- W Turcji piłkarze mają wyższe umiejętności indywidualne od tych grających w polskiej lidze. W tureckiej piłce są większe pieniądze, więc i kluby stać na sprowadzanie lepszych piłkarzy - mówi Piotr Brożek. Były wiślak, a teraz piłkarz Trabzonsporu w tym sezonie już nie zagra.
- Trabzonspor walczy o mistrzostwo Turcji, a Pan przyleciał do Polski. Co Pana sprowadza do kraju?
- Dla mnie niestety, sezon praktycznie się już skończył. Mam kontuzję mięśnia dwugłowego. Przerwa w grze przy tego typu urazie trwa około trzech tygodni. Biorąc pod uwagę fakt, że liga turecka właśnie wkracza w decydującą fazę, raczej już nie zagram.
- Do momentu odniesienia kontuzji grał Pan w podstawowym składzie w przeciwieństwie do brata. To akurat odwrotnie niż w Wiśle.
- Takie jest życie piłkarza. Z tym, że akurat teraz Paweł zaczął grać w wyjściowej jedenastce. Pech chciał, że stało się to w momencie, gdy ja złapałem kontuzję.
- Po kilku tygodniach gry w tureckiej ekstraklasie ma Pan na pewno swoje przemyślenia na temat jej poziomu. Jak wypada porównanie do naszej ekstraklasy, w której grał Pan tyle lat?
- Liga turecka jest mocniejsza od naszej. Główna różnica jest taka, że w Turcji piłkarze mają generalnie wyższe umiejętności indywidualne od tych grających w polskiej lidze. Wiadomo, że w tureckiej piłce są większe pieniądze, więc i kluby stać na sprowadzanie lepszych piłkarzy.
- Pan z bratem trafił do jednego z najlepszych obecnie klubów w Turcji. Dzięki temu macie niecodzienną możliwość wywalczenia dwóch tytułów mistrzowskich w jednym sezonie.
- To fakt. Ciągle jest taka możliwość, mimo iż w tej chwili w Turcji liderem jest Fenerbahce. Wierzymy jednak, że Trabzonspor wygra już wszystko do końca, a nasi rywale ze Stambułu zanotują przynajmniej jedno potknięcie.
- Po dobrych występach w Turcji liczy Pan na powrót do reprezentacji Polski?
- Jeszcze zanim odniosłem kontuzję, na jednym z meczów był asystent trenera Smudy, Jacek Zieliński. Rozmawiał na temat kadry z całą naszą trójką w Trabzonie. Nie będę krył, że chciałbym grać w reprezentacji. Ponieważ jednak teraz muszę myśleć przede wszystkim o zdrowiu, te plany trzeba na jakiś czas odłożyć.
- Jak wygląda pańskie życie w Turcji?
- Trochę różni się od tego w Polsce. Najważniejsze jednak, że w Trabzonie jestem z rodziną. Nie wyobrażałem sobie zresztą, żebym mógł tam żyć sam.
- Polską ligę Pan śledzi?
- Oczywiście. Doskonale orientuję się, jak wygląda sytuacja, a jak tylko jest możliwość, oglądam mecze na żywo.
- Spotkanie Wisły z Lechią Gdańsk też Pan oglądał?
- Oglądałem i szczerze mówiąc byłem przed tym meczem raczej spokojny o Wisłę.
- Skąd ten spokój, skoro Wisła przegrała wcześniejsze dwa mecze?
- Stąd, że odkąd Lechia wróciła do ekstraklasy, jest to rywal, który akurat Wiśle leży wyjątkowo. Widać to doskonale po wynikach. Obie drużyny rozegrały w tym czasie sześć meczów ligowych i wszystkie wygrała Wisła.
- Myśli Pan, że "Biała Gwiazda" już jest mistrzem Polski?
- Pamiętajmy o poprzednim sezonie, więc trzeba się wstrzymać z takimi stwierdzeniami. Szczerze jednak mówiąc, nie wydaje mi się, żeby drugi sezon z rzędu Wisła miała wypuścić swoją szansę w podobnych okolicznościach.
- Kiedy znów będzie Pan w Polsce?
- Przyjedziemy z Pawłem na ostatni mecz sezonu. Liga turecka kończy się wcześniej, więc będziemy mogli zobaczyć mecz z Polonią Warszawa. Mamy oczywiście nadzieję, że wtedy Wisła będzie już mistrzem Polski.
Rozmawiał Bartosz Karcz, Gazeta Krakowska