- Było już kilka meczów, po których byłem zadowolony. Nie będę ich teraz wymieniał. Wszyscy krytycy i znawcy piłki nie pamiętają dobrego, ale tylko to, co złe. Czy to był najlepszy mecz? Nie, bo najlepszy przed nami - powiedział na konferencji prasowej po meczu z USA Franciszek Smuda.
Czego zabrakło do zwycięstwa?
- Większej konsekwencji w grze obronnej. Nie można jednak mówić o jakiejś negatywnej niespodziance. Czterech obrońców wypadło nam przed wyjazdem do Stanów, Kamil Glik skręcił lekko staw skokowy na treningu i musieliśmy wystawić tę czwórkę, którą mieliśmy. Został nam jeszcze jeden mecz i Kamil może zagrać z Ekwadorem
Spodziewał się pan tak twardej gry ze strony Amerykanów?
- Oczekiwaliśmy, że Amerykanie zagrają agresywnie. My chcemy grać z takimi przeciwnikami, żeby na tle silnego rywala, realizować styl, którego się uczymy. Przez większość meczu mieliśmy inicjatywę i organizowaliśmy sobie kontrataki, a nawet grę pozycyjną. Piłka chodziła od nogi do nogi, nie było straty piłki po trzech podaniach, a o to mi właśnie chodzi.
Czy nie za późno na boisko wszedł Andrzej Niedzielan?
- Nie za późno, a powiedziałbym, że raczej w sam raz. Przecież po jego wejściu na boisko, zaraz strzeliliśmy drugą bramkę.
- Budujące jest to, że pana podopieczni nie załamali się po stracie pierwszej bramki.
- Nigdy nie było tak, że moje drużyny kończyły grę po utracie bramki. Ja przeżyłem z wieloma zespołami kilka horrorów, gdzie przegrywając 0:3, wyciągaliśmy wynik na 4:3. Ten zespół budujemy tak, aby w takim stylu i z takim charakterem grał w każdym meczu do końca na mistrzostwach Europy.
Czy zaskoczyła pana bardzo dobra gra Adama Matuszczyka?
- Nie, bo wiedziałem co potrafi, zaraz po tym, jak go pierwszy raz zobaczyłem w meczu FC Koeln. Dyrektor jego klubu powiedział mi, że jest to jeden z najbardziej utalentowanych zawodników, jakich ma. Jeżeli nadal będzie grał w pierwszym składzie w klubie, to będziemy mieli z niego wiele pożytku.
Dlaczego zrobił pan tylko jedną zmianę?
- A co miałem cyrk robić ze zmianami na boisku? Jeżeli coś funkcjonuje, to nie szuka się kwadratowych jaj.
Ale mecze towarzyskie są właśnie od tego, żeby sprawdzać zawodników. Sam pan tak mówi.
- Jak to był mecz towarzyski, to ja muszę oddać licencję! To był mecz jakbyśmy grali o punkty. Była walka, było tempo i wszystko! Mecze międzypaństwowe to nie jest zabawa ani gra w dziadka, ale wielki prestiż. O ten prestiż walczyli Amerykanie i my.
ASInfo