Ta wiadomość jest szokująca dla działaczy, hokeistów i kibiców w Nowym Targu. Kanadyjczyk Kelly Czuy spakował się i wyjechał w nieznanym kierunku.
– Dzisiaj rano znalazłem w jego mieszkaniu list pożegnalny. Brakowało tylko kluczy – mówi członek zarządu Andrzej Zając, który na co dzień jest przy drużynie. – Nigdy nie przypuszczałem, że w taki sposób może pożegnać się hokeista z profesjonalnym kontaktem. Mam nadzieję, że chłopaki pokażą góralski charakter i bez Kanadyjczyka będą w stanie utrzymać się w ekstraklasie.
– Na wczorajszym treningu nic nie wskazywało na to, że nas opuści – mówi trener Podhala, Jacek Szopiński. – Nie dał poznać po sobie. Ćwiczył jak zawsze, z ogromnym zaangażowanie. Zresztą pytałem go, po wieściach jakie się rozniosły, czy wszystko jest w porządku. Zapewnił mnie, że jest OK. No cóż, trzeba się z tym pogodzić.
Czuy już drugi raz wyciął numer nowotarżanom. W poprzednim sezonie wyjechał do ojczyzny pod pretekstem załatwienia spraw skarbowych i zapewniał, że wróci. Nie wrócił. Teraz pod osłoną nocy opuścił kolegów, którzy bardzo liczyli na niego w play out. To drugi taki przypadek, gdy hokeista z kraju Klonowego Liścia w tak nietypowy sposób wyjechał z Nowego Targu. Pierwszym był bramkarz z polskim rodowodem - David Lemanowicz.
Stefan Leśniowski
Więcej na portalu
sportowepodhale.pl

Kelly Czuy (z prawej) wyjechał z Nowego Targu. Fot. Mateusz Leśniowski