Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
RYSZARD NIEMIEC: Czarne dni czy jasne karty krakowskiej piłki?
autor
Ryszard Niemiec (ur. 1939), dziennikarz, reporter, felietonista, działacz sportowy. Koszykarz m. in. Cracovii, Sparty Nowa Huta, Resovii. Były redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", "Tempa", "Gazety Krakowskiej". Laureat Złotego Pióra (1979, 1985). Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od 1993 prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
Wcześniejsze wpisy:

LEKCJA GIMNASTYKI (81)

Ani czarne, ani białe

Po raz kolejny w swej publicystycznej posłudze zmuszony jestem przypomnieć fundamentalną zasadę, określającą odwagę intelektualną dziennikarza. Kiedy wszyscy biją pokłony i chwalą pod niebiosa, uczciwy reporter idzie pod prąd i szuka dziury w chwalbie... Kiedy wszyscy napadają i biorą pod but, prawy komentator stara się dostrzec dobro w napadanym! Mamy otóż do czynienia ze stadnym rozdzieraniem szat nad moralną ohydą piłkarstwa krakowskiego, a detalicznie nad despektem etycznym, ściągniętym na Wisłę i Cracovię przez powiezionych ciupasem do wrocławskiej prokuratury klubowych funkcjonariuszy: Ryszarda C. i Albina M, a także zawodnika „Białej Gwiazdy” Wojciecha Ł. Nawet jeden z przytomniejszych żurnalistów pozwolił sobie opisać stan rzeczy jako "czarne dni krakowskiej piłki”...

Tak postawiona kwestia ma oznaczać, ni mniej, ni więcej, że w Sodomie, jakim ma być polskie piłkarstwo, nie ma ani jednego sprawiedliwego! Tymczasem trzech ostatnio zatrzymanych dżentelmenów swój urobek na korupcyjnym polu „wypracowało” poza Wisłą i Cracovią... Wojtek Ł. zainwestował w nielegalną podkładkę rywali z boiska po to, by zgarnąć dziesięciokrotną przebitkę w postaci nagrody za tak osiągnięte miejsce, premiowane startem w europejskich pucharach. Bronił wówczas barw Zagłębia Lubin, po mojemu bieguna korupcyjnych praktyk, zaszczepionych dożywotnio jeszcze przez „dyrektora” Alojzego Jarguza, któremu suto płacono za wprowadzenie prowincjonalnego, ale możnego, gigantyczną kasą kombinatu miedziowego, klubu na salony wielkiego futbolu. Nawiasem mówiąc, aby w Lubinie nie dać się wciągnąć w bagno korupcyjnego procederu, trzeba byłoby być, co najmniej, świętym Franciszkiem z Asyżu!

Co innego koledzy Ryszard C. i Albin M. Oni nie byli dopełniaczami jak szczawik z Lubina, oni grali w tej korupcyjnej zagrywce pierwsze skrzypce. Tyle tylko, że byli pracownikami klubu ze Szczakowej, który z krakowską piłką ma tyle wspólnego, że 36 lat temu przynależał do Krakowskiego OZPN. Strategicznym celem Szczakowianki był ponowny awans do ekstraklasy, czemu podporządkowano nawet sumienia działaczy, trenera i zawodników. Niestety, nikogo z nich one wtedy nie uwierały. Los zdarzył, że pierwszemu zaproponowano pracę skauta w sztabie wiślaków, drugi znalazł zatrudnienie w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie im. Józefa Kałuży i Henryka Reymana, którego luźnym patronem pozostaje Cracovia. Dziś, kiedy mleko się rozlało, można zapytać, czy zatrudniając gości nie należało wykazać się większą przenikliwością w odczytywaniu tego, co dało się wyczytać między wierszami CV, choćby te frazy, które niosła wieść gminna... Bez względu na to, gdzie geograficznie miało miejsce sprzeniewierzenie się zasadom fair play (nie mówiąc o kodeksowym przestępstwie), żaden krakowski klub nie może sobie pozwolić na tolerowanie w swoich szeregach „umoczonych pracowników”. Tym bardziej placówka zajmująca się wychowaniem młodych adeptów futbolu!

Niemało czarnego pijaru spadło na dobre imię Cracovii, po wyjściu na jaw korupcyjnej zmowy z 13 maja 2006 pomiędzy graczami Zagłębia Lubin, a niektórymi zawodnikami Cracovii. W świat poszedł hyr, że zawiniły oba kluby i Pac wart pałaca. Nie do końca jednak można stawiać znak równości pomiędzy klubami, zwłaszcza że tylko lubinianie byli żywotnie zainteresowani zachachmęceniem 1 punktu w wyjazdowym meczu na Kałuży. Cracovia miała pewne miejsce w bezpiecznej strefie tabeli i żaden wynik, ani wygrana, ani przegrana, tym bardziej remis, nie zmieniały jej pozycji(8-10 plac w tabeli końcowej sezonu 2005/2006). Natomiast miedziowym starczał remis dla osiągnięcia 3 miejsca premiowanego startem w pucharach UEFA. Gwoli sprawiedliwości, władze obu klubów nie miały pojęcia o tym co szykują zapobiegliwi gracze. Nawet taki chojrak jak Franciszek Smuda, podówczas trener Zagłębia, nie znalazł w sobie tyle wrazickości, aby dostrzec układ. Matactwo skonstruował nie kto inny, jeno Paweł Drumlak, jedna z najczarniejszych postaci ligowej rzeczywistości. Miał w Lubinie kumpli (stamtąd przyszedł właśnie do Pasów) i zaproponował im deal nie do odrzucenia: 100 tysięcy zł gotówką. Mając przyrzeczony milionową premię za zakwalifikowanie się do pucharów panowie piłkarze z Lubina skwapliwie wyliczyli, że skórka za wyprawę w pełni się opłaca. Weszli w przekręt, jak w masło, dobijając targu w Klubie Dziennikarzy! To rzekłszy upominam się o niesymetryczne traktowanie uczestników tego korupcyjnego aktu. Klub Cracovia, powiedzmy to jasno, jest w tej sprawie pokrzywdzony, tym bardziej, że spiritus movens całej afery Paweł Drumlak, ciągał po sądach kierownictwo, które jakby intuicyjnie wyczuwało jego destrukcyjną rolę w zespole. Na korzyść krakowskiego klubu przemawia cały szereg pozytywnych postaw większości zawodników, którzy stanowczo odmówili brania udziału w pożałowania godnej ustawiance meczu. Warto wymienić w pozytywnym kontekście (odmowa wzięcia łapówki) takich graczy jak Arkadiusz Baran, Paweł Nowak, Marcin Cabaj, Krzysztof Przytuła, Łukasz Skrzyński, a także Tomasza Wacka, który forsę przytulił, ale po meczu zwrócił Drumlakowi! Znaczy to tyle, co nadzieja, iż nie wszystko jest stracone, gdy chodzi o prawość piłkarzy. Przykre jedynie jest to, że w medialnym obiegu ważniejsi byli ci, co w owczym pędzie po korupcyjny szmal nie stanęli na wysokości zadania i wyciągnęli łapy po forsę, zagłuszając sumienie. To samo sumienie, które rok wcześniej, podczas tzw. mszy pojednania, po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, kazało im deklarować stanie przy wartościach, które nauki Zmarłego preferowały.

Tak więc, chociaż żadnego z tej szóstki sprawiedliwych zawodników nie ma dziś w Cracovii, na nich osobiście, a także na ich pracodawcę spływa zasłużony splendor, za pierwszy, udowodniony prokuratorsko opór postawiony korupcyjnemu tsunami. Oni zatem winni być w centrum uwagi, a nie Olszewski, Bania, Bojarski, Moskała, Rzucidło i osławiony Drumlak... Niepołakomienie się na korupcyjne srebrniki kwalifikuje się nie do "czarnych dni”, ale wręcz przeciwnie: do jaśniejszych kart krakowskiej piłki!

Ryszard Niemiec

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty