Na Stadionie Miejskim we Wrocławiu reprezentacja Polski wygrała pierwszy mecz pod wodzą trenera Waldemara Fornalika. 2-0 z Mołdawią w eliminacjach MŚ 2014 cieszy, gra mniej.
Polska - Mołdawia 2-0 (1-0)
1-0 Błaszczykowski 33 (karny)
2-0 Wawrzyniak 81
Sędziował Ilias Spathas (Grecja). Żółte kartki: Wasilewski - Gatcan. Widzów 20 000.
POLSKA: Tytoń - Piszczek, Wasilewski, Glik, Wawrzyniak - Błaszczykowski, Borysiuk (75 Krychowiak), Polanski, Mierzejewski (71 Sobiech) - Saganowski (46 Sobota), Lewandowski.
MOŁDAWIA: Namascko - Armas, Golovatenco, Racu, Epureanu - Covalciuc, Gatcan, Picusciac, Suvorov (82 Alexeev) - Patras (46 Ovseannicov), Ivanov (71 Onica).
W porównaniu ze spotkaniem eliminacyjnym z Czarnogórą w Podgoricy nastąpiły dwie zmiany. Zabrakło zawieszonego za czerwoną kartkę Ludovica Obraniaka i Kamila Grosickiego. Na lewej stronie zagrał Adrian Mierzejewski, a w przodzie Roberta Lewandowskiego wspierał Marek Saganowski.
Mecz zaczął się od niecelnej główki Saganowskiego. W 8 minucie rzut wolny z 25 metrów egzekwował gracz Cracovii - Suvorov. Zmierzającą pod poprzeczkę futbolówkę sparował Tytoń. Biało-czerwoni zaatakowali, ale długo nie potrafili stworzyć sytuacji. Dopiero w 33 minucie nastąpiła akcja piłkarzy z Borussii - Lewandowski do Błaszczykowskiego, ten do Piszczka, który w polu karnym został zaatakowany przez Patrasa. Grecki sędzia wskazał na kontrowersyjną "jedenastkę", którą pewnie wykorzystał nasz kapitan trafiając w górny róg. Tuż przed przerwą powinien być remis - goście rozklepali polską defensywę, a Picusciac z 10 metrów niewiele się pomylił.
Po pierwszej połowie statystyki były okrutne dla Polski. Żadnego rzutu rożnego, jeden celny strzał z karnego i posiadanie piłki po 50 procent!
Po przerwie nadal gra Polakom się nie kleiła, a na dodatek śmielej zaatakowali rywale. Mimo tego Wasilewski i Piszczek trafiali do bramki, ale wcześniej sędzia asystent podniósł choragiewkę (w drugim porzypadku nie mial racji). Z kolei Sobiech przymierezył w poprzeczkę, lecz i on był na spalonym. Wreszcie w 81 minucie spotkanie zostało rozstrzygnięte. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Błaszczykowskiego piłka wróciła do naszego kapitana. Ponowna wrzutka i Wawrzyniak stojąc na siódmym metrze głową trafił przy słupku.
(AnGo)