Porażką z Polonią Warszawa pożegnała się z ligowymi rozgrywkami w 2011 roku krakowska Wisła. Nieszczęście gospodarzy zaczęło się od straty Dragana Paljicia, zabranego karetką z boiska, a skończyło rykoszetem przy straconej bramce, która zdecydowała o porażce.
Wisła Kraków - Polonia Warszawa 0-1 (0-0)
0-1 Sultes 82
Sędziował Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Wilk, Jirsak, Bunoza - Sadlok (2), Cani, Brzyski, Jodłowiec, Sadlok. Czerwona kartka: Junior Diaz (57, uderzenie rywala łokciem) - Sadlok (90+3, druga żółta).
WISŁA: Pareiko - Lamey (46 Jirsak), Jovanović, Diaz, Paljić (7 Bunoza) - Wilk, Nunez - Iliev (62 Kirm), Melikson, Małecki - Biton.
POLONIA: Gliwa - Tosik, Baszczyński, Sadlok, Cotra - Jodłowiec, Trałka - Sultes (88 Todorovski), Jeż, Brzyski (77 Wszołek) - Cani.
Moskal przed meczem musiał szukać nowych rozwiązań kadrowych, bo ze składu wypadli obrońcy Kew Jaliens, Michał Czekaj, Osman Chavez. A już w czwartej minucie meczu po fatalnym zderzeniu z Sultesem z boiska karetką został zabrany Dragan Paljić. Wypadek wyglądał poważnie. Wiślak w wyskoku uderzył skronią w głowę rywala i padł na murawę bez czucia i asekuracji. Koledzy zaczęli rozpaczliwie wzywać pomocy, gdy obrońca leżąc na murawie stracił przytomność i dostał drgawek. Pomoc szybko została mu udzielona, po czym karetka zabrała piłkarza Wisły z murawy. Zastąpił go Gordan Bunoza.
Zaraz Wisła stworzyła pierwszą bramkową szansę. Małecki wyłożył piłkę Meliksonowi, temu przeszkodził w oddaniu strzału Jodłowiec. W 11 min pierwszą ciekawą akcję skonstruowała Polonia. Cani przymierzył z 16 metrów. Piłka odbiła się rykoszetem od Meliksona i trafiła do Sultesa. Czech strzelał natychmiast, uprzedzając Pareikę, ale posłał piłkę tylko w boczną siatkę.
Przez kilkanaście następnych minut oba zespoły próbowali narzucić rywalowi swoje warunki. Na chwilę Polonia zagościła w pobliżu bramki Wisły, po czym warszawskie szyki obronne próbował rozerwać Małecki przebijając się lewą stroną. Sytuacje bramkowe się z tego nie rodziły.
Dopiero w 42 min po nieco przypadkowej sytuacji do wybijanej w polu karnym Wisły piłki dopadł Sultes i próbował strzelać przewrotką, ale przeszkodzili mu wiślacy i futbolówka poszybowała daleko obok słupka. W ostatnich chwilach pierwszej połowy jeszcze na indywidualny przebój zdecydował się Małecki, ale na końcu zachował się egoistycznie i sam strzelał, zamiast podawać do lepiej ustawionego Bitona. Zablokował strzał Sadlok.
Wisła zaczęła z animuszem II połowę, po czym w 57 min doznała kolejnej straty. Z czerwoną kartką musiał zejść Junior Diaz, którego na uderzeniu łokciem rywala przyłapał sędzia asystent. Na jego wskazanie wiślak dostał czerwoną kartkę.
Polonia musiała teraz zaatakować. W 65 min Cotra wymienił piłkę z Sultesem, dośrodkował w pole karne, wiślacy ratowali się wybiciem piłki. W 72 min przed szansą po rzucie wolnym i przy niepewnej interwencji Pareiki stanął Baszczyński. Strzelał, ale bramkarz Wisły zdołał złapać piłkę. Za chwilę nawet lepszą szansę miał Jodłowiec. Wygrał pojedynek z Nunezem, ale mając przez sobą tylko Pareikę, przestrzelił z ostrego kąta.
W 82 min naciskająca Polonia wypracowała sobie rzut wolny z prawej strony pola karnego, metr za jego linią. Na 20. metr do pozostawionego samotnie Sultesa wycofał futbolówkę Jeż, Czech uderzył na bramkę, piłka odbiła się po drodze rykoszetem od Kirma i myląc Pareikę wpadła do siatki. Goście prowadzili 1-0, a gola uczcili kołyską na cześć narodzonego dziś syna prezesa Polonii Józefa Wojciechowskiego.
Oni także kończyli mecz w dziesiątkę, po drugiej żółtej kartce dla Sadloka w doliczonym czasie, ale Wisła, choć przycisnęła w ostatnich minutach nie odrobiła już straty. Piłkę meczową miał Biton, ale uderzył obok słupka.
- Nie zeszliśmy poniżej poziomu pokazanego w meczu z Lechią, ale Wisła była bardziej wymagającym przeciwnikiem. W końcówce rundy wreszcie zaskoczyła nasza gra. To efekt konsekwentnej pracy z naszym trenerem - mówił po meczu Marcin Baszczyński, bardzo ciepło witany przez kibiców Wisły. - Słyszałem te śpiewy kibiców, nawet mnie przerosły, dla takich chwil warto żyć - przyznawał.
Kibice Wisły po meczu skandowali "Moskal Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz". - Miłe, ale trudno w tym szukać osłody po meczu przegranym na swoim boisku. Przyczyny porażki? Zacznę szukać win od siebie. Już w pierwszej połowie graliśmy inaczej niż chcieliśmy. W drugiej połowie po czerwonej kartce było ciężko realizować zamierzenia. No cóż, sędziowała nam nasza trójka międzynarodowa, należy ufać jej werdyktom - mówił Moskal.
Przed spotkaniem do galerii wiślackich sław dołączył Adam Musiał, pod dachem stadionu zawisła jego koszulka.
st