Jerzy Cierpiatka (ur. 1953 w Krakowie) - dziennikarz sportowy. Reporter i felietonista „Tempa”, „Gazety Krakowskiej”, „Dziennika Polskiego”, „Przekroju”, wieloletni współpracownik katowickiego wydawnictwa „GiA”. Autor bądź współautor wielu książek, m. in. trzech monografii Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, „Boży doping”, „90 lat Białej Gwiazdy”, „85 lat RKS Garbarnia”, „Od Urugwaju do Rosji” (historia mundiali), „Jak to było naprawdę” (prawdziwe opowieści sportowe), „Olimpizm polski”, „Poczet związkowych legend”.
Zamiast awantury o Basię mamy awanturę o Tomka. Niestety, nie o Sawyera chodzi, tylko o Hajtę. Zgłosił gotowość startową do objęcia Jagiellonii, której pragnie służyć sercem, duszą i ciałem. Chce dać z siebie wszystko, a może nawet jeszcze więcej. Nie sto, tylko dwieście procent normy, bo był i jest nad wyraz ambitnym facetem. Ale veto postawił PZPN, podnosząc bagatelną okoliczność, że Hajto nie ma odpowiednich papierów trenerskich.
Pozwalam sobie już na starcie na ironiczny ton, bo robi się raban w sprawie, której w ogóle nie powinno być. Hajcie wydawało się, że staż wieloletniego reprezentanta Polski tudzież mundialowe i bundesligowe wspomnienia to rekomendacja wystarczająca do udzielenia zgody przez centralę. Rozumowanie byłego piłkarza nie znalazło aprobaty, choć Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów nie całkiem zamknęła drzwi. Dopóki Hajto nie uzyska licencji UEFA Pro - a na razie, i to warunkowo, posiada licencję UEFA A - może być tylko asystentem w ekstraklasie. - Nie mieliśmy nawet punktu zaczepienia, a musimy przestrzegać procedur UEFA - skwitował przewodniczący komisji Wojciech Łazarek przy wtórze Antoniego Piechniczka.
Można w ciemno przyjąć, że decyzja byłych selekcjonerów nie spotka się z powszechnym zrozumieniem. Dla niektórych nawet stanowić może kolejny przejaw rządzenia polskim futbolem przez leśnych dziadków. Programowo konserwatywnych, staroświecko podchodzących do tematu, nie nadążających za tempem zmian i w ogóle nie czujących bluesa. Tak naprawdę jednak, gdyby chociaż przez chwilę uruchomić szare komórki, Hajty nie spotkała żadna krzywda. I nie jest przez nikogo sekowany. A nawet, z uwzględnieniem zawodniczego dorobku, potraktowany łaskawie, jakby na specjalnych prawach.
Po mojemu racja zdecydowanie leży po stronie Łazarków i Piechniczków. Warto przy tym pamiętać, że akurat im nikt nie wystawiał dyplomów na ładne oczy. Trzeba było wkuwać po nocach i zdawać egzaminy. Hajtę to dopiero czeka i nic nie jest w stanie zwolnić go z tego obowiązku. Do chwili spełnienia warunku koniecznego może tylko stać z boku, choć znamy z przeszłości przypadki uprawiania fikcji. Oficjalnie pierwszym trenerem był ktoś z odpowiednimi papierami. De facto zaś rządził drużyną asystent, który takich papierów nie posiadał. Czy przypadkiem o upowszechnienie takiego modelu, swego rodzaju mistyfikację, aby nie ma chodzić w Białymstoku?
Istnieje wszelako okoliczność absolutnie przemawiająca za jak najszybszym zatrudnieniem Hajty, z daniem mu autentycznej szansy na inne niż dotychczas zagospodarowanie weekendowego czasu. Ostatnio poświęcał go na zainwestowanie niewątpliwie eksperckiego wkładu w telewizyjne sprawozdawanie meczów Bundesligi. Z pozycji speca, z autopsji i na wylot znającego tajniki bardzo popularnych rozgrywek, w których sam uczestniczył. Mentorskie tony, w jakie uderzał Hajto w piątki, soboty i niedziele zrodzić mogą naiwne przekonanie, że był tej Bundesligi wielką gwiazdą. Długoletni udział w rywalizacji niemieckiej ekstraklasy sam w sobie stanowi dużą wartość, ani mi w głowie kwestionowania tego. Ale też nie dajmy się zwariować, słuchając nieustannych pouczeń Hajty w stylu „co ten gość gra”, albo „on zawsze był cieniasem”. Bo popadniemy w obłęd, aż w końcu uwierzymy, że kiedyś cała Bundesliga legła u Hajtowych stóp. Owszem, mimo dużych braków technicznych, a dzięki ogromnej waleczności, był zawodnikiem cenionym i bez wątpienia zasłużył na taki odbiór. Ale był tylko jednym z wielu. Również w Schalke Gelsenkirchen, gdzie per saldo wyżej stały notowania innego Tomasza, Wałdocha. Tylko, że Wałdoch był i jest znacznie oszczędniejszy w słowach od Hajty.
Jak ułoży się sytuacja? Sygnał jaki nadszedł z Salonik nie pozostawia złudzeń, iż może być gotów do ponownego wejścia na polską scenę Michał Probierz. Kwestia jednak, czy w Białymstoku albo Łodzi zostawił za sobą spalone mosty. Na Konwiktorskiej w stolicy Józef Wojciechowski ukarał zwolnieniem Włodzimierza Lubańskiego za rzekomą samowolkę przy wyjeździe do Belgii, gdzie mieszka na stałe. Po mojemu, samowolkę za swoje pieniądze uprawia w Polonii akurat Wojciechowski, który zna się na futbolu dokładnie tak, jak ja znam się na biznesie. Ale do tego, aby znać się na futbolu z pozycji właściciela akurat nie trzeba papierów.
Ich natomiast potrzebuje Tomasz Hajto. Niedawno sprostował na antenie kolegę po fachu, że ktoś tam gra nie w Standardzie Liege, tylko w Standardzie Lüttich. Zmusza to do postawienia puenty, że przed złożeniem egzaminu przed obliczem wysokiej komisji powinien Hajto choćby liznąć geografii. Inaczej grozi mu, że nawet z papierami w kieszeni zamiast do Białegostoku uda się w podróż do Balstogė. Na szczęście dla Hajty chodzić będzie o to samo miejsce na mapie.
JERZY CIERPIATKA