Sobotnie spotkanie z Lechią Gdańsk będzie już czwartym ligowym pojedynkiem Cracovii w rundzie wiosennej na swoim stadionie. Trzy dotychczasowe mecze potwierdziły tezę, że kibice mogą mieć wpływ na grę i postawę piłkarzy. Ich wsparcie może się przydać Pasom tym bardziej, że trener Jurij Szatałow musi sztukować dziury w pomocy.
Cracovia u siebie zaczęła od remisu 3:3 z zawsze mocną Legią Warszawa, potem były już zwycięstwa nad Lechem Poznań, a więc aktualnym mistrzem Polski (1:0) i z Koroną Kielce (3:0). W każdym z tych trzech spotkań kibice zebrani na trybunach stadionu przy ulicy Kałuży 1 byli dwunastym zawodnikiem drużyny. - To widać, że u siebie gra nam się lepiej, a doping naszej publiczności potrafi dodać nam skrzydeł. Przyjemnie gra się, gdy jest dużo ludzi - przyznaje pomocnik "Pasów", Mateusz Klich.
Na wyjazdach krakowianie wypadali rzeczywiście bardziej blado - we Wrocławiu szczęśliwie zremisowali ze Śląskiem 0:0, a w Zabrzu przegrali z Górnikiem 0:1.
Przeciwko Lechii Cracovia zagra bez leczącego uraz obrońcy Łukasza Nawotczyńskiego i Mateusza Bartczaka, który walczy z grypą i raczej nie będzie gotów do gry w sobotę. Prawdopodobnie do pełnego występu nie będzie też gotowy Arkadiusz Radomski. W kadrze na mecz będą natomiast Piotr Giza i Sławomir Szeliga, którzy wyleczyli w tym tygodniu urazy. Szeroka kadra szybko przydaje się więc Szatałowowi.
Lechia wyjechała do Krakowa w piątek rano, za bazę wybrała hotel Conrad. W zespole Tomasza Kafarskiego zaszła jedna zmiana w porównaniu z pucharową konfrontacją z Legią Warszawa - kontuzjowanego Marko Bajicia zastąpi Łukasz Surma.
ST/cracovia.pl