- Saidi Ntibazonkiza został ewidentnie uderzony z pięści w brzuch przez jednego z graczy CSKA. Skulił się, zauważyłem to i automatycznie zareagowałem. Koledze działa się krzywda i nie było czasu na zastanawianie się - mówi Andrzej Niedzielan po debiucie w Cracovii, którego pewnie długo nie zapomni.
Niedzielan strzelił bramkę w sparingu z CSKA Sofia, ale mecz nie został dokończony, bo przerwały go przepychanki między zawodnikami obu drużyn. - Koledze działa się krzywda i nie było czasu na zastanawianie się. Jesteśmy jedną drużyną i stanowimy zespół - zarówno na boisku, jak i poza nim. Jeden za drugiego pójdzie w ogień - mówi Niedzielan. - Podbiegłem do tego zawodnika, który uderzył Saidiego, a że mam sporo siły to złapałem go mocno i odciągnąłem. Chciałem by zrozumiał, że nie powinien był się tak zachowywać. Zaraz doskoczyli pozostali piłkarze obu drużyn. Dobrze, że dobiegli również nasi zawodnicy, bo to pokazuje, że wszyscy trzymamy się razem i jesteśmy jedną drużyną. Fajnie, że nic złego się nie stało, nikt nikogo nie uderzył - oczywiście poza ciosem, który otrzymał Saidi - i szkoda, że ten mecz skończył się przedwcześnie. Bułgarzy obrazili się, albo przestraszyli i uciekli do szatni. My chcieliśmy kontynuować grę. Trudno.
Niedzielan wszedł na boisku po przerwie i wkrótce zdobył pierwszą bramkę w barwach Cracovii: - Oby tak dalej. To były moje pierwsze minuty gry z chłopakami, więc jeszcze brakuje nam nieco zgrania, ale przed nami wciąż dwa długie tygodnie. Ja z reguły szybko wkomponowuję się w zespół i staram się robić wszystko, żeby było dobrze i żeby dać z siebie jak najwięcej.
Jak ocenia grę w spotkaniu z CSKA Sofia? - Nie można odmówić nam zaangażowania i walki. Trafiliśmy na bardzo dobrą drużynę i tego nie ma co ukrywać. Bułgarzy byli bardzo dobrze zaawansowani technicznie, grali piłką, ale my nie chcieliśmy odstawać. Myślę, że aż takiej dużej różnicy nie było. CSKA to klasowy zespół, my też chcemy takim być. Szkoda, że przegraliśmy, bo człowiek ma taki charakter, że chce zawsze wygrywać - nawet w małej gierce na treningu. Jedno pocieszenie jest takie, że był to tylko mecz towarzyski, a przeważnie jest tak, że gdy przegrywa się sparingi, to potem w lidze jest dobrze. Mam nadzieję, że tak będzie w naszym przypadku.
Niedzielan zdaje sobie sprawę z oczekiwań kibiców Pasów wobec niego: - Kibice muszą wymagać i będą to robić. Ja się tego nie boję. Wychodzę na boisko po to, by dawać z siebie wszystko i z myślą o tym, by wygrać mecz. Nic innego mnie nie interesuje. Chcę pomóc drużynie w walce o punkty i w odniesieniu zwycięstw. Mam nadzieję, że przy okazji będę skuteczny. Siła tkwi jednak w drużynie - piłka to nie jest sport indywidualny. Wierzę, że będziemy mocni w lidze, że pójdziemy jeden za drugim i że nasza praca przyniesie efekty.
ST/Dariusz Guzik, cracovia.pl