Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
JERZY CIERPIATKA komentuje walkę Adamka z Kliczką
autor
Jerzy Cierpiatka (ur. 1953 w Krakowie) - dziennikarz sportowy. Reporter i felietonista „Tempa”, „Gazety Krakowskiej”, „Dziennika Polskiego”, „Przekroju”, wieloletni współpracownik katowickiego wydawnictwa „GiA”. Autor bądź współautor wielu książek, m. in. trzech monografii Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, „Boży doping”, „90 lat Białej Gwiazdy”, „85 lat RKS Garbarnia”, „Od Urugwaju do Rosji” (historia mundiali), „Jak to było naprawdę” (prawdziwe opowieści sportowe), „Olimpizm polski”, „Poczet związkowych legend”.
Wcześniejsze wpisy:

ZAMIAST DOGRYWKI (76)

Adamek już spłacony, pora na Kaczora Donalda

Nawet zakodowanie obrazu nie skryło nagiej prawdy. Tomasz Adamek przegrał z kretesem walkę z Witalijem Kliczką, choć pod innym względem odniósł gigantyczny sukces. Zbił fortunę na polskiej naiwności, nabijając w butelkę setki tysięcy, a może nawet miliony rodaków. To wręcz idealna okazja, aby po osiągnięciu celu wieść dalszy żywot być może z dala od ojczystego kraju.

Nad sportowym aspektem walki Adamka z Kliczką nie ma sensu zaprzątanie szarych komórek. Na ringu we Wrocławiu stało się dokładnie to, co łatwo było przewidzieć. Jak w „Lotnej”, wspólnym dziele Wojciecha Żukrowskiego i Andrzeja Wajdy, rzecz dotyczyła pójścia z szabelką na czołgi. Cezurę między paplaniną Adamka a konkretami Kliczki stanowił pierwszy gong. Zanim zabrzmiał, Adamek umiejętnie budował nastroje. Tworzył image herosa, który akurat na polskiej, ukochanej ziemi pokona dwumetrowego Ukraińca. Dzięki temu powieją sztandary, wspólnie poczujemy się mocni. Ale że to musi kosztować, Adamek zgarnął ciężką kasę za wypełnienie narodowej misji.

Problem w tym, że między tym co Adamek zapowiadał a tym, co doskonale wiedział przed pojedynkiem (lecz o czym naturalnie nie mówił) istniał zasadniczy rozdźwięk. To miał być taki cukierek, tylko że z lewą etykietą. Słodki, do polizania, ale przez szybkę. Adamek oczywiście nie popełnił żadnego przestępstwa, prorokując wszem i wobec nastanie we Wrocławiu dnia chwały. Każdy mógł zweryfikować te przepowiednie i podjąć decyzję. Jechać na walkę? Płacić jak za woły w ekskluzywnym systemie pay-per-view? Czy może skierować antenę na RTL i z niemieckiego nieba obejrzeć za darmo to, co polscy dystrybutorzy wycenili horrendalnie wysoko.

Prikazu zatem nie było, to prawda. Oszustwo Adamka polegało natomiast na tym, że przekonywał ludzi do tego, w co w głębi duszy sam nie wierzył. Przewrócić Kliczki nie mógł, bo nie miał czym. Utrudnić mu zadanie, jak kiedyś Chris Byrd, też nie był w stanie, bo do nieustannego balansu ciałem potrzeba murzyńskiej gibkości. Zaś sztuczne tworzenie masy mięśniowej wytrącało absolutnie podstawowy atut, jakim mógłby Adamek ewentualnie sprawić kłopot Kliczce. To szybkość. Ale Kliczko to nie Andrzej Gołota w wieku emerytalnym. Już od pierwszych sekund stało się jasne, iż nawet mimo opuszczonych rąk Kliczko uderza szybciej. A że przy tym dziesięć razy mocniej, to oczywiste. O choćby w miarę równej walce nie mogło być mowy. Chodziło tylko o chwilę, kiedy świeczka zgaśnie. Ktoś zaraz po walce rozsądnie zauważył, że koniec był uzależniony od wyczerpania pakietu reklam przewidzianych przez RTL...

Pod względem sportowym, z winy Adamka, widowisko było nadzwyczaj przykre do oglądania. Wręcz żałosne, bo tak jest zawsze, kiedy wielki bezkarnie leje małego. Tak de facto nie było walki. Niestety, jej nie mogło być z prozaicznego powodu. Adamek to zawodnik niewątpliwie wysokiego formatu. Sprawny, kompetentny i skuteczny. Ale pod zasadniczym warunkiem, że porusza się we własnym rewirze. W niższej kategorii. Można to rozumowanie zbić rzekomym argumentem o wcześniejszym zmaltretowaniu Gołoty czy łatwym opędzeniu Chrisa Arreoli. Tylko że... Adamka nigdy nie byłoby stać na tak frapujące walki w ciężkiej, jakie stoczył Gołota z Riddickiem Bowe. Zaś Arreola jest niczym innym jak symbolem totalnego upadku amerykańskiego boksu, który od dawna oferuje w heavyweight wyłącznie chłam. Przeciwko Kliczce nie miał Adamek żadnych szans. W tym przypadku posługiwanie się „fałszywką” zawodnika wagi ciężkiej było po pierwsze wysoce nieuprawnione, po drugie bez jakiegokolwiek znaczenia, a po trzecie niosło z sobą nieuchronność klęski.

Ona nastąpiła w bardzo przykrych okolicznościach, również rozpatrując problem w stricte sportowych kategoriach. Bowiem Kliczko, trzeba to powiedzieć wprost, dokumentnie obnażył słabości Adamka w najcięższej kategorii. Nie ten format, nie ten rozmiar kapelusza, nie ta bajka... Kliczce i jego małżonce nie zabrakło klasy także w pomeczowych wypowiedziach. Stonowanych i jak zawsze na wysokim poziomie. Adamka natomiast nie wolno wieszać za to, że przegrał. Ale za to jak przegrał. Bez podjęcia wyzwania, bez prób skrócenia dystansu, choć gapiąc się w ekran telewizora wszystko wydaje się zdecydowanie prostsze niż jest w rzeczywistości.

Jak jednak rzekłem wcześniej, stan kasy się zgadza, albo nawet udało się wykroić spore nadwyżki. Niech to Adamkowi wyjdzie na zdrowie. Zwłaszcza, z czego doskonale zdawał sobie sprawę, następny numer w Polsce już nie przejdzie. Ludzie kupują kit dwa razy. Pierwszy i ostatni. Choć... Idą wybory, z różnych stron politycznej sceny słychać najprzeróżniejsze dyrdymały. Komercjalny sukces akcji z Adamkiem w roli głównej, niewątpliwie dużej klasy propagandzisty szklanych domów, być może skłoni największe stacje telewizyjne do powielenia pomysłu i zakodowania debaty. Co swoją drogą wcale nie byłoby głupie.

Kto więc zechce zapłaci za ekstra emocje związane z Kaczorem Donaldem? Ja, tak samo jak w odniesieniu do hasła „Adamek”, od razu mówię: takiego wała...

JERZY CIERPIATKA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty