- Mieliśmy nadzieję na awans do upragnionej Ligi Mistrzów. Ostatnie 3 minuty meczu i znów dramat. Ale trzeba przyznać, że APOEL awansował zasłużenie - mówił po meczu w Nikozji smutny Patryk Małecki.
W szatni jest smutek. Przyjechaliśmy przecież po awans. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że APOEL dominował i był lepszy. To bardzo dobra drużyna, z dobrymi, doświadczonymi piłkarzami. Chcieliśmy strzelić im bramkę i się udalo, ale w ostatnich trzech minutach znów przeżyliśmy dramat. Znów nie awansujemy. Trzeba jednak podnieść głowy do góry, przed nami Liga Europejska.
Małecki nie potrafił powiedzieć, czemu zdarzało się często, że w szesnastce brakowało piłkarzy Wisły mogących skończyć rozpoczęty atak. Tak było na przykład w 52 min, gdy zapędził się przed bramkę Cwetan Genkow. - Ciężko było, APOEL szanował piłkę, lubi grać na jeden kontakt. Staraliśmy się przeciwstawić. Szkoda tej trzeciej bramki, ale trzeba przyznać, że APOEL awansował zasłużenie. Ale my w tym dwumeczu daliśmy z siebie wszystko.
Czy gra w Lidze Europejskiej zrekompensuje wiślakom niepowodzenie? - Moim marzeniem była awansować z Wisłą Kraków do Ligi Mistrzów. Znów się nie udało, ale nadal jesteśmy w europejskich pucharach. Zrobimy wszystko, żeby tam coś zwojować.
ST