- Ze zdrowiem, odpukać, już jest dobrze. Wierzę, że ten sezon zakończy się sukcesem drużyny, a mnie uda się zaistnieć w reprezentacji - opowiada portalowi sportowetempo.pl środkowy bloku Asseco Resovii Łukasz Perłowski.
- Spotkanie z Jastrzębskim Węglem przesiedziałeś na ławce. Byłeś zaskoczony albo rozczarowany decyzją trenera Ljubo Travicy?
- Nie byłem. Wiadomo, jak się sprawy mają. Przed sezonem wszyscy zawodnicy zostali poinformowani, że w zespole nie ma pewniaków. Stojąc w kwadracie dla rezerwowych także dobrze ogląda się mecze (śmiech).
- Twoja nieobecność była podyktowana problemami ze zdrowiem?
- Absolutnie nie. Taka była po prostu taktyka trenera. A co do mojego zdrowia - powiem szczerze, że czuję się lepiej niż przed kontuzją barku. Klub wysłał mnie na operacje do słynnej włoskiej kliniki w Forli u profesora Porceliniego. Dużo pomogła mi jego fizykoterapeutka Eliza De Santis. Doskonała opieka, perfekcyjna rehabilitacja, tego samego zdania jest zresztą Michał Winiarski, który wracał do zdrowia w tej samej placówce. Pragnę złożyć osobne podziękowania pod adresem naszego klubowego fizykoterapeuty Jacka Rusina, który latem minionego roku poświęcał dla mnie swój prywatny czas.
- Wracając do ostatniego występu przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi, czy był taki moment, w którym obawiałeś się o końcowy wynik?
- Był, ale obawy szybko minęły. Po przegraniu drugiego seta bałem się czy gospodarze nie podyktują swoich warunków. Początek trzeciej odsłony w naszym wykonaniu definitywnie mnie uspokoił. Wzięliśmy taki mały rewanż za finał Pucharu Polski.
- Przed Asseco Resovią kolejne trudne pojedynki. Uważasz, że na finiszu zasadniczej części rozgrywek uda Wam się zająć drugie bądź trzecie miejsce w tabeli?
- Mam nadzieję, chyba nikt nie chciałby na dzień dobry trafić na Skrę. Czekają nas teraz pojedynki z Zaksą Kędzierzyn, AZS Częstochowa i Delectą Bydgoszcz. Mecze o podwójną stawkę. Chodzi o dobrą pozycję wyjściową przed play off i rachunki do wyrównania. Przegraliśmy w pierwszej rundzie mecze z tymi zespołami, a przecież nie czujemy się gorsi. Dla nas liczą się tylko i wyłącznie zwycięstwa. W tym sezonie pozostały nam ekstraklasa i Liga Mistrzów. Wiadomo, jakie są oczekiwania ze strony sponsorów i kibiców. Walczymy, aby sprostać wyzwaniom.
- Myślisz, że w PlusLidze jest już taki zespół, który w walce o mistrzostwo będzie w stanie zdetronizować Skrę Bełchatów?
- Wiele bym dał, aby okazała się nim Resovia. Skra nie rządzi tak jak dawniej, ale to nadal główny kandydat do złotego medalu.
- Sporo się mówi o tym, że w przyszłym sezonie Asseco Resovię ma wzmocnić Daniel Pliński. Co na to Łukasz Perłowski?
- Nic. Za wcześnie o tym mówić. Oczywiście, że dla nas byłoby to kolosalne wzmocnienie, ale jestem przekonany, że to tak jak w polityce, temat zastępczy. Daniel koncentruje się na grze w Skrze, a nie szukaniu wokół siebie rozgłosu.
- Tobie po tym sezonie także wygasa kontrakt z Asseco Resovią. Otrzymałeś już może jakieś propozycje?
- Z nikim nie rozmawiałem, nikt się ze mną nie kontaktował. Gram dla Resovii i to wszystko w tym temacie.
- Nadal jesteś pod obserwacją selekcjonera Daniela Castellaniego. Pewnie marzysz, by w końcu znaleźć się w ścisłej dwunastce?
- Na mojej pozycji rywalizacja jest ogromna. Do notesu Castellaniego trafił także Grzegorz Kosok, który znakomicie się zaaklimatyzował w naszej drużynie. Czas biegnie, w szerokiej kadrze jestem już od kilku sezonów, ale walczyć trzeba do końca o elitarną dwunastkę.
- Jesteś wiernym kibicem siatkarzy drugoligowego Wisłoka Strzyżów. Podobno każdą wolną chwilę poświęcałeś na to, aby obejrzeć mecz z ich udziałem?
- To mój macierzysty klub. A ja nie wypieram się swoich korzeni. Kiedyś nawet zrezygnowałem z gry w SMS PZPS Rzeszów na rzecz juniorów Wisłoka.
- Łukasz Perłowski to nie tylko siatkarz. Posiadasz dyplom rzeszowskiej Politechniki. Twoja specjalizacja to zarządzanie i inżynieria produkcji...
- Zawód mam, ale póki co, pragnę skupić się na grze w siatkówkę, gdzie nie powiedziałem ostatniego słowa.
Marek Styka