Aksam Unia Oświęcim – Zagłębie Sosnowiec 9-1 (3-0, 2-1, 4-0)
1-0 Wojtarowicz – Gabryś (0.55)
2-0 Rziha – Krajci (4.52)
3-0 Krajci – Noworyta – Zatko (9.52, w obustronnym osłabieniu)
3-1 Dołęga – Duszak (25.55, w osłabieniu)
4-1 Rziha – Krajci (34.04)
5-1 Jaros – Kłys (35.15)
6-1 Wojtarowicz – Łopuski (41.40, w przewadze)
7-1 Piotrowicz – Jaros – Jakubik (42.29)
8-1 Wojtarowicz – Łopuski (43.54)
9-1 Połącarz – Krajci (57.41).
Sędziowali: Jacek Rokicki oraz Wojciech Kolusz i Robert Długi z Nowego Targu. Kary: 53 (w tym kara meczu 5+20 dla Zatki i 10 za niesportowe zachowanie dla Rzihy) – 53 min (w tym kara meczu 5+20 dla Tobiasza i 10 za niesportowe zachowanie dla Podsiadły oraz kara techniczna). Widzów: 2000.
UNIA: Zborowski – Zatko, Noworyta (5+20), Krajci, Tabaczek, Rziha (4+10) – Kłys (2), Gabryś, Łopuski, Prochazka, Wojtarowicz – G. Piekarski, A. Kowalówka (2), Modrzejewski (2), Jakubik (4), Jaros (2) oraz Piotrowicz, Radwan, S. Kowalówka, Urbańczyk, Połącarz.
ZAGŁĘBIE: Dzwonek – Działo, Kuc (4), Dołęga, Zachariasz, Twardy – Kurz, Jaskólski, Bernat (2+5+20), Kostecki, Podsiadło (2+10) – Cychowski (4), Duszak, Szewczyk, Zdenek, Golec (2) oraz Jarnutowski, Białek, Mazurek (2).
Najszczęśliwszy po meczu był Marcin Jaros, który zdobyciem gola na 5-1 uczcił urodziny syna Ksawiera. – Oświęcimscy hokeiści zawsze mieli córki, a mnie się urodził syn – promieniał ze szczęścia lewoskrzydłowy trzeciego ataku Unii.
To był początek trzeciej odsłony, w której oświęcimianie wrócili na właściwe tory, bo druga tercja była słabsza w ich wykonaniu. – Wtedy chłopcy złapali kilka kar i to w ataku, które zupełnie rozbiły nam grę – powiedział Karel Suchanek, trener oświęcimian.
– To jasne, że musieliśmy szukać swoich szans w kontrze – tłumaczył Mariusz Kieca, trener sosnowiczan. – Nie udało nam się wykorzystać trzech „setek”, ale gola zdobyliśmy przypadkowo, podczas kary Jarka Kuca, czyli graliśmy w osłabieniu. Na początku trzeciej tercji, po szybkiej stracie szóstej i siódmej bramki, zespół siadł psychicznie, a po ósmym golu musiałem wziąć czas, żeby nieco uspokoić chłopców.
W 36 min kibice byli świadkami bójki Mirosława Zatki z Tobiaszem Bernatem. Obaj najpierw spojrzeli sobie głęboko w oczy, robiąc groźne miny, aż w końcu przeszli do dzieła, czyli rękoczynów. Z tej rywalizacji zwycięsko wyszedł oświęcimski defensor. Obaj jednak zostali odesłani przez sędziego do szatni. – Wszystko zaczęło się dość niewinnie, bo od słownych utarczek, ale musiałem upomnieć czupurnego sosnowiczanina, który miał ochotę obijać liderów naszego zespołu, czyli Łukasza Rzihę i Roberta Krajciego. Kiedy wypadki zaczynają się toczyć bardzo szybko, trudno potem zapanować nad emocjami. Żałuję swojego postępowania – tłumaczył się z bójki Zatko.
Kiedy Tomasz Połącarz zdobył dziewiątą bramkę, kibice ostrzyli sobie zęby na dwucyfrowy wynik, ale tym razem musieli się obejść smakiem.
Jacek Filus