TEMPO
-
Od Piłkarza do Supertempa
Przeżyjmy to jeszcze raz
Redaktorzy naczelni
Tempo we wspomnieniach
Laureaci Złotego Pióra
Felietonowa ekstraklasa
Mistrzowie reportażu
Konkurs im. Jana Rottera
Na zagranicznych wyjazdach
Tempo kuźnią kadr
Nasza Specjalność: Skarby Kibica
Wydania jubileuszowe
Medal Kalos Kagathos
Wasze ulubione, stałe rubryki
Pod patronatem Tempa
Okno na Wielopolu
Nie tylko w Krążowniku
Gościli w redakcji
To też część naszej historii
Oni tworzyli tę gazetę
Z DOMIESZKĄ RETRO (13)
Bobby Charlton: wspólne dobro świata
Nie ma znaczenia, kto najbardziej płacze. Old Trafford? Wembley? Zapewne jednak cały świat, który ma świadomość jak wielki skarb właśnie stracił. Na miarę Pelego, Diego Maradony, Johanna Cruyffa, Alfreda di Stefano i zaledwie kilku innych… Odszedł Sir Robert Charlton, który nawet dla sztywno trzymającego się etykiety Albionu częstokroć był „Bobbym”. Kimś z nas. Dobrem należącym do wszystkich, mimo że z tak odległej epoki i czasem sprawiającym pewne kłopoty.
Były różnej natury. Opowiedział mi niedawno obecny prezes MZPN, Ryszard Kołtun, gdy mu z początkiem lat 70. ubiegłego wieku nie przyznano punktu w konkursie kibiców, bo użył wersji „Robert Charlton”, a nie „Bobby Charlton”. Jak pierwotnie a całkiem bezpodstawnie upierało się jury. Na szczęście połowicznie poszło po rozum do głowy i ostateczne wyniki jednak nie zostały wypaczone. Innym razem, niestety na łamach najbardziej zasłużonego tytułu na rynku polskiej prasy sportowej Roberta pomylono z jego bratem, Jackiem. I była to przykra wpadka, świadcząca niestety o braku kompetencji.
Choć nie tak przykra jak źle układające się relacje między słynnymi braćmi. Grubo post factum wyszło na jaw, że poróżnili się o kobiety. Mrs Cissie Charlton z pewnością była kochana przez obu synów. Kłopot dotyczył synowej od strony Bobby’ego, Normy. Młodszy z Charltonów został przez matkę postawiony przez dylematem: ja albo ona… Bobby opowiedział się w tym konflikcie po stronie żony, co spowodowało lodowate ochłodzenie nastrojów na braterskim gruncie. Cisza na łączach trwała długo.
A przecież dotyczyła bohaterów mundialu wciąż najpiękniejszego dla Anglii. Tego z lipca 1966, gdy jako podopieczni Alfa Ramseya sięgali z kolegami po „Złotą Nike”. Poszczególne ogniwa tej zjednoczonej wspólnym celem drużyny z dramatycznego finału z RFN, niestety też w zwartym szeregu, zdążyły odejść stąd do wieczności. Gordon Banks, George Cohen, Jack Charlton, Ray Wilson, Nobby Stiles, Bobby Moore, Alan Ball, Roger Hunt, Martin Peters, teraz Bobby Charlton… Ostał się już tylko Geoff Hurst, który w decydującej fazie turnieju cokolwiek niespodziewanie zastąpił Jimmy’ego Greavesa. I był to strzał w „10”, akurat Hurst ustrzelił w walce o wszystko hat trick na wagę upragnionego tytułu.
Gdyby jednak wskazać najważniejszą personę ekipy - postacią absolutnie pierwszoplanową był Bobby Charlton. Jako mózg drużyny, strateg niezrównany i jednocześnie bezlitosny egzekutor. Piękny był gol strzelony z dystansu Meksykowi, bramka zdobyta kosztem Portugalii na 2-0 też była rajem dla estetów. O zdobyciu „Złotej Piłki” właśnie za rok 1966 w plebiscycie „France Football” (minimalnie, jednym głosem przed fenomenalnym Portugalczykiem Eusebio, przewaga nad Franzem Beckenbauerem była już wyraźna) przesądził uniwersalizm Charltona. Już naprawdę mało kto pamięta, gdy hasał na lewym skrzydle ataku, co zresztą znajdowało ślad w bardzo wtedy popularnej międzynarodowej ankiecie na łamach tygodnika „Sportowiec”. Niewątpliwie wtedy mogłem pierwszy raz zwrócić uwagę na kogoś, kto dopiero aspirował na herosa światowych aren.
Formalnie brał udział w czterech mundialach, czynnie w trzech z nich. Ten ostatni, w Meksyku ’70, nie zakończył się happy endem, choć Anglia była bodaj jeszcze mocniejsza niż cztery lata wcześniej na własnym terenie. Licznik występów Bobby’ego w reprezentacji stanął na liczbie „106”, akurat na rewanżu z RFN. Anglicy prowadzili 2-0, wydawali się pewni swego, z takiego założenia wyszedł selekcjoner Ramsey. Dał Charltonowi odpocząć, przedwcześnie… Sytuacja nagle uległa diametralnej zmianie, doszło do dogrywki, a w niej Anglicy polegli. Bobby uznał, że w wieku 33 lat trzeba ograniczyć się do aktywności klubowej. I przekazał tę decyzję Ramseyowi, choć z pewnością stać go było jeszcze na pogodzenie obu obowiązków.
Jak przez długie sezony w drużynie narodowej, jeszcze dłużej był filarem Manchester United. Należał do „dzieci Matta Busby’ego”, z którym zimą 1958 - dzięki ratunkowi bramkarza Harry’ego Gregga - przeżył tragiczną katastrofę na lotnisku Riem pod Monachium. Równo dekadę później Charlton u boku Busby’ego dostarczył światu najbardziej materialnego i symbolicznego zarazem dowodu, że Manchester United nigdy nie zginie, a wielki też być potrafi. W finale klubowego Pucharu Europy Charlton rozpoczął i w dogrywce zamknął niezapomniany mecz z Benfiką. W triumfie, poprzedzonym dramatycznym dwumeczem z naszym Górnikiem Zabrze (Na Old Trafford w błotnej kąpieli, na Śląskim w Chorzowie w śnieżnych zaspach), bezpośrednio brał udział George Best, Denisa Lawa zmogła kontuzja. To był iście magiczny trójkąt. Jego istnienie dowodziło, że Anglik potrafi dogadać się z Irlandczykiem oraz Szkotem. I to jak, na absolutnie niebotycznym poziomie…
Trzymali się razem aż do późnej jesieni 2005. W pewne czwartkowe popołudnie z samochodu zaparkowanego przed londyńskim Cromwell Hospital wysiedli Sir Robert Charlton i Denis Law. Tytanom z Old Trafford przypadło rozegranie z kolegą klubowym definitywnie ostatniej akcji. Tej w absolutnej ciszy i powadze, bo stan zdewastowanego zdrowia George’a Besta nie pozostawiał żadnej szansy na ratunek. „Van Gogh futbolu” odszedł w otoczeniu najbliższych kumpli z niezapomnianej drużyny.
Teraz do Besta dołączył Sir Robert Charlton.
Dżentelmen futbolu, którego wartości nie przeminą nigdy. Ani pamięć o Bobbym…
JERZY CIERPIATKA
Jerzy Cierpiatka
- AUSTRALIAN OPEN. Pięć polskich zwycięstw
- Lwy Terangi lepsze do Lwów Atlasu
- EHF EURO 2026. Islandia też za mocna dla biało-czerwonych
- HOKEJ. JKH pokonał Zagłębie, Unia liderem
- SHORT TRACK (ME). Dwa medale bialo-czerwonych
- Wtorek, 20 stycznia 2026 r.
- Poniedziałek, 19 stycznia 2026 r.
- ŁYŻWIARSTWO FIGUROWE (ME). Gruzińskie złoto
- RAJD DAKAR. Al-Attiyah po raz szósty
- SNOWBOARD. Król-Walas na podium PŚ (akt.)
- Brotherm Kraków najlepszy w XII Memoriale Stanisława Syrdy
- RB LIPSK - BAYERN 1-5 (FOTO)
- AMPFUTBOL. Wysokie zwycięstwo nad Indonezją
- Synerise SA sponsorem tytularnym Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana
- 12 drużyn w XII Memoriale Stanisława Syrdy
- EHF EURO 2026. Wysoka porażka z Węgrami
- HOKEJ. Stalowe Pierniki zatrzymały Unię
- Zmiany w Sandecji
- LK UEFA. Lech z Kuopio, Jagiellonia z Fiorentiną
- Wembanyama zadebiutuje w Sosnowcu
- AMPFUTBOL. Zwycięstwo nad Hiszpanami
- Niedziela, 18 stycznia 2026 r.
- Mecze TAURON Hokej Ligi online w TVP Sport
- Sobota, 17 stycznia 2026 r.
- Monte Carlo - rajd, który uczy pokory
- Piątek, 16 stycznia 2026 r.
- SIATKÓWKA. ZAKSA - SKRA (FOTO)
- Surinam ma nowego trenera
- Mikaela Shiffrin po raz 107!
- Jota Gonzalez wybrał osiemnastkę na EHF EURO 2026
- Czwartek, 15 stycznia 2026 r.
- Środa, 14 stycznia 2026 r.
- Wszystkie nagrody dla Bogdanki LUK Lublin (FOTO)
- Superpuchar dla Barcelony, gol Lewandowskiego
- KOSZYKÓWKA. Puchar Polski dla Ślęzy
- ZAKOPANE. Lanisek dedykuje zwycięstwo Stochowi
- Kolejny, historyczny sukces siatkarzy Bogdanki LUK Lublin: do kolekcji Puchar Polski
- HOKEJ. Mistrz pokonał lidera
- PIŁKA RĘCZNA. Remis z Serbami
- ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Sześć złotych medali!
- UNITED CUP. Do trzech razy sztuka, triumf biało-czerwonych!
- Wtorek, 13 stycznia 2026 r.
- Poniedziałek, 12 stycznia 2026 r.
- Krakowski finał Pucharu Polski siatkarzy: po raz pierwszy do Lublina czy po 39 latach znów do Rzeszowa?
- Klaudia Zwolińska laureatką Plebiscytu PS
- ZAKOPANE. Biało-czerwoni na podium
- ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Złota polska sobota
- PIŁKA RĘCZNA. Wygrana z Serbami
- Lindsey Vonn po raz 84
- UNITED CUP. Biało-czerwoni w finale!
więcej wiadomości >>>


