Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Podkarpacie > Seniorzy > II liga (wschód)

Przełamali niemoc

Sokół Aleksandrów Łódzki – Stal Sandeco Rzeszów 0-3 (0-0)

0-1 Kiema 50
0-2 Udoudo 76
0-3 Duda 90+2, karny
Sędziował Piotr Gajewski (Kraków). Żółte kartki: Kuklus, Tem. Widzów 200.

SOKÓŁ: Sima - Kuklis, Płaczek, Ziółkowski, Woźniczak (81 Bartos) - Słyścio (65 Krakowski), Łagodziński, Białek, Świętosławski - Obi Uche (46 Noga), Tem (64 Sessou).
STAL: Wróbel - Hus, Duda, Chałas, Tomasik - Majda (83 Grad), Sikorski, Kiema, Krauze (78 M. Jędryas), Reiman (80 Kloc) - Udoudo.

 

Na twarzach piłkarzy rzeszowskiej Stali Sandeco nareszcie zagościł uśmiech. Pomimo olbrzymich problemów kadrowych, biało-niebiescy pokonali na wyjeździe zespół Sokoła Aleksandrów Łódzki, popisując się niezłą skutecznością. Czy to początek marszu rzeszowian w górę tabeli, czy jedynie zwycięstwo nad mającym słabszy dzień rywalem?

 

Dopiero w szóstej kolejce drugoligowy beniaminek z Rzeszowa posmakował zwycięstwa. Podopieczni trenera Czesława Palika nareszcie przełamali strzelecką niemoc i w ładnym stylu ograli rywala, pokazując tym samym że kłopoty potrafiły ich wyjątkowo zmobilizować.


Jak chodzi o sprawy kadrowe to rzeszowski szkoleniowiec miał niemały ból głowy. Do gry nie powrócił jeszcze Ireneusz Gryboś, ze składu wypadli Karol Wójcik i Damian Szala, kontuzje leczy ponadto kilku zawodników więc nastroje dalece odbiegały od optymistycznej nuty. Mimo wszystko trener Palik wierzył w pomyślny finał.
Z początku szybkie tempo narzucili rzeszowianie, lecz gra szybko się wyrównała i obie strony próbowały się nawzajem straszyć. Nie były to jakieś specjalnie groźne okazje, więc obrońcy nie mieli wiele do roboty, chociaż w 16 min swoje umiejętności musiał potwierdzić rzeszowski bramkarz, wygrywając pojedynek jeden na jeden z Obi Uche.
Naprawdę nieciekawie mogło być w 36 min, kiedy to piłka przefrunęła nad Tomaszem Wróblem i zmierzała już do bramki, kiedy w ostatniej chwili takiemu trafieniu „z niczego” zapobiegł Tomasz Tomasik. Zimny prysznic otrzeźwił rzeszowian, lecz efekty przyszły dopiero po przerwie.
Rzut rożny, zamieszanie pod bramką gospodarzy – i obecność Sergesa Kiemy, którego po raz kolejny nie zawiódł strzelecki instynkt. W 50 min gry stalowcy nareszcie obejmują prowadzenie i od tego momentu wyraźnie przeważają na murawie. Udowodnili to w 76 min akcją Wojciecha Krauze z Emmanuelem Udoudo. Po strzale tego pierwszego golkiper gospodarzy zdołał odbić piłkę, ale toczącą się futbolówkę niczym lew swoją ofiarę dopadł Emmanuel Udodudo i podwyższył rezultat. Wynik ustalił w doliczonym czasie gry Piotr Duda, który pewnie egzekwował „jedenastkę” podyktowaną za faul na Mateuszu Jędryasie.
JCZ

Gdybym był w Polonii, to już by mnie nie było… - mówi Czesław Palik, trener II-ligowej Stali Sandeco Rzeszów

- Z nożem na gardle, wygraliście arcyważny mecz w Aleksandrowie Łódzkim. Humor dopisuje po tak długo oczekiwanym zwycięstwie?
- Nie ukrywam, bardzo się cieszę lecz już myślę o przyszłości. Tej najbliższej, czyli o środowym pojedynku z Concordią. Wprawdzie z tym rywalem świetnie nam poszło w barażowym dwumeczu, ale to będzie już zupełnie inny pojedynek. Na pewno czujemy się podbudowani psychicznie, w końcu coś się nam udało. Zagraliśmy tak samo dobrze jak dotychczas, z tą jednak różnicą że nareszcie nie zabrakło nam skuteczności.
- Trudne to były chwile, jednak zespół pokazał twardy charakter. Co ciekawe, w obliczu posuchy jak chodzi o napastników, zdobywacie z akcji dwa gole.
- I jako pierwsi w meczu strzelamy bramkę. Nie powiem, poczułem ulgę kiedy prowadziliśmy 1-0, ale prawdziwy kamień spadł mi z serca nieco wcześniej, w I połowie. Mówię o sytuacji, w której piłka minęła już naszego bramkarza i zmierzała do celu. W ostatniej chwili futbolówkę z linii wybił Tomek Tomasik.
- Gdyby gospodarze objęli prowadzenie, byłby to cios powalający was na deski. Zdołalibyście jeszcze jakoś odwróci losy tego meczu?
- Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale ja twierdzę, że tak. Wygralibyśmy. Drużyna grała naprawdę mądrze, poprawnie, realizowała założenia taktyczne, a trzeba zauważyć że wystąpiliśmy w nieco eksperymentalnym ustawieniu 4-2-3-1, takim „diamenciku”. Musieliśmy sięgnąć głębiej do rezerw, a gdyby na ławce posadzić tych, którzy grać na razie nie mogą, ławka okazałaby się dla nich za krótka… Jakoś sobie poradziliśmy i to jest dobry prognostyk. W przerwie powiedziałem do chłopaków: wyszliśmy z opresji, w końcu słoneczko uśmiecha się do nas szeroko. Musi się udać! Uwierzyli i dopięli swego. Minęło ledwie pięć minut i padł dla nas gol, o dziwo Serges Kiema nie strzelił go głową – a to przecież jego ulubiony sposób; zresztą nieważne jak, ważne iż coś wpadło, co pozwoliło nam poczuć się pewniej i uwierzyć w siebie.
- Słychać było opinie, że dni trenera Palika w Rzeszowie mogą być już policzone…
- Ja ufałem prezesowi, on zaufał mi. Pewnie, gdybym był na przykład w Polonii Warszawa, to już by mnie nie było… Ma szczęście prezes wykazał się mądrością – po prostu obiecałem, że Jackiem Husem poradzimy z tym sobie – i coś już drgnęło w wynikach. Przecież do tej pory nie graliśmy źle, mimo tych kłopotów kadrowych. Były sytuacje strzeleckie, i to wcale nie pojedyncze, lecz szwankowała skuteczność. Co innego, jeśli miotalibyśmy się po boisku, bez pomysłu na grę. Wtedy zgadzam się, byłby inny temat. Szkoda tylko, że takich efektów bramkowych brakowało wcześniej. Liczę, że karta już się odwróciła, ci co mają strzelać gole – odblokowali się. Zobaczymy wszystko we środę.

JCZ

WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty