- Niektórzy może docenią pewne momenty, grę, którą okupiłem kontuzją, a potem robiłem wszystko, by jak najszybciej wrócić do gry. Aczkolwiek nie zrobiłem wiele dobrego dla Cracovii - przyznaje Bartosz Ślusarski. Napastnik Lecha wraca na stadion Cracovii.
- Dobrze Pan zaaklimatyzował się w Lechu.
- Tak, przepracowałem bardzo dobrze okres przygotowawczy. Zagrałem 45 minut w Lidze Europy z Bragą i zostałem zmieniony. Potem trafiłem na ławkę rezerwowych, byłem cierpliwy i doczekałem się na swoją szansę. W meczu Pucharu Polski z Polonią zdobyłem gola i wypracowałem rzut karny. Ostatnio w Gdyni mogłem cieszyć się ze strzelonej bramki.
- Przyjeżdża Pan do Krakowa, by coś udowodnić?
- Nie mam niczego do udowodnienia. Zdaję sobie sprawę z tego, że wobec Cracovii nie do końca byłem w porządku - chodzi o skuteczność. Mój najsłabszy okres w karierze przypadł akurat na te dwa lata, a właściwie na 13 miesięcy, bo siedem miałem "wycięte" przez kontuzję. Nie chcę już wracać do sytuacji z listopada. Odszedłem raczej w ciszy, nie komentowałem tego. Taka była decyzja szefa i tyle. Nie dziwiłem się kibicom, bo mieli powody do narzekania. Jak przychodziłem, było źle i tak zostało przez ostatnie dwa lata.
- Z pięciu piłkarzy, którzy podpisali się pod listem do zarządu w sprawie zaległych poborów, został tylko Arkadiusz Radomski.
- Kibice mają żal do tej piątki, że podpisała pismo. Było ono rzeczywiście niepotrzebne, ale nikt nie naraził dobrego imienia klubu. Decyzję o nim podjął cały zespół. Cóż, zarząd zadecydował o rozstaniu się z nami.
- Jak Pan ocenia rewolucję kadrową Pasów?
- Pewnie stwierdzili w klubie, że ryzyka nie ma, uważali, że z tym składem, który był, szanse na utrzymanie są małe i trzeba wykonać serię transferów. Jacy to są piłkarze, nie wiem.
Widział Pan mecz z Legią?
- Tak, nieźle prezentował się ten nowy stoper (Trivunović - przyp. żuk). Momentami podobała mi się gra, ale z defensywą nie było najlepiej. Niezłe były szybkie wyjścia Saidiego, Dudzica.
- Kontaktuje się Pan zapewne z kolegami?
- Tak, ale bardziej z tymi, których już nie ma w Cracovii - z Sasinem, Tupalskim, Pawlusińskim. Miałem dobry kontakt z Klichem, ale ostatnio się nie słyszeliśmy.
- Cracovię, by utrzymała się w lidze, ratuje tylko zwycięstwo, Pan może to popsuć...
Życzyłbym sobie, by została w ekstraklasie. Miałem negatywny wpływ na to, co się stało. Teraz gram w moim ukochanym Lechu. Zawsze daję z siebie wszystko, dlatego też wolałbym grać z Cracovią, która jest w środku tabeli.
- Ma większe czy mniejsze szanse na utrzymanie w porównaniu do chwili, gdy Pan odchodził?
- Mniejsze. Uciekają mecze, ale przeciwnicy gubią punkty. Cracovia odrobiła jednak dystans do Arki i Polonii.
- Pan pomógł jej, strzelając gola w Gdyni.
- Dostałem nawet miłe SMS-y, ale Lech wygrywa dla siebie.
- Jakiego przyjęcia się Pan spodziewa - kibice będą entuzjastycznie, neutralnie czy wrogo nastawieni?
- Będę optymistą i powiem, że neutralni. Niektórzy może docenią pewne momenty, grę, którą okupiłem kontuzją, a potem robiłem wszystko, by jak najszybciej wrócić do gry. Aczkolwiek nie zrobiłem wiele dobrego dla Cracovii.
Rozmawiał Jacek Żukowski, Gazeta Krakowska