Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Podkarpacie > Seniorzy > I liga
Cudu nie było, lider okazał się za mocny2009-10-03 20:49:00

Nic dwa razy się nie zdarza - po wyrzuceniu z Pucharu Polski obrońcy trofeum Lecha Poznań liczyliśmy na drugą sensację w wykonaniu piłkarzy Stali. Górnik okazał się jednak za mocny. Wygrał zasłużenie, chyba nawet za skromnie.


Stal Stalowa Wola – Górnik Zabrze 1-3 (1-2)

0-1 Pitry 4
0-2 Kulig 33
1-2 Piszczek 45
1-3 Pitry 90
Sędziował Michał Mularczyk (Skierniewice). Żółte kartki: Czpak - Magiera. Widzów 3500.
STAL:
Wietecha – Drozd (59 Gilar), Maciorowski, Piszczek, Lebioda – Czpak, Krawiec (80 Wieprzęć), Migalewski, Trela – Michalczuk, Wasilewski (46 Szymiczek).
GÓRNIK: Nowak – Kulig, Karwan, Pazdan, Magiera – Bonin (68 Dzienis), Strąk (64 Danch), Przybylski, Madejski (56 Gorawski), Szczot – Pitry.

 

Śląski klub sponsorowany przez ubezpieczeniowego giganta Allianz po spadku z ekstraklasy zachował skład. Zmienił tylko trenera - Henryka Kasperczaka zastąpił Ryszard Komornicki. Pomaga mu Marek Piotrowicz, który grał w Stali, gdy ta występowała w ekstraklasie.
Piłkarze z Zabrza prowadzą w lidze, choć zapewne potrafią grać lepiej. W Stalowej Woli czuli się jak w domu - dopingowało ich ponad tysiąc kibiców. Z kolei w sektorze Stali doszło na początku spotkania do starć z ochroną. Kibice obwiniają ochroniarzy o złe potraktowanie niepełnosprawnego fana i jego opiekuna, pilnujący porządku twierdzą, że winni ekscesów są szalikowcy. Klub ma się przyjrzeć sprawie...
Górnik nie popełnił błędu Lecha i do swoich obowiązków zabrał się jak należy. Błyskawicznie pokazał gospodarzom, kto będzie rozdawał karty - Piotr Madejski dośrodkował w pole karne, a Przemysław Pitry, nomen omen były napastnik "Kolejorza", głową wpakował piłkę do siatki. W 90 minucie Pitry wykorzystał błąd Bartłomieja Piszczka i kiks bramkarza Stali Tomasza Wietechy, ustalając wynik. Bramki zadedykował córce Amelii. Drugi gol dla zabrzan padł w podobnych okolicznościach, co pierwszy. Tym razem centrował Robert Szczot, a głową uderzał Przemysław Kulig.

Trafienie Piszczka dawało stalowcom nadzieję, ale nic więcej, bo rywale okazali się drużyną zdyscyplinowaną taktycznie. Z łatwością dochodzili również do kolejnych sytuacji. Gospodarze walczyli, swoje szanse miał Jurij Michalczuk, jednak nie pierwszy raz w tej rundzie Ukrainiec w decydujących chwilach zawodzi.

Po meczu powiedzieli


Janusz Białek, trener Stali. - Moi zawodnicy starali się, biegali i walczyli, ale to Górnik był drużyną lepszą. Stwarzał okazje i potrafił je wykorzystać. Trzeciego gola zabrzanie dostali od nas w prezencie. Takie bramki w zawodowej piłce nie powinny padać.
Ryszard Komornicki, trener Górnika. - Sprawę ułatwiła nam szybko strzelona bramka, choć gospodarze po zdobyciu kontaktowego gola uwierzyli we własne umiejętności i musieliśmy uważać. Wiedzieliśmy, że Stal dobrze wykonuje stałe fragmenty, a mimo tego nie ustrzegliśmy się błędu. Trzeci mecz z rzędu graliśmy w takim samym składzie i niektórym piłkarzom brakowało sił.
Bartłomiej Piszczek, obrońca Stali. - Przed przerwą nic nie graliśmy. Nie oddaliśmy strzału, nie zagroziliśmy górnikom. Nawet gola zdobyliśmy trochę przypadkowo. W drugiej połowie było znacznie lepiej, choć muszę przyznać, że zabrzanie nie pozwalali nam na wiele. Górnik okazał się przeciwnikiem bardziej wymagającym od Lecha.
Przemysław Pitry, napastnik Górnika. - Pierwszy raz strzeliłem dla Górnika dwa gole w meczu. Współczuję bramkarzowi Stali, przytrafił mu się straszny kiks. Piłka odbiła się od nierównej murawy, a ja wpakowałem ją do siatki. Tak kuriozalnego gola jeszcze nie strzeliłem.




WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty