Piotr Łuka dał się sprowokować i za to przeprasza. A Włochowi radzi: więcej szacunku dla Polaków
- Przed wizytą w Rzeszowie zapowiadaliście niespodziankę i słowa dotrzymaliście. Jak się okazuje, diabeł nie taki straszny...
- Piotr Łuka, przyjmujący AZS Częstochowa: Choroby pewnie nieco pokrzyżowały resoviakom szyki, pierwszy raz musieli sobie radzić bez Mikko Oivanena w ataku, jednak w tak silnym zespole rezerwowi też prezentują odpowiednio wysoką klasę. Z drugiej strony, dla nas też to był problem. Nie wiedzieliśmy do samego końca, kto zastąpi Oivanena, jak gospodarze będą atakować z pierwszej strefy. Odczytanie gry przeciwnika zajęło trochę czasu. Tak czy owak, bardzo się cieszymy ze zwycięstwa. Nie mam wątpliwości, iż w tym sezonie z hali Podpromie większość drużyn wyjedzie jednak bez punktów.