Wisła Kraków uległa w Kielcach Koronie 2-3. Przy dwóch golach rywalom pomogli niefortunnie interweniujący stoperzy Białej Gwiazdy. Podopieczni trenera Smudy też dwukrotnie skorzystali z pomocy gospodarzy...
14. kolejka ekstraklasy: Korona Kielce - Wisła Kraków 3-2 (1-0)
1-0 Kyrylo Petrov 33
1-1 Łukasz Burliga 55 (głową)
2-1 Richard Guzmics 61 (samob.)
2-2 Radek Dejmek 78 (głową, samob.)
3-2 Olivier Kapo 85
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Kapo - Sadlok, Guerrier, Garguła. Czerwona kartka: Burliga (Wisła, 73, faul).
KORONA: Cerniauskas - Golański, Malarczyk, Dejmek, Sylwestrzak - Petrow, Jovanovic - Aankour, Kapo, Sobolewski (84 Pylypchuk) - Trytko (46 Janota).
WISŁA: Buchalik - Burliga, Głowacki, Guzmics, Sadlok - Dudka, Uryga - Boguski (74 Brożek), Stilic, Guerrier (65 Sarki) - Stępiński (67 Garguła).
Trener Białej Gwiazdy Franciszek Smuda nie mógł skorzystać z przeziębionego Pawła Brożka. Wpuścił go na boisko dopiero na ostatni kwadrans.
W I połowie wiślacy nie radzili sobie z agresywnie grającymi gospodarzami, którzy bardzo dobrze spisywali się w defensywie, a po przechwycie piłki przechodzili do kontr.
W 25. minucie futbolówka wpadła do bramki krakowskiej. Z prawego skrzydła dośrodkował Sobolewski, a do siatki trafił z 3 metrów Kapo. Jak się jednak okazało, po pierwsze był na spalonym, a po drugie zagrał ręką.
Osiem minut później wszystko odbyło się już zgodnie z przepisami. Ukrainiec Petrov huknął z ok. 35 metrów, po drodze piłkę podbił głową Głowacki... lobując wysuniętego do przodu Buchalika. 1-0.
W doliczonym czasie I połowy kielczanie przeprowadzili kontrę lewym skrzydłem. Sobolewski podał do Jovanovica, ten jednak będąc na niezłej pozycji spudłował.
Po przerwie piłkarze Białej Gwiazdy przyspieszyli uzyskując przewagę. W 54. minucie ostro uderzył Stępiński, lecz bramkarz miejscowych dał sobie radę z obroną. Za chwilę było już jednak 1-1. Po wrzutce Stilica z kornera główkował, będąc odwrócony tyłem do bramki, Burliga, piłka odbiła się jeszcze od głowy Petrova i znalazła się w siatce.
Gdy zanosiło się na, że wiślacy pójdą za ciosem, padł gol dla Korony. Po bardzo ładnej akcji Aankour chciał dograć z lewej strony do środka, ale Guzmics przeciął podanie i futbolówka wpadła do bramki przy "krótkim" słupku, zaskakując Buchalika.
W 73. minucie za brutalny faul na Jovanovicu czerwoną kartkę zobaczył Burliga. Wydawało się, że w dziesiątkę wiślacy już nic nie wskórają. Tymczasem to właśnie oni atakowali. Trzy minuty później, po dośrodkowaniu Sarkiego z prawego skrzydła strzelał Stilic i dobijał Garguła, ale Cerniauskas i obrońcy desperacko zagrodzili drogę do bramki.
W 78. minucie krakowianie wyrównali. Z lewej piłkę wrzucił Sadlok, wyskoczyli do niej dwaj zawodnicy Korony - obrońca Dejmek i bramkarz Cerniauskas. To nieporozumienie zakończyło się samobójczą główką Dejmka...
Podopieczni trenera Smudy, mimo że grali w osłabieniu, próbowali jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ten brak wyrachowania zemścił się w końcówce, gdy gospodarzom wyszła bardzo składna akcja. Z prawej na piąty metr dograł Marokańczyk Aankour, a Francuz Kapo ubiegł Głowackiego i skierował piłkę do bramki obok Buchalika.
3-2 dla Korony chyba zasłużone, bo rozegrała bodaj najlepszy mecz w sezonie. Optycznie przeważali wiślacy (60% posiadania piłki), ale - jak stwierdził Arkadiusz Głowacki - tego dnia stać ich było najwyżej na remis. Pewnie by ten wynik osiągnęli gdyby nie pomogli rywalom w zdobywaniu goli...
ST