Jako osobnik dotknięty chronicznie jednostką chorobową, której sygnatury jeszcze nie nadano, a polegającej na świadczeniu darmowych usług na rzecz środowiska piłkarskiego, coraz częściej doświadczam wrażenia obojętności wobec podobnych mi społeczników. Zwłaszcza ze strony przedstawicieli warstwy urzędników państwowych i samorządowych coraz częściej bije niechęć, a nawet jeśli jakaś chęć ma miejsce, to raczej ta, nazywana spuszczaniem po brzytwie. Wstępne interpretacje tego typu postaw polegających na postawach odczepnych, kwalifikują je do kategorii urzędniczej bezduszności. Zacznę ilustrację owych znieczulic od szczebla najwyższego...
Kierowany uczuciem szacunku dla osiągnięć sportowych i zaawansowanego wieku oraz trudnym położeniem materialnym, wystąpiłem onego czasu o odznaczenia państwowe dla dwóch wybitnych piłkarzy krakowskich, byłych wielokrotnych reprezentantów Polski. Chodziło o brązowy i srebrny krzyże zasługi, a więc dowody uznania jakie tysiącami przypina się obywatelom z okazji rozmaitych świąt. Ich odbiorcami mieli być sportowcy godni podziwu, mogący służyć młodzieży polskiej za wzór obywatelskich i ludzkich cnót.
Pierwszy to pierwszoligowy piłkarz Garbarni Zdzisław Bieniek, człowiek wierny barwom klubowym od podpisania deklaracji po mecz kończący wieloletnią karierę. Tylko obowiązek służenia, jaka by Ona nie była, Ojczyźnie, oderwał go od macierzystego klubu na czas odbywania w CWKS Warszawa wojskowej służby zasadniczej. Innym tytułem do chwały nie tylko sportowej jest jego status olimpijczyka. Należy bowiem do nielicznych żyjących polskich zawodników, którzy wystąpili w turnieju olimpijskich Helsinki 1952! Skromny człowiek, od dawna na głodowej emeryturze, zapomniany, ale też nie epatujący swymi dokonaniami opinii publicznej. Za całokształt jego dokonań na boisku, a także w roli trenera-wzorowego wychowawcy, otrzymał doroczną nagrodę prezydenta Miasta Krakowa nazywaną "Jasną stroną futbolu”. Kiedy wypełniano wniosek o przyznanie odznaczenia obchodził 80. rocznicę urodzin...
Drugi kandydat do odznaczenia to Henryk Maculewicz, piłkarz Wisły, 23-krotny reprezentant Polski, finalista mistrzostw świata w Argentynie. Absolwent dwu akademii: Górniczo-Hutniczej i Wychowania Fizycznego, po dziś dzień jest chodzącym przykładem tak rzadko występującego w naszej rzeczywistości wyczynowej skutecznego łączenia uprawiania wysoko kwalifikowanego sportu z intensywnym studiowaniem poważnych dyscyplin naukowych, i to bez korzystania z przywileju indywidualnego toku nauki! Kończył zawodniczą drogę w klubie ekstraklasy francuskiej, a potem podjął się roli trenera w jednym z krajów Afryki Środkowo-Zachodniej. Tam uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, co w radykalny sposób uniemożliwiło mu dyskontowanie zdobytych kompetencji, a uczyniło rencistą. Żyje w Krakowie, opuszczony przez najbliższych, a podjęcie starań o odznaczenie było dlań faktem pokrzepiającym w wieloletnim paśmie udręk i upokorzeń!
Kiedy z kancelarii Prezydenta RP przyszła informacja o braku podstaw do przyznania wymienionym kandydatom tych najskromniejszych dowodów pamięci ze strony najwyższej władzy, nie potrafiłem wyjaśnić im tej zaskakującej lekcji niepamięci...
Z wyżyn belwederskich zejdźmy na poziom wojewódzkiej władzy samorządowej... Od czterech lat wspólnym wysiłkiem Urzędu Marszałkowskiego oraz Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, blisko dwie setki najmłodszych adeptów futbolu spędzało wakacje na obozach treningowych w ramach projektu "Małopolskie wakacje z piłką”. Dobroczynność akcji polegała przede wszystkim na dwu aspektach ją uwznioślających. Pierwsza to charakter selekcji obozowiczów. Pochodzili oni z małych, peryferyjnych, dzielnicowych i prowincjonalnych klubów, które nie posiadają warunków do prawidłowego szkolenia młodzieży piłkarskiej. Brakuje w nich środków na zatrudnienie instruktorów, więc zajęcia najczęściej polegają na grze bez nadzoru lub ostrzeliwaniu bramkarza... Pod okiem najwybitniejszych fachowców obozowicze mieli okazję zapoznać się, niekiedy po raz pierwszy, z treningiem z prawdziwego zdarzenia. Tym samym stawali się nosicielami zmian w metodzie szkoleniowym macierzystego klubu. Drugi pozytywny aspekt akcji to socjalny poniekąd. Mając do wyboru dwóch trampkarzy o równych stopniu posiadanego talentu na obóz powoływano tego, który miał w domu trudne warunki materialne, a tym samym nie miał możliwości wyjeżdżania na wakacje.
Po czterech latach, wysoko oceniana akcja niespodziewanie została skreślona z listy inicjatyw wspieranych finansowo przez Urząd Marszałkowski. To, co konsekwentnie pilotowali marszałkowie Marek Nawara, Leszek Zegzda i dyrektor Elżbieta Madejowa, ich następcy jednym gestem skreślili, nie konsultując ni słowem z współpartnerem przedsięwzięcia, jakim jest Małopolski ZPN!
Zastanawiając się nad powodami unicestwienia tradycyjnej już inicjatywy sportowo-wychowawczej, jedna możliwość narzuca się nieodparcie. Oto w nowym składzie komisji sportu sejmiku oraz w składzie zarządu województwa małopolskiego zwyciężył negatywny stereotyp, od lat narzucany opinii publicznej, polegający na wrzucaniu do jednego worka wszystkiego, co wiąże się z polskim piłkarstwem. Ci, którzy rozdali społeczne pieniądze na dziesiątki projektów, głównie z elitarnych i niemasowych dyscyplin, wyrządzili ewidentną szkodę najliczniejszemu w Polsce i województwie środowisku, zawiedli setki Bogu ducha winnych adeptów najpopularniejszej dyscypliny, odgrywającej rolę głównego nośnika promocji Małopolski (Wisła - siedem tytułów mistrza Polski w ciągu 12 lat istnienia samorządu wojewódzkiego!).
Trudno takie decyzje uzasadniać rodzicom, trenerom, działaczom, a więc opiekunom chłopców i dziewcząt w takim wieku, w którym pojęcia sprawiedliwości i niezasłużonej krzywdy, uczynionej przez dorosłych, w dodatku służącym odpłatnie społeczeństwu, budzą wielkie emocje. Na szczęście, zadanie tej perswazji jawi się, mimo wszystko, jako łatwiejsze niż wytłumaczenie odrzucenia prośby o odznaczenia dla Bieńka i Maculewicza. Zawsze można opowiedzieć o kryzysie i drastycznym braku pieniędzy podczas gdy w rozdawnictwie medali od paru lat mamy boom i prosperity!
Ryszard Niemiec
(GAZETA KRAKOWSKA)