk. Jeszcze przed startem kolarzy wybuchła afera. W ciężarówce wiozącej do Berlina rowery polskich zawodników celnicy przechwycili przemyt srebrnych lisów, kawioru i opon. Winnych nie znaleziono…
Ryszardowi Niemcowi tematów do felietonów nieustannie dostarczali piłkarscy arbitrzy. Pisał: „Młody Eksztajn, jak ogólnie wiadomo, dzięki nepotyzmowi awansował do grona ligowych mafioso. (…) Kandydatów na sędziowanie ligi wiejskiej i tych wyznaczonych na mundial należy pytać nie o umiejętność recytowania z pamięci 96-stronicowej kantyczki pt. ‘Przepisy gry w piłkę nożną’ (…) ale o to, czy rozumieją sens takich słów, jak prawość, uczciwość, sprawiedliwość, obiektywizm. (…) Należy zerwać z praktyką parodiowania obiektywności na wewnętrznych egzaminach sędziowskich”.
27 kwietnia redakcja z żalem informowała: „W związku z ograniczoną pulą papieru najbliższy numer Tempa ukaże się za tydzień”.
Niespełna dwa tygodnie później gazeta miała jednak swoich sprawozdawców na meczu z NRD, po wygraniu którego 1-0 polscy piłkarze znacząco przybliżyli się do finałów MŚ. Zaś autor komentarza nieoczekiwanie trafił na łamy ostatniej strony „Przekroju”, konkretnie rubryki „Humor zeszytów”: „Buncol nie ma lewej nogi, to fakt, ale w sobotę nie rzucało się to w oczy”…
Mieczysław Kasprzyk snuł natomiast rozważania o analogiach: „Toczy się więc ten nasz światek (…), pędzi na łeb na szyję po równi zwanej pochyłą. Dwa bieguny? Tak, do niedawna krzywa rosła „żeby żyło się nam dostatniej”. Jeszcze przed rokiem – jak zapewniali przywódcy i środki masowego rażenia, przepraszam!: przekazu – byliśmy w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej uprzemysłowionych, zajmowaliśmy czołowe miejsca na światowych listach, jeśli chodzi o np. o wydobycie węgla, „produkcję” cukru, ziemniaków, etc., etc. Teraz zaś mamy tylko wypchane portfele: nie, nie pieniędzmi, lecz kartkami. W sklepach nie brakuje tylko octu i herbaty. I tak oto, jak jakiś sen złoty, zniknęła nam sprzed oczu gierkowska wizja dobrobytu i łukaszewiczowska wizja sukcesu.”
Dziennikarze dotarli do bulwersujących kulis podejrzanego meczu ligowego Zawisza – Widzew (1-2), pytając w tytule, czy „Grębosz załatwiał punkty?” Okazało się, że podejrzenia były uzasadnione. PZPN tym razem szybko zareagował, karząc dyskwalifikacją zarówno kupującego Andrzeja Grębosza, jak i sprzedającego Adama Kensego. Od strony prawnej proceder wyjaśniał na łamach wieloletni sympatyk „Tempa” i etatowy defensor jego drużyny piłkarskiej, sędzia Sądu Rejonowego Adam Liwacz.
Żegnając kardynała Wyszyńskiego
Pierwsza strona wydania z 1 czerwca 1981 roku w żałobnej szacie po śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego. „W nastroju bolesnej powagi i zadumy żegnał Prymasa cały naród, także środowisko sportowe” – rozpoczynał się redakcyjny nekrolog. Tytułowa strona gazety - wyłącznie w czerni, choć dla niektórych redagujących budziło to kontrowersje. Rok wcześniej byłoby to w gazecie RSW nie do pomyślenia. Ale już w lipcu czołówkę pisma zdominował anons - o rozpoczynającym się IX Zjeździe PZPR, który miał być „szansą dla partii i narodu”.
Kręta droga listu ekspresowego
Tymczasem Mieczysław Kasprzyk przypominał: „Od jesieni ubiegłego roku, kiedy to robotnicy powiedzieli: stop!, nie dajemy pieniędzy dla sportowych nierobów - słychać historyczny szloch, głośny lament: koniec z wyczynem, koniec z sukcesami reprezentantów Polski na arenach międzynarodowych - wcale tak nie jest, skoro Alicja Ciskowska zostaje wicemistrzynią świata w łucznictwie, Dariusz Wódke zdobywa złoty medal w szabli, a lekkoatleci wygrywają z RFN.”
Na świetnie redagowanej przez Mariana G. Nowaka kolumnie turystycznej zaczęły pojawiać się artykuły Marioli Gleń, która m.in. próbowała rozwikłać problemy Zakopanego.
Ryszard Niemiec odsłonił kuluary zjazdu partii, „gdzie w kioskach Ruchu rozrywana jest prasa codzienna, szczególnie krakowska, a do wzięcia przez długie godziny jest i „Sportowiec” i „Sport” i „Przegląd Sportowy”. Byłoby i „Tempo” zapewne, ale nie podlegało zjazdowej dystrybucji…” Niedługo potem tłumaczył swoją absencję na łamach: „Tym wszystkim, którzy uznali brak „Startów i falstartów” w „Tempie” z dnia 17 sierpnia br. za strajk felietonisty, komunikuję, że wina spoczywa po stronie poczty, która nie zdołała w ciągu 3 dni dostarczyć listu ekspresowego do redakcji wysłanego z punktu odległego od Krakowa o 150 km.”
„Dni Bez Prasy”
Niemal w tym samym czasie miał miejsce strajk drukarzy. 19 i 20 sierpnia ogłoszono „Dniami Bez Prasy”, co było w założeniu dniami nadziei. Protestującym przeciw manipulacjom na łamach chodziło o prawdę i wiarygodność słowa. Jedno z oświadczeń podpisał w imieniu Komitetu Uczelnianego Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego jego przewodniczący Jan Maria Rokita. Z kolei oświadczenie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sygnował prezes SDP Stefan Bratkowski. Strajkujących drukarzy wsparli m.in. hutnicy pracujący w Kombinacie Huty im. Lenina. Zaś pod stanowiskiem przedstawiciela ogromnie wówczas popularnej „Gazety Krakowskiej”, red. Stefana Maciejewskiego, podpisało się m.in. czterech dziennikarzy „Tempa”: Jerzy Nagawiecki, Marian G. Nowak, Wojciech Olszówka i Jan Rogóż. Niebawem wszyscy mieli mieć potężne kłopoty podczas tzw. weryfikacji… Leszek Rafalski, który również sygnował wspomniane stanowisko, pracował w „Głosie Nowej Huty”.
1 października zadebiutował „Globtroter” – subiektywny przegląd sportowej prasy zagranicznej Ryszarda Kołtuna. W redakcji pojawił się też Jan Otałęga, dotychczas publikujący w „Dzienniku Polskim”.
Czołówka poniedziałkowego wydania 12 października nie mogła być inna: „Jedziemy do Hiszpanii. W Lipsku nieoczekiwana, ale zasłużona victoria” – Jan Frandofert relacjonował zwycięstwo Polski nad NRD 3-2, dające naszej reprezentacji awans na mundial 1982. Sprawozdanie i komentarz zilustrował zdjęciami Wiesław Książek.
Tysiące darmozjadów
Ryszard Niemiec w swoim stylu włożył kij w mrowisko, pisząc o konieczności oszczędzania: „Zastanawiam się, czy nie powinno się było w dramatycznej dla gospodarki chwili rozważyć przeniesienia sportów halowych na powietrze. Myślę mianowicie o zmianie sezonu z zimy na lato. (…) Twarde wymogi reformy ekonomicznej nie mogą ominąć sportowego azylu, który powinien stać się terenem boju spotkaniowego z wizją bezrobocia. Nikt nie wie aktualnie ile tysięcy darmozjadów skryło się przed rzeczywistą pracą w organizacjach i klubach sportowych; nikt nie policzył tego balastu, ale z grubsza wiadomo kogo by trzeba posłać na bruk i to z zyskiem dla sportu w ogóle.”
W Myślenicach redakcja po raz trzeci zorganizowała debatę o kondycji polskiego futbolu „Dokąd toczysz się piłko?” z udziałem selekcjonerów pierwszej reprezentacji i „młodzieżówki”, przedstawicieli PZPN, trenerów, środowiska sędziowskiego i licznego grona dziennikarzy najważniejszych pism sportowych w kraju.
Numer z 3 grudnia pojawił się z nową winietą. Czy atrakcyjniejszą? – rzecz gustu. Z pewnością szatę graficzną gazety ubarwiły rysunki Zbigniewa Kasprzaka. Oczywiście, nie należało wiązać z tymi faktami rozstania z „Tempem” Mieczysława Kasprzyka, który powrócił do „Echa Krakowa”. W miejsce „Sportowych intermediów” 10 grudnia ukazał się felieton Edwarda Gretschela „Czarne i białe”, czego również nie można kojarzyć z tym, że kolejne wydanie gazety 14 grudnia nie ukazało się. Powód nazywał się „13 grudnia”…
Wcześniej niż „Sport” i „Przegląd Sportowy”…
Przerwa w ukazywaniu się „Tempa” trwała do 8 lutego 1982. „Surowe prawa stanu wojennego nie ominęły i nas. Przyjęliśmy je jednak z pełnym zrozumieniem. Towarzyszyło nam jednocześnie głębokie przekonanie, że jeśli tylko warunki na to pozwolą, pismo nasze znów znajdzie się w kioskach” – informowała redakcja, która jednak dwa miesiące wcześniej nie miała możliwości uprzedzić czytelników o zawieszeniu wydawania gazety. Ciekawe, że o powrocie niektórych gazet do kiosków informował w głównym wydaniu „Dziennik Telewizyjny”. Wręcz szokujące, iż z gazet sportowych pierwsze wróciło na rynek akurat „Tempo”. Wcześniej niż zawsze i wszędzie zgłaszający mocarstwowe aspiracje „Przegląd Sportowy” i „Sport”! Co legło u podstaw tej zaskakującej decyzji? To było wyłączną tajemnicą Edwarda Gretschela. Po wznowieniu działalności do końca maja „Tempo” ukazywało się raz w tygodniu w objętości 8 stron.
Pierwszy numer po przymusowej przerwie wydawania pisma poprzedziła tzw. weryfikacja dziennikarzy. W jej wyniku partyjni decydenci nie zezwolili na powrót do pracy czterech dziennikarzy „Tempa”: Jana Rogoża, Mariana Nowaka, Jerzego Nagawieckiego i Wojciecha Olszówki. Rogóż nie wrócił już do redakcji, pozostałych po wygraniu procesów sądowych stopniowo przywracano do pracy.
Dwa miesiące bez „Tempa” podsumował Ryszard Kołtun, wszak sport – zwłaszcza ten zagraniczny – toczył się niezakłóconym rytmem.
Herbową Tarczę Krakowa, jak zwykle wykonaną przez Stefana Luchtera, wywalczyli piłkarze Wisły, wygrywając z Cracovią 1-0.
Akty futbolowej korupcji
Redakcja nadrabiała zaległości, wznawiając ogłoszone z końcem 1981 roku plebiscyty: „10 Asów Krakowa” i „Jedenastka Roku”. Także Ryszard Niemiec ogłosił zaległą „Czarną listę”. Niechlubną palmę pierwszeństwa za miniony rok przyznał pionowi dyscypliny PZPN za „bezkompromisowość i dociekliwość w rozliczaniu winnych kilku aktów futbolowej korupcji”. Felietonista wskazał m.in. na tajemniczą sprawę transferu do Austrii piłkarza Pogoni Szczecin Zenona Kasztelana. Red. Niemiec, kierujący „Dziennikiem Polskim”, od kwietnia zawiesił publikowanie w „Tempie” „Startów i falstartów”. Ich miejsce zajął „Bieg z przeszkodami” Zbigniewa Dutkowskiego. Ten znakomity dziennikarz był przez dekady całe filarem „Trybuny Robotniczej”. Teraz można z nim było porozmawiać w redakcji na różne tematy. Również o… jazzie i pianistyce Teddy’ego Wilsona, którego grę Dutkowski uwielbiał.
8 marca, przed startem ligowego sezonu ukazał się dodatek „Tempo Kibica” – wszystko o piłkarskich klubach ekstraklasy (kadry, transfery, terminarz). Opracowanie autorstwa Jerzego Nagawieckiego, Andrzeja Godnego i Jerzego Cierpiatki było zwiastunem późniejszych „Skarbów Kibica”.
Triumfatorką we wznowionym po pięciu latach przerwy plebiscycie „10 Asów Krakowa” (za 1981 rok) została pływaczka Agnieszka Czopek. Za nią uplasowali się koszykarka Wisły Halina Iwaniec i piłkarz Andrzej Iwan.
Na „Jedenastkę roku” wpłynęły 6682 kupony. Czytelnicy utworzyli drużynę piłkarską 1981 roku w następującym składzie: Młynarczyk - Dziuba, Żmuda, Janas, Jałocha - Matysik, Boniek, Majewski - Lato, Iwan, Smolarek.
35. Wyścig Pokoju w maju 1982 tym razem relacjonował Antoni Ślusarczyk, a nieco później ukazał się fotoreportaż Wiesława Książka ze zgrupowania kadry piłkarskiej w Murrhardt.
Z Bońkiem na okładce
Przed rozpoczynającymi się mistrzostwami świata w Hiszpanii jak świeże bułeczki rozeszło się w kioskach specjalne, kolorowe, wydawnictwo „Espana ‘82”. Zawierało wszystko co piłkarski kibic wiedzieć powinien o zbliżającym się mundialu. Okładkę, na której znalazła się reprodukcja obrazu przedstawiającego Zbigniewa Bońka, zaprojektował Zbigniew Kasprzak. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie edytorskie na rynku prasy sportowej w Polsce. Cena egzemplarza 80 zł.
W pierwszych numerach czerwcowych szerokim echem odbił się powrót do I ligi piłkarzy Cracovii. Na łamy wrócił felieton „Czarne i białe” Edwarda Gretschela. A z hiszpańskiego Mundialu korespondencje słał specjalny wysłannik „Tempa” Jan Frandofert, który towarzyszył nie tylko reprezentacji Antoniego Piechniczka, ale dotarł m.in. do szefa FIFA Joao Havelange’a i przeprowadził z nim ekskluzywny wywiad. W kraju wydarzenia z mistrzostw świata komentowali dla gazety Jerzy Kopa i Adam Nawałka. Tymczasem przepełnione fachowością relacje z wydarzeń na kortach Wimbledonu przesyłał Zbigniew Dutkowski.
Od lipca skład redakcyjny powiększył się o trzech dziennikarzy: Andrzeja Domagalskiego, Macieja Malinowskiego i Krzysztofa Mrówkę.
Rarytas dla „totkowiczów”
19 lipca ukazało się 16-stronicowe „Tempo specjalne”, zawierające podsumowania, komentarze, wywiady z bohaterami zakończonego mundialu, a także statystyki oraz fotoreportaż z powitania biało-czerwonych w Warszawie. Tydzień później, przed inauguracją sezonu ligowego, czytelnicy otrzymali wydrukowaną – jak podkreślono – na zaoszczędzonym papierze wyjątkową 48-stronicową wkładkę „Skarb Kibica”. To pierwsze tego typu piłkarskie vademecum z najważniejszymi informacjami o piłkarskich klubach I, II i III ligi.
Od września Krzysztof Mrówka uzupełniał zestawy Totalizatora Sportowego początkowo krótkimi, ale z czasem coraz szerszymi komentarzami z angielskich boisk I i II ligi. To prawdziwy rarytas dla „totkowiczów”. Krzysiek tak opowiadał o swojej fascynacji futbolem na Wyspach: – Jak to się stało, że ja i angielski futbol znaleźliśmy do siebie drogę? Na początku była chłopięca fascynacja i… przekora. Gdy cała Polska kibicowała Górnikowi Zabrze w meczach z Manchesterem United, ja zainteresowałem się „Czerwonymi Diabłami” z Anglii.
1968 rok - Anglia od dwóch lat mistrz świata, dla mnie odległy, dziwny, wyspiarski kraj. MU cudownie odradzał się, dziesięć lat po lotniczej tragedii w Monachium szedł po Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Miałem 10 lat. Złapałem bakcyla. Stałem się anglofilem.
Szkoła, studia – one nie przeszkadzały prawdziwej pasji, która ostatecznie zdecydowała o tym, co robię. Z początkami komentowania angielskich rozgrywek wiąże się niezwykła historia, bowiem jedyne w latach osiemdziesiątych źródło informacji stanowiło radio. Wtedy nie było internetu. Mój ojciec był technikiem radiowo-telewizyjnym, pasjonował się budową anten. W domu mieliśmy do wyboru TVP 1 i TVP 2 oraz w sumie cztery programy zza południowej granicy. Była też silna antena wzmacniająca sygnał radiowy. W ten sposób moje „wyczynowe” radio z czułą głowicą dostawało sygnał rozgłośni BBC World Service i BBC Radio Five Live. Tamże słuchałem relacji z meczów „na żywo”, stamtąd brałem niezbędne informacje i wyniki. Jednak praca co sobotę przez dziesięć miesięcy w roku „na słuchawkach” w domu to jedno, a zbieranie dodatkowych informacji z prasy to drugie. Byłem codziennym gościem krakowskich EMPiK-ów i Biblioteki Jagiellońskiej.
Inaczej tego nie dało się zrobić: słuchanie, czytanie dzienników i tygodników, telefonowanie do znajomych na Wyspach… Oczywiście, kto kocha futbol angielski, ten skorzysta z każdej okazji, by jechać nad Tamizę i tam oglądać mecze. Ja też tak robiłem. Byłem w dziurach, gdzie diabeł mówi dobranoc, ale jest… IV-ligowa ekipa. O ekstraklasie nie wspominając…
Krzysiek, absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, zainteresowania miał szerokie i pisał ze swadą, ale stał się wręcz osobistością, jeżeli idzie o piłkarstwo wyspiarskie, ze szczególnym uwzględnieniem ligi angielskiej. Zagadnienia z nią związane nie miały dla niego tajemnic. Kolumnę z ligami angielskimi redagował w „Tempie” przez blisko osiem lat. Zmarł przedwcześnie w 2022 roku w wieku 64 lat...
„Piłkarski labirynt” – takim tytułem opatrzono cykl bulwersujących artykułów Macieja Malinowskiego, Andrzeja Domagalskiego i Jana Otałęgi z dziennikarskiego śledztwa w sprawie kontuzji naszych reprezentantów na mundialu: Andrzeja Iwana, Piotra Skrobowskiego i Waldemara Matysika. A Ryszard Kołtun i Jerzy Nagawiecki pytali wprost: „Dlaczego pan kłamie, doktorze Garlicki?”
Nie zabrakło w gazecie zagranicznych korespondencji. W październikowych wydaniach ukazały się relacje Wiesława Książka z Jugosławii przed ZIO w Sarajewie w 1984 roku, a w listopadzie Pawła Deresza z Węgier i Czechosłowacji.
Apel Jana Pawła II
15 listopada obok winiety, gdzie z reguły znajdowały się znakomite rysunki Zbigniewa Kasprzaka, zamieszczono tekst depeszy kondolencyjnej, jaką po śmierci Leonida Breżniewa prezydent MKOl Juan Antonio Samaranch przesłał do KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Napisał w niej: „Wielokrotnie dawał dowody swojego wielkiego uznania dla międzynarodowego ruchu olimpijskiego. Leonid Breżniew osobiście interesował się sprawami organizacyjnymi Igrzysk Olimpijskich 1980 roku w Moskwie”… W tym samym numerze na str. 5. znalazła się lakoniczna informacja o śmierci w wieku 52 lat legendarnego sprawozdawcy telewizyjnego Jana Ciszewskiego. Kilka miesięcy wcześniej towarzyszył polskim piłkarzom na Mundialu.
W tym też czasie Ryszard Kołtun dotarł do kuriozalnego wniosku Lucyny Kwaśniewskiej do PZPS. Reprezentantka kraju w liście do centrali siatkarskiej napisała: „Uprzejmie proszę o wyrażenie zgody na urodzenie dziecka”… Natomiast w zagranicznej prasie ten sam autor w „Globtroterze” odnalazł informację o tym, że po MŚ w Klagenfurcie dwaj polscy hokeiści odłączyli się od reprezentacji i zostali na Zachodzie. A Marek Latasiewicz ujawnił nieznane powszechnie przypadki bokserskiego mistrza świata Henryka Średnickiego, lubiącego korzystać z życia w sposób niekoniecznie licujący z postawą sportowca i reprezentanta kraju.
Wembley a PRON
Redakcja zdecydowała się też opublikować informację o audiencji przedstawicieli FIS w Watykanie. Jan Paweł II zwrócił się z apelem do narciarzy, „aby swoim postępowaniem szanowali przyrodę oraz swoich bliźnich – współtowarzyszy wypoczynku, ściśle przestrzegając kodeksu narciarskiego.” W tym samym wydaniu Maciej Malinowski pytał słynnego bramkarza Jana Tomaszewskiego, bohatera z Wembley, dlaczego zdecydował się wstąpić do PRON (Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego).
W Myślenicach po raz czwarty w gronie przedstawicieli PZPN, trenerów, działaczy klubowych i dziennikarzy zastanawiano się nad tym „dokąd toczy się piłka?” Tym razem partnerami organizacyjnymi redakcji były piłkarska centrala oraz TV.
Na 32 stronach wydania świątecznego znalazły się liczne korespondencje zagraniczne, wywiady m.in. ze Zbigniewem Bońkiem, Pele i Orestem Lenczykiem, oryginalny komiks Zbigniewa Kasprzaka, konkursy, krzyżówka oraz oczywiście sportowa szopka Bruno Miecugowa. Czarną listę Ryszarda Niemca zastąpiła „Próba bilansu roku” Edwarda Gretschela. Redaktor naczelny „Tempa”, będąc w zgodzie z szeroko pojętą poprawnością polityczną, uhonorował specjalnym wyróżnieniem szefa polskiego sportu Mariana Renkego.
Bez szampana
1983 to niezwykle ważny rok w rozwoju pisma. Choć wokół doskwierał kryzys, brakowało właściwie wszystkiego, „Tempo” notowało spektakularne sukcesy. Jakby na przekór deficytowi papieru, 23 marca ukazał się pierwszy numer sobotniego wydania gazety. Zwiększał się bieżący serwis informacyjny przy jednocześnie znacząco wzbogaconej ofercie publicystycznej. 1 czerwca redaktorem naczelnym został Ryszard Niemiec, a do zespołu redakcyjnego dołączyli przyszli laureaci „Złotego Pióra” – od lipca Leszek Rafalski i w październiku Ireneusz Pawlik. Na łamach pojawiło się ponad stu nowych autorów. W listopadzie redakcja świętowała swoje 35-lecie.
6 stycznia, w 40. rocznicę śmierci w Auschwitz, ukazało się przejmujące wspomnienie o Józefie Nojim autorstwa Jana Otałęgi. Tymczasem „świętą wojnę” nr 150, będącą zarazem meczem o Herbową Tarczę „Tempa”, wygrała Wisła 1-0 (gol Zdzisława Kapki). Kilka dni po meczu Ryszard Kołtun i Marek Latasiewicz tropili skandaliczne zdarzenia w obozie Cracovii: trener miał pobić kierownika drużyny.
Suchej nitki nie pozostawił Zbigniew Dutkowski w cyklicznym felietonie „Bieg z przeszkodami” na zagranicznych wyjazdach polskich drużyn piłkarskich: „Nieznany był przed wyjazdem rozkład i terminarz meczów. Warunki finansowe omówione jedynie w zarysach i miejscowi „organizatorzy” usiłowali naszych okpić. Polakom odebrano paszporty i w ten sposób „miano w ręku”. Jacyś faceci wodzili naszych za nos i zwodzili obietnicami bez pokrycia, niemal wszystko trzeba im było „wyrywać z gardła”. Trudno to streścić; trzeba przeczytać! Żeby wreszcie zrozumieć, na jakie to przykrości wystawia ekipę niefrasobliwość w kontraktowaniu (?) wyjazdów i zgadzanie się w ciemno na wszystko, byle tylko… wyjechać.”
7 marca ukazał się numer 2500. Wśród wielu depesz z gratulacjami znalazł się również telegram od przewodniczącego GKKFiS Mariana Renkego, który parę dni później odwiedził redakcję. Gazeta obchodziła jubileusz „Bez szampana”; taki tytuł nosił okolicznościowy tekst: (…) „pismo nasze nie stoi w miejscu, ale się rozwija. Kiedy taśmę montażową bielskiej fabryki opuszcza któryś tam z kolei tysięczny „maluch”, wydarzeniu temu towarzyszy niemal ogólnonarodowa feta. Nie jesteśmy aż tak pretensjonalni, by liczyć na podobną. Tym bardziej, że jak twierdzi minister Krasiński, „maluch” to towar luksusowy, służący tylko jednostkom. My zaś nastawiamy się na masowego odbiorcę. Gdyby każdy numer „Tempa” przemnożyć przez jego wielotysięczny nakład, to doszlibyśmy do kilkuset milionów egzemplarzy. Kudy więc „maluchowi” do nas!”
Również w sobotę!
Zwycięzcą „Grand Prix Tempa” został Tadeusz Wolniewicz z Międzyrzecza Wlkp. Spośród 14 finalistów konkursu okazał się najlepszym znawcą tematyki sportowej. W Opolu natomiast dziennikarze Krakowa zajęli dopiero 5. miejsce w 7. Halowych MP. Na pocieszenie Marek Latasiewicz odebrał nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju.
Przed piłkarską wiosną ukazało się „Vademecum kibica – Liga Polska”. Głosami blisko 10 tys. czytelników została wybrana piłkarska „Jedenastka Roku”. Nie mogło być inaczej – znaleźli się w niej wszyscy zawodnicy trzeciej drużyny hiszpańskiego Mundialu: Młynarczyk – Dziuba, Żmuda, Janas, Jałocha – Matysik, Kupcewicz, Buncol – Lato, Boniek, Smolarek.
17 marca wzorem piłkarskiego „Vademecum” ukazało się kolejne wydanie specjalne „Tempa”: „Speedway ‘83”, a 23 marca w kioskach pojawił się pierwszy numer sobotni!
Interesujące zagraniczne korespondencje słali do „Tempa” m.in. Andrzej Puszkarzewicz (grubo wcześniej jeden z założycieli „Waweli”, syn nestora redakcji - Kazimierza) z Finlandii i Nina Lengyel ze Szwajcarii, Brazylii i Monaco. Tylko w kwietniu i maju redakcja miała swoich wysłanników na ME w zapasach (Budapeszt – Ryszard Kołtun), MŚ w hokeju (Monachium – Jan Frandofert), 36. Wyścigu Pokoju (Antoni Ślusarczyk), ME w boksie (Warna – Marek Latasiewicz), ME w judo (Paryż – Andrzej Domagalski), ME w koszykówce (Francja – Jan Otałęga).
O tym, że nie został jeszcze odwołany stan wojenny przypominał opublikowany przed startem Wyścigu Pokoju apel kolarzy do sportowców wszystkich kontynentów: „Niech mocno zabrzmi głos – NIE dla broni jądrowej! Niech wszyscy ludzie skupią siły na urzeczywistnieniu hasła: TAK – dla zamrożenia nuklearnych arsenałów, dla rozbrojenia, dla pokoju, przyjaźni – w imię szczęścia ludzkości.”
JERZY CIERPIATKA
MAREK LATASIEWICZ