Justyna Kowalczyk jest już w Oberhofie, gdzie w czwartek wystartuje 6. edycja Tour de Ski. Godzinę po przyjeździe już trenowała. Polska biegaczka jako jedna z nielicznych brała udział we wszystkich dotychczasowych edycjach imprezy i wszystkie je ukończyła, dwukrotnie zwyciężała w klasyfikacji generalnej.
- We wtorek około południa dotarliśmy do Oberhofu. Już godzinę później byliśmy na treningu na trasach – mówi trener Aleksander Wierietielny.
Pomimo zapewnień organizatorów o braku problemów ze śniegiem okazało się, że w Oberhofie wcale nie jest tak biało, jakby się mogło wydawać.
- Śnieg jest stary, brudny, a na właściwie trasy nawet nas jeszcze nie wpuszczono. Wciąż jeszcze bowiem nie są przygotowane, więc zmuszeni byliśmy trenować na zastępczych. Oczywiście nie tylko my, a wszyscy inni też. Razem z nami ćwiczyli na przykład Niemcy – opowiada szkoleniowiec.
Oberhof to już od kilku sezonów pierwszy przystanek w Tour de Ski, rozgrywany jest tam prolog stylem dowolnym i bieg pościgowy na 10 km stylem klasycznym. Następnie zawodniczki przeniosą się do Oberstdorfu, by później pojechać Włoch. Najpierw walczy się w Toblach, a następnie w dolinie Val di Fiemme, gdzie ostatniego dnia rozgrywana jest mordercza – 9 kilometrowa – wspinaczka pod alpejski stok. W czasie kilkunastu dni ekipy pokonują więc dystans ponad 900 km pomiędzy poszczególnymi arenami, a czasu na odpoczynek niewiele, bo zaledwie dwa dni bez startów. Nic więc dziwnego, że Justyna Kowalczyk i jej trener nastawiają się na bardzo ciężkie kilkanaście dni.
- Wiemy, że będzie bardzo ciężko. Tour de Ski po prostu boli i trzeba zdawać sobie z tego sprawę – podkreśla Aleksander Wierietielny.
Tour może być trudny także dla rywalek Kowalczyk, z których część rozchorowała się przed zawodami. Z tego powodu pod znakiem zapytania stał na przykład występ Szwedki Charlotte Kalli. Na oficjalnej stronie FIS informuje jednak, że Szwedka wystartuje. - Przeanalizowaliśmy wszystko co zdarzyło się od 20 grudnia, gdy obudziłam się z przeziębieniem. Organizm pozytywnie zareagował na trening i po chorobie nie ma już żadnego śladu - powiedziała Kalla po 5-dniowej antybiotykowej terapii.
Po chorobie wraca do ścigania Marit Bjoergen, która zapowiada na stronie FIS, że pora na norweskie zwycięstwie w Tour de Ski. Nie w pełni sił jest natomiast jej koleżanka z reprezentacji Vibeke Skofterud.
mz,www.justyna-kowalczyk.pl/fiscrosscountry.com