Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
RYSZARD NIEMIEC o prezesurze Grzegorza Laty
autor
Ryszard Niemiec (ur. 1939), dziennikarz, reporter, felietonista, działacz sportowy. Koszykarz m. in. Cracovii, Sparty Nowa Huta, Resovii. Były redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", "Tempa", "Gazety Krakowskiej". Laureat Złotego Pióra (1979, 1985). Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od 1993 prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
Wcześniejsze wpisy:

LEKCJA GIMNASTYKI (71)

Diagnoza i prognoza

W Komitecie Wykonawczym UEFA niebawem ma nastąpić wymiana koni pociągowych, czyli jego członków...

Polski Związek Piłki Nożnej nie ma w tym zacnym i wpływowym gronie swego przedstawiciela od bardzo dawna. Jeśli się nie mylę, to ostatnim, z naszej rekomendacji, Mohikaninem w tym gremium, był Leszek Rylski. W jakiś czas po marcowej zawierusze 1968 roku wyleciał z zaszczytnej funkcji, na której się sprawował bez zarzutu. Do dziś nie wiadomo, czy został z UEFA wycofany, czy sam zrezygnował, czy może po prostu przegrał wybory? Po mojemu, wariant trzeci jest mało prawdopodobny.

No, a potem, mimo dekady znakomitych wyników naszej narodowej reprezentacji, nie dało się ich przełożyć na efekty dyplomatyczne. Michał Listkiewicz startował bodaj dwa razy, ale brakło mu poparcia nawet wśród braci Słowian. A że w Komitecie znajdują miejsce reprezentanci najbliższych nam krajów: Ukrainy, Litwy i Słowacji, ich awanse pozostają dla mnie tajemnicą mundialu! No, ale jak może być inaczej, jeśli dwa lata temu PZPN, już pod wodzą Grzegorza Laty, zupełnie odpuścił walkę o miejsce w składzie KW, nie zgłaszając żadnego kandydata. Po dziś dzień nie wiadomo, czy miał miejsce bałagan organizacyjny na linii  Wydział Zagraniczny - Sekretariat Generalny - Wiceprezes do spraw zagranicznych - wreszcie sam Prezes, czy może chodziło o wyautowanie Listkiewicza, który liczył, że do trzech razy sztuka. Liczył w sposób skrajnie naiwny, albowiem utarł się u nas obyczaj, wedle którego prezes PZPN przegrywający wybory w kraju, natychmiast przestaje być pretendentem do władz UEFA.

Minęło dwa sezony i oto w Komitecie Wykonawczym znowu zwolni się 7 miejsc. Tym razem wątpliwości nie ma żadnych: Grzegorz Lato będzie aspirował do zajęcia miejsca po wyrotowanych członkach. O jego szansach mówi się w Europie jak najbardziej pozytywnie. Wprawdzie od mundialu 1974 minęło cztery prawie dekady, to jednak sława króla strzelców tej imprezy nie wygasła. Jako człowiek specjalizujący się wyłącznie w zagadnieniach futbolu krajowego, ze szczególnym uwzględnieniem jego odmiany galicyjskiej plus świętokrzyska, nie mam wyrobionego zdania na temat ewentualnego awansu naszego prezesa. Za nim przemawia argument sprawności Polski w roli organizatora EURO 2012 i legenda piłkarza, któremu nawet Michel Platini może pozazdrościć. Najbardziej „życzliwi” Lacie wskazują natomiast jego kłopoty w komunikowaniu się ze światem. Chociaż z drugiej strony warto pamiętać, że Listkiewicz władający angielskim, rosyjskim, a nawet biegle węgierskim, jak wiadomo narzeczem nie do nauczenia, niewiele z tego atutu zyskiwał w szrankach wyborczych UEFA. Poliglotów w tej organizacji nigdy nie brakowało, za to piłkarzy z charyzmą jak najbardziej...

Nieco na marginesie starań prezesa PZPN o miejsce w europejskiej centrali futbolowej toczy się  wewnątrz krajowego środowiska dyskusja o tym, czy aby na pewno prezesura Grzegorza Laty jest najlepszym rozwiązaniem dla polskiego piłkarstwa na dziś i na jutro. Jestem po spotkaniach z Czytelnikami w Krakowie, Przemyślu i Nowym Sączu. Wszędzie ten wątek kadrowy wypływał z różnym nasileniem, aliści zawsze z wątpliwościami. Jeden z ligowych zawodników lat 70-tych, który często grywał przeciwko Lacie, nie krył swej dezaprobaty, widząc we mnie aktywnego stronnika snajpera ze Stali Mielec. Długo musiałem mu perswadować przyczyny, dla których jesienią 2008 Grzegorz Lato był dla mnie jedynym do przyjęcia kandydatem. Dlaczego trudno było poprzeć Zbigniewa Bońka środowisko wie najlepiej, a trzeci kandydat Zdzisław Kręcina, spalił się  w oczach delegatów Małopolski okrutnym bluffem, polegającym na obietnicach przeniesienia siedziby PZPN do... Krakowa! Chociaż wszyscy dobrze wiedzą, że żaden zjazd takiego rozwiązania nie poprze, lansowanie absurdalnej inicjatywy w gabinecie prezydenta Jacka Majchrowskiego okazało się jawną obrazą inteligencji małopolskich działaczy, nie licząc Profesora UJ!

Prawdziwym wyborcą Laty na prezesa PZPN okazało się ministerstwo sportu pod batutą Mirosława Drzewieckiego. Bezprawne, jak później wykazał niezawisły sąd, zawieszenie zarządu związku, a także podpowiadanie środowisku, kogo łaskawie resort zaakceptuje na fotelu prezesa, nakazywało szukać kogoś, kto miał odwagę publicznie odwinąć się medialnie ministrowi i rządowi, był dostatecznie popularny wśród społeczeństwa i miał za sobą trening poruszania się po scenie politycznej, nieprzychylnej związkowi. Człowiek, który bronił biało-czerwonych barw rekordową ilość razy, wywodził się spoza układu futbolowej warszawki, a przede wszystkim w wyborach do Senatu RP w roku 2001 otrzymał największą w Polsce (!) ilość głosów, stanowił najsolidniejszą tarczę mogącą ochronić PZPN przed ingerencjami rządu. Na samym zjeździe nieoczekiwanego, chociaż niezamierzonego, poparcia udzielił Lacie wysłannik Platiniego Grigorij Surkis. Ukrainiec tak nachalnie, w stylu iście breżniewowskim, namawiał delegatów do wybrania Bońka, że sala zaczęła buczeć, a co przesądziło o rozstrzygnięciu już w pierwszej turze. Ci, którym nie podobał się dukający z kartki Lato, popełniający lapsusy językowe, wtedy pojęli, że zjazd nie wybiera prezesa Polskiej Akademii Nauk, ale lidera stowarzyszenia zajmującego się propagowaniem futbolu i organizacją jego rozgrywek, przygotowywaniem reprezentacji narodowych obu płci i wszystkich grup wiekowych...

Tak było wczoraj, a dziś jest nieco inaczej, bo prezes wybrany przed dwoma laty, siłą rzeczy ulega zużyciu, własną osobą żyrując wszystko co w naszej piłce godne aprobaty, ale i to co w niej naganne i nadające się do krytyki. Mnie, jako krakowianina, Lato zawiódł w jednej, ważnej sprawie, o którą walczyć dał słowo. Obiecał mianowicie uczynić wszystko, aby odwrócić werdykt o pozbawieniu Krakowa tytułu gospodarza EURO 2012. Nic z tego nie wyszło, a mnie trudno odpowiedzieć na pytanie: olał obietnicę, czy w istocie nie miał szans cokolwiek zrobić? Dlatego, gdy mnie pytają czy „Grzesiu” jest w stanie przedłużyć swą prezesurę na drugą kadencję 2012-2016, odpowiadam, że problem w radykalny sposób rozwiążą kadrowicze podczas turnieju czerwcowego w Polsce i na Ukrainie w 2012 roku! Wyjdą z grupy i otrą się o strefę medalową, to Lato ze swoją ekipą śpiewająco zagwarantują sobie reelekcję! No, a gdyby Smudzie nie wyszło i padł w rozgrywce grupowej, prezes zostanie wykatapultowany razem z fotelem. Zawód uczyniony kibicom przełoży się w gniew ludu, a także w „obowiązkową” reakcję czynników politycznych.

Ryszard Niemiec
(GAZETA KRAKOWSKA)

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty