Pełen dramaturgii piąty mecz finałowej serii WNBA zakończył się zwycięstwem Phoenix Mercury nad Indianą Fever w stosunku 94-86.
Przyjezdne znakomicie wprowadziły się w rywalizację, wygrywając pierwszą kwartę 23-16. Kolejne podania kierowane były do Tammy Sutton-Brown, która imponowała skutecznością w polu trzech sekund. Walka rozgorzała na dobre, a lekkie urazy zmusiły do opuszczenia parkietu Tangelę Smith i Cappie Pondexter. Mimo to Phoenix wyszło na prowadzenie 51-42. - Musimy utrzymać poziom agresji – przedstawiała w przerwie receptę na sukces Diana Taurasi.
Najlepsza ekipa Konferencji Wschodniej nie zamierzała się poddać. Na nieco ponad cztery minuty do końca spotkania doprowadziła do wyrównania 80-80, a kilkanaście sekund później objęła dwupunktowe prowadzenie po trafieniu Tamiki Catchings, która wywalczyła sobie piłkę ofensywną zbiórką. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Odkrytą pozycję na półdystansie wykorzystała Pondexter, a faulowane koleżanki nie myliły się z linii rzutów osobistych.
- To była spektakularna seria. Dziękuję za stworzenie tego widowiska obydwu drużynom – wyznała podczas dekoracji zwyciężczyń komisarz ligi, Donna Orender. Z jej rąk powędrowała nagroda MVP dla Taurasi, która w decydującym starciu uzyskała 26 punktów. Dla Phoenix Mercury jest to drugie zwycięstwo w historii rozgrywek. Wcześniej zaszczyt ten spotkał drużynę w 2007 roku.
Robert Błaszczyk