Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Artykuły / Felietony / Komentarze
„TEMPO”. Pawlik stylizuje na Sienkiewicza2026-05-12 23:27:00

W ciągu dalszym prezentacji wybranych publikacji red. Ireneusza Pawlika zamieszczanych w "Tempie" w latach 1984-1998, dziś oryginalny tekst językiem stylizowanym na Sienkiewicza: "Taniec z szablami".



Od autora

Masową produkcję tekstów trzeba było sobie urozmaicać. Sposobami bywały reportaże wcieleniowe typu "Jak handlowałem piłkarzami" (Jadowniczanki po meczu w Pucharze Polski z Widzewem Łódź, kiedy zjawili się kontrahenci z Górnika Knurów) czy "Jak ubiegałem się po schedę po Janie Ciszewskim" (w konkursie na sprawozdawcę urządzonym przez ośrodek TVP w Katowicach), liczne seriale w odcinkach (m.in. o Lacie, Kozakiewiczu, Pawłowskim, Kłobukowskiej, Michalczewskim, Jordanie, Gretzkym, Schwarzeneggerze i in., niektóre ukazały się potem w wersjach książkowych) oraz cykle, jak np. sztandarowy "Pitaval bokserski", albo też igraszki słowne, do czego wykorzystywałem skłonność do żartów oraz zapędy imitatorsko-parodystyczne. M.in. próbowałem naśladować pisarzy o charakterystycznym stylu. Najbardziej chciałem porwać się na Josepha Hellera, ale nie nadarzył się wystarczająco absurdalny temat. Lecz np. tekst językiem stylizowanym na Sienkiewicza się udało...


pawlik


Taniec z szablami


I ustawili się w ordynku samowtór obaj znamienici szermierze – roście Rzeczpospolita, gdy tacy jej synowie w szranki stają: Pan Andrzej K. z wielkopolskiego komputu, chorąży koniński, zacny rycerz wsławion wszędy, gdzie potykać się przyszło; i Pan Michał wedle niego, jakby na czystej krwie bachmacie komunikiem się zjawił. Obaj biegli wojennicy i grasanci plansz ościennych.


Pan Michał – jeden z czambuliku prześwietnych pacholąt, obyczajami polerowanemi i modestią się chlubiący, za młodu szpakami, niczym kawaler herbu Wczele, zaiste karmiony. Alboli synowiec to rodzica słynnego we wszech krainach, przez protoplastę skoligacony z dumnymi rodami, a przez macierz swą spowinowacony z trefnisiami scen wszelakich. Atoli nie jak święty Michał, co wojsku niebieskiemu przewodzi – Pan Michał drugi dopieroż szablowy junior w Polszcze.


Obadwaj w bielszych mleka kaftanach i szarawarach, jasnych koletach i pludrach. Pan Andrzej K. z płową, jak przejrzałe żyto czupryną, o twarzy młodej, orlikowatej, wesołej, hardej i junackiej młodzian, z oczyma, jak u rysia bystremi, do smukłej brzeziny podobien ze wzrostu. Złotoż to, nie rycerz!


Pan Michał zaś hołysz, nienajznaczniejszej postaci, lubo z oglądu bojarzyn, nie inaczej. Pomimo nikczemnej postury, arkana fechtunku jak niewielu zgłębił. Zasługa w tym rodziciela, pogromcy turniejów rozlicznych, równego sławie Laudy, oraz stołecznego fechtmistrza – Krzysztofa Grzegorka. Siła dobrego o nich w Rzplitej i świecie słyszano.


Na znak dany mąż zaczął potykać się z mężem. Pan Michał wprzódy w natarciu przydusił Pana Andrzeja K. Zakręcił szablą błyskawicznym półkolem i ugodził po raz pierwszy. I jeszcze raz poraził niechybnym sztychem. Pan Andrzej K. wszak nie ladaco, nie zakrzyknął: "Kończ waść, wstydu oszczędź!", lubo sam atak przypuścił. I nadeszły na Pana Michała ciężkie zgoła terminy. Gołe szabliska furkotały, przerzynając ze świstem rozedrgane od znoju i mitręgi powietrze. Furczało wokół nich, jak we młynie, bo też Pan Andrzej K. młyńcem zażył Pana Michała. Puścił w ruch podobien do śmig wiatraka koncerz. Aże chylące się na nieboskłonie słońce zabłysło mu na szabelce, więc otoczyła go jakoby tarcza świetlna, migotliwa. Pan Michał, wyćwiczony biegle we wszelakich fechtach, próbował zasłon sprytnych, zastaw misternych, lubo nieskutecznych.


Pomiarkował się wprędce Pan Andrzej K. i z fantazją okrutną szturm siarczysty przypuścił na szańce Pana Michała. Przednia karabela Pana Andrzeja K., jedna z najpierwszych w ojczyźnie, raz po raz grzęzła w substancji Pana Michała. Zali "mały rycerz" miał ulec?


Onże niepłochliwy. Tedy rozsierdził się wielce, szerpentyną czyniąc wicher i błyskawice, i głownią szabli w łepetynę Pana Andrzeja K. gruchnął. Nie usiekł go zawdy. Szabla wygięła się wszakoż w puginał podobna i pękła na dwoje ułomków. Pan Michał zebrał je i w bok odrzucił. "Do kaduka!" - zaklął i podjął szablisko następne. Narychtował się znowu, zrobił dla się do cięcia pole, wzniósł broń i zadał sztych nie do odparcia.

Na ten czas Pan Andrzej K. krzepko szablę w garści schwycił. Tenże mistrz fechtunku, szermierz zawołany pchnął raz i poczem jeszcze jeden ścigły cios wrzepił. Kompanionów jego czereda wydarła się wniebogłosy z radości nieokiełznanej.


Zamilkli wnet komiltonowie, kiedy pałasz Pana Michała kąśliwie dosięgł zręcznej kiści Pana Andrzeja K., któren na igrzysko fortuny ją wystawił zbyt śmiało, a Pan Michał siekł bez namysłu opodal rękojeści. Niejednego już śmiałka, niepomnego na dystans, tak szpetnie poszczerbił.


Znowuż porwali się do walki. Śmigłe karabele latały w powietrzu. Pan Michał oganiał się szparko, jak od muchy uprzykrzonej. Zdało się, że jatka będzie. Pan Andrzej K. nacierał z furią. Szczęk kling ozwał się echem w sercach wszyścich przytomnych onegoż pojedynku. Pan Michał przyciął jakby od niechcenia i to w sukurs Panu Andrzejowi K. przyszło, bo cios odbił i tąż odsiecz na swoją szalę przechylił i zakłuł, jak szerszeń bezlitosnym żądłem.


Panu Andrzejowi K. kompania krzyknęła: "Czuj duch!", a on Pana Michała już nie poniechał. Ucapił koncerz i z chyżością rysia natarł – aż Pan Michał pierzchnął niby tchórzem podszyty, aleć despektu ni sromoty rodowi nie przyczynił, snadź rozmyślnie zamysł rywala tym sposobem popsował. Jędrek to gwałtownik, rębajło srogi, lubo Pan Michał wojownik też zuchwały.


Rychło dobyli szabel. Starli się, jak dwa basiory, tnąc połyskującymi kłami. Szczęk kling stawał się coraz głośniejszy, raźniejszy, prędszy. Kompanionowie obydwóch wszczęli zgiełk i tumult. Pan Andrzej K. uwinął się wprędce i sprężyną wybornie uderzył.


Wadzić się wnet wznowili. Pan Michał siekł skroś bez miłosierdzia, z bisurmańska, na odlew, rozjątrzony do żywego, mrucząc pod nosem zapewne: "Niech mnie czarci dziś obłuszczą, jeśli oddam pole!". Zawzięty do ostatniego tchu. Skry sypnęły się, jak z kuźni, szable znów zabłysły, zakipiało. Nozdrza mu się rozdęły jako chrapy pełnokrwistego dzianeta. Zawarczało powietrze od wściekłego młyńca.


Aliści wspięli się raz jeszcze, poczęli tarmosić. Wszytkim dech zaparło okrom walczących. Święty Michał w niebiesiech oczy przymknął na klęskę imiennika. Albowiem to Pan Andrzej K., chwat nielada, spisał się gracko.


Tak to, wbrew "Potopowi", gdzie Pan Michał zwyciężył, wojowali w ćwierćfinale szermierczych mistrzostw Polski w Katowicach szabliści Andrzej Kostrzewa (Zagłębie Konin) i Michał Zabłocki (Marymont Warszawa). Kostrzewa wygrał 10-5 i potem zdobył tytuł wicemistrza kraju. Obyż obaj sprostali w międzynarodowej potrzebie glorii Panasienkiewiczowych bohaterów.


IRENEUSZ PAWLIK


PS z 2025 r.

Z powodu kontuzji Michał Zabłocki zakończył karierę szermierczą przedwcześnie i objawił się jako poeta, autor m.in. tekstów piosenek Grzegorza Turnaua, w tym wspaniałej "Naprawdę nie dzieje się nic".


pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik

pawlik


1_7_taniec.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty