- Były zastrzyki, tego nie ukrywam. Jakie leki, nie mogę powiedzieć, ale były dozwolone - mówi Witalij Trypolski, ukraiński fizjoterapeuta, który pracował z zawieszoną za stosowanie EPO Kornelią Marek. Dotarł do niego TVN24.
- Ja nie muszę mówić jakie to były leki. To sprawa prywatna moja, zawodnika. To nie były leki zabronione - mówi Trypolski. Jak to się stało, że w krwi Kornelii Marek znalazło się EPO? - A na to pytanie ja nie mam odpowiedzi - odpowiada reporterowi TVN24.
Trypolski o zwolnieniu ze współpracy z PNZN dowiedział się z internetu, nikt do niego nie zadzwonił z tą informacją, ale nie jest zdziwiony . - Jak wykrywają coś takiego to wszędzie, w innych związkach też, lekarz odpowiada. Nie czuję się winny, ale za stan medyczny w jakiejś mierze jestem odpowiedzialny. Czy podałem doping? Oczywiście nie. Jestem podejrzany, ale jak byłbym prezesem związku też miałbym podejrzenia - mówi.
Dodaje, że nie zamierza udowadniać swojej niewinności w polskim sądzie. - Ja mieszkam na Ukrainie. Przed polski sąd? Nie, nie będę. To mój problem.
Fizjoterapeuta twierdzi, że miał prawo podać zawodniczce zastrzyk, bo przepisy zabraniają podawania leków w kroplówce, ale w strzykawce do pojemności 50 mililitrów jest to dozwolone.
MAS