- Chciałbym pogratulować moim zawodnikom. Pokazali, że są drużyną – cieszył się po zwycięstwie nad Śląskiem trener Białej Gwiazdy, Kazimierz Moskal.
- Zagrali dobrze, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej, po strzelonym golu, można było się spodziewać, że gra będzie tak wyglądała. Myślę, że ogólnie zagraliśmy dobre spotkanie. Niezmiernie cieszą mnie te trzy punkty - przyznał Moskal.
Nie bał się zmian w wyjściowej jedenastce Wisły. Zamiast Dudu Bitona w ataku zagrał Cwetan Genkow. - Decyzja moja była taka, że Dudu rozpocznie mecz na ławce rezerwowych. Przebieg spotkania wymusił takie, a nie inne zmiany – wyjaśniał roszady w składzie Moskal.
Od pierwszej minuty przeciwko Śląskowi zagrał także Michał Czekaj, który jednak nie dotrwał do ostatniego gwizdka sędziego. Jak się okazało, powodem zejścia obrońcy z boiska była kontuzja. - Michał Czekaj już w pierwszej połowie narzekał na ból przywodziciela. Wytrwał do momentu, do którego mógł grać – tłumaczył trener Wisły Kraków.
Na pytanie czy spodziewa się, że Śląsk obroni pozycję lidera do końca rozgrywek, Moskal odparł: - Szczerze mówiąc interesuje mnie to, co będzie robić Wisła. Trudno jest być liderem i bronić tej pozycji. W tamtym roku po rundzie jesiennej byliśmy na drugim miejscu. Udało nam się dogonić Jagiellonię i prowadzenia nie oddaliśmy już do końca. Pytany natomiast o to, czy jego zdaniem Biała Gwiazda zasłużyła na wygraną, krótko odpowiedział: - Jeśli chodzi o pierwszą połowę – to tak. W drugiej to Śląsk przejął inicjatywę. Czy zasłużyliśmy na to zwycięstwo? Szczerze, to mnie to nie interesuje.
- Przegraliśmy mecz, w którym mogę przede wszystkim podziękować publiczności za wspaniały doping. W pierwszej połowie Wisła uzyskała przewagę w tym sensie, że posiadała częściej piłkę i stwarzała sytuacje – oceniał Orest Lenczyk, trener Śląska.
- Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że ten mecz zakończy się naszą przegraną po rzucie karnym. Tym bardziej, że obserwując drugą połowę, stworzyliśmy więcej sytuacji, po których nie mogliśmy mieć pretensji, że zawodnicy nie strzelili bramki. Mimo wszystko Pareiko albo był tam gdzie trzeba, albo jego umiejętności decydowały o tym, że bramka nie padła. Mecz stał się nerwowy. Nie wiem, jaki wpływ na to miała stracona bramka, jak też prowadzenie zawodów przez pana sędziego. Reakcja publiczności skłania mnie ku temu, że to nie był jego najlepszy dzień - podsumował Lenczyk.
wisla.krakow.pl