Mam już tyle lat, że pamiętam jak Tata przeniósł się do "Tempa". Zawdzięczał to śp. Ryszardowi Niemcowi, któremu też mogę coś zawdzięczać, a mianowicie działalność w MZPN. Pewnie bym wolał, by Tata „dostał” piłkę nożną, bo chodzilibyśmy razem na mecze mojego ukochanego klubu. Ale dostał kolarstwo, co miało plus w postaci wyjazdów na Wyścig Pokoju (kto z urodzonych później pamięta jaka to była ważna impreza).
A te wyjazdy miały dla nas – czyli brata i mnie – bonus w postaci przywożenia tego, co tam było bez problemów dostępne. Chociażby butów, co będą wspominał z uśmiechem, bo jako że Tata oczywiście (jak to mężczyźni mają) nie znał naszych numerów stopy, więc zabierał patyczki odpowiedniej długości. Oczywiście, jak to w powiedzeniu o róży i kolcach, był też smutny epizod. Czyli rok 1986, kiedy to kilkanaście dni po pamiętnej katastrofie w Czarnobylu wyścig ruszał z Kijowa. Obawy były, a jakże, głównie Mamy. Na szczęście badania po powrocie pokazały, że skutków nie było.

Od lewej: Jerzy Wicherek, prof. Józef Lipiec, Zbigniew Boniek, Ryszard Niemiec i Ludwik Miętta-Mikołajewicz. Fot. Archiwum Tempa
A potem przyszły wyjazdy do lepszego świata, za komuny wymagające poświęceń. Skoro się dostawało nie tyle diet na ile dni się jechało, to się spało w namiocie, a jadło konserwy. Coś za coś, jak to się mówi. Ale potem było coraz lepiej, fajne wojaże trafiły się Tacie na Igrzyska Olimpijskie – Nagano 1998 i Sydney 2000. Potem miało być jeszcze Salt Lake City 2002, ale kilka miesięcy wcześniej Przegląd Sportowy rozpoczął powolne degradowanie dziennikarzy Tempa. Tata był wściekły, ale po 11 września roku wiadomego uznał, że może i dobrze się stało jak zapanowały aż takie środki bezpieczeństwa. Powolne, bo Tata z naczelnego spadł na zwykłego dziennikarza, potem został zwolniony skoro Tempo zniknęło z rynku.
Przeżył to strasznie, gdyż w odróżnieniu od wielu nie odliczał dni do emerytury. Była sprawa w sądzie i pyrrusowe zwycięstwo w postaci jakiejś tam kasy. Dobrze, że choć spotkania z dawnymi kolegami miały miejsce, bo miło było pogadać chociażby z panami Cierpiatką, Latasiewiczem czy Płatkiem. A że moja przygoda z MZPN trwała, to dzięki temu poznałem też panów Kołtuna czy Godnego. Z działaczy związkowych wymieniłbym jeszcze pana Skowrońskiego, ale tak się składa, że mieszkaliśmy w tej samej klatce, a z najstarszą córką jestem w tym samym wieku, więc kontakty były. I oczywiście redaktora Ryszarda, ale że w poprzednim ustroju jeździło się na wczasy z zakładu pracy, to się poznaliśmy w stolicy Tatr. Pamiętam rok, tylko dlatego, że wieczorami się słuchało relacji z procesu zabójców ks. Jerzego.
Z czym mi się jeszcze Tempo kojarzy? Na pewno z ostatnią stroną, bo dzięki też już niestety śp. red. Mrówce mogłem czytać o mojej ukochanej (oczywiście po naszej) lidze czyli angielskiej. I z wyjazdami rodziców na Bal Mistrzów Sportu i opowieściami Mamy zachwyconej Robertem Korzeniowskim. A że o wczasach wspomniałem, to jeszcze, tym razem letnie, wczasy w Międzyzdrojach - kiedy to Tomek Jaroński pozwolił mi mówić na Ty. Ta znajomość przetrwała do dziś, Tempo nie, podobnie jak wiele innych gazet mej młodości. Ale w pamięci, dobrej i to bardzo, pozostanie na zawsze...
MACIEJ WICHEREK
(syn Jerzego Wicherka)
Red. Jerzy Wicherek (1947-2021)
Najpierw był związany z "Dziennikiem Polskim" i "Echem Krakowa", a od 1984 roku był dziennikarzem i wieloletnim zastępcą redaktora naczelnego "Tempa".