Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
JERZY CIERPIATKA, klęcząc, o tytanie słowa, Bohdanie Tomaszewskim
autor
Jerzy Cierpiatka (ur. 1953 w Krakowie) - dziennikarz sportowy. Reporter i felietonista „Tempa”, „Gazety Krakowskiej”, „Dziennika Polskiego”, „Przekroju”, wieloletni współpracownik katowickiego wydawnictwa „GiA”. Autor bądź współautor wielu książek, m. in. trzech monografii Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, „Boży doping”, „90 lat Białej Gwiazdy”, „85 lat RKS Garbarnia”, „Od Urugwaju do Rosji” (historia mundiali), „Jak to było naprawdę” (prawdziwe opowieści sportowe), „Olimpizm polski”, „Poczet związkowych legend”.
Wcześniejsze wpisy:

ZAMIAST DOGRYWKI (71)

Maestro mikrofonu

W grudniu wspominać będziemy pierwszy mecz polskiej reprezentacji piłkarskiej, z Węgrami w Budapeszcie. Spotkanie z Madziarami, choć nie w historycznym znaczeniu, zostało spisane na straty. Sierpień jest starszy od grudnia. I od niego bez porównania lepszy. Bo 10 sierpnia 1921 urodził się Bohdan Tomaszewski. Piękno polega na tym, że wciąż możemy go słuchać. I podziwiać.

Sport był niezmiernie rzadko przemycany w szkolnych czytankach. Jeden z wyjątków od reguły dotyczył właśnie Tomaszewskiego, olimpijskiego debiutanta w Melbourne. Igrzyska w 1956 wygrała w skoku w dal Elżbieta Krzesińska i jeszcze wyrównała rekord świata. Flesz z antypodów był jednak poświęcony komuś innemu. Januszowi Sidle, który regularnie rzucał oszczepem najdalej na świecie. Z wyjątkiem olimpijskich startów, które nigdy nie dały "Łokietkowi” pełnej satysfakcji. W Melbourne było Sidle zdecydowanie najbliżej do triumfu. Sen o „złocie” brutalnie przerwał norweski konkurent, Egil Danielsen. Sidło, heros z podkatowickich Szopienic i kompan Kazimierza Kutza z ulicy, przegrał boleśnie, ale elegancko. Zgodnie z kodeksem Tomaszewskiego, który do dziś trzyma się świętej zasady, że również w sporcie trzeba umieć przegrywać.

Tomaszewskiemu służył w Melbourne techniczną pomocą Australijczyk o imieniu Max. Może gdzieś zachowały się taśmy prawdy potwierdzające, że Tomaszewski od razu wzbił się do wysokiego lotu. Jeśli nie dotyczą one bezpośrednio Melbourne, to z pewnością wielu innych aren, na których Tomaszewski nieustannie wzdychał „Szkoda, że Państwo tego nie widzą”. Powodów do westchnień dostarczała najczęściej lekkoatletyczna bieżnia i tenisowy kort. Zwłaszcza ta magiczna gra przy siatce, która daje gwarancję poszanowania reguł fair play. Czasem zżymamy się, gdy Tomaszewski w roli komentatora na „Polsacie” jeszcze dziś regularnie odjeżdża w zaklęte rewiry. Do drajwów Maksa Stolarowa, arystokratycznych manier Gottfrieda von Cramma, kunsztu Władysława Skoneckiego, meczu Polska - Anglia w 1947, w którym  weteran Józef Hebda stawiał opór lotnikowi RAF-u, Anthony’emu Mottramowi. Ale każdy z nas lubi na swój sposób pozostawać dzieckiem. I nieustannie wracać do wspomnień, zwłaszcza tych urokliwych.

Bohdan Tomaszewski wciąż uczy nas właściwego rozumienia sportu i jest to kapitalna sprawa. Ogarnia sport w mądrych kategoriach, pozbawionych szowinizmu i nacjonalizmu. Dlatego, po założeniu nelsona Grzegorzowi Lacie przez Roya McFarlanda na Wembley, w równie negatywnych kategoriach ogarniał postępek Henryka Kasperczaka wobec Mirandinhy podczas meczu z Brazylią o „srebro” MŚ ’74. Wciąż rozgrywa swe romantyczne mecze, choć na olimpiady od dawna nie jeździ. Dzięki nim zwiedził cały świat. Po Melbourne był Rzym, na Stadio Olimpico zauroczył pana Bohdana powab amerykańskiej gazeli, Wilmy Rudolph. W bezpośredniej bliskości ringu w tokijskiej hali Korakuen relacjonował niesamowitą walkę Mariana Kasprzyka z Rikardasem Tamulisem, wygraną przez bielszczanina mimo złamania ręki. W Mexico City razem z sędziami odmierzał długość skoku Boba Beamona w 21. wiek. Tak samo było w Sapporo z cudownym lotem Wojciecha Fortuny na 111 metrów. Na Olympiastadionie w Monachium, choć futbol nigdy nie stanowił domeny Tomaszewskiego, mógł wyrazić zdumienie, że piłka jednak słucha biało-czerwonych. Montreal był miejscem fascynującego powrotu Ireny Szewińskiej. Pożegnanie Tomaszewskiego z igrzyskami nastąpiło w Moskwie. Tam z każdym słowem zmniejszał dystans dzielący Bronisława Malinowskiego od Filberta Bayi, za to nikomu nie musiał tłumaczyć co oznacza gest Władysława Kozakiewicza.

Ale to nie tylko były olimpiady. Razem z „Sobkiem” Zasadą polował na safari. Egzamin z topografii też zdawał celująco, trasę wytyczały triumfy Stanisława Królaka i Ryszarda Szurkowskiego. Czasem fruwał gdzieś w obłokach, stamtąd dobiegało elektryzujące hasło „halo, tu helikopter”... Dzięki wcale nie narciarskiemu skokowi Stanisława Marusarza podczas okupacji doskonale wie, gdzie w Krakowie znajduje się ulica Montelupich. Prawdziwym maestro mikrofonu był dla Tomaszewskiego Tadeusz Bocheński, bodaj pierwszy spiker Polskiego Radia. A później Wojciech Trojanowski, to on rozbudził reporterskie marzenia. Marzenia spełnione w sposób wyjątkowy, z klasą absolutnego tytana słowa mówionego.

Gdzieś obok śpiewa Czesław Niemen. Słucham „Klęcząc przed Tobą” i myślę o Bohdanie Tomaszewskim, który właśnie skończył 90 lat.

JERZY CIERPIATKA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty