- Wydział Dyscypliny PZPN zajmie się sprawą ustawionego meczu Cracovia – Zagłębie Lubin z 13 maja 2006 roku?
WOJCIECH PETKOWICZ, rzecznik dyscyplinarny PZPN: - Na pewno. Podjąłem już pewne działania związane z tą sprawą, ale nie jestem w stanie precyzyjnie powiedzieć, kiedy skieruję odpowiednie wnioski do Wydziału Dyscypliny.
- Długo to potrwa?
- Będę starał się to zrobić jak najszybciej, ale dziś terminu nie jestemw stanie podać. Pośpiech nie jest zresztą naszym sprzymierzeńcem, bo decydując o karaniu innych bierzemy na siebie dużą odpowiedzialność. Proszę przyjąć do wiadomości, że ja muszę z każdym z tych oskarżonych porozmawiać. I to nie przez telefon i nie przez kilka minut. A równolegle prowadzę sto kilkadziesiąt innych spraw.
- Jak wygląda procedura działania w takich przypadkach?
- Można powiedzieć, że prowadzimy takie skrócone postępowania. Chcąc wymierzyć kary musimy poznać okoliczności sprawy i zbadać rolę danej osoby w zdarzeniu. Czy była inicjatorem, czy była aktywna, czy jedynie dorzuciła się do kapelusza.Musimy zbadać, czy ktoś się nie wybiela lub nie umniejsza swojej winy. To jak układanie puzzli.
- To Pan sugeruje Wydziałowi Dyscypliny wysokość kar?
- Tak.
- Co może więc grozić zamieszanym w tę konkretną sprawę piłkarzom?
- Nie chcę spekulować. Kary są różne: minimalne, takie jak pieniężne, i bardzo surowe, czyli wykluczenie z PZPN. Do tej pory nie zdarzyło się jednak, by za jeden zarzut – a z takim przypadkiem mamy tu do czynienia – zastosowano np. dyskwalifikację bezwzględną. Dyskwalifikacje były, ale z warunkowym zawieszeniem wykonania. Tak było choćby w przypadku Jarosława Laty z Jagiellonii.
- A klubom coś grozi?
- Nie wiem, czy będą ukarane, ale proszę pamiętać, że one odpowiadają za swoich członków. Na pewno więc będzie rozpoznawana odpowiedzialność klubów.
- To znaczy?
- Jeżeli o czynie korupcyjnym wie lub organizuje go wręcz prezes klubu, dyrektor sportowy, trener, czyli oględnie mówiąc osoby funkcyjne, to powoduje większą szkodliwość czynu i surowszą karę. Inaczej jest, jeśli sprawa zakończy się w gronie zawodników. Wtedy rozpatrujemy, czy klub miał szansę zareagować, czy mógł temu przeciwdziałać itp. Potem z odpowiedzialności podmiotu indywidualnego, czyli zawodników, wychodzimy na odpowiedzialność podmiotu zbiorowego, czyli klubu. W tym przypadku nie ma jednak przesłanek, by stwierdzić, że szefowie klubów wiedzieli o ustawieniu meczu.
- Kibice Cracovii i Zagłębia mogą więc spać spokojnie?
- Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Jeśli w toku mojego postępowania wyjdą informacje, że ktoś z funkcyjnych coś wiedział i nie zareagował, to zwiększy to odpowiedzialność dyscyplinarną klubu. Proszę poza tym nie zapominać, że Zagłębie było już karane za korupcję, więc dla niego to jest recydywa. Natomiast z tego, co wiem, to od piłkarzy Cracovii wyszła inicjatywa sprzedania meczu, a to okoliczność obciążająca.
- Zajmował się Pan kiedyś analogiczną sprawą?
- Odpowiem tak: nie było jeszcze przypadku ukarania klubu za jednorazową korupcję, ale ciągle wiszą sprawy m.in. Radomska i Radomiaka. Jedyne co mogę powiedzieć, to ani Cracovii, ani Zagłębiu nie będzie grozić degradacja.
- A co może im grozić? Minusowe punkty?
- Są w karomierzu, tak samo jak kary finansowe, odebranie licencji i szereg innych sankcji. Jednak dywagacje na temat, co i komu wlepimy, są zdecydowanie przedwczesne.
Rozmawiał Przemysław Franczak, Gazeta Krakowska