- Przed sezonem są duże nadzieje. Klub zrobił duży wysiłek organizacyjny, aby pozyskać nowych, dobrych piłkarzy. Ocena potencjału tej drużyny jest wysoka, a więc poprosiłem zawodników o dobrą grę i o mobilizację - mówi przed pierwszym meczem sezonu prezes Cracovii Janusz Filipiak.
Pasy zaczynają sezon później niż inni I-ligowcy i to wciąż nie w lidze, a w Pucharze Polski. W sobotę grają z Zawiszą Bydgoszcz, prowadzonym przez byłego trenera Cracovii Jurija Szatałowa. - To mecz jest dla nas ważny z wielu powodów - mówi prezes Filipiak w wywiadzie dla klubowego serwisu. Przed sezonem są duże nadzieje i powiedziałem o tym piłkarzom. Jestem w piłce dziesiąty rok i mam różne doświadczenia, ale jestem optymistą i wierzę w tę drużynę. Będziemy starali się podtrzymać tę bardzo dobrą atmosferę, tak aby wśród piłkarzy nie wystąpiły niesnaski, co może powodować słabszą grę.
Filipiak zdradza, że trwają rozmowy o systemie premiowania piłkarzy. - Zarząd jeszcze nad tym pracuje. Chcielibyśmy uniknąć sytuacji, gdy będą wysokie premie, a zespół skończy na przykład na ósmym miejscu. Cel, jaki został postawiony przez drużyną, czyli pierwsze, bądź drugie miejsce ma wyzwolić ambicję u piłkarzy. Jeśli ten cel zostanie spełniony, to premie będą wysokie, natomiast jeśli zespół wyląduje gdzieś dalej, to zarząd nie widzi powodów, by te premie płacić. Zostało to przyjęte ze zrozumieniem przez piłkarzy.
Filipiak potwierdził, że Cracovia stara się jeszcze o powrót Jana Hoška. - Rozmawiamy na temat Hoška i on też po przemyśleniu sprawy chce do nas wrócić. Tyle tylko, że zawodnik nabawił się w ubiegłym tygodniu kontuzji, a strona czeska oczekuje za niego nadal bardzo wysokich pieniędzy. Wszyscy wiedzą, że po Euro takich pieniędzy nikt nie płaci, tym bardziej, gdy zawodnik jest kontuzjowany i musi do nas przejść na leczenie. Mówi się w tym kontekście o dwóch miesiącach rehabilitacji, zanim Hošek mógłby dojść do formy, więc dla nas jest to inwestycja i to Czesi muszą zrozumieć. Negocjacje w tej sprawie trwają.
Nierozwiązana jest sprawa Saidiego Ntibazonkizy. - Ten zawodnik jest kontuzjowany, a zatem mamy bardzo małe szanse pozbycia się kogoś, kto musi przejść operację i dochodzić do siebie. Ze strony Lecha była duża chęć, by kupić Ntibazonkizę - nawet kontuzjowanego - ale po namyśle zdecydowali się, że to my go mamy najpierw wyleczyć. W tej sytuacji trudno mieć pretensje do kogokolwiek - piłkarz w tej chwili współpracuje z nami, żeby być znów zdolnym do gry, a także żeby jego transfer przyniósł jakąś korzyść finansową.
ST/cracovia.pl