Piąte zwycięstwo z rzędu odnieśli siatkarze z Krosna. Po dwóch pierwszych gładko wygranych setach zespołowi Krzysztofa Frączka przydarzył się przestój, ale na błędy w tie-breaku nie było już miejsca.
Rafako Racibórz - Karpaty Krosno 2-3 (20-25, 17-25, 25-20, 26-24, 13-15)
RAFAKO: Jajus, Szmidtka, Cieślar, Gonsior, Lipiec, Kawka, Słanina (libero) oraz Barteczko, Stanienda.
KARPATY: Biegun, Habel, Gadzała, Książkiewicz, Gosik, Bryliński, Wilk (libero) oraz Janas, Włodarczyk, Skrzypek.
Nie bez kozery mówi się, że trzecia partia jest najtrudniejsza w meczu siatkówki. Przekonali się o tym na własnej skórze krośnianie, którzy zbyt pewni swego liczyli na szybkie rozstrzygnięcie po wyśmienitym początku w swoim wykonaniu.
Dwie pierwsze odsłony nie wzbudziły zbyt wielkich emocji. Siatkarze z Krosna pewnie i bez skrupułów wykorzystywali każde "potknięcie" Rafako. Dopiero w połowie trzeciego seta przebudzili się gospodarze, którzy głównie dzięki skutecznej zagrywce zapisali go na swoim koncie.
Najwięcej emocji dostarczyła czwarta partia. Racibórz prowadził już nawet 21-17, ale zawodnicy Karpat jakimś cudem dogonili rywali. Na nic się to jednak zdało, bo autowy atak Jonasza Bieguna, notabene byłego siatkarza Rafako ucieszył jego byłych kolegów.
Tie-break dzięki mniejszej ilości błędów własnych minimalnie wygrali goście z Krosna, którzy podobnie jak w pierwszym spotkaniu obu zespołów okazali się lepsi dopiero po 5 setach.
TC