Wisła Kraków pokonała Lecha Poznań w hitowym meczu T-Mobile Ekstraklasy. Trzy punkty zapewnił Białej Gwieździe David Biton, który szybko zastąpił kontuzjowanego Cwetana Genkowa i zdobył zwycięską bramkę.
Lech Poznań - Wisła Kraków 0-1 (0-1)
0-1 Biton 25
Sędziuje Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Sobolewski, Paljić, Pareiko - Stilić, Injac. Widzów 18 200.
LECH: Kotorowski - Bruma, Wołąkiewicz, Djurdjević (30 Kamiński), Wojtkowiak - Injac, Kriwiec - Ślusarski (73 Tonev), Stilić, Wilk (55 Murawski) - Rudniew.
WISŁA: Pareiko - Jovanović, Chavez, Jaliens, Paljić - Sobolewski, Nunez - Iliev (75 Garguła), Melikson, Kirm (85 C. Wilk) - Genkov (10 Biton).
Najważniejszym zadaniem dla defensywy Wisły miało być zatrzymanie bramkostrzelnego Rudniewa, a też pokazał się już w 2 min. Mimo asysty dwóch rywali zdołał w polu karnym oddać strzał, pewnie obronił go Pareiko. W 5 min po rogu Łotysz zdołał z kolei wyskoczyć w górę wyżej od Chaveza i główkować, ale nad bramką.
Lech był groźniejszy w pierwszych minutach i w 8 min po błędzie Jaliensa mógł objąć prowadzenie. Holender źle przyjmował piłkę w polu karnym, skorzystał z tego stojący za jego plecami Rudniew. Dograł do Stilicia, a ten strzelał dwa razy, dobrze ustawiony Pareiko udanie interweniował.
W 10 min Wisła musiała już dokonać pierwszej zmiany. Kontuzjowanego Genkowa zastąpił Biton.
W 12 min wiślacy po raz pierwszy odpowiedzieli rywalom. Po podaniu Ilieva z 14 metrów strzelał Kirm, obok bramki. Chwilę potem goście byli bliscy trafienia. Iliev dośrodkował z rzutu rożnego, Melikson strzelał głową, piłkę na słupek wybił Kotorowski. Próbował ją jeszcze dobić z zerowego kąta Kirm, ale został zablokowany.
Mimo przewagi optycznej i w statystykach Lecha, w 25 min to krakowianie pierwsi zadali bramkowy cios. Paljic ostro wstrzelił piłkę w pole karne z lewej strony, Kirm uderzył ją i trafił w ... poprzeczkę, do odbitej futbolówki z głową pośpieszył ustawiony na 5. metrze Biton i posłał do siatki. Lechici wyglądali na zszokowanych.
Wisła mogła wkrótce wprowadzić rywala w większe osłupienie. W 31 min po szybkiej kontrze Melikson wyszedł sam na bramkarza, ale uderzył obok słupka.
Równie dogodną sytuację miał w 35 min Wojtkowiak, zamykał akcję przy rzucie rożnym, gdy piłkę przedłużył Kamiński, spadła pod nogi obrońcy Lecha, a ten z paru metrów posłał ją wysoko nad bramkę. W 39 min znów było groźnie pod bramką Wisłą. Po idealnym dośrodkowaniu Kriwca, Rudniew główkował z 5 metrów minimalnie niecelnie. Za chwilę kąśliwym strzałem z kozłem postraszył Pareikę Stilić.
Akcja natychmiast przeniosła się na na drugą stronę, a tam znów Kirm nie był w stanie wygrać pojedynku z Kotorowskim.
Jeszcze przed przerwą Wisła mogła boleśnie skarcić rywala za błędy w defensywie. W 45 min obrońcy Lecha ratowali się wybijając piłkę tuż sprzed linii bramkowej, a kiedy przejął ją w zamieszaniu Biton przymierzył w słupek.
Wyrównana walka toczyła się na początku II połowy, ale z czasem to Wisła zyskiwała przewagę. W 52 min fantastyczną paradą popisał się Kotorowski po tym jak groźnie uderzał Iliev. W 55 min Iliev i Melikson przebili się przez zasieki rywala, ale do podania pierwszego przed bramkę nikt nie doszedł. Lech nie mógł znaleźć sobie pozycji strzeleckiej, Wisła skutecznie wybijała go z uderzenia.
Lech zerwał się do walki w ostatnich minutach. Na bramkę uderzali Tonev (na raty wybijał piłkę Pareiko) i Murawski (strzelał z pierwszej piłki nad poprzeczkę), ale to było za mało, by uratować choćby punkt.
- To był nasz dobry mecz. To zwycięstwo było nam bardzo potrzebne po ostatnich porażkach - mówił po meczu piłkarz Wisły Gervasio Nunez.
- Pierwsze 15, 20 minut meczu w naszym wykonaniu były bardzo dobre, powinniśmy strzelić bramkę, a tu sami tracimy. Potem za mało cierpliwie graliśmy piłką, więc to Wisła wywozi trzy punkty, musimy się szybko podnieść po tej porażce - oceniał Hubert Wołąkiewicz.
- Po 20. minucie Wisła przejęła inicjatywę i była lepsza przez 60 procent meczu. Tak jak graliśmy pierwsze 20 minut powinniśmy grać przez 80. Nie zagraliśmy i to był nasz błąd - przyznawał najlepszy piłkarz Lecha w piątkowym meczu Krzysztof Kotorowski.
ST