Od poniedziałku do środy piłkarze Wisły Kraków przebywali na obozie w Zakopanem. Mieli ćwiczyć taktykę i się integrować. Większość wiślaków wróciła zadowolona, tylko Mateusz Kowalski o Zakopanem chce szybko zapomnieć...
Podczas krótkiego obozu nie zabrakło również treningów piłkarskich. – Trenowaliśmy intensywniej szczególnie nad wytrzymałością, bo wielu zawodników straciło przygotowania do sezonu. Według mnie bazuje się zawsze na możliwościach fizycznych – opowiadał trener Robert Maaskant, chwalący warunki, jakie zespół miał w Zakopanem.
Efekty treningów powinny być widoczne po przerwie reprezentacyjnej, bowiem sporo uwagi poświęcono również ciągłości gry. Z uczestników obozu można było swobodnie zlożyć dwie jedenastki, więc dało się trenować meczowe sytuacji. To miało pomóc w zrozumieniu roli w strategii forsowanej przez holenderskiego szkoleniowca. – Myślę, że piłkarze lepiej odczytują moje oczekiwania – stwierdził.
Wolny czas od zajęć zawodnicy spędzali razem, by jak najlepiej się poznać i stanowić grupę nie tylko na boisku. Poprawę atmosfery dało się zauważyć podczas czwartkowej akcji „Gramy dla Darka”. Przybyli zawodnicy znakomicie czuli się w swoim towarzystwie. Ostatnio było to jedynie pobożnym życzeniem, rodziło wzajemne pretensje i przenosiło się na jakość współpracy na boisku.
Jest jednak ktoś, kto o dobiegającym końca tygodniu jak najszybciej chciałby zapomnieć. To Mateusz Kowalski. Stoper pokazał się z niezłej strony w starciu ze Śląskiem Wrocław, ale o walce o podstawową jedenastkę będzie musiał zapomnieć. We wtorek nabawił się kontuzji łąkotki, a jak poinformowało Biuro Prasowe Wisły, w piątek czeka go operacja.
rb