Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
JERZY CIERPIATKA wspomina siłacza polskiego sportu
autor
Jerzy Cierpiatka (ur. 1953 w Krakowie) - dziennikarz sportowy. Reporter i felietonista „Tempa”, „Gazety Krakowskiej”, „Dziennika Polskiego”, „Przekroju”, wieloletni współpracownik katowickiego wydawnictwa „GiA”. Autor bądź współautor wielu książek, m. in. trzech monografii Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, „Boży doping”, „90 lat Białej Gwiazdy”, „85 lat RKS Garbarnia”, „Od Urugwaju do Rosji” (historia mundiali), „Jak to było naprawdę” (prawdziwe opowieści sportowe), „Olimpizm polski”, „Poczet związkowych legend”.
Wcześniejsze wpisy:

ZAMIAST DOGRYWKI (58)

Waldemar Baszanowski: tytan sztangi

Wtajemniczeni w sprawę wiedzieli, że sytuacja jest beznadziejna. A jednak wiadomość o śmierci Waldemara Baszanowskiego głęboko poruszyła wszystkich, którzy pamiętają tamten polski sport. I rolę, jaką w nim odegrał fenomenalny sztangista. Przesada, że fenomenalny? Trzecie miejsce na światowej liście wszech czasów, zaraz za Naimem Suleymanoglu oraz nałogowym palaczem węgierskim Imre Földim, jasno określa klasę Baszanowskiego. To absolutny gigant, choć tylko wagi lekkiej.

Był prawdziwym królem lat 60., dekady tyle medalodajnej dla naszego sportu, co nie bez powodu ogarnianej w sentymentalnych kategoriach. Podnoszenie ciężarów stanowiło bardzo ważny segment całości. Boks miał Feliksa Stamma oraz Pietrzykowskich, Kulejów, Kasprzyków, Grudniów. Lekkoatletyka wprawdzie trochę wcześniej urodziła „Wunderteam” i trochę niestety zapomniała o takich akuszerach jak Tadeusz Kępka, Zygmunt Zabierzowski a zwłaszcza Jan Mulak, lecz i tak zdumiewała świat Ewą Kłobukowską, Ireną Kirszenstein czy niezniszczalnym Józefem Szmidtem. U szermierzy wprawdzie zabrakło miejsca dla Janosa Keveya, jednak i tak trwali Jerzy Pawłowski z Wojciechem Zabłockim, a szablistom wcale nie ustępowali floreciści, bo to Ryszard Parulski, Witold Woyda, Egon Franke. A i szpadziści wtrącili swoje trzy grosze, akurat w Gdańsku...

Sztangiści współtworzyli to sportowe bogactwo narodowe. Całością zawiadywał prezes Janusz Przedpełski. W gronie szkoleniowców najwięcej do powiedzenia mieli Augustyn Dziedzic i Klemens Roguski. Podczas olimpiady w Rzymie najważniejszy na pomoście jeszcze był Ireneusz Paliński, złoty medalista wagi półciężkiej. Wkrótce jednak główna uwaga miała się skupić na Baszanowskim. Jako bezdyskusyjnie sztandarowej postaci.

Media żywo towarzyszyły dyscyplinie, która z racji wyników zaliczała się do priorytetowych. Pamiętam, jak Palińskiego odwiedzili w Ciechanowie lotni reporterzy „Sportowca”. Na zakupach w „samie” i przy odbiorniku radiowym, w którym akurat zagrała jakaś ulubiona melodia mistrza Ireneusza. Kiedy z olimpiady w Tokio jako pierwszy wracała z medalem Mieczysław Nowak, na Okęciu dopadł go popularny "Wicherek”, czyli Czesław Nowicki, by od ręki zrobić wywiad dla "Życia Warszawy”, bo w nim był etatowo zatrudniony.To nadzwyczaj sympatyczne przejawy zainteresowania dyscypliny, która nigdy nie byłaby popularna, gdyby nie świeciły w niej gwiazdy pierwszej wielkości.

Waldemar Baszanowski miał znakomitego poprzednika, a zarazem starszego kolegę, z którym bardzo długo rywalizował. Był nim Marian Zieliński. Z kolei już pod koniec kariery Baszanowskiego zaczął dyktować warunki Zbigniew Kaczmarek. W tzw. międzyczasie niemal całą pulę wagi lekkiej zabierał Baszanowski. Czy łatwo? Zdarzało się nieraz, przykładowo w Mexico City, gdzie był bezkonkurencyjny. Czy zawsze łatwo? Nie, na przykład w Tokio wygrał z Władimirem Kapłunowem tylko niższą wagą ciała, raptem o 300 gramów.

Przegrywał niezmiernie rzadko, jedna porażka utkwiła mi w pamięci ze względu na nadzwyczajne okoliczności. To było w Berlinie, w 1966. Baszanowski wystartował tam o wagę wyżej, w kategorii średniej. I znów byłby mistrzem świata, gdyby nie zagrywka va banque ze strony innego championa, Wiktora Kurencowa. Ten mógł wygrać z Polakiem wyłącznie pod warunkiem ustanowienia rekordu świata, w ostatnim podejściu jakie pozostało Rosjaninowi. Sztanga niestety poszła w górę, Baszanowskiemu pozostała satysfakcja z niezaprzeczalnie pięknego stylu minimalnej porażki. I to nie w swojej sztandarowej kategorii...

W dyscyplinie tylko dla najsilniejszych w cenie był również intelekt. Akurat w kategorii wszechwag Rosjanie stawiali za wzór Jurija Własowa, który podnosił gigantyczne ciężary, a przy tym nader sprawnie władał piórem. Takim samym intelektualistą podnoszenia ciężarów był Baszanowski. Zarówno w sensie perfekcyjnej techniki, detalicznie rozpisanego planu taktycznego jak i szerokiej palety zainteresowań pozasportowych. Podczas olimpiady w Mexico City jako jeden z bardzo nielicznych został wybrany do tzw. studia unilateralnego, z którego szedł przekaz telewizyjny na cały świat. Tłumacz nie był potrzebny. Nie pomnę już czy na pewno w języku niemieckim, ale na pewno w innym niż polski, podwójny mistrz olimpijski swobodnie odpowiadał na stawiane kwestie. Trzy dekady później, z małym okładem, wybrano go na prezydenta Europejskiej Federacji Podnoszenia Ciężarów...

Waldemar Baszanowski bywał okrutnie doświadczany przez los. Krótko po triumfie w Meksyku stracił w wypadku samochodowym pierwszą żonę. Później nieuleczalna choroba spowodowało ponowne owdowienie. Ostatnie lata życia spędził w mękach, nieuchronnie przykuty do łóżka. Tego ciężaru już nie był w stanie podnieść nawet taki siłacz jak On...

JERZY CIERPIATKA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty