Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > STREFA BLOGU
RYSZARD NIEMIEC o afrykańskich wnioskach dla krakowskiego futbolu ligowego
autor
Ryszard Niemiec (ur. 1939), dziennikarz, reporter, felietonista, działacz sportowy. Koszykarz m. in. Cracovii, Sparty Nowa Huta, Resovii. Były redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", "Tempa", "Gazety Krakowskiej". Laureat Złotego Pióra (1979, 1985). Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od 1993 prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
Wcześniejsze wpisy:

LEKCJA GIMNASTYKI (172)

Po rozum do Burkina Faso?

Szlagierem futbolowego szczytu Afryki jest informacja, że piłkarzy finalisty Burkina Faso (dawniej Górna Wolta), tworzących silnie zintegrowany kolektyw, łączy kolor skóry i… pierwotny analfabetyzm! Chłopcy nie umiejący ani pisać, ani czytać, musieli słyszeć o niejakim Santosie Manoelu Francesco dos, znanym jako Garrincha, skrzydłowym reprezentacji Brazylii, dwukrotnym mistrzu świata, no i powzięli podejrzenie o szkodliwości nauki abecadła dla sportowego rozwoju.


Wywodząc z tej informacji praktyczne wnioski dla naszego futbolu ligowego, należy na nowo poddać ocenie kwalifikacje piłkarza z drugiego afrykańskiego kraju, od paru sezonów wyłudzającego grubą forsę z kasy Cracovii SSA. Gość nazywa się Saidi Ntibazonkiza, przynależy do grona wyznawców religii muzułmańskiej i to do jej fundamentalistycznego odłamu. Nie podejrzewam go o definitywny analfabetyzm, ale opierając się o parametry ekonomiczno-kulturowe jego ojczyzny, czyli Burundi, nie sądzę, aby zdobył elementarne wykształcenie. Ten surowy interpretator nakazów koranicznych, przez okrągły miesiąc Ramadanu, przypadający w Polsce na początek sezonu piłkarskiego, przez cały boży dzień, od świtu do zmierzchu, nie przyjmuje ani płynów, ani potraw. Regularnie spada na wadze i z tego tytułu ledwie się słania na nogach, a te jak wiadomo, stanowią podstawowe instrumentarium poczynań każdego, a tym bardziej zawodowego, piłkarza. W ten sposób staje się podczas meczów dwunastym graczem przeciwnika. Jest jasne, że Ntibazonkiza walnie przyczynił się do dubeltowego spadku pasiaków z ekstraklasy, co w zestawieniu z wysokością jego kontraktu, najwyższą w klubie, świadczy, że umie na pewno rachować i co stawia na porządku dziennym problem odpowiedzialności osób, które do klubu go sprowadziły. Gorzej, bo także z wyprowadzeniem go z klubu są poważne trudności.


W mojej publicystycznej wyobraźni wszystko sprowadza się do pojedynku na ubitym polu, pomiędzy analfabetą (jak należy przypuszczać) z afrykańskiego buszu, czyli w tym przypadku Saidi Ntibazonkizą, a reprezentującym interesy spółki wiceprezesem Cracovii do spraw finansowych - Jakubem Tabiszem. Przewaga intelektualna prezesa jest miażdżąca, jako że chlubi się on nie tylko magisterium („Analiza sytuacji ekonomicznej Narodowych Funduszy Inwestycyjnych”), obronionym na Wydziale Zarządzania(kierunek: zarządzanie i marketing) krakowskiej Akademii Ekonomicznej, dziś Uniwersytet Ekonomiczny, ale chlubi się również posiadaniem absolutorium Studiów Doktoranckich! Stoi za nim nie byle jaki dorobek naukowy, że wymienię jedynie pracę pt. "Finansowanie spółek sportowych na przykładzie Manchester United plc.” Jeśli do tego dodam  m.in. walory takie jak „bardzo dobra znajomość specyfiki finansów”, „wysokie umiejętności negocjacyjne” i ”doświadczenia w kontaktach z prasą i telewizją (wywiady, wystąpienia na żywo”) staje się oczywistym jego nieprzeciętny potencjał. To wszystko powinno dać mu przewagę w negocjacjach z niegramotnym futbolistą. Niestety, Ntibazonkiza ciągle wisi na finansowej klamce Cracovii, blokując rozmach transferowy, niezbędny do odzyskania statusu ekstraklasowego.


Ostatnio, jak grom z jasnego nieba, spadła na mnie wiadomość o tym, że prezes Tabisz, wraz z Cracovią przegrał proces sądowy z piłkarzem Matusiakiem. Ten był przez niecały sezon graczem Cracovii, ale miejsca w niej nie zagrzał, albowiem wyszło na jaw, że mistrzem futbolu to on nie jest. Nie sprawdził się na eksporcie w Palermo i Heerenveen, nie pokopał sobie ani w Widzewie, ani w ŁKS, zawiódł w Cracovii, siedział na ławce w greckiej, ligowej czerwonej latarni! Na odchodnym z Krakowa naopowiadał prasie, że Cracovia to odmiana współczesnego obozu koncentracyjnego, a głównym jego gnębicielem i na dodatek szantażystą, był, nie wiedzieć czemu… Jakub Tabisz. Pomówiony złożył powództwo w sądzie, niestety łódzkim. Mając gościa na tacy, to znaczy dysponując żelaznymi dowodami na sportowe nieudacznictwo Matusiaka i reprezentując słuszną sprawę, prezes sprawę przegrał! A przecież mógł łatwo załatwić powoda również z paragrafu obyczajowego, albowiem pół Łodzi huczało od dawna, a Super Express proceder niedawno opisał z detalami, o uczestnictwie gracza w płatnych seansach z modelkami, trudniącymi się krajową, a głównie eksportową prostytucją! Rozważając przydatność łódzkiego napastnika do sportu zawodowego i jego prawdomówność, ten kontekst sprawy należało sądowi zreferować i dżentelmena zmusić do przeprosin. Niestety, miękkie charyzmy sterników Cracovii nie znajdują skutecznego odporu wobec dojących klub rozpanoszonych quasi gwiazd.


Mam nadzieję, że będzie odwołanie od wyroku i szczęśliwa druga instancja, albowiem, kto jak kto, ale członek zarządu PZPN(ten zaszczytny tytuł Tabisz nosi od październikowego zjazdu) szat „szantażysty” nosić nie może…


Ryszard Niemiec

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty