Dwa lata czekali fani Widzewa, aby na swoim stadionie zobaczyć mecz ekstraklasy. I zapewne są zadowoleni z występu ulubieńców, którzy zremisowali 1-1 z mistrzem Polski. W 61 minucie Bosacki po starciu z Ukahem stracił przytomność i został odwieziony do szpitala.
Widzew Łódź - Lech Poznań 1-1 (0-0)
0-1 Rudnevs 77
1-1 Sernas 84
Sędziował Mirosław Górecki (Katowice). Żółte kartka: Pinheiro, Broź - Wilk. widzów 9800.
WIDZEW: Mielcarz - Broź, Ukah, Szymanek, Dudu - Budka, Pinheiro, Kuklis (59 Panka), Grischok (79 Lisowski), Durić (69 Nakoulma) - Šernas.
LECH: Burić - Wojtkowiak, Arboleda, Bosacki (65 Kikut), Gancarczyk - Injac, Wilk, Peszko, Štilić (56 Rudnevs), Krivets - Wichniarek (82 Tshibamba).
Pierwszy kwadrans to "popis" sędziów. Najpierw boczny pokazywał przy krótko rozgrywanym rogu ofsajd, choć w bramce stało dwóch graczy. Kiedy w kolejnej akcji powtórzył to, wydaje się, że rozjemca nie za bardzo rozumie przepisy. W 15 minucie Gancarczyk zaatakował nogi Budki i nie ulegało wątpliwości, że arbiter musiał podyktować rzut karny dla łodzian. Ten jednak, choć był blisko akcji, nie dostrzegł przewinienia. W pierwszej połowie nieco więcej z gry mieli mistrzowie kraju, ale niewiele z tego wynikało. Trzeba jednak dodać, że Lech miał w 24 minucie wyborną okazję. Po rzucie rożnym w wykonaniu Peszki najwyżej wyskoczył Bosacki i po jego "główce" Mielcarz efektowną paradą zażegnał niebezpieczeństwo.
W 56 minucie na murawie pojawił się nowy napastnik Lecha - Artjoms Rudnevs. Zanim jednak mógł pokazać swoje umiejętności, doszło do nieprzyjemnego incydentu. W walce o piłkę zderzyli się głowami Bosacki i Ukah. Gracz z Poznania stracił przytomność i z rozciętą, krwawiąca głową padł bez ruchu na murawę. Po błyskawicznej akcji lekarzy wprawdzie odzyskał świadomość, ale karetką na sygnale został odwieziony do szpitala.
Widzewianie grali coraz lepiej, atakowali i kiedy wydawało się, że są blisko objęcia prowadzenia - zostali skarceni. Z prawej strony wrzucił futbolówkę w pole karne Peszko i debiutujący w ekstraklasie wspomniany Rudnevs głową trafił w górny róg. Przelobowany Mielcarz nawet nie próbował interweniować. Na tym emocje się nie skończyły, bowiem stosunkowo szybko Widzew wyrównał. W ogromnym zamieszaniu podbramkowym Sernas strzelił z linii pola karnego i po niepewnej interwencji Burica futbolówka - trafiając w słupek - wpadła do siatki. W tej akcji Nakoulma piłkę dotknął ręką Nakoulma - co sygnalizował Arboleda - lecz sędzia nie przerwał gry.
Bartosz Bosacki został na noc w szpitalu
– Bartek ma wstrząśnienie mózgu i kilkucentymetrową ranę na głowie, która musiała zostać zszyta. Lekarze podjęli decyzję, by na wszelki wypadek został na obserwacji w szpitalu. Jutro zostaną wykonane dodatkowe badania – powiedział kierownik drużyny Lecha, Łukasz Mowlik.
Powiedzieli po meczu
- Wynik remisowy wygląda na zasłużony, ale ja odczuwam niedosyt. Nie cieszymy się z tego punktu. Graliśmy przeciętnie i nie powinniśmy dać sobie wydrzeć zwycięstwa, prowadząc na kwadrans przed końcem meczu. Zgadzam się, że w perspektywie meczu pucharowego z Dnipro, wypadliśmy bardzo blado - stwierdził trener Jacek Zieliński.
- Dziękuję zespołowi za walkę, bo graliśmy z mistrzem Polski. Przegrywaliśmy w drugiej połowie, ale chwała chłopakom, że grali do końca. Nie wiem czy nie było spalonego przy golu dla Lecha, jednak sędzia nie gwizdnął, więc nie ma co rozpaczać. Jeśli nie jesteśmy w stanie wygrać, warto wziąć remis. Bruno Pinheiro trochę osłabł w końcówce, bo musiał nabiegać się za Stilicem. Dużemu wysiłkowi piłkarzy nie sprzyjała też pogoda - powiedział opiekun Widzewa, Andrzej Kretek.
- Przyjechaliśmy tutaj z zamiarem wygranej i nawet byliśmy blisko tego celu. Niestety, Widzew grał do końca i doprowadził do remisu. To było wyrównane spotkanie i myślę, że podział punktów nikogo nie skrzywdził, chociaż my liczyliśmy na więcej - podsumował napastnik Lecha, Artur Wichniarek.
(ASInfo/widzewiak.pl)
AnGo