Z prawie godzinnym opóźnieniem wylądowali na lotnisku w Balicach piłkarze Wisły Kraków. Wracającą z Cypru drużynę przywitała kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców. Co ciekawe, czekali z wyrazami wsparcia...
„Czy wygrywasz, czy nie, zawsze ja kocham Cię” – to usłyszeli wychodzący z hali przylotów zawodnicy Białej Gwiazdy. Mimo ogromnego rozczarowania wynikiem w meczu z APOEL-em Nikozja, kibice przyjechali na Balice powitać i wesprzeć piłkarzy. Fani podchodzili do Czarka Wilka i dziękowali mu za kilkanaście minut radości i wiary w to, że Wisła awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów.
- Nie spodziewaliśmy się tego, że kibice przyjdą nas powitać. Pomimo tego, że nie awansowaliśmy, są zawsze z nami. Przede wszystkim gramy dla nich i dla nich chcieliśmy awansować – powiedział na lotnisku Patryk Małecki.
- Byli lepszą drużyną. Kiedy strzelili drugą bramkę, nasza gra wyglądała całkiem dobrze, ale było to też spowodowane tym, że APOEL trochę się cofnął. Wróciliśmy do gry i zasłużyliśmy na to. W ostatnich trzech minutach wszystko poszło jednak nie tak. To wielkie rozczarowanie dla nas. Powinniśmy być zadowoleni z tego, że gramy w fazie grupowej pucharów europejskich, mimo że to nie jest Liga Mistrzów, ale na razie czujemy rozczarowanie – mówił z kolei trener Wisły, Robert Maaskant. - Cztery minuty przed końcem nasze marzenia legły w gruzach. Szczerze trzeba powiedzieć, że APOEL zagrał lepiej. Każdy z nas jest załamany, przeżywa to na swój sposób – dodał strzelec gola dla Białej Gwiazdy, Cezary Wilk.
AM/wisla.krakow.pl